Krew woła z ziemi. Holocaust w Europie 1939-1945 - Adam Stankiewicz - ebook

Krew woła z ziemi. Holocaust w Europie 1939-1945 ebook

Adam Stankiewicz

0,0
34,99 zł

lub
Opis

Niniejsza publikacja obejmuje następujące rozdziały:

– Syntetyczna geneza antysemityzmu na świecie.
– Lata wojny 1939–1941, w którym zawarto informację na temat programu eutanazji osób uposledzonych psychicznie; początkach okupacji w Polsce i jej wpływu na życie tutejszych Żydów; planów nazistowskich wobec Żydów w Europie, które w ówczesnym czasie nie były sprecyzowane; metod eksterminacji Żydów na terenach ZSRS po wybuchu wojny Niemiecko-Sowieckiej oraz temat pierwszych obozów zagłady na terenie Kraju Warty i Generalnego Gubernatorstwa.
– Lata wojny 1942–1945, w którym znajdziemy opis osławionej konferencji w Wannsee poświęconej planom władz III Rzeszy wobec Żydów; opis pozostałych obozów zagłady na terenie GG; likwidacji getta w Warszawie oraz powstanie w getcie; opis władz getta w Wilnie; opór żydowski w czasie wojny;, opis działalności Adolfa Eichmanna na Węgrzech w 1944 roku; postrzegania Holocaustu przez Aliantów i Watykan.
– Kolejny rozdział to opis Holocaustu w takich europejskich krajach jak: Austria, Słowacja, Dania, Norwegia, Francja, Holandia, Rumunia, Chorwacja, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Węgry, Włochy, Polska.
– Ostatni rozdział poświęcony jest procesowi w Norymberdze i ściganiu zbrodniarzy wojennych.


O Autorze
Rocznik 1981, absolwent Politechniki Gdańskiej wydziału EiT, pracownik firmy telekomunikacyjnej ADVA Optical Networking, współautor książki „Testowanie oprogramowania w praktyce: studium przypadków 2.0”, współpracownik portalu Konflikty.pl, dla którego pisze artykuły i recenzje książek, od 2013 roku redaktor Gdyńskiego Kuriera Niepodległej, licencjonowany przewodnik po Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Niemieckiego nazistowskiego obózu koncentracyjnego i zagłady (1939–1945) Stutthof w Sztutowie. Ojciec, partner, modelarz, miłośnik książek i „kurak domowy” w jednym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 549

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Autor zdjęć

Joanna Kitowicz

Redakcja i korekta

Łukasz Golowanow

Natalia Michalczyk

Projekt okładki

Adam Stankiewicz

© Copyright by Adam Stankiewicz

ISBN 978-83-955570-0-2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Zdjęcia, które znajdują się w niniejszej publikacji pochodzą z Wikipedii oraz z Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Kontakt:

www.rozpisani.pl

info@rozpisani.pl

Zawsze mamy dość sił, aby znieść cudze nieszczęście.

— François de La Rochefoucauld

Wstęp

Zagłada Żydów w Europie w latach drugiej wojny światowej to do dziś temat wielu książek i innych publikacji. Zwykły człowiek nie jest w stanie pojąć, jak ludzie mogli prześladować, mordować i gazować innych ludzi tylko ze względu na wyznawaną religię i pochodzenie etniczne. Jak można było strzelać do przerażonej matki tulącej dziecko? A jednak historia Holokaustu pełna jest takich potworności. Mimo iż od tych koszmarnych zdarzeń minęło wiele lat, do dziś pokutują pewne stereotypy na temat Zagłady, które wypaczają jej historię. Prawie zupełnie zapomniano o eutanazji osób upośledzonych, o mrocznych szczegółach funkcjonowania obozów zagłady, o działaniach mobilnych grup egzekucyjnych Einsatzgruppen czy żydowskiego ruchu oporu, o kolaboracji samych Żydów z okupantem czy współudziale ludności na terenach okupowanych w procesie wydawania Żydów i ich eksterminacji. Oprócz tego pojawiają się, na szczęście sporadycznie, głosy mówiące, że nie było Holokaustu i że jest to tylko wymysł Żydów.

O napisaniu książki na temat Holokaustu nigdy nie myślałem. Przecież jest już tyle innych publikacji, wspomnień obozowych, filmów dokumentalnych. A jednak dalej pokutują stereotypy. Proces tworzenia tej książki zaczął się od burzy medialnej, którą wywołał nad Wisłą artykuł w tygodniku „Der Spiegel”: Wspólnicy. Europejscy pomocnicy Hitlera w mordowaniu Żydów (Die Komplizen: Hitlers europäische Helfer beim Judenmord). Natychmiast pojawiły się pełne oburzenia głosy, że wyłącznie Niemcy są odpowiedzialni za zbrodnie popełnione na Żydach, a reszta podbitej lub kolaborującej z Trzecią Rzeszą Europy nie miała z tym nic wspólnego. Najgorsze było to, że część komentarzy pochodziła od osób, które nigdy nie czytały tego artykułu ani w oryginale, ani w przekładzie angielskim bądź polskim. Prawie od razu rozpocząłem pracę nad artykułem, który naświetliłby rzeczywisty wpływ rządów lub pojedynczych ludzi na proces eksterminacji Żydów. Po kilku tygodniach okazało się, że to, co napisałem (rozdział trzeci tej książki), jest zbyt obszerne, aby nadawało się do zamieszczenia w sieci. Komu w dzisiejszych czasach chciałoby się czytać dziesięć, dwadzieścia czy pięćdziesiąt stron tekstu w internecie? Dzięki sugestii Iwony Stankiewicz i Andrzeja Zasowskiego z serwisu internetowego Konflikty.pl, na którego łamach pierwotnie miał się ukazać artykuł, doszedłem do wniosku, że warto by było opisać jeszcze genezę Holokaustu. I tak narodził się pomysł tej skromnej publikacji. Już po napisaniu niniejszego tekstu pozytywne recenzje Kamili Orlińskiej, Oskara Chojki i doktor Martyny Rusiniak-Karwat skłoniły mnie, żeby wreszcie ruszyć z tematem i wydać to, co napisałem.

Nie jestem zawodowym historykiem, ale jedynie pasjonatem historii. Z tematyką obozową i dotyczącą Zagłady po raz pierwszy miałem styczność jako nastolatek na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy wziąłem do ręki książkę Oświęcim wydawnictwa Interpress. Wtedy zacząłem czytać wszelkie dostępne publikacje na ten temat. Dzięki internetowi i możliwości oglądania w sieci różnego rodzaju dokumentów czy nagranych wspomnień pogłębiałem swoją wiedzę. Pisząc Krew woła z ziemi, oprócz czytania książek i czasopism oraz oglądania filmów dokumentalnych, w których występowali świadkowie, korzystałem pełnymi garściami właśnie z dobrodziejstw internetu. W ten sposób dotarłem do nagrań i pełnego zapisu procesu Adolfa Eichmanna, do wspomnień świadków tamtych wydarzeń, do dokumentów i fotokopii rozkazów czy notatki z konferencji w Wannsee.

W ciągu lat uświadomiłem sobie, że proces zagłady Żydów nie był planowy. Na początku wojny nikt — ani Hitler, ani Himmler — nie miał pojęcia, co zrobić z Żydami. Wiedzieli tylko jedno: że chcą się ich pozbyć z terenów w granicach Rzeszy. Z biegiem działań wojennych, a w szczególności po wybuchu wojny ze Związkiem Sowieckim, plany zaczęły się zmieniać z emigracji w kierunku zagłady. Miliony kobiet i mężczyzn niepisanym odgórnym rozkazem skazano na śmierć.

I o tym jest niniejsza książka, ukazująca chronologicznie plany nazistów i ich sojuszników wobec Żydów. Podzieliłem ją na cztery zasadnicze rozdziały. Rozdział pierwszy opisuje genezę antysemityzmu, rozdział drugi — plany nazistów wobec Żydów od początkowego okresu wojny do wybuchu wojny na Wschodzie w 1941 roku, rozdział trzeci — fazę eksterminacji, a ostatni rozdział poświęcony jest Holokaustowi w Europie. Nie jest to lektura łatwa ze względu na brutalność opisów zbrodni, ze względu na język eufemizmów, którymi posługiwano się w trakcie Zagłady, i ze względu na namacalną bezsilność, którą czuli skazani na śmierć. Automatycznie człowiek zadaje sobie pytanie: co można było wtedy zrobić? Jak my zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji? Na te pytania nie ma odpowiedzi, bo być ich nie może. Mam jednak nadzieję, że niniejsza publikacja, wzbogacona wspomnieniami ludzi, którzy przeżyli piekło Holokaustu, będzie pomocna w zrozumieniu tego, czego nie da się zrozumieć.

Niestety wiem coś, czego tuż po tej strasznej wojnie najprawdopodobniej nie przewidzieliby ludzie, którzy wydostali się z piekła. Mimo wymownych ostrzeżeń, jakimi do dziś są lasy Treblinki i Sobiboru czy opustoszałe baraki kompleksu obozów Auschwitz i Birkenau, człowiek nadal morduje człowieka z powodu religii czy pochodzenia.

Droga do Shoah

Holokaust, Shoah, Zagłada — jakkolwiek byśmy nazwali eksterminację Żydów w latach czterdziestych XX wieku, jest ona hańbą ludzkości. Zrodziła się w umysłach wielu ludzi, ogarniętych antysemityzmem i chorą nienawiścią, która prawie zawsze jest przyczyną zbrodni. Niniejszy rozdział ma przybliżyć Czytelnikowi drogę, którą pokonała ludzkość w antysemityzmie od starożytnego Egiptu do rozpoczęcia Holokaustu w czasie drugiej wojny światowej. Pisząc słowo „antysemityzm”, mam na myśli uprzedzenia i dyskryminację Żydów jako grupy społecznej i religijnej, a nie — jak czasami się je definiuje — wszystkich ludzi pochodzenia semickiego.

Pierwsze wzmianki o wydarzeniach mających charakter antysemicki dotyczą mordów na tle religijno-społecznym w czasach przedchrześcijańskich w Egipcie i Grecji. Także w Cesarstwie Rzymskim po edykcie tesalońskim z 380 roku naszej ery dochodziło do mordów o podłożu religijnym. To właśnie kwestie wiary zapoczątkowały antysemityzm zarówno w świecie antycznym, jak i w świecie chrześcijańskim. W starożytności monoteistyczna religia Izraelitów stała w konflikcie z politeizmem Egipcjan, Greków i Rzymian. Wiara mojżeszowa — w opozycji do innych religii — była też wolna od niemoralnych mitów i okrutnych rytuałów oraz zabraniała (i zabrania) oddawania czci obrazom, posągom i innym dziełom sztuki w myśl zasady, że Bóg ma nieskończony majestat i jest bytem doskonałym, na którego podobieństwo został stworzony człowiek.

W VII wieku naszej ery w Europie zdominowanej przez chrześcijan postanowienia kolejnych synodów odbywających się na terenie dzisiejszej Francji i Hiszpanii ograniczały zakres relacji żydowsko-chrześcijańskich. W myśl tych edyktów przymuszano dorosłych i dzieci wyznania mojżeszowego do nawracania się na religię chrześcijańską. Powszechnym zjawiskiem w tamtych czasach były dysputy, w których brali udział duchowni chrześcijańscy i zmuszani do tego rabini. Na ich podstawie wykazywano, że to Żydzi są winni śmierci Chrystusa.

W XI wieku doszło we Francji do pierwszych dużych wypędzeń Żydów — z Orleanu i Moguncji. W Nadrenii w trakcie pierwszych wypraw krzyżowych częste były samosądy i mordy. Podobnie działo się w zdobytej przez krzyżowców w 1099 roku Jerozolimie. W wielu miejscowościach ówczesnej Europy, szczególnie po soborze laterańskim V w latach 1512— 1517, wprowadzano coraz nowsze restrykcje dotyczące Żydów, takie jak zakaz leczenia przez nich chrześcijan, obowiązek noszenia żółtych naszywek na ubraniach i wysokich czapek czy zamieszkiwania całej grupy Żydów w jednym miejscu, czego przykładem jest wyspa Ghetto Nuovo koło Wenecji. Średniowiecze to okres wypędzeń całych populacji Żydów z obszarów Francji (XIII—XIV wiek), Anglii (1290 rok), Hiszpanii i Portugalii (lata 1492—1497). Żydzi jako grupa byli oskarżani o różne przestępstwa, takie jak mordy rytualne, bezczeszczenie hostii, zamordowanie Jezusa (zanegowane dopiero przez Sobór Watykański II), zatruwanie studni, rozsiewanie chorób i epidemii, kontakty z szatanem czy okradanie ludności. Ta ostatnia sprawa miała związek z pracą wykonywaną przez niektórych Żydów — ze względu na znajomość rachunków byli oni poborcami podatków, czyli „okradali” ludność na rozkaz możnowładców. Żydom zabroniono wznoszenia nowych synagog, zmiany miejsca pobytu bez zezwolenia i pożyczania na procent.

Żydzi bezczeszczący hostię w Szternberku, 1492 rok

W efekcie prześladowań w zachodniej Europie między XI a XV wiekiem Żydzi zaczęli migrować na wschód, głównie na tereny ówczesnej Polski, gdzie migrację napędzały szeroka tolerancja religijna i sytuacja ekonomiczna. Nie bez przyczyny najbardziej tolerancyjny kraj Europy, czyli Rzeczpospolita Obojga Narodów, był zwany przez samych Żydów „Paradis Judœorum”.

Antysemityzm w Europie między początkiem reformacji a XIX wiekiem nie osłabł. Dalej dochodziło do lokalnych pogromów i konfiskat majątków, kultywowano przesądy dotyczące Żydów, a w wieku XIX rozwinął się jeszcze nacjonalizm, uznający za najwyższe dobro naród — istniejący tylko wtedy, gdy ogół ludzi mówi tym samym językiem, ma wspólną historię i kulturę. Na tle haseł nacjonalistów europejskich społeczność żydowska, zarówno ortodoksyjna, jak i laicka, mająca własną kulturę, religię i język, nie mieściła się w pojęciach narodowych. W nacjonalizmie XIX-wiecznym pobrzmiewał dodatkowo darwinizm społeczny, głoszący (w uproszczeniu), że świat ludzki jest tożsamy ze światem zwierzęcym, który cechuje się tym, iż osobniki silniejsze zawsze wygrywają, a słabsze nie mają prawa żyć. Pod koniec XIX i na początku XX wieku rozegrało się w Europie kilka doniosłych wydarzeń mających podtekst nacjonalistyczno-antysemicki. Francuskiego oficera Alfreda Dreyfusa fałszywie oskarżono o zdradę na rzecz Niemiec, a w carskiej Rosji w latach osiemdziesiątych XIX wieku i w 1905 roku doszło do pogromów Żydów. Nic zatem dziwnego, że nieortodoksyjni Żydzi garnęli się do nowego ruchu społecznego: komunizmu, z założenia ateistycznego i egalitarnego.

Alfred Dreyfus (1859-1935)

Wiek XIX to także czas, w którym Żydzi zamieszkujący wschodnie rejony Europy w granicach carskiej Rosji dostąpili łaski swobodnego osiedlania się, nabywania nieruchomości i wolnego handlu. Nagle okazało się, że Żydzi to ludzie przedsiębiorczy, zaradni i aktywni, a nie tylko mniejszość religijna, odosobniona i żyjąca na uboczu. Rozpoczęta w latach sześćdziesiątych XIX wieku żydowska aktywność, nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie, szybko wysforowała Żydów do czołówki rozwoju ekonomicznego ludzkości. Wiek XIX to także czas wyłaniania się nowej grupy społecznej — proletariatu. Zwykli robotnicy, w przeważającej części wyzyskiwani przez fabrykantów, mieli słuszne pretensje o głodowe pensje, pracę ponad siły i brak zabezpieczeń socjalnych. A jako że bogatymi właścicielami fabryk byli w sporym procencie Żydzi, niechęć robotników przechodziła również na przeciętnych czy nawet ubogich przedstawicieli tej grupy. Ponadto mieszczanie, którzy też chcieli się dorobić fortun w wieku pary i kolei, natrafiali nierzadko na żydowską konkurencję, co było kolejnym zarzewiem konfliktu.

Pogrom Żydów w Kiszyniowie rok 1903

Początek Wielkiej Wojny zmobilizował milionowe armie na całym świecie. Po obu stronach, pod sztandarami Drugiej Rzeszy, Austro-Węgier, Rosji czy Francji, żydowscy żołnierze walczyli przeciwko żydowskim żołnierzom. Mimo zaangażowania w konflikty narodowe postrzegano ich w większości jako spekulantów wojennych i bankierów, którzy „dorobili się na trupach naszych rodaków”. Takie oskarżenia pojawiały się szczególnie w pokonanych Niemczech. Sami Niemcy widzieli w Republice Weimarskiej, czyli demokratycznej spadkobierczyni Drugiej Rzeszy, kraj powstały z dyktatu mocarstw alianckich. Co gorsza, państwo niemieckie obłożono ogromną kontrybucją, która spowodowała kryzys, hiperinflację i ogólne zubożenie społeczeństwa. Na tym gruncie pojawiła się w 1919 roku mała regionalna partia DAP, przekształcona w roku 1920 w Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partię Robotników (NSDAP). Na jej czele stanął Adolf Hitler, który po nieudanym puczu monachijskim w 1923 roku został osadzony na mocy wyroku sądu w twierdzy Landsberg. To właśnie tam w latach 1925-1926 Hitler napisał manifest narodowych socjalistów z wątkami autobiograficznymi: Mein Kampf.

Przyszły dyktator opisał w tej książce między innymi swoje młodzieńcze życie w ubóstwie, winiąc przy tym Żydów za wszelkie zło i własne bezrobocie w tak zwanym okresie wiedeńskim. Oprócz wspomnień z młodości pisał także o potrzebie Lebensraum (przestrzeni życiowej) dla narodu niemieckiego i o rasie aryjskiej — według niego najlepszej z ras ludzkich — oraz przedstawił manifest NSDAP.

Sama NSDAP, mimo że po ponownej legalizacji zdobywała głosy, byłaby tylko krzykliwą partyjką (pięć procent głosów w wyborach do Reichstagu w 1925 roku, trzy procent cztery lata później), gdyby w 1929 roku nie doszło do światowego kryzysu finansowego. Był on wynikiem degeneracji i deprawacji systemu finansowo-bankowego w Stanach Zjednoczonych i Europie w wyniku ludzkiej chciwości. Proces ten rozpoczął się jeszcze przed pierwszą wojną światową, a w latach dwudziestych problem zaczął lawinowo narastać. Rzecz jasna naturalnej skłonności do pomnażania zysku nie ujęto w ramy żadnego nadzoru ze strony organów państwowych. Mimo oczywistych z dzisiejszego punktu widzenia faktów o doprowadzenie do kryzysu i tak oskarżano „żydowską finansjerę”.

Na fali spektakularnych upadków wielu przedsiębiorstw, rosnącego w zastraszającym tempie bezrobocia, inflacji i biedy wychodząca ze swojego własnego kryzysu początku lat dwudziestych Republika Weimarska na nowo pogrążyła się w chaosie, zarazem przeobrażając się w zarzewie populizmu, szowinizmu, a wreszcie narodowego socjalizmu. Po wyborach listopadowych roku 1932 Republika Weimarska, w wyniku przesileń politycznych, z początkiem nowego roku przekształciła się w Trzecią Rzeszę. Zmiana ta była podyktowana nie wolą większości społeczeństwa — na NSDAP zagłosowało ledwie trzydzieści trzy procent wyborców — ale rozgrywkami w zaciszu gabinetów i nietrwałymi koalicjami.

Niemniej jedenaście i trzy czwarte miliona ludzi poparło nazistów w wyborach demokratycznych. Poderwały ich odwoływanie się do korzeni pragermańskich, obietnice rewizji postanowień traktatu wersalskiego, poprawy bytu i zdobycia przestrzeni na Wschodzie oraz obwinianie komunistów i Żydów o przegraną w Wielkiej Wojnie. Po 30 stycznia 1933 roku, a w szczególności po podpaleniu Reichstagu 27 lutego oraz uchwaleniu nazajutrz ustawy o likwidacji zagrożenia dla narodu i Rzeszy, nic już nie mogło oderwać Hitlera od pełni władzy i realizacji jego postulatów.

21 marca 1933 roku — po niespełna dwóch miesiącach od dnia, w którym naziści przejęli władzę — otworzono w Dachau pierwszy obóz koncentracyjny. Przetrzymywano tam najpierw komunistów i socjaldemokratów, a po kilku tygodniach — także Żydów. W tym czasie powstało więcej tak zwanych dzikich obozów, które później likwidowano, po czym zakładano nowe. Od czerwca 1933 roku komendantem obozu w Dachau był Theodor Eicke, który stał się swego rodzaju nauczycielem dla wszystkich przyszłych komendantów obozów koncentracyjnych. To właśnie on stworzył na podstawie KL Dachau model wzorcowy dla innych obozów, z regulaminem dla więźniów włącznie. Do 1939 roku na terenie Rzeszy, wraz z wcieloną po Anschlussie Austrią, powstały następujące obozy koncentracyjne: Dachau, Sachsenhausen, Buchenwald, Ravensbrück i Mauthausen oraz wiele ich filii. Od samego początku eksterminacji więźniów politycznych, kryminalnych i żydowskich dokonywano poprzez morderczą pracę (przeważnie bezsensowną w tamtym czasie), egzekucje, bicie i maltretowanie.

Theodor Eicke przemawia do więźniów obozu Dachau, 1933 rok

W celu legalizacji antysemityzmu w Trzeciej Rzeszy wprowadzono 15 września 1935 roku na zjeździe Reichstagu w Norymberdze trzy ustawy, zwane potocznie norymberskimi. Jedną z nich była ustawa o ochronie krwi niemieckiej i niemieckiej czci. Przepisy te dopuszczały możliwość pozbawienia Żydów obywatelstwa Rzeszy, a także zakazywały im sprawowania funkcji publicznych, administracyjnych i medycznych, pracy na rzecz wojska oraz małżeństw i stosunków intymnych z Aryjczykami (dla Aryjczyka byłoby to Rassenschande, czyli zhańbienie rasy). Po 1935 roku coraz częściej dochodziło do aktów agresji wobec Żydów w Rzeszy, grabienia majątku, podpaleń mieszkań i sklepów. Społeczeństwo niemieckie, zaślepione wiarą w Führera i sukcesami (zajęcie Terytorium Saary, remilitaryzacja Nadrenii, wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej, podpisanie z Wielką Brytanią układu o ograniczeniu zbrojeń na morzu), nie widziało bądź nie chciało widzieć, że coraz częściej znikają żydowscy sąsiedzi. Parę dni po Anschlussie pojawił się w Wiedniu SS-Untersturmführer Adolf Eichmann z zadaniem wysiedlenia Żydów i zagarnięcia ich majątku. Wyjątkową perfidią w działaniach władz było choćby to, że z jednej strony prześladowano Żydów, a z drugiej — umożliwiano im ucieczkę z kraju za cenę pozostawienia całego majątku i wykupienia za ogromne pieniądze biletu w jedną stronę bez możliwości powrotu.

17 sierpnia 1938 roku na terenie Rzeszy wprowadzono kolejne dyskryminujące Żydów prawo, w którego myśl każda kobieta i każdy mężczyzna żydowskiego pochodzenia mieli mieć wpisane w dokumentach tożsamości dodatkowe drugie imię: Sara bądź Dawid. Nazajutrz Szwajcaria zamknęła granicę ze względu na masowe ucieczki austriackich i niemieckich Żydów. Tych, którym udało się przekroczyć otwartą jeszcze granicę, zebrano w obozie dla internowanych w Diepoldsau i odesłano do Rzeszy. W tym miejscu nie można nie wspomnieć heroicznej walki ze szwajcarską biurokracją stoczonej przez szefa okręgowej policji szwajcarskiej kapitana Paula Grüningera, pragnącego ocalić przed nieznanym jak największą liczbę Żydów. Ponad dwa tysiące ludzi zawdzięczało mu — jak się później okazało — życie.

Pod koniec 1938 roku doszło w Rzeszy do masowych wysiedleń Żydów polskich, bez jakiejkolwiek zapowiedzi dyplomatycznej na linii Berlin-Warszawa. Nad granicę z Polską maszerowały kolumny liczące łącznie od siedemnastu do dwudziestu tysięcy wysiedleńców. Właśnie to wydarzenie było bezpośrednią przyczyną śmierci niższego rangą sekretarza ambasady niemieckiej w Paryżu Ernsta vom Ratha, zamordowanego przez Herszela Grynszpana, którego rodzinę deportowano w ten sposób. Dwa lata wcześniej w Davos z ręki innego Żyda zginął członek NSDAP Wilhelm Gustloff, teraz więc kolejne zabójstwo dokonane przez Żyda wywołało histerię. Ta zaś stała się zarzewiem pogromu wymierzonego we wszystkich Żydów zamieszkujących tereny Rzeszy — nocy kryształowej. Akcja zainicjowana przez władze partyjne i państwowe rozpoczęła się w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku. Podpalenia synagog, rozbijanie witryn sklepów żydowskich (specjalnie oznakowanych po ustawach norymberskich), pobicia i morderstwa były w tamtych krwawych dniach czymś powszechnym. Policja nie interweniowała, a straż pożarna czekała cierpliwie, aż budynki żydowskie się spalą, zabezpieczała jedynie aryjskie domy i sklepy przed rozprzestrzenieniem się ognia. Do końca 1938 roku Trzecią Rzeszę Niemiecką opuściło około dwustu pięćdziesięciu tysięcy z pięciuset sześćdziesięciu pięciu tysięcy zamieszkujących ją Żydów.

Synagoga w Monachium po nocy kryształowej

W następnym — 1939 — roku kolejni Żydzi z Rzeszy i wchłoniętej Austrii próbowali wydostać się z kraju, w którym nikt ich już nie chciał. 13 maja z Hamburga wyszedł statek wycieczkowy St. Louis z ponad dziewięciuset żydowskimi pasażerami, którzy mieli udać się do Hawany. Uciekinierzy z St. Louis nie myśleli o kubańskich plażach, chcieli tylko za wszelką cenę opuścić Rzeszę i otworzyć sobie drogę do Stanów Zjednoczonych. Hawana była pierwszym przystankiem na drodze do wolności. Kapitan St. Louis, Niemiec Gustav Schröder, wspominany był jako dobry człowiek, który chciał dopłynąć do celu i bezpiecznie wysadzić pasażerów na ląd, ale władze kubańskie nie zezwoliły niemieckim Żydom na opuszczenie statku, nawet po zaproponowaniu łapówki w wysokości czterystu pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Podobnie zachowały się władze amerykańskie, które uzasadniły decyzję przekroczeniem rocznych kontyngentów dla żydowskich uciekinierów. 6 czerwca St. Louis, otrzymawszy zewsząd decyzje odmowne, ruszył w drogę powrotną. W Europie los uśmiechnął się do uciekinierów — pomocną dłoń wyciągnęły rządy Belgii, Holandii, Francji i Wielkiej Brytanii. Jedna z pasażerek, szesnastoletnia wówczas Gerda Blachmann Wilchfort, tak wspominała po latach rejs na pokładzie St. Louis:

Możecie sobie tylko wyobrazić, jaki straszny panował nastrój. Każdy miał depresję. Kilku ludzi popełniło... chciało popełnić samobójstwo, myślę, że jednemu mężczyźnie to się... sądzę, że podciął sobie żyły, i to był jedyny, którego wysadzono w porcie i zawieziono do szpitala. Nie wiem, czy tam przebywał, czy nie. Myślę, że nie. Musiał być jedynym, który pozostał. Ale wiecie, jak to jest, ludzie są zawsze pełni nadziei. Zawsze trzymamy się jakiejś nadziei. Przecież nie będziemy gnili na oceanie. Coś w końcu będzie musiało się zdarzyć. Rzecz jasna ogarniał nas strach przed powrotem do Niemiec. To był wielki strach. Jedzenie pogarszało się z każdym dniem, wodę mieliśmy, ale musieliśmy oszczędzać [...] Siedzieliśmy i rozmyślaliśmy, co dalej, byliśmy zdesperowani i próbowaliśmy wszystkiego, wysyłać telegramy po całym świecie, by nas wydostano. Każdego dnia mieliśmy wydrukowane najświeższe wiadomości, które mówiły nam, co się dzieje, który kraj chciałby nas ewentualnie przyjąć, ale nic z tego... Byliśmy prawie... najpierw dopłynęliśmy do wybrzeża Miami i myśleliśmy, że może... Słyszałam później, że kapitan zgodził się, że zrobi jakąś wysiadkę czy coś, ale nie wiem nic na ten temat więcej. Widzieliśmy światła łodzi Coast Guard, które otoczyły nas blisko Miami, zrobili to, żeby mieć pewność, że nie podpłyniemy bliżej do brzegu. Widzieliśmy światła Miami. Widzieliśmy światła Ameryki i to wszystko. Zaczęliśmy powoli płynąć z powrotem do Europy. W tym czasie cały czas negocjowano ze Stanami, z Amerykańsko-Żydowskim Połączonym Komitetem Rozdzielczym. W końcu pan Tupper w Paryżu załatwił, że zostaniemy podzieleni między Belgię, Holandię, Francję i Anglię.

Uciekinierzy z Rzeszy na statku St. Louis

W tamtym czasie najwyższe kierownictwo Trzeciej Rzeszy nie miało doprecyzowanych planów wobec Żydów. Rok przed Anschlussem Eichmann, znający dobrze jidysz, udał się do Palestyny, będącej pod kontrolą Wielkiej Brytanii, w celu zbadania możliwości przetransportowania niechcianych Żydów z terenów Rzeszy właśnie tam. Przy okazji nawiązał kontakt z wielkim muftim Jerozolimy Al-Hadżdżem Muhammadem Aminem al-Husajnim. Współpraca ta nie była przypadkowa. Od końca XIX wieku, wraz z powstaniem ruchu syjonistycznego, spora część Żydów zaczęła się ponownie osiedlać na terenach Palestyny, wchodzącej wówczas w skład państwa osmańskiego. Po zakończeniu Wielkiej Wojny coraz więcej Żydów przybywało do Palestyny. Obecność z każdym rokiem większej liczby żydowskich osadników powodowała z kolei napięcia w relacjach z rdzennymi mieszkańcami arabskimi.

W latach 1921, 1925, 1929 i 1936 dochodziło do zamieszek na tle rasowym między Arabami, Żydami i sprawującymi mandat na tych terenach siłami Wielkiej Brytanii. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, 17 maja 1939 roku, w wyniku nacisków strony arabskiej Wielka Brytania opublikowała kolejną tak zwaną białą księgę, dopuszczającą wjazd do Palestyny zaledwie piętnastu tysięcy żydowskich imigrantów w ciągu najbliższych pięciu lat. Biała księga praktycznie zamknęła przed Żydami bramy Palestyny.

Ale nie tylko Palestyna była zamknięta dla Żydów próbujących umknąć nazistom w okresie przedwojennym. Wyraźną niechęć państw demokratycznych do przyjmowania Żydów pozbawionych majątku (przymusowo pozostawionego w Rzeszy) widać było także w Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, Australii[1] czy Wielkiej Brytanii. Przyjmowano tylko ludzi wybitnie utalentowanych lub mających odpowiednie znajomości. Wyjątkiem było przyjęcie przez Wielką Brytanię ponad dziewięciu tysięcy dzieci żydowskich, które najpierw odbyły podróż kolejową do dzielnicy Rotterdamu Hoek van Holland, a następnie statkami zostały przewiezione na drugą stronę kanału La Manche — do Harwich. W literaturze przedsięwzięcie to zapisało się pod nazwą Kindertransportów (po angielsku zaś jako Refugee Children Movement). Należy jednak podkreślić, że mimo niechęci części społeczeństwa do imigracji żydowskiej Wielka Brytania przyjęła oprócz owych dzieci jeszcze ponad pięćdziesiąt pięć tysięcy dorosłych Żydów, co stanowiło łącznie prawie dziesięć procent emigracji żydowskiej z Trzeciej Rzeszy.

Pod koniec lat trzydziestych rozważano jeszcze możliwość wysiedlenia Żydów z Trzeciej Rzeszy i Żydów z Polski na Madagaskar. O ile planów obozu narodowego w Polsce nie zrealizowano ze względu na oburzenie opinii publicznej i wybuch wojny, o tyle plan niemiecki był nierealny z kilku innych powodów. Po pierwsze: Madagaskar był wtedy terenem zamorskim Francji[2]. Po drugie: jedyną możliwością przewiezienia dużej liczby ludzi na wyspę był transport morski, co po wybuchu wojny było tym bardziej niemożliwe z uwagi na niedobór statków i potężną flotę Royal Navy. Zatem większość planów nazistów w kwestii wysiedleń Żydów na inne kontynenty przed wybuchem wojny i w jej trakcie zarzucono z oczywistych powodów.

Prowadzona od sześciu lat kampania nienawiści do Żydów w Trzeciej Rzeszy — obarczanie ich winą za niepowodzenia w trakcie Wielkiej Wojny, biedę lat dwudziestych, wszelkie choroby i aberracje — spowodowała wyraźną niechęć Niemców do Żydów, zarówno niemieckich, jak i zamieszkujących inne kraje. Dążenie Niemiec do rewizji traktatu wersalskiego, nieograniczone zbrojenia, zajęcie Terytorium Saary, remilitaryzacja Nadrenii oraz aneksja Austrii i Sudetów prowadziły bezpośrednio w kierunku wojny. W trakcie przemówienia w Reichstagu 30 stycznia 1939 roku Adolf Hitler w dość prosty sposób nakreślił przyszłość Żydów, którzy znajdują się bądź znajdą się pod panowaniem Trzeciej Rzeszy:

Dziś po raz kolejny będę prorokiem, jeżeli europejska i światowa żydowska finansjera popchnie jeszcze raz narody w wojnę światową, to rezultatem jej nie będzie bolszewizm na świecie, a z nim wygrana Żydów, lecz całkowite unicestwienie żydowskiej rasy w Europie.

Prorocza przemowa Hitlera, 30 stycznia 1939 roku

Nastroje antysemickie zaczęły dominować po wybuchu wojny i w jej trakcie przede wszystkim w krajach Europy Wschodniej, Holandii, Francji, państwach nadbałtyckich i na Ukrainie. Słowa wypowiedziane przez Hitlera w Reichstagu w sprawie Żydów i ich przyszłości okazały się niestety prorocze.

30 stycznia 1939 — prorocza przemowa Adolfa Hitlera

Lata wojny 1939-1941

Sprawa Kretschmarów

20 lutego 1939 roku we wsi Pomssen, leżącej na południowy wschód od Lipska, w rodzinie gorliwych nazistów Liny i Richarda Kretschmarów urodził się syn Gerhard. Nie byłoby w tym wydarzeniu niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Gerhard urodził się upośledzony fizycznie (brak ręki i nogi, ślepota) oraz psychicznie (stwierdzony przez lekarzy idiotyzm).

Nieszczęśliwy Richard Kretschmar zaniósł syna do pediatry z Kliniki Uniwersyteckiej w Lipsku, doktora Wernera Catela. Oprócz porady lekarskiej chciał uzyskać informacje, jak można by zabić Gerharda w sposób humanitarny. Doktor Catel kategorycznie odmówił wykonania takiego zabiegu jako sprzecznego z prawem i zasugerował Kretschmarowi odwołanie się do wyższych instancji. Kretschmar napisał więc list do samego Adolfa Hitlera. Opisał swoje nieszczęście, porównał syna do potwora i poprosił o „akt łaski”, czyli zabicie w majestacie prawa. Kiedy list dotarł do Kancelarii Rzeszy, jej sekretarz Philipp Bouhler i kierownik Hans Hefelmann przeczytali go uważnie i przekazali bezpośrednio Führerowi. Po lekturze Hitler nakazał swojemu osobistemu lekarzowi Karlowi Brandtowi udać się do Lipska, zbadać dziecko Kretschmarów i podjąć odpowiednie kroki po uprzednich konsultacjach medycznych. Zbadawszy niemowlę, Brandt udał się na konsultacje do Catela i doktora Helmuta Kohla, który również je badał. Brandt przedstawił im stanowisko Führera: Hitler w „akcie łaski” zgodził się na zabicie Gerharda. Po tym spotkaniu zapadła decyzja — sprzeczna z obowiązującym w Rzeszy prawem — o zabiciu małego Kretschmara. 25 lipca 1939 roku zarejestrowano zgon dziecka, które według dokumentu zmarło na niewydolność serca. Trzy dni później Gerharda pochowano.

O ile już w latach dwudziestych część psychiatrów i lekarzy wyrażała w swoim gronie pozytywne opinie na temat ewentualnej eutanazji, o tyle nikt nie robił tego publicznie. Adolf Hitler na początku lat trzydziestych opowiadał się za eutanazją „żyć niegodnych życia” (lebensunwerten Lebens), ale zdawał sobie sprawę, że NSDAP nie ma jeszcze monopolu na władzę i że trudno będzie wytłumaczyć takie postępowanie narodowi — w szczególności środowiskom katolickim i protestanckim.

W prywatnych rozmowach Hitler dawał do zrozumienia, że najodpowiedniejszym czasem na pozbycie się problemu upośledzonych będzie okres wojny, kiedy opory moralne w społeczeństwie zejdą na dalszy plan. Likwidacja takich osób miała przynieść wymierne korzyści finansowe i socjalne. W zakładach dla opóźnionych można byłoby założyć szpitale wojskowe, a personel mógłby się zająć rannymi z frontu.

Wyjątkowy przypadek Gerharda Kretschmara miał więc daleko idące konsekwencje, gdyż nastąpił krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej. Hitler w sierpniu 1939 roku wydał rozporządzenie, na którego mocy doktor Brandt miał rozpocząć systematyczną rejestrację dzieci o znacznym stopniu niepełnosprawności, a także wybrać grupę lekarzy mających w przyszłości podejmować decyzję, czy upośledzone nowo narodzone dzieci powinny zostać zabite. Rozporządzenie Führera wydano bez konsultacji z Ministerstwem Zdrowia ze względu na obawy przed reakcją środowiska i pytaniami o legalność programu eutanazji.

Propaganda na temat eutanazji, 1938 rok

Zabicie Gerharda Kretschmara było wstępem do Aktion T4. Rejestracja pierwszych dzieci odbyła się już 18 sierpnia, czyli zaledwie trzy tygodnie po śmierci Gerharda. Zabójstwa upośledzonych noworodków, opisywane jako eutanazja lub „zabójstwa z miłosierdzia”, były sygnałem do rozpoczęcia masowych mordów na upośledzonych osobach dorosłych.

Aktion T4

Człon „T4” w nazwie Aktion T4 jest skrótem adresu — pod numerem 4 przy berlińskiej ulicy Tiergartenstrasse mieściła się Gemeinnützige Stiftung für Anstaltspflege, co można przetłumaczyć: Fundacja Charytatywna Leczenia i Opieki Instytucjonalnej. Kierownikiem tej instytucji był Philipp Bouhler, a jednym z członków — doktor Karl Brandt.

Karl Brandt w mundurze SS

W lipcu 1939 roku Brandt, Bouhler, doktor Leonardo Conti (kierownik zdrowia Rzeszy i sekretarz stanu do spraw zdrowia w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych) oraz profesor Werner Heyde (kierownik działu medycznego SS) odbyli spotkanie w willi przy Tiergartenstrasse 4, aby poczynić wstępne ustalenia dotyczące krajowego rejestru wszystkich osób chorych psychiczne lub upośledzonych fizycznie i przygotować sprawny aparat zabijania opóźnionych umysłowo dorosłych na terenie Rzeszy.

Idea mordowania upośledzonych zrodziła się wiele lat przed dojściem Hitlera do władzy. Sięga co najmniej starożytnych Spartan. Naukowe podstawy na temat sterylizacji ludzi chorych umysłowo i psychicznie w celu ograniczenia liczby urodzeń dzieci obciążonych wadami genetycznymi przedstawił zaś niemiecki profesor Joseph Meyer z Katedry Teologii Moralnej na Uniwersytecie Paderborn w 1927 roku.

Przyszłe ofiary Akcji T4

Po przejęciu władzy przez Hitlera, w myśl projektu nowej ustawy z 14 lipca 1933 roku o zapobieganiu dziedziczeniu chorób genetycznych (Gesetz zur Verhütung erbkranken Nachwuchses), można by dopuszczać do masowej sterylizacji mężczyzn cierpiących na choroby dziedziczne oraz dokonywać aborcji u kobiet upośledzonych umysłowo i z „niedoborem rasowym”. Projekt ustawy z 14 lipca 1933 roku przedstawiono w Reichstagu tydzień przed podpisaniem konkordatu z Watykanem, czyli pierwszej umowy międzypaństwowej Trzeciej Rzeszy. Aby nie zadrażniać relacji z Kościołem, którego opinia na temat aborcji i eutanazji była powszechnie znana, oraz nie dopuścić do blamażu na arenie międzynarodowej, podjęto decyzję o upublicznieniu tekstu nowej ustawy dopiero pięć dni po podpisaniu konkordatu — 25 lipca 1933 roku. Rzecz jasna stanowisko władz niemieckich wywołało spodziewaną ostrą reakcję Kościoła katolickiego i nuncjusza papieskiego w Rzeszy, kardynała Eugenia Pacellego (który sześć lat później został papieżem Piusem XII). Na prawo, które miało wejść w życie 1 stycznia 1934 roku, ostro zareagowały także Kościoły protestanckie, ale głosy związków wyznaniowych były prawie niesłyszalne. O tym, że był to dopiero początek serii ustaw ograniczających wolność człowieka chorego, świadczy uchwalenie 8 października 1935 roku kolejnej ustawy, zwanej Erbgesundheitsgesetz, która uzupełniła lipcową ustawę o prawo do „zabezpieczenia dziedzicznego zdrowia narodu niemieckiego”, co wiązało się z aborcją w przypadku choroby dziedzicznej jednego z rodziców. W tym samym roku minister zdrowia Gerhard Wagner w trakcie rozmowy z Adolfem Hitlerem na temat eutanazji usłyszał od Führera zapewnienie: „zajmę się rozwiązaniem tego problemu, gdy dojdzie do konfliktu zbrojnego, gdyż wówczas Kościół nie będzie w stanie stawić mi oporu”.

Gerhard Wagner

W związku z obawą Hitlera przed ostrą reakcją Kościoła w kwestii eutanazji na początku 1939 roku szefa Amtsgruppe IV B 2 w SD zajmującego się sprawami wyznaniowymi w berlińskim sztabie Sicherheitsdienst (Służby Bezpieczeństwa) Alberta Hartla wysłano z delikatną misją do profesora Josepha Meyera. Hartl poprosił go o sporządzenie ekspertyzy na temat reakcji Kościoła na ewentualne rozpoczęcie programu eutanazji osób upośledzonych. Pół roku później Hartl otrzymał z rąk Meyera liczącą prawie sto stron opinię, z której niejednoznacznie wynikało, że chorzy psychicznie, uważani w średniowieczu za „pomyłkę Chrystusową”, obecnie zasługują na litość, a formą litości „dającą się usprawiedliwić” w świetle rozsądnych argumentów i wiarygodnych autorytetów jest właśnie eutanazja. Opinię Meyera przedstawiono niezwłocznie Hitlerowi, a ten dał zielone światło do rozpoczęcia programu eutanazji. Oprócz Führera kopie opinii Meyera otrzymali także nuncjusz apostolski Cesare Orsenigo i kilkunastu biskupów niemieckich. Ograniczyli się do przyjęcia jej treści do wiadomości.

Decyzje podjęte przy Tiergartenstrasse 4 dotyczyły pierwotnie ludności niemieckiej, ale warto pamiętać, że pierwszymi ofiarami byli polscy pacjenci zakładów psychiatrycznych, zakładów opieki społecznej i ośrodków zamkniętych na Pomorzu i w Wielkopolsce, które Niemcy zajęli we wrześniu 1939 roku. Na terenie Kraju Warty (Warthegau), utworzonego na mocy dekretu Hitlera z 8 października 1939 roku i wchłoniętego do Rzeszy, dokonano pod dowództwem SS-Untersturmführera Herberta Langego likwidacji pacjentów ZOS-ów w Bojanowie, Osiecznej, Kościanie, Gnieźnie, Kochanówce koło Łodzi i Śremie oraz wszystkich zakładów psychiatrycznych. Do pierwszych mordów doszło już w październiku 1939 roku na terenie zakładu psychiatrycznego w Owińskach i w forcie VII w Poznaniu[3]. Szacuje się, że w samym tylko Kościanie zamordowano prawie trzy tysiące pacjentów.

Idea mordowania nieuleczalnie chorych w lot rozprzestrzeniła się z terenów wchłoniętych do Rzeszy i okupowanych na obszary tak zwanej starