Księga Rodzicielstwa Bliskości - William Sears, Martha Sears - ebook

Księga Rodzicielstwa Bliskości ebook

William Sears, Martha Sears

0,0

Opis

Może ty i twoje dziecko będziecie spać dłużej, jeżeli położycie się w jednym łóżku?
Jak duże musi być dziecko, aby być za duże na karmienie piersią?
Jaka jest rola ojca w pielęgnacji noworodka?
Jak wcześnie stworzona więź pomoże dziecku się usamodzielnić?
Czy noworodek wymusza płaczem noszenie?
Czy przez cały czas musimy być skupieni na dziecku?

William i Martha Sears – lekarz i pielęgniarka, mąż i żona, zespół, który stworzył termin Rodzicielstwo Bliskości (Attachment Parenting), odpowiadają na te i wiele innych pytań w praktycznym i inspirującym poradniku.

William Sears praktykował w harwardzkim szpitalu dziecięcym i klinice pediatrycznej w Bostonie. Martha Sears jest dyplomowaną pielęgniarką, prowadziła szkołę rodzenia, jest też doradczynią laktacyjną. Doczekali się ośmiorga dzieci, dwoje z nich także zostało pediatrami. Prowadzą razem z nimi Poradnię Pediatryczną Searsów w Kalifornii. Wspólnie ze swoimi dziećmi są autorami kilkunastu książek dotyczących opieki i pielęgnacji dziecka.

Księga Rodzicielstwa Bliskości to kompendium wiedzy dla młodych rodziców oraz wskazówki dotyczące opieki i pielęgnacji małego dziecka. Autorzy oparli porady o własne doświadczenia i przeżycia – są rodzicami ośmiorga dorosłych już dzieci, z którymi wspólnie prowadzą praktykę medyczną oraz razem wydają kolejne poradniki dla młodych rodziców. Rodzicielstwo Bliskości to styl rodzicielstwa, który odpowiada na potrzebę bezpieczeństwa małego dziecka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 426

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wil­liam Se­ars, Mar­tha Se­ars

Księga Rodzicielstwa Bliskości

Prze­wod­nik po opie­ce i pie­lę­gna­cji dziec­ka od chwi­li na­ro­dzin

War­sza­wa 2013

Wil­liam i Mar­tha Se­ars

The At­tach­ment Pa­ren­ting Book:A Com­mon­sen­se Gu­ide to Un­der­stan­ding and Nur­tu­ring Your Baby

All Ri­ghtts Re­se­rved. Co­py­ri­ght © 2001 by Wil­liam and Mar­tha Se­ars

Tłu­ma­cze­nie: Ma­tyl­da Szew­czyk, Gra­ży­na Cha­mie­lec

Ko­rek­ta: Ka­mi­la Wrze­siń­ska

Opra­co­wa­nie okład­ki: Ja­go­da Zdro­jew­ska

Zdję­cie na okład­ce: Ka­sia Mar­cin­kie­wicz www.ki­dom­kre­atyw­ny.com

Na zdję­ciu: Jo­an­na Ni­ko­dem­ska, Mi­ko­łaj Go­ła­chow­ski, Ha­nia Go­ła­chow­ska

Ilu­stra­cje: De­bo­rah Maze

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ko­pio­wa­nie frag­men­tów tyl­ko za zgo­dą wy­daw­cy.

Co­py­ri­ght © for po­lish edi­tion and trans­la­tion by Ma­ma­nia 2013

ISBN: 978-83-65087-06-5

Gru­pa Wy­daw­ni­cza Re­la­cja Sp. z o.o. Ma­ma­nia Sło­wi­cza 27a 02-170 War­sza­wawww.ma­ma­nia.pl

Sło­wo od Mar­thy i dok­to­ra Bil­la

Wszy­scy ro­dzi­ce pra­gną, aby ich dzie­ci wy­ro­sły na lu­dzi życz­li­wych, peł­nych em­pa­tii, zdy­scy­pli­no­wa­nych, a tak­że, rzecz ja­sna, by­strych i od­no­szą­cych suk­ce­sy. Spo­so­by, na ja­kie ro­dzi­ce po­ma­ga­ją dzie­ciom stać się ta­ki­mi, są oczy­wi­ście róż­ne, bo każ­de dziec­ko ro­dzi się z nie­po­wta­rzal­ną oso­bo­wo­ścią. Pierw­szy krok na dro­dze do zro­zu­mie­nia, jak po­kie­ro­wać swo­im dziec­kiem, to stać się eks­per­tem w od­nie­sie­niu wła­śnie do nie­go. Aby wam w tym po­móc, przed­sta­wi­my styl ro­dzi­ciel­stwa zna­ny jako ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści (RB) oraz li­stę wska­zó­wek, któ­re okre­śla­my mia­nem Fi­la­rów Ro­dzi­ciel­stwa Bli­sko­ści (Fi­la­rów RB).

Na­sze po­glą­dy do­ty­czą­ce ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści wy­ni­ka­ją z po­nad trzy­dzie­stu lat do­świad­cze­nia w by­ciu ro­dzi­ca­mi na­szych wła­snych ośmior­ga dzie­ci oraz z ob­ser­wa­cji tych mam i oj­ców, któ­rych po­stę­po­wa­nie wy­da­wa­ło nam się sen­sow­ne i któ­rych dzie­ci lu­bi­li­śmy. Wciąż je­ste­śmy świad­ka­mi wpły­wu, ja­kie to po­dej­ście do ro­dzi­ciel­stwa ma na dzie­ci. Jest w nich coś cu­dow­nie szcze­gól­ne­go: są współ­czu­ją­ce, opie­kuń­cze i otwar­te, mają za­ufa­nie do sie­bie i do lu­dzi, któ­rzy je ota­cza­ją. Wie­rzy­my, że ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści uod­par­nia dzie­ci na wie­le spo­łecz­nych i emo­cjo­nal­nych scho­rzeń, któ­re gnę­bią na­sze spo­łe­czeń­stwo. Spo­sób, w jaki opie­ku­je­cie się wa­szy­mi dzieć­mi w pierw­szych la­tach ich ży­cia, na­praw­dę ma zna­cze­nie dla tego, ja­ki­mi sta­ną się do­ro­sły­mi. Po­nad­to, ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści uczy­ni z was mą­drzej­szych ro­dzi­ców i po­zwo­li wam bar­dziej cie­szyć się wła­sny­mi dzieć­mi.

