Listy i Pamiętnik - Marek Hłasko - ebook + książka

Listy i Pamiętnik ebook

Marek Hłasko

3,4

Opis

Zbiór niepublikowanych listów i „starego” Pamiętnika Marka Hłaski jest tomem niezwykłym z dwóch powodów. Po pierwsze: prezentowane listy rzucają zupełnie nowe światło na relacje pisarza z ojczymem i matką. Okazuje się, że zależności łączące członków niezwykłego trójkąta Hłasków-Gryczkiewiczów są zupełnie odmienne od ogólnie panującej opinii. Mit zbuntowanego nastolatka, niezdrowo przywiązanego do matki i jednocześnie nienawidzącego swego ojczyma, poddany musi zostać zdecydowanej rewizji. Drugą niezwykłością tego tomu jest wydobycie z niepamięci młodzieńczego pamiętnika Marka Hłaski, stanowiącego wspaniały kontekst dla pierwszego Dziennika Agnieszki Osieckiej. Przyszły prozaik barwnie opisuje realia powojennej Polski, swoją prostolinijnością rozbawiając czytelnika do łez.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 125

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Projekt ‌graficzny: Andrzej Barecki

Redakcja: Anna ‌Młynarczyk

Korekta: Bogusława Jędrasik

Na okładce ‌wykorzystano ‌zdjęcie ‌z Archiwum Marka ‌Hłaski/East ‌News/fot. ‌Agnieszka Osiecka

Copyright © ‌by Agnieszka ‌Czyżewska

Copyright ‌© by Wydawnictwo ‌Iskry, ‌Warszawa ‌2017

ISBN 978-83-244-0497-1

Wydawnictwo Iskry

al. Wyzwolenia ‌18, ‌00-570 Warszawa

tel. (22) ‌827-94-15

iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis ‌rzeczy

Wstęp

Matczynka ‌i Massa

Matka

Ojczym

Gryczkiewiczowie

Post scriptum ‌– kilka słów o ‌pamiętniku

Listy

Listy bez daty

Pamiętnik

Pamiętnik M. ‌Hłasko No 1

Pamiętnik ‌M. ‌Hłasko No ‌3

Pamiętnik ‌M. ‌Hłasko. Tom czwarty (napisany ‌na Śląsku)

Nota wydawnicza

Przypisy

Wstęp
MATCZYNKA ‌I MASSA

Legenda Marka Hłaski ‌jest dość ‌pojemna. Zawiera się w niej ‌i casusszofera ‌samouka, i awanturnika, i kobieciarza, i mizogina, ‌i globtrotera. Na pograniczu mitu ‌oraz prawdy ‌leżą ‌zaś ‌związki rodzinne pisarza, szczególnie ‌relacje z matką i ojczymem. Z dostępnych ‌listów wyłania się ‌obraz ‌niezwykle skomplikowanego, choć ‌bardzo ‌zażyłego związku ‌Marii Hłasko z synem. Na podstawie ‌korespondencji ‌można także ‌wysnuć wniosek, że pisarz ‌nie żywił ‌wobec Kazimierza Gryczkiewicza ‌zbyt ‌ciepłych uczuć. Odczytując zbiór ‌opublikowany w 2014 roku przez ‌Andrzeja Czyżewskiego jako ‌swoistą epistolarną biografię, ‌ujrzeć można proces dojrzewania ‌młodego człowieka, epokę nastoletniego ‌buntu ‌i dorosłej nostalgii za ziemią ojczystą ‌i najbliższą ‌mu osobą – ‌matką. Lektura listów oraz ‌szkicu Matka HłaskiBarbary Stanisławczyk ‌pozwala ‌rozrysować ‌wyobrażenie ‌autora Cmentarzyjako niewdzięcznego, ‌przepełnionego goryczą i pretensjami, wrażliwego ‌jedynaka, ‌który ‌z zazdrości ‌o ojczyma ‌urządzał matce ‌awantury i stosował szantaż ‌emocjonalny ‌zakrojony na szeroką skalę. Takie ‌też wyobrażenie funkcjonuje w świadomości czytelniczej i historycznoliterackiej. A więc legenda Hłaski obejmowałaby dwa skrajne wizerunki: ten kreowany na potrzeby literackiej elity i czytelników – brutalny, szorstki i utracjuszowski, oraz prywatny, intymny – delikatny, rozemocjonowany, wyegzaltowany.

Nowo odkryte listy pozwalają nie tylko na uzupełnienie, ale wręcz przewartościowanie obrazu relacji rodzinnych Gryczkiewiczów-Hłasków. Okazuje się bowiem, że stosunek pisarza do ojczyma wcale nie był tak antagonistyczny, jak dotychczas uważano. Możliwe, że wszystkie gorzkie słowa i niepochlebne opinie, jakie wyrażał w znanej dotychczas korespondencji, były wynikiem nastoletniego buntu czy raczej – buntów, bo mówić można raczej o wybuchach niechęci niż o trwałej nienawiści. Może się nawet okazać, że odbiór Kazimierza Gryczkiewicza w oczach Marka Hłaski zbliżony był raczej do postaci ojca z Najlepszych lat naszego życia niźli do surowego uzurpatora figury patriarchalnej.

W świetle nowych zapisków zasadniczej zmianie nie ulega natomiast obraz matki. Figura stabat Mater, wywodząca się bezpośrednio z martyrologicznej autokreacji Marii Hłasko, wymaga jednak pewnego uściślenia, albowiem relacja syna i matki rozdarta jest dziś narracjami Barbary Stanisławczyk i Andrzeja Czyżewskiego. Autorka Matki Hłaski opisuje zrozpaczoną rodzicielkę, strażniczkę życia i twórczości krnąbrnego, niewdzięcznego Marka, który pozostawił ją w kraju w pogoni za innym, zachodnim losem. Biograf pisarza wskazuje zaś na apodyktyczność, zaborczość i egzaltację Marii z jednej strony oraz na przywiązanie Marka z drugiej. Wydaje się, że historię relacji Hłaski z matką należy odtworzyć od podstaw, ponieważ obydwa warianty, w połączeniu z nową pulą korespondencji, pozwalają zweryfikować dotychczasową wiedzę i postawić leżące najbliżej prawdy hipotezy.

MATKA

Rodzice Hłaski rozwiedli się po zaledwie czterech latach małżeństwa. Matka Marka zmuszona była do samotnego wychowywania małoletniego syna i jednocześnie utrzymywania domu. Wydaje się, że takie doświadczenie mogło wydatnie wpłynąć na jej stosunek do dziecka, ukształtować nadopiekuńczość i zaborczość. Andrzej Czyżewski podaje, że Marię od początku cechowało wyjątkowe wyczulenie na punkcie syna. „Kubuś” nie miał zbyt dużej swobody, poza rodzinne Śródmieście nie wychylał się prawie wcale, a i podwórkowe eskapady odbywały się pod czujnym okiem opiekunki. Ograniczenie swobody i kontaktu dziecka ze światem w połączeniu z niemal całkowitym oddaniem jedynakowi stanowiło zapewne podwaliny relacji Marii Hłasko z synem. Późniejsze lata wojenne i codzienny lęk przed śmiercią, konieczność przeprowadzki z Powiśla na Wolę, katastrofa powstania i konieczność rejterady ze stolicy – wszystko to spotęgowało z pewnością troskliwość matki. Warto zaznaczyć, że Maria nie była wówczas skazana na samotną walkę z losem. Pomagali jej rodzina byłego męża i siostra, Teresa Czyżewska, w 1943 roku pojawił się także Kazimierz Gryczkiewicz. Nie było zatem tak, że matka Hłaski zmagała się z trudami okupacji w odosobnieniu. Podczas gdy wychodziła do pracy w elektrowni miejskiej, Markiem zajmowali się rodzina bądź sąsiadki, nie błąkał się on po ulicach jak wiele innych warszawskich dzieci. Przyszły pisarz chodził do szkoły i przebywał pod stałą opieką, nie mniej staranną niż przed wojną. Właściwie jedynymi chwilami wolności były wizyty u babki Hłaskowej oraz wujostwa Czyżewskich czy wakacje w Szczakach-Złotokłosie. Rzec by można, że owa troska o syna i chęć stałej kontroli stanowiły zupełnie naturalny odruch matki żyjącej w okupowanym mieście. Wojenne doświadczenia wydają się być tym czynnikiem, który najsilniej ukształtował późniejszą relację Marii i Marka.

Najwcześniejsze zapiski Hłaski pochodzą z okresu pobytu w Częstochowie u serdecznej przyjaciółki matki, Ireny Kozłowskiej. Próżno w nich szukać wyznań odnoszących się do rodzicielki, to raczej zapis codziennych przygód młodego chłopca na dzikiej, świeżo wyzwolonej ziemi. Prędzej odnaleźć można w Pamiętniku opis wyprawy po bomby czy broń, charakterystykę wojsk radzieckich niż jakąkolwiek historię o matce wykraczającą poza czysto informacyjny zapis odnoszący się do codzienności.

Co innego listy z obozów harcerskich i zimowego wyjazdu do Drewnicy, wysyłane już pod wrocławski adres domu przy Borelowskiego, w którym zamieszkał Hłasko wraz z matką i Kazimierzem Gryczkiewiczem. One przepełnione są rozpaczą rozłąki, prośbami o przyjazd czy nawet szantażami („Mamo, błagam Cię na wszystko, przyjedź do mnie. Mamusiu, żebym był mógł z tobą porozmawiać, to bym cię jakoś przebłagał. Ale tu nie mogę się wypowiedzieć. Pamiętaj o tym, że pisząc ten list, płaczę. Zrobisz, jak uważasz, ale cóż mnie biednemu kto poradzi”). Trudno rozstrzygnąć, czy zrozpaczony ton tych listów jest szczery, a jeśli nawet, to w jakiej części. W latach 1945–1948 Hłasko ma odpowiednio jedenaście-czternaście lat. Czy to możliwe, żeby nastoletni chłopak tak bardzo tęsknił za matką? Znajdował się przecież wśród rówieśników, w męskim gronie, przeżywając męską przygodę. Z całą pewnością była to próba dorosłości, jednak nie pierwsza. Doświadczył przecież okrucieństwa wojny. Widział zwłoki na ulicach, walące się w mgnieniu sekund budynki rażone bombami, getto, obok którego przechodził, idąc do babci na Chłodną, i obok którego ruin zamieszkał tuż po jego likwidacji w 1943 roku. Hłasko należał do pokolenia wojennego, tej jednak jego części, która zmuszona była do przyjęcia roli świadków – ludzi zbyt młodych, by walczyć, lecz wystarczająco rozwiniętych, by rozumieć. A zatem dwunastoletni chłopiec naznaczony traumą wojenną, który jednak przeżył okupację bez uszczerbku ani śmierci najbliższych, miałby rozpaczać z powodu kolonijnej rozłąki z matką? Nawet biorąc pod uwagę niezwykle bliską więź z rodzicielką, wynikającą bezpośrednio z wychowania, trudno uwierzyć w aż takie emocjonalne rozstrojenie. Może zatem była to jedynie poza? Może Marek, pragnący harcerskiej przygody, nie spodziewał się trudów obozowych i chciał w ten sposób wymusić szybszy powrót do domu? Może chciał ruszyć matczyne sumienie, by uzyskać od niej jakieś pieniądze? Takie wytłumaczenie wydaje się bardziej prawdopodobne niż aż tak wielka tęsknota. Oczywiście istnieje jeszcze inna możliwość: otóż mógł być Hłasko rozegzaltowanym jedynakiem oderwanym od maminej spódnicy. Przeczą jednak temu relacje wcześniejsze i późniejsze. W Pamiętniku wspomina co prawda o tęsknocie za matką, podczas gdy ta poszukiwała w Warszawie ich dawnego dobytku, dalece jednak chętniej oddaje się Hłasko wędrówkom po mieście niż analizowaniu rozłąki. Również i następne przekazy wygłuszają rozpacz nastolatka. Listy z burs w Legnicy i Warszawie zawierają oczywiście wyznania miłosne i tęskne, lecz przede wszystkim przepełnione są prośbami o przysłanie pieniędzy i jedzenia, a także relacjami z internatowej codzienności. Rozpacz rozłąki stopniowo schodzi na dalszy plan, by wkrótce zupełnie zaniknąć, przykryta przez nastoletni bunt i przedwczesną dorosłość młodego szofera.

Ślady pierwszych konfliktów pojawiają się w korespondencji z matką w chwili, kiedy Hłasko gwałtownie i nieco przedwcześnie wkracza w dorosłość. Praca zamiast nauki, rozpoczęcie drogi pisarskiej i sprawa nieszczęśliwej miłości do Wandy – to wszystko składa się na portret ledwie pełnoletniego mężczyzny. Miejsce uczuć do matki zastępuje miłość do kobiety, a w dalszym życiu – do kobiet. Z listów wciąż można odczytać niezwykłe przywiązanie, lecz w przekazie pojawia się nowy pierwiastek-troska. Hłasko uważa się za dorosłego, odpowiedzialnego za rodzicielkę. Oddaje jej część wypłaty, martwi się o matczyne zdrowie fizyczne i psychiczne, a z eskapad przysyła listy i pocztówki pełne życzeń zdrowia i pomyślności. Pomiędzy serdecznymi wierszami znajdują się jednak także słowa gorzkie, wyrażające żal i zniecierpliwienie. Konflikty generują przede wszystkim znajomości Marka: burzliwy romans z Wandą, kontakty ze Stefanem Łosiem, z Jerzym Andrzejewskim, Edwardem Bernsteinem i innymi przedstawicielami świata sztuki, powszechnie znanymi homoseksualistami, i niedwuznaczna relacja z Hanną Golde. Matka, wiedziona plotką i domysłami, strofuje syna w trosce o jego wychowanie i reputację. Hłasko wydaje się zaskoczony gwałtowną reakcją Marii. Z korespondencji wysnuć można jednoznaczny charakter jego relacji: zamiary wobec Wandy i Hanki były poważne, a chęci szczere, natomiast z mężczyznami łączyła Hłaskę tylko (szczera bądź nie) przyjaźń. Autor Cmentarzy był skandalistą innego rodzaju, jego nieobyczajność opierała się na łudząco prawdziwej egzystencjalnej rozpaczy, manifestowanej poprzez szorstkość i wulgarność. Początkujący pisarz nie starał się jednak wytłumaczyć matce swoich racji, miast tego słał listy pełne żalu i pretensji, oskarżeń o brak zaufania i zawierzenie złym domysłom. Bunt niemal dorosłego mężczyzny wykracza w tym miejscu poza granice manifestacyjnego sprzeciwu generacyjnego. Hłasko nie musi walczyć o status dojrzałości – on już jest samodzielny. Zarabia, wyjeżdża, gdzie chce i kiedy chce, nie pytając nikogo o zgodę czy zdanie. Ówczesny konflikt z matką sprowokowany jest jej postawą, wykształconą jeszcze za czasów dziecięctwa Marka. Kobieta pragnie go trzymać przy sobie, na Mickiewicza 17, decydować o tym, czy obraca się w dobrym (jej zdaniem) towarzystwie, czynie, wpływać na jego wybory życiowe w równym co niegdyś stopniu. Można zaryzykować oskarżenie o zaborczość i nadgorliwą, patologiczną wręcz troskę. Maria wymagała od syna swoiście rozumianej wierności, oddania, które wynikać miało z wdzięczności za wieloletnią, samotną opiekę. Hłasko nie był w stanie dać matce wszystkiego, czego potrzebowała. Nie mógł zrozumieć istoty pretensji i wymówek. Kochał ją przecież i, w każdym niemal liście to podkreślał, szanował jednak także swoją niezależność. Nieporozumienia owocowały spontanicznymi eskapadami, jak ta z Edwardem Bernsteinem na Mazury, czy mieszkaniem po znajomych, gdyż jedynym remedium na powtarzające się kłótnie była ucieczka, chwilowa przerwa. Nie słabła w żadnym razie miłość syna do matki. Niestety, im częściej Maria czyniła Markowi wymówki, tym intensywniej szukał schronienia poza żoliborskim mieszkaniem.

Nie sposób rozstrzygnąć, kto miał wówczas rację: czy matka była zaborcza, czy syn niewdzięczny. Dość powiedzieć, że skomplikowana relacja uległa zasadniczej zmianie po wyjeździe pisarza z kraju. Opuszczał Polskę jako postać znana, w atmosferze sławy i skandalu, pozostawiając matkę na wpół dumną i pełną niepokoju. Nie mógł oczywiście przypuszczać, że będzie im dane spotkać się tylko raz, w 1964 roku w Jugosławii. Emigracyjne listy przepełnione są tęsknotą i miłością, jest to już jednak inny rodzaj rozpaczy niż w czasach obozów harcerskich. Teraz dominuje uczucie nostalgii za matką utożsamianą z ojczyzną, w której Maria Hłasko urasta do rangi figury reprezentującej rodzinne strony, dom, swojskość. Korespondencyjna relacja ulega w ten sposób pewnemu uproszczeniu. Matka nie może mieć już do syna tych samych pretensji, gdyż nie wie, co się z nim dzieje, z kim się spotyka, jakich wyborów dokonuje. Jedynym źródłem wiedzy o ukochanym jedynaku jest on sam, a wiadomości przekazywane w listach są z całą pewnością odpowiednio wyselekcjonowane.

Emigracyjną korespondencję zdominowały tęsknota za krajem i smutek przedłużającej się rozłąki, ale silnie akcentowana jest w niej także troska o matkę. Miesiące i lata zdawkowych informacji o stanie zdrowia i nastroju rodzicielki wyzwoliły w Hłasce niespotykane dotychczas uczucie niepokoju o los tej, którą pozostawił, jedynej kobiety, na którą zawsze mógł liczyć i do której zawsze mógł się zwrócić (z wyjątkiem krótkich momentów wspomnianych waśni pokoleniowo-obyczajowych, obejmujących lata 1954–1957). Niemożność osobistego upewnienia się, czy wszystko jest w porządku, stanowi dla pisarza źródło cierpień. Nakładając na to całą gamę emocji związanych z tułaczym trybem życia, wiecznym przebywaniem u obcych, koniecznością zawiązywania przyjaźni w każdym nowym miejscu – czy to w Izraelu, czy w Kalifornii – rozpoznać można artykułowaną mniej lub bardziej wyraźnie rozpacz outsidera. W tym kontekście matka stanowi jedyną stałą wartość, punkt odniesienia wiążący Hłaskę ze wspomnieniem domu, miasta, kraju, słowem – miejsc, które dobrze znał i w których mógł poczuć się „swój”. Dlatego w listach emigracyjnych próżno szukać złych słów, pretensji albo wymówek. Nawet momentów zniecierpliwienia tam niewiele. Oderwany od matecznika Marek zakotwicza się za pośrednictwem Marii we własnym kręgu kulturowym, traktuje ją z najwyższym szacunkiem i nabożeństwem nie tylko w imię synowskiej miłości, ale także z chęci zachowania pamięci o swojej małej ojczyźnie.

Co dziwne, matka zdawała się nie odwzajemniać tych ciepłych uczuć. W udzielanych wywiadach i przede wszystkim w opowieści, jaką przedstawiła Barbarze Stanisławczyk, zdradza ogromny żal do syna. Oczywiście broni jego dobrego imienia i staje na straży twórczości, jednak przebija przez to ogromny zawód: że wyjechał, że zostawił, że go nie ma. Takie stanowisko także musi być zrozumiałe, biorąc pod uwagę kilka faktów. Po pierwsze, Hłasko w momencie wyjazdu zapewne nie zdawał sobie sprawy z długofalowych konsekwencji swojej decyzji. Beztroskie pragnienie ujrzenia innego świata zupełnie przysłoniło zdrowy rozsądek. Być może Maria odradzała przekroczenie granicy-jeśli tak, to nie posłuchał. A więc przez lekkomyślność i egoizm zerwał bezpośredni kontakt z matką, co trwać miało już do końca jego życia. Po drugie, Maria całkowicie utraciła kontrolę nad postępowaniem syna, a więc to, co stanowiło trzon jej strony tej relacji. Została pozbawiona możliwości ingerowania w wybory Marka i bieżącego komentowania jego postępowania. Syn, o którego tak dbała, którego trzymała jak najbliżej siebie, z dala od ewentualnych niebezpieczeństw, którego przestrzegała przed podejrzanymi kontaktami i spontanicznymi decyzjami (jak ślub z Wandą czy Hanną Golde), wymknął się spod opieki Marii, świadomie pozbawił ją kontroli. Stało się to bez jej udziału i wbrew macierzyńskiemu doświadczeniu. Po trzecie wreszcie, Hłasko przez całe życie załatwiał rozmaite sprawy z pomocą matki. Czy to przekazanie wiadomości „pewnej blondynce”, czy czarnej dyplomatki panu Straszewskiemu – dokonywać tego miała Maria, gdyż Marka akurat nie było, gdzieś pędził, szukał przygód. Można sobie wyobrazić, że owo sekretarskie sfunkcjonalizowanie matki uległo większemu nasileniu po wydaniu Pierwszego kroku w chmurach. Będący wówczas u szczytu sławy pisarz rzadko bywał w mieszkaniu przy Mickiewicza, wyganiany stamtąd wymówkami opiekunów i autokreacją knajpianego łazęgi. Zapewne do drzwi Gryczkiewiczowej pukały tłumy wielbicieli i literatów, trafia tam się także SB.

Piętrzące się sprawunki syna uległy eskalacji po wyjeździe do Paryża. Za pośrednictwem matki kontaktował się Hłasko z zagranicznymi wydawcami, z polskimi znajomymi, a nawet władzami. Maria Gryczkiewicz stała się wierną strażniczką literackiego dorobku syna, dbając o inkasowanie honorariów i publikację kolejnych utworów. Ta rola mogła się okazać przytłaczająca, szczególnie że jedyne podziękowania, na jakie mogła liczyć, to słowa przelane na papier czy wypowiedziane do słuchawki. Zdarzały się także prezenty – leki czy przybory toaletowe – nie kompensowało to jednak braku fizycznej obecności syna, a kontakt z jego twórczością wypełniał zaledwie skrawki potrzeb.

Zatem opowieść matki pełna jest goryczy i żalu. Kontrastuje z pełną czułości i tęsknoty narracją syna pozbawionego rodzinnych stron, ciepła bliskich osób i znanego otoczenia. Ponownie wskazanie wersji prawdziwszej okazuje się niemożliwe. Relacja Marka Hłaski z matką należała do niezwykle skomplikowanych i chyba tylko wzajemną miłość można uznać jako stały, pewny punkt odniesienia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pisarz był z rodzicielką silnie związany, kochał ją bezwarunkowo i wręcz usychał z tęsknoty na emigracji. Również i matka oddana była synowi, do końca życia broniła jego dobrego imienia i wygładzała legendę buńczucznego buntownika. Niestety dużo w tej relacji było pęknięć, mniej lub bardziej jawnych konfliktów, pretensji wynikających z samej istoty wychowania Hłaski, strategii przyjętych przez matkę i podejmowanych przez pisarza prób wymknięcia się z matczynych objęć i idei.

Lektura korespondencji autora Cmentarzy skłania do jeszcze jednej refleksji. Mianowicie słodko-gorzki stosunek pisarza do matki w żaden sposób nie znalazł odzwierciedlenia w jego twórczości. Postacie matek, pojawiające się w nielicznych tekstach, jak choćby w Domu mojej matki, Ósmym dniu tygodnia czy Wilku, nijak nie dają się przyrównać do rzeczywistego pierwowzoru tych figur. Wszystkie bowiem rozrysowane są w sposób raczej negatywny, wyzuty z uczuciowego stosunku do potomstwa, sprawiają wrażenie, że los dzieci jest im niemal obojętny. Zastanawiające, zważywszy na wielką rolę, jaką odegrała w życiu pisarza matka. Nie miejsce tu jednak na poszukiwanie odpowiedzi na tę zagadkę. Wystarczy rzec, że relacja Hłaski z matką przepełniona była miłością i żalem, a błędy popełniane przez obie strony wykluczają jednoznaczne wskazanie winnego wszelkich perturbacji.

OJCZYM

Kazimierz Gryczkiewicz pojawił się w życiu Marii i Marka Hłasków w 1943 roku. Według Andrzeja Czyżewskiego był niesamowicie urzeczony młodą samotną matką. Do tego stopnia, że odnalazł ją po powstaniu w Częstochowie, po czym zaczęli wspólne życie najpierw w Białymstoku, potem w Chorzowie, w końcu – już na stałe – we Wrocławiu. Początkowo nic nie zapowiadało kłopotów. Kazimierz odwiedzał Marię, adorował ją, przyjaźń rozwinęła się w miłość, a syn kobiety nie sprawiał większych problemów. Dopiero gdy zamieszkali razem, powstały pierwsze zgrzyty, sceny zazdrości, kłótnie i awantury. W miarę upływu czasu konflikt eskalował, a ojczym nieustannie strofował Marka pisarza, czyniąc wymówki wycelowane w jego zachowanie i obycie. Hłasko i Gryczkiewicz nie mogli dojść do porozumienia, znaleźć wspólnego języka, w najlepszym wypadku łączyła ich obojętność. Dyskretne sygnały ocieplenia stosunków stanowiły dwa listy napisane przez pisarza pod koniec życia Kazimierza, jednak ów krótki okres, poprzedzony wieloletnią niechęcią, nie wpłynął wydatnie na zmianę optyki postrzegania związku Gryczkiewicza i jego pasierba.

Tak dotychczas opisywano relację Marka Hłaski i nowego męża matki, co wynikało z rodzinnych opowieści i kilku zachowanych listów. Jednak nowo odkryta korespondencja każe spojrzeć na tę historię z zupełnie odmiennej strony. Otóż rzeczone awantury i pretensje stanowiły zaledwie jeden z czynników składających się złożony związek obu mężczyzn. Okazuje się, że pisarz nie tylko zaakceptował nowego opiekuna, ale wręcz uważał go za ojca.

Koncepcje wychowawcze Marii i Kazimierza oraz ich stosunek do Marka był bardzo odmienny. Należy przede wszystkim zrozumieć sytuację Gryczkiewicza: w latach wojennego niepokoju poznaje piękną trzydziestolatkę, w której zakochuje się bez pamięci. Jego wybranka ma kilkuletniego syna, lecz nie stanowi to problemu. Adorator jest bowiem człowiekiem dojrzałym, ponadczterdziestoletnim, statecznym i odpowiedzialnym. Zatem akceptacja małego Marka przychodzi w sposób naturalny. Kazimierz odwiedza Hłasków, towarzyszy im podczas poszukiwania własnego miejsca w nowej Polsce, by w końcu wspólnie we Wrocławiu stworzyć pełnoprawną rodzinę.