Praw­dę mó­wiąc, ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to coś, co więk­szość ro­dzi­ców i tak by sto­so­wa­ło, gdy­by tyl­ko mie­li śmia­łość i na­leż­ne wspar­cie w po­dą­ża­niu za wła­sną in­tu­icją. W pew­nym sen­sie ta książ­ka jest na­szą pró­bą zwró­ce­nia ro­dzi­com moż­li­wo­ści in­stynk­tow­ne­go, za­an­ga­żo­wa­ne­go spo­so­bu zaj­mo­wa­nia się dzieć­mi, któ­re­go po­zba­wi­ły ich de­ka­dy po­rad za­le­ca­ją­cych ro­dzi­ciel­ski dy­stans. Je­ste­śmy żar­li­wy­mi wy­znaw­ca­mi ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści, bo przez wię­cej niż trzy dzie­się­cio­le­cia wi­dzie­li­śmy jego re­zul­ta­ty. Ono jest cu­dow­ne! Dzia­ła! Sprawdź­my więc te­raz, czy za­dzia­ła rów­nież u was.

Roz­dział 1 Zbli­żyć się i po­zo­stać bli­sko

„Tak do­brze od­czy­tu­ję jej sy­gna­ły” – wy­krzyk­nę­ła z dumą mło­da mat­ka, któ­ra przy­szła na kon­tro­lę ze swo­im mie­sięcz­nym dziec­kiem. „Uwiel­bia ssać pierś, a ja ko­cham na nią pa­trzeć.”

***

„Wszy­scy mi po­wta­rza­ją, że mam ta­kie po­god­ne dziec­ko” – po­wie­dzia­ła mat­ka ra­do­sne­go, sze­ścio­mie­sięcz­ne­go chłop­ca, któ­ry od­wza­jem­nił moje spoj­rze­nie i uśmiech­nął się, pod­czas gdy ja słu­cha­łem jego mat­ki. „An­drew pra­wie ni­g­dy nie pła­cze. Na­praw­dę nie musi.”

***

„Zo­ba­czy­łam błysk w jego oku i wie­dzia­łam, że zmie­rza wprost na uli­cę” – wspo­mi­na mat­ka nie­speł­na dwu­let­nie­go dziec­ka. „Krzyk­nę­łam «Stój!» i Ben na­tych­miast się za­trzy­mał, od­wró­cił i spoj­rzał na mnie. Być może usły­szał prze­strach w moim gło­sie. Spra­wi­łam, że sta­nął, za­nim jesz­cze do­bie­głam do nie­go i pod­nio­słam go.”

***

„Moja cór­ka wy­ru­szy­ła w ze­szłym ty­go­dniu do przed­szko­la, pod­eks­cy­to­wa­na i dum­na że oto idzie do «praw­dzi­wej» szko­ły” – stwier­dzi­ła z ulgą mat­ka czte­ro­lat­ki. „Mar­twi­łam się, bo gdy pró­bo­wa­li­śmy przed­szko­la w ze­szłym roku, nie po­do­ba­ło jej się tam. Jed­nak te­raz wy­da­je się bar­dziej pew­na sie­bie i za­do­wo­lo­na, że część dnia spę­dza bez na­szej opie­ki.”

***

„Naj­lep­szy przy­ja­ciel Kri­sa miał pew­ne pro­ble­my w re­la­cjach z in­ny­mi dzieć­mi” – po­wie­dzia­ła mat­ka czwar­to­kla­si­sty. „Ale Kris naj­wy­raź­niej wie, jak go udo­bru­chać, po­ma­ga mu się roz­luź­nić i do­brze się ba­wić.”

***

„Tak, po­wie­rzy­li­śmy na­szej cór­ce sa­mo­dziel­ne pro­wa­dze­nie sa­mo­cho­du (choć jesz­cze bez pa­sa­że­rów)” – przy­zna­ła mat­ka szes­na­sto­lat­ki. „Wie, ja­kie­go ro­dza­ju za­cho­wa­nia od niej ocze­ku­je­my i za­zwy­czaj speł­nia po­kła­da­ne w niej na­dzie­je.”

***

To do­świad­cze­nia ro­dzi­ców bę­dą­cych bli­sko swo­ich dzie­ci, ro­dzi­ców, któ­rzy swo­je dzie­ci do­brze zna­ją i któ­rzy są przez te dzie­ci da­rze­ni za­ufa­niem. Ro­dzi­ciel­stwo jest dla nich na­tu­ral­ne, ale jed­no­cze­śnie po­świę­ca­ją oni czas i ener­gię na do­strze­ga­nie i ro­zu­mie­nie po­trzeb swo­ich dzie­ci. Ci ro­dzi­ce pra­co­wa­li nad tym, żeby być bli­sko. Ich na­gro­dą jest cie­pła, otwar­ta i peł­na za­ufa­nia re­la­cja z dzieć­mi. Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści spra­wia, że by­cie ro­dzi­cem jest ła­twiej­sze i spra­wia wię­cej ra­do­ści.

Sie­dem Fi­la­rów Ro­dzi­ciel­stwa Bli­sko­ści

CZYM JEST RO­DZI­CIEL­STWO BLI­SKO­ŚCI?

Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści jest nie tyle zbio­rem ści­słych re­guł, co pew­nym po­dej­ściem do wy­cho­wa­nia dzie­ci. Nie­któ­re prak­ty­ki są dla ro­dzi­ców RB ty­po­we: ich dzie­ci są za­zwy­czaj kar­mio­ne pier­sią, no­szo­ne przez ro­dzi­ców, wy­cho­wy­wa­ne w po­zy­tyw­nej dys­cy­pli­nie; jed­nak to tyl­ko na­rzę­dzia do two­rze­nia bli­sko­ści, nie zaś kry­te­ria, któ­re na­le­ży speł­nić, aby zo­stać uzna­nym za „bli­skie­go ro­dzi­ca”. Za­po­mnij więc o spo­rach mię­dzy zwo­len­ni­ka­mi pier­si i bu­tel­ki, kon­tro­wer­sjach wo­kół po­zo­sta­wia­nia pła­czą­ce­go dziec­ka sa­me­mu so­bie czy też py­ta­niach o to, któ­re me­to­dy dys­cy­pli­no­wa­nia są ak­cep­to­wal­ne, i wróć­my ra­zem do pod­staw. Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści ozna­cza przede wszyst­kim otwar­cie ser­ca i umy­słu na in­dy­wi­du­al­ne po­trze­by two­je­go dziec­ka. Two­ja wie­dza o dziec­ku bę­dzie prze­wod­ni­kiem, po­ma­ga­ją­cym każ­do­ra­zo­wo po­dej­mo­wać de­cy­zje o tym, co bę­dzie naj­lep­sze dla dziec­ka i dla cie­bie. Pod­su­mo­wu­jąc, ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to na­uka od­czy­ty­wa­nia zna­ków, da­wa­nych przez two­je dziec­ko i od­po­wied­nie­go na nie re­ago­wa­nia.

Jak się wkrót­ce zo­rien­tu­jesz, ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści nie opie­ra się na za­sa­dzie „wszyst­ko albo nic”. Pa­trząc re­ali­stycz­nie, mo­żesz nie móc wy­peł­nić wszyst­kich na­szych za­le­ceń, bo, na przy­kład, pra­cu­jesz poza do­mem. Jed­nak to nie zna­czy, że wy­cho­dząc do pra­cy nie mo­żesz stwo­rzyć wię­zi z dziec­kiem lub nie mo­żesz w spo­sób efek­tyw­ny ko­rzy­stać z na­rzę­dzi RB. Jako le­karz pe­dia­tra wi­du­ję róż­ne mat­ki, te, któ­re zo­sta­ją z dzieć­mi w domu i te, któ­re pra­cu­ją w peł­nym wy­mia­rze i wszyst­kie są w sta­nie z du­żym po­wo­dze­niem re­ali­zo­wać mo­del ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści. Jest on w isto­cie bar­dzo do­brym wy­bo­rem dla pra­cu­ją­cych ma­tek: bu­do­wa­nie sil­ne­go związ­ku może tak na­praw­dę uła­twić po­go­dze­nie pra­cy i ma­cie­rzyń­stwa. W roz­dzia­le XI da­je­my rady do­ty­czą­ce utrzy­my­wa­nia du­żej bli­sko­ści za­rów­no przed, jak i po po­wro­cie do pra­cy.

Nie­mow­lę: po­cząt­ki bli­sko­ści. Wy­cho­wa­nie dziec­ka jest jak po­dróż do miej­sca, w któ­rym się ni­g­dy wcze­śniej się nie było. Nim uro­dzi się dziec­ko, wy­obra­żasz so­bie, jaka bę­dzie ta po­dróż. Czy­tasz prze­wod­ni­ki. Pla­nu­jesz dro­gę. Słu­chasz przy­ja­ciół, któ­rzy już tam byli. Kie­dy dziec­ko się uro­dzi i wy­ru­sza­cie ra­zem w po­dróż, roz­po­zna­jesz nie­któ­re z wi­do­ków i naj­waż­niej­szych atrak­cji. Jed­nak za­ra­zem od­kry­wasz, że pod wie­lo­ma wzglę­da­mi to miej­sce nie ma nic wspól­ne­go z prze­wod­ni­ko­wy­mi opi­sa­mi, a cza­sem w ogó­le masz wra­że­nie, że uczest­ni­czysz w in­nej wy­ciecz­ce. Jed­ne­go dnia po­go­da jest pięk­na, na­stęp­ne­go nad­cho­dzą roz­stra­ja­ją­ce ner­wy bu­rze. Cza­sem jest mnó­stwo za­ba­wy, a cza­sem masz ocho­tę zła­pać naj­bliż­szy sa­mo­lot do domu.

Na szczę­ście po dro­dze są zna­ki, któ­re mó­wią ci, czy je­ste­ście na wła­ści­wej ścież­ce. Spo­ty­ka­ni lu­dzie dzie­lą się wie­dzą o tym, co bę­dzie da­lej. Słu­cha­jąc two­je­go dziec­ka, uczysz się ję­zy­ka. Im wię­cej wiesz o tej no­wej, peł­nej wy­zwań oko­li­cy, tym swo­bod­niej się czu­jesz. Osta­tecz­nie od­kry­wasz, że to cu­dow­ne miej­sce i że na­uczy­łaś się tu­taj się wie­le nie tyl­ko o wa­szym dziec­ku, ale i o was sa­mych.

Ro­dzi­ciel­stwo, tak jak po­dróż, wy­ma­ga do­sto­so­wy­wa­nia się do zmie­nia­ją­cej się sy­tu­acji. Nie wszyst­ko moż­na zo­ba­czyć, a w nie­któ­re dni nie po­su­wasz się ani kro­ku na­przód. Ty i two­je dziec­ko od­naj­dzie­cie wła­sną mar­szru­tę. Je­śli je­ste­ście ela­stycz­ni i uważ­ni, u kre­su dro­gi bę­dzie was łą­czyć więź ro­dzi­ca i dziec­ka.

Po­moc na dro­dze. Mo­żesz te­raz my­śleć: „Ok, ja­sne, że chcę być bli­sko mo­je­go dziec­ka. I chcę być w sta­nie usta­lić, co jest dla nie­go naj­lep­sze. Ale jak to osią­gnąć?”.

Two­ja po­dróż do bli­sko­ści z dziec­kiem bę­dzie od­mien­na od po­dró­ży in­nych ro­dzi­ców, bo wy też je­ste­ście róż­ni. Jed­nak w punk­cie wyj­ścia ko­rzy­sta­cie z tych sa­mych środ­ków, któ­rych uży­wa­ją tak­że inni: na­rzę­dzi, któ­re po­mo­gą ci się zbli­żyć do dziec­ka. Wszyst­kie te na­rzę­dzia są czę­ścią sty­lu ro­dzi­ciel­stwa, któ­ry okre­śla­my mia­nem ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści. Praw­dzi­wym ce­lem two­jej po­dró­ży jest zwią­zek mię­dzy tobą a two­im dziec­kiem. Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to po pro­stu jed­na z dróg, aby tam do­trzeć.

Tak na­praw­dę jest ono sty­lem, któ­ry wie­lu ro­dzi­ców wy­bie­ra in­stynk­tow­nie. Kie­dy ro­dzi­ce otwie­ra­ją ser­ca i umy­sły na po­trze­by i emo­cje swo­je­go dziec­ka, uży­wa­ją wie­lu z na­rzę­dzi opi­sy­wa­nych w tej książ­ce, aby od­po­wie­dzieć na te po­trze­by i emo­cje i wpa­so­wać je w swo­je ży­cie. Waż­ne jest, aby po­łą­czyć się z ma­łym dziec­kiem i po­zo­stać w tej re­la­cji, pod­czas gdy ono ro­śnie.

Po­stę­po­wa­li­śmy tak a nie ina­czej, bo wy­da­wa­ło nam się to na­tu­ral­ne. Do­pie­ro póź­niej od­kry­li­śmy, że to ma od­po­wied­nią na­zwę i uza­sad­nie­nie.

SIE­DEM NA­RZĘ­DZI BLI­SKO­ŚCI: FI­LA­RY RB

By­cie ro­dzi­cem, jak każ­da pra­ca, wy­ma­ga ze­sta­wu na­rzę­dzi; im na­rzę­dzia są lep­sze, tym ła­twiej i spraw­niej idzie pra­ca. Zwróć­cie uwa­gę, że uży­wa­my ra­czej sło­wa „na­rzę­dzia” niż „stop­nie”. Z na­rzę­dzia­mi jest tak, że moż­na wy­brać, któ­rych z nich uży­je się do pra­cy. Tym­cza­sem ter­min „stop­nie” za­kła­da ko­niecz­ność przej­ścia ich wszyst­kich, aby dojść do celu. Po­my­śl­cie o ro­dzi­ciel­stwie bli­sko­ści jako o na­rzę­dziach łą­czą­cych, punk­tach kon­tak­to­wych, któ­re po­zwa­la­ją wam po­łą­czyć się z dziec­kiem. W chwi­li, gdy to po­łą­cze­nie na­stą­pi, wszyst­ko to, co ozna­cza re­la­cję ro­dzic-dziec­ko (wy­cho­wa­nie, dba­nie o zdro­wie, zwy­kłe, co­dzien­ne ży­cie z dziec­kiem) sta­nie się bar­dziej na­tu­ral­ne i przy­jem­niej­sze.

Na­szą skró­to­wą na­zwą dla na­rzę­dzi ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści są „Fi­la­ry RB”. Po­ma­ga­ją one ro­dzi­com i dzie­ciom we wła­ści­wym star­cie. Wy­ko­rzy­staj­cie te na­rzę­dzia jako punkt wyj­ścia do wy­pra­co­wa­nia wła­sne­go sty­lu ro­dzi­ciel­stwa, ta­kie­go, któ­ry bę­dzie pa­so­wał do in­dy­wi­du­al­nych po­trzeb – wa­szych i wa­sze­go dziec­ka.

Dzię­ki idei ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści na­uczy­łam się, że dla mo­je­go dziec­ka nie ma lep­sze­go ode mnie eks­per­ta.

Na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści, któ­rych uży­wasz w sto­sun­ku do nowo na­ro­dzo­ne­go dziec­ka, opie­ra­ją się na bio­lo­gicz­nym przy­wią­za­niu mię­dzy mat­ką a dziec­kiem oraz na za­cho­wa­niach, któ­re po­zwa­la­ją dzie­ciom wspa­nia­le się roz­wi­jać, zaś ro­dzi­com czuć się wy­na­gro­dzo­nym za ich sta­ra­nia. Wy­ko­rzy­staj­cie te na­rzę­dzia, kie­dy wa­sze dziec­ko jest nie­mow­lę­ciem – bę­dzie­cie mieć lep­szy start do ro­zu­mie­nia go jako przed­szko­la­ka, na­sto­lat­ka i mło­de­go czło­wie­ka.

Nie­któ­rzy ro­dzi­ce sil­niej po­le­ga­ją na jed­nych na­rzę­dziach niż na in­nych. Inni w peł­ni wy­ko­rzy­stu­ją je wszyst­kie. Jesz­cze inni sko­rzy­sta­ją z okre­ślo­nych na­rzę­dzi w okre­ślo­nym cza­sie, i po­tem nie po­trze­bu­ją in­nych, co ma zwią­zek z cha­rak­te­rem ich i ich dziec­ka. Cza­sa­mi, z po­wo­dów me­dycz­nych czy ro­dzin­nych, nie­któ­re z Fi­la­rów RB są nie­wy­ko­nal­ne. Zrób­cie więc jak naj­le­piej to, co mo­że­cie, w wa­szej, kon­kret­nej sy­tu­acji. To jest wszyst­ko, cze­go wa­sze dziec­ko bę­dzie kie­dy­kol­wiek od was ocze­ki­wać. I pa­mię­taj­cie o wa­szym celu: zbli­żyć się do wa­sze­go dziec­ka – i po­zo­stać bli­sko.

RE­ZUL­TA­TY RO­DZI­CIEL­STWA BLI­SKO­ŚCI

Je­śli bę­dzie­cie sto­so­wać Fi­la­ry RB :

Bądź bli­sko od po­ro­duKarm pier­siąNoś dziec­ko przy so­bieŚpij przy dziec­kuSłu­chaj pła­czu swo­je­go dziec­kaPa­mię­taj o rów­no­wa­dze i wy­zna­cza­niu gra­nicStrzeż się tre­ne­rów dzie­ci

Wa­sze dziec­ko bę­dzie mia­ło więk­szą szan­sę, aby być:

uta­len­to­wa­ne,przy­sto­so­wu­ją­ce się do no­wych wa­run­ków,zręcz­ne,god­ne po­dzi­wu,uczu­cio­we,za­ko­rze­nio­ne,pew­ne sie­bie,opie­kuń­cze,ko­mu­ni­ka­tyw­ne,współ­czu­ją­ce,god­ne za­ufa­nia,two­rzą­ce więź z in­ny­mi,de­li­kat­ne,przy­tu­la­śne,cie­ka­we świa­ta.

Bli­skość od pierw­szej chwi­li. Do­bry po­czą­tek re­la­cji mię­dzy ro­dzi­ca­mi a dziec­kiem po­zwa­la na wcze­sny roz­wój bli­sko­ści. Go­dzi­ny i dni po na­ro­dzi­nach to czas, w któ­rym mat­ki są w szcze­gól­ny spo­sób go­to­we do zaj­mo­wa­nia się swo­imi dzieć­mi, dzie­ci zaś roz­cią­ga­ją nad uważ­ny­mi opie­ku­na­mi nie­mal ma­gicz­ną moc. Jak naj­dłuż­sze by­cie ra­zem w tym cza­sie po­zwa­la na po­łą­cze­nie się na­tu­ral­nych, wspie­ra­ją­cych więź za­cho­wań no­wo­rod­ka, z in­tu­icyj­ny­mi, bio­lo­gicz­ny­mi zdol­no­ścia­mi mat­ki do spra­wo­wa­nia nad nim opie­ki. Nie­mow­lę jest w po­trze­bie; mat­ka jest go­to­wa do za­spo­ka­ja­nia jego po­trzeb. Z bio­lo­gicz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, wła­ści­wym po­cząt­kiem dla oboj­ga jest nie­ustan­ne prze­by­wa­nie ra­zem przez pierw­sze sześć ty­go­dni po po­ro­dzie.

Oj­co­wie też mogą cie­szyć się wcze­sną bli­sko­ścią, bo choć nie dzie­lą fi­zjo­lo­gicz­ne­go do­świad­cze­nia po­ro­du i kar­mie­nia pier­sią, to w dniach i ty­go­dniach po na­ro­dzi­nach dziec­ka mogą emo­cjo­nal­nie do­stro­ić się do swo­je­go fa­scy­nu­ją­ce­go no­wo­rod­ka.

Kar­mie­nie pier­sią. Kar­mie­nie pier­sią to do­sko­na­łe ćwi­cze­nie w po­zna­wa­niu two­je­go nie­mow­lę­cia – coś, co na­zwa­li­śmy czy­ta­niem dziec­ka. Uda­ne kar­mie­nie wy­ma­ga, by mat­ka od­po­wia­da­ła na sy­gna­ły wy­sy­ła­ne przez dziec­ko, co jest pierw­szym kro­kiem na dro­dze do po­zna­nia go i do bu­do­wa­nia opar­tej na za­ufa­niu re­la­cji. Hor­mo­ny ma­cie­rzyń­stwa, pro­lak­ty­na i oksy­to­cy­na, dają słu­cha­ją­cej in­tu­icji mat­ce po­zy­tyw­ne wzmoc­nie­nie, po­ma­ga­ją bo­wiem czuć się spo­koj­niej­szą i bar­dziej zre­lak­so­wa­ną w kon­tak­tach z dziec­kiem.

No­sze­nie dziec­ka przy so­bie. No­szo­ne dzie­ci mniej gry­ma­szą, spę­dza­ją za to wię­cej cza­su w sta­nie spo­koj­ne­go czu­wa­nia, a więc w ta­kim na­sta­wie­niu be­ha­wio­ral­nym, w któ­rym nie­mow­lę naj­wię­cej uczy się o swo­im śro­do­wi­sku, a za­ra­zem jest naj­mil­sze dla oto­cze­nia. Po­nad­to, kie­dy do­słow­nie „no­sisz dziec­ko na so­bie” (na przy­kład w spe­cjal­nej chu­ście) sta­jesz się bar­dziej wraż­li­wym ro­dzi­cem. Po­nie­waż masz dziec­ko tak bli­sko sie­bie, le­piej je po­zna­jesz, ono zaś uczy się za­do­wo­le­nia i za­ufa­nia do opie­ku­na. A poza tym, prze­by­wa­jąc w ra­mio­nach za­ję­te­go roz­ma­ity­mi spra­wa­mi ro­dzi­ca, dziec­ko bar­dzo wie­le uczy się o świe­cie.

Spa­nie przy dziec­ku. Nie ma cze­goś ta­kie­go, jak „wła­ści­we” miej­sce snu dziec­ka. Naj­lep­sze roz­wią­za­nie jest ta­kie, w któ­rym wszy­scy człon­ko­wie wa­szej ro­dzi­ny moż­li­wie do­brze się wy­sy­pia­ją. Więk­szość dzie­ci (choć nie wszyst­kie) śpi naj­le­piej w bez­po­śred­niej bli­sko­ści ro­dzi­ców.

Spa­nie bli­sko dzie­ci może po­móc w na­wią­za­niu bli­sko­ści bar­dziej za­ję­tym ro­dzi­com, i po­zwo­lić dbać o dzie­cię­ce po­trze­by rów­nie do­brze w nocy, co wie­czo­rem czy w cią­gu dnia. Spraw­dza się to zwłasz­cza w sto­sun­ku do ko­biet po­wra­ca­ją­cych do pra­cy po urlo­pie ma­cie­rzyń­skim. Noc jest dla ma­łych lu­dzi prze­ra­ża­ją­ca, jed­nak spa­nie w za­się­gu do­ty­ku ro­dzi­ca mi­ni­ma­li­zu­je nie­po­kój zwią­za­ny z noc­nym roz­sta­niem i po­ma­ga prze­ko­nać nie­mow­lę, że sen jest sta­nem przy­jem­nym, a nie przy­no­szą­cym lęk. Dla ma­tek bli­skość dziec­ka może być z ko­lei uła­twie­niem w noc­nym kar­mie­niu. W nie­któ­re noce może to być dla was do­bre roz­wią­za­nie; w inne na­to­miast nie­ko­niecz­nie.

Płacz jest sy­gna­łem. Płacz jest dla dziec­ka ję­zy­kiem. Jest tak­że cen­nym sy­gna­łem, któ­ry za­pew­nia dziec­ku prze­trwa­nie i roz­wi­ja zdol­no­ści opie­kuń­cze ro­dzi­ców. Pła­czą­ce dzie­ci nie pró­bu­ją ma­ni­pu­lo­wać, lecz ko­mu­ni­ko­wać. Im więk­szą wraż­li­wość wy­ka­że­cie, od­po­wia­da­jąc dziec­ku, tym bar­dziej na­uczy się ono ufać wam i swo­im wła­snym moż­li­wo­ściom ko­mu­ni­ka­cyj­nym.

Rów­no­wa­ga i wy­zna­cza­nie gra­nic. W za­pa­le ob­da­ro­wy­wa­nia dziec­ka tym, co naj­lep­sze, ła­two za­cząć igno­ro­wać wła­sne po­trze­by i do­bro wa­sze­go związ­ku. Z na­stęp­nych roz­dzia­łów do­wie­cie się, że klu­czem do ro­dzi­ciel­skiej rów­no­wa­gi jest wła­ści­wa otwar­tość na sy­gna­ły dziec­ka – wie­dza o tym, kie­dy po­wie­dzieć „tak”, a kie­dy „nie” oraz mą­drość po­le­ga­ją­ca na przy­zna­niu, że sa­me­mu po­trze­bu­je się po­mo­cy.

Wy­strze­ga­nie się tre­ne­rów dzie­ci. Kie­dy sta­nie­cie się ro­dzi­ca­mi, mo­że­cie zo­stać rów­nież ce­lem peł­nych do­brych chę­ci do­rad­ców, któ­rzy za­sy­pią was gra­dem wy­cho­waw­czych przy­ka­zań w ro­dza­ju „daj mu się wy­pła­kać”, „upo­rząd­kuj­cie mu plan dnia”, „nie no­ście jej tak czę­sto, bo się przy­zwy­czai”. Ten po­wścią­gli­wy sys­tem wy­cho­wa­nia, na­zwa­ny przez nas „tre­no­wa­niem dzie­ci”, opie­ra się na błęd­nych prze­ko­na­niach, we­dług któ­rych dzie­ci pła­czą nie po to, aby ko­mu­ni­ko­wać się z oto­cze­niem, lecz aby nim ma­ni­pu­lo­wać; że płacz nie­mow­lę­cia to nie­przy­jem­ne przy­zwy­cza­je­nie, któ­re na­le­ży prze­ła­mać, aby po­móc dziec­ku le­piej do­pa­so­wać się do śro­do­wi­ska do­ro­słych. W roz­dzia­le X po­ka­że­my, że taki „tre­ning”, zwłasz­cza do­pro­wa­dzo­ny do skraj­no­ści, może być prze­gra­ną dla obu stron. Dziec­ko tra­ci wia­rę w swo­je moż­li­wo­ści ko­mu­ni­ka­cyj­ne, ro­dzi­ce – zdol­ność do od­czy­ty­wa­nia i od­po­wia­da­nia na sy­gna­ły wy­sy­ła­ne przez dziec­ko. Dy­stans, któ­ry może się wy­two­rzyć mię­dzy ro­dzi­cem a dziec­kiem jest od­wrot­no­ścią wię­zi, któ­ra po­wsta­je w ro­dzi­ciel­stwie bli­sko­ści. W tej książ­ce chcie­li­by­śmy po­móc wam w na­uce oce­nia­nia usły­sza­nych rad. Prak­ty­ko­wa­nie ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści ob­da­rzy was swe­go ro­dza­ju szó­stym zmy­słem, dzię­ki któ­re­mu tak bar­dzo za­ufa­cie wła­sne­mu sty­lo­wi opie­ki nad dziec­kiem, że sta­nie­cie się bar­dziej od­por­ni na po­ra­dy tre­ne­rów.

W ko­lej­nych roz­dzia­łach do­wie­cie się wię­cej o wy­mie­nio­nych przez nas sied­miu na­rzę­dziach ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści.

Jak na­rzę­dzia RB kształ­tu­ją wa­sze ro­dzi­ciel­stwo. Fi­la­ry RB opi­su­ją, co moż­na ro­bić bę­dąc ro­dzi­cem, jed­nak za­ra­zem kształ­tu­ją cie­bie jako ro­dzi­ca. Kar­mie­nie pier­sią, bli­skość od chwi­li po­ro­du, no­sze­nie dziec­ka i po­zo­sta­łe punk­ty spra­wią, że bę­dzie­cie bar­dziej wraż­li­wi na sy­gna­ły wy­sy­ła­ne przez dziec­ko. Kie­dy po­trze­by nie­mow­lę­cia są szyb­ko za­spo­ka­ja­ne, a jego ję­zyk – wy­słu­chi­wa­ny, roz­wi­ja ono za­ufa­nie do swo­ich zdol­no­ści ko­mu­ni­ka­cyj­nych. Kie­dy dziec­ko sta­je się lep­szym nadaw­cą, ro­dzi­ce jesz­cze ła­twiej je ro­zu­mie­ją i cały sys­tem po­ro­zu­mie­nia dzia­ła le­piej. Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to taki styl opie­ki, któ­ry wy­do­by­wa naj­lep­sze za­rów­no z dziec­ka, jak i z jego ro­dzi­ców.

Jed­no­cze­śnie ten styl bar­dzo wie­le wy­ma­ga od ro­dzi­ców, zwłasz­cza w cią­gu pierw­szych trzech do sze­ściu mie­się­cy ży­cia dziec­ka. Da­je­cie z sie­bie dużo: czas, ener­gię, po­świę­ce­nie. Ale w od­po­wie­dzi otrzy­mu­je­cie o wie­le wię­cej. Ro­dzi­ciel­stwo jest jak in­dy­wi­du­al­ne ubez­pie­cze­nie eme­ry­tal­ne: im wię­cej za­in­we­stu­je­cie w pierw­szych la­tach, tym wię­cej do­sta­nie­cie póź­niej. Je­śli na po­cząt­ku po­pra­cu­je­cie cię­żej, po­tem mo­że­cie się bar­dziej od­prę­żyć i cie­szyć owo­ca­mi tej pra­cy.

Czu­ję się emo­cjo­nal­nie za­an­ga­żo­wa­na w moje dzie­ci. Roz­ma­wia­łam z in­ny­mi ro­dzi­ca­mi, któ­rzy nie wy­da­ją się tak za­an­ga­żo­wa­ni i wy­da­je mi się, że w ten spo­sób tra­cą jed­no z naj­lep­szych ży­cio­wych do­świad­czeń.

Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to coś wię­cej niż kar­mie­nie dziec­ka pier­sią, no­sze­nie go czy spa­nie z nim. Na­praw­dę ozna­cza ono na­by­cie umie­jęt­no­ści od­po­wia­da­nia z wy­czu­ciem na po­trze­by dziec­ka. Sie­dem na­rzę­dzi bli­sko­ści może w tym po­móc.

WSKA­ZÓW­KA RO­DZI­CIEL­STWA BLI­SKO­ŚCI

Wza­jem­ne da­wa­nie

Czy­ta­jąc li­stę Fi­la­rów RB, mło­da mat­ka może dojść do wnio­sku, że ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści to je­den wiel­ki ma­ra­ton ob­da­ro­wy­wa­nia; że bę­dzie nie­ustan­nie da­wać, da­wać i da­wać sie­bie swo­je­mu dziec­ku. Może też za­sta­na­wiać się, jak prze­trwa tak wiel­ki od­pływ ener­gii. Jed­nak wraz z do­sko­na­le­niem się ko­mu­ni­ka­cji mię­dzy tobą i dziec­kiem, bę­dziesz czuć z nim co­raz więk­szą łącz­ność. W ten spo­sób zy­skasz więk­szą pew­ność sie­bie w roli ro­dzi­ca. Im bar­dziej bę­dziesz otwar­ta na dziec­ko, tym ono bę­dzie bar­dziej otwar­te na cie­bie i tym ła­twiej bę­dzie wam się od­prę­żyć, choć nie­któ­rym ma­mom i dzie­ciom może to za­jąć wię­cej cza­su niż in­nym. Zo­ba­czysz jed­nak jesz­cze je­den po­zy­tyw­ny sku­tek, zwią­za­ny z prze­nie­sie­niem: sta­niesz się bar­dziej wraż­li­wa, spo­strze­gaw­cza i wni­kli­wa w in­nych związ­kach, w two­jej ro­dzi­nie, w mał­żeń­stwie i w pra­cy.

CO CZU­JESZ, CZU­JĄC WIĘŹ

Więź to spe­cjal­ny ro­dzaj bli­sko­ści mię­dzy ro­dzi­cem i dziec­kiem, uczu­cie ma­gne­tycz­ne­go przy­cią­ga­nia do nie­mow­lę­cia. Dla mat­ki za­czy­na się ono jesz­cze w cią­ży, wraz z po­czu­ciem, że dziec­ko jest jej czę­ścią. Po po­ro­dzie, gdy więź da­lej się roz­wi­ja, mat­ka czu­je się kom­plet­na tyl­ko wów­czas, gdy jest bli­sko swo­je­go dziec­ka; gdy po­zo­sta­ją roz­dzie­le­ni, ma wra­że­nie, że brak jej czę­ści jej sa­mej. Ten ro­dzaj wię­zi nie po­wsta­je w prze­cią­gu jed­nej nocy ani w go­dzi­nę po po­ro­dzie. Moż­na by ra­czej użyć me­ta­fo­ry tka­ni­ny, stwo­rzo­nej z wie­lu roz­pię­tych w cza­sie in­te­rak­cji mię­dzy mat­ką a dziec­kiem.

Wy­da­je się, że mój na­strój wpły­wa na mo­je­go syna. Je­stem jego czę­ścią, tak jak on jest czę­ścią mnie.

Więź to har­mo­nia. Mat­ki czę­sto opi­su­ją by­cie bli­sko jako „do­stro­je­nie się” do dziec­ka. Kie­dy mu­zy­cy do­stro­ją swo­je in­stru­men­ty, two­rzą har­mo­nij­ne tony; kie­dy ty i two­je dziec­ko je­ste­ście do sie­bie do­stro­je­ni, masz wra­że­nie, że coś w to­bie od­po­wia­da na jego po­trze­by. Zna­ki da­wa­ne przez dziec­ko: płacz, wier­ce­nie się, szcze­gól­ny wy­raz twa­rzy, uru­cha­mia­ją mat­czy­ną od­po­wiedź o ide­al­nej czę­sto­tli­wo­ści. Me­to­dą prób i błę­dów, ćwi­cząc z dziec­kiem sy­gna­ły i od­po­wie­dzi na nie, wpro­wa­dzi­cie od­po­wied­nie po­praw­ki i w koń­cu obo­je bę­dzie­cie nada­wać na tych sa­mych fa­lach, a to bę­dzie cu­dow­ne uczu­cie.

Bę­dąc bli­sko mo­ich dzie­ci, uczę się ich ryt­mów.

Więź to po­czu­cie po­łą­cze­nia. Tak jak mi­łość, więż jest cu­dow­nym uczu­ciem; trud­nym do opi­sa­nia, ale do­zna­wa­nym przez cały czas. Chwi­la­mi bę­dziesz szczę­śli­wa, trzy­ma­jąc na rę­kach swo­je dziec­ko, chwi­la­mi wa­sza re­la­cja bę­dzie do­star­czać ci eks­ta­tycz­nych uczuć; na­dej­dą też mo­men­ty, kie­dy bę­dziesz po­trze­bo­wa­ła być sama, ale rów­nież wte­dy wa­sza więź bę­dzie trwa­ła.

Czu­ję się do­brze, gdy je­ste­śmy ra­zem i źle, je­śli coś na roz­dzie­la. Cza­sem, gdy mamy je­den z tych dni, kie­dy po­trze­by mo­je­go dziec­ka po­chła­nia­ją całą moją ener­gię, cze­kam na po­wrót męża z pra­cy i ro­bię so­bie prze­rwę; jed­nak po krót­kim cza­sie zno­wu tę­sk­nię za by­ciem ra­zem z có­recz­ką.

Pod­czas na­szych po­dró­ży, ze­ga­rek Mar­thy jest za­wsze na­sta­wio­ny na czas do­mo­wy, co tro­chę utrud­nia nam punk­tu­al­ne do­cie­ra­nie w róż­ne miej­sca. Spy­ta­łem, cze­mu nie prze­sta­wia ze­gar­ka zgod­nie z cza­sem miej­sco­wym. „Je­śli wiem, któ­ra jest go­dzi­na w Ka­li­for­nii, czu­ję łącz­ność z na­szy­mi dzieć­mi; wiem, co naj­praw­do­po­dob­niej ro­bią w da­nym mo­men­cie” – od­po­wie­dzia­ła.

RO­DZI­CIEL­STWO BLI­SKO­ŚCI JEST WY­ZWA­LA­JĄ­CE

Szcze­gól­nie je­śli po raz pierw­szy zo­sta­łaś mat­ką, w cią­gu pierw­sze­go mie­sią­ca ży­cia two­je­go dziec­ka więź, o któ­rej czy­tasz, może być od­czu­wa­na ra­czej jako „wię­zy”. Po­czu­cie bez­rad­no­ści i lęk, że nie jest się do­brą mat­ką, są po­wszech­ne. Te uczu­cia mogą się jesz­cze po­głę­bić pod wpły­wem oko­licz­no­ści, ta­kich jak po­ród od­mien­ny od tego, któ­ry so­bie za­pla­no­wa­łaś, czy na­ro­dzi­ny dziec­ka in­ne­go niż to wi­dzia­ne w ma­rze­niach. Dają tak­że o so­bie znać inne po­że­ra­cze ener­gii, ta­kie jak pro­ble­my z kar­mie­niem, bez­sen­ne noce i te dra­stycz­ne zmia­ny w sty­lu ży­cia, o któ­rych ostrze­ga­no cię pod­czas szko­ły ro­dze­nia (cze­go nie­ko­niecz­nie by­łaś go­to­wa słu­chać). Jed­nak po tym pierw­szym mie­sią­cu naj­bar­dziej in­ten­syw­ne­go roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów z ob­słu­gą, me­cha­nizm przy­wią­za­nia za­czy­na dzia­łać. Kie­dy i jak to na­stę­pu­je, za­le­ży od in­dy­wi­du­al­no­ści mat­ki i dziec­ka, jed­nak to na­praw­dę się dzie­je! Wte­dy wła­śnie za­czy­nasz mniej my­śleć o tym, co da­jesz, a wię­cej – o tym, co zy­sku­jesz. Stop­nio­wo ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści oka­zu­je się wy­zwa­la­ją­ce. Te­raz bę­dziesz go­to­wa do słu­cha­nia gło­su in­stynk­tu i znaj­dziesz od­wa­gę do po­dą­ża­nia za naj­bar­dziej pod­sta­wo­wy­mi uczu­cia­mi w dzie­dzi­nie dba­nia o dziec­ko. Mó­wiąc ina­czej, te­raz bę­dziesz wol­na do by­cia mat­ką.

Więź to zna­jo­mość dru­gie­go czło­wie­ka. Kie­dy je­ste­ście bli­sko ze swo­im dziec­kiem, po­strze­ga­cie je jako oso­bę, małą, ale po­sia­da­ją­cą okre­ślo­ne ce­chy i pre­fe­ren­cje. Do­brze je zna­jąc, wie­cie, że two­rzą one okre­ślo­ną in­dy­wi­du­al­ność. „Tak do­brze ją ro­zu­miem” – po­wie­dzia­ła mi mło­da, ufa­ją­ca so­bie mat­ka pod­czas roz­mo­wy o po­zna­wa­niu świa­ta przez jej małą có­recz­kę. Ro­dzi­ce prak­ty­ku­ją­cy RB sta­ją się eks­per­ta­mi w dzie­dzi­nie swo­ich dzie­ci. Ta wie­dza o za­cho­wa­niu wa­sze­go syna czy có­recz­ki po­mo­że wam w chwi­li, gdy nie czu­je się ona do­brze, kie­dy po­trze­bu­je wspar­cia, a tak­że wte­dy, kie­dy musi sama so­bie z czymś po­ra­dzić. Po­nie­waż tak do­brze zna­cie wa­sze dziec­ko, bę­dzie­cie w sta­nie współ­pra­co­wać z pe­dia­trą przy za­pew­nia­niu ma­lu­cho­wi od­po­wied­niej opie­ki zdro­wot­nej, a w przy­szło­ści po­mo­że­cie na­uczy­cie­lo­wi wa­sze­go dziec­ka w or­ga­ni­za­cji jego na­uki.

Moja więź z Jes­si­ką po­zwa­la mi być mą­drzej­szą mat­ką.

W wię­zi cho­dzi o pa­so­wa­nie do sie­bie. To wy­ra­że­nie do­sko­na­le pod­su­mo­wu­je pro­ces do­pa­so­wy­wa­nia się do sie­bie ro­dzi­ców i nie­mow­ląt w pierw­szych mie­sią­cach ich ży­cia. Do­pa­so­wa­nie wpro­wa­dza w zwią­zek mię­dzy ro­dzi­ca­mi i dzieć­mi ele­ment ca­ło­ścio­wo­ści, po­czu­cie słusz­no­ści, wy­do­by­wa z jed­nych i z dru­gich to, co w nich naj­lep­sze.

Nie­któ­re dzie­ci i nie­któ­rzy ro­dzi­ce ła­two się do­pa­so­wu­ją. Ła­twe w na­wią­zy­wa­niu re­la­cji dziec­ko na­wią­że do­bry kon­takt tak­że z nie­spo­koj­ną czy za­mar­twia­ją­cą się mat­ką – po­god­na na­tu­ra tego nie­mow­lę­cia da ma­mie wie­le po­zy­tyw­ne­go wzmoc­nie­nia, co spra­wi, że na­uczy się ona od­prę­żać i cie­szyć swo­im dziec­kiem. Dziec­ko o nie­co trud­niej­szym cha­rak­te­rze może do­brze do­pa­so­wać się do bar­dzo opie­kuń­czej ko­bie­ty. Jego duże po­trze­by są przez nią od­po­wied­nio za­spo­ka­ja­ne i osta­tecz­nie dziec­ko ła­god­nie­je. Więk­szym wy­zwa­niem jest do­pa­so­wa­nie wów­czas, gdy dziec­ko jest ka­pry­śne a mat­ka nie­pew­na sie­bie lub mniej ela­stycz­na w po­dej­ściu do dzie­cię­cych po­trzeb. Ta ko­bie­ta bę­dzie mu­sia­ła wpro­wa­dzić pew­ne zmia­ny, aby do­pa­so­wać się do dziec­ka, lub bę­dzie po­trze­bo­wa­ła wię­cej od­po­czyn­ku od nie­go, jed­nak je­śli zmie­ni swo­je po­dej­ście, zo­ba­czy, że dziec­ko od­po­wia­da na jej sta­ra­nia – i że żyje się z nim ła­twiej.

BLI­SKOŚĆ OJCA

W pierw­szych mie­sią­cach ży­cia nie­mow­lę­cia, w więk­szo­ści ro­dzin bli­skość mat­ki i dziec­ka jest głęb­sza i bar­dziej oczy­wi­sta niż bli­skość ojca i dziec­ka. Nie zna­czy to, że oj­co­wie nie przy­wią­zu­ją się głę­bo­ko do swo­ich dzie­ci – jest to jed­nak inny typ wię­zi. Od­mien­ny, lecz nie gor­szy czy lep­szy od re­la­cji nie­mow­lę­cia z mat­ką. Oj­ciec rów­nież może sto­so­wać Fi­la­ry RB do bu­do­wa­nia bli­sko­ści z dziec­kiem: od­po­wia­da­jąc na ję­zyk dziec­ka i po­cie­sza­jąc je, kie­dy pła­cze, oj­ciec może two­rzyć wła­sną, sil­ną re­la­cję z cór­ką czy z sy­nem. (Szcze­gó­ło­we roz­wa­ża­nia na te­mat re­la­cji oj­ciec-nie­mow­lę znaj­dzie­cie w roz­dzia­le XII.)

Z punk­tu wi­dze­nia dziec­ka. Dla no­wo­rod­ka ży­cie to jed­na wiel­ka ła­mi­głów­ka. Mat­ka po­ka­zu­je mu, jak po­łą­czyć po­szcze­gól­ne ele­men­ty. Mat­ka in­ter­pre­tu­je dla nie­go świat, po­ka­zu­jąc, na przy­kład, że głód jest za­spo­ka­ja­ny, że po bólu i nie­wy­go­dzie na­stę­pu­je uko­je­nie, po chło­dzie cie­pło, że le­piej jest się roz­luź­nić niż trwać w na­pię­ciu. Zwłasz­cza w pierw­szych mie­sią­cach ży­cia to mat­ka za­pew­nia dziec­ku je­dze­nie, po­cie­chę, cie­pło, sen oraz sens; nie tyl­ko wy­peł­nia po­trze­bę bez­pie­czeń­stwa i opie­ki, ale tak­że po­ma­ga mu zro­zu­mieć świat. Tym­cza­sem dzie­ci, tak jak do­ro­śli, w na­tu­ral­ny spo­sób lgną do lu­dzi, któ­rzy naj­le­piej od­po­wia­da­ją na ich po­trze­by.

Dla mat­ki przy­wią­za­nie ozna­cza pra­gnie­nie by­cia bli­sko dziec­ka, dla dziec­ka zaś – po­trze­bę by­cia przy mat­ce. W żad­nym ra­zie mat­ki nie czu­ją tego sil­ne­go pra­gnie­nia od sa­me­go po­cząt­ku. Mo­żesz dbać o dziec­ko z po­czu­cia obo­wiąz­ku lub z in­nych, zło­żo­nych przy­czyn emo­cjo­nal­nych, któ­re nie­ko­niecz­nie okre­śli­ła­byś jako mi­łość. Ta faza może być nie­ła­twa do przej­ścia, jed­nak na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści (w tym tak­że prze­rwy od dziec­ka) po­mo­gą ci chcieć ro­bić dla dziec­ka to, co ro­bić mu­sisz. Je­śli mu po­zwo­lisz, pra­gnie­nie by­cia z dziec­kiem bę­dzie ro­sło, aż do chwi­li, gdy po­czu­jesz, że po­trze­bu­jesz swo­je­go dziec­ka rów­nie moc­no, jak ono po­trze­bu­je cie­bie

Lu­bię prze­by­wać w to­wa­rzy­stwie mo­je­go dwu­lat­ka. Nie mogę wy­obra­zić so­bie nic rów­nie za­baw­ne­go i sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce­go.

Roz­waż­cie wy­pró­bo­wa­nie ro­dzi­ciel­stwa bli­sko­ści na sa­mym po­cząt­ku. Ro­dzi­ciel­stwo bli­sko­ści ozna­cza w pierw­szej ko­lej­no­ści otwar­cie ser­ca i umy­słu na po­trze­by wa­sze­go dziec­ka. Je­śli to zro­bi­cie, w koń­cu roz­wi­nie­cie w so­bie zdol­ność po­dej­mo­wa­nia tu i te­raz de­cy­zji o tym, co bę­dzie naj­lep­sze dla dziec­ka i dla was. Zrób­cie to, co mo­że­cie naj­lep­sze­go, wy­ko­rzy­stu­jąc do­stęp­ne wam na­rzę­dzia – to wszyst­ko, cze­go kie­dy­kol­wiek wa­sze dziec­ko bę­dzie od was ocze­ki­wać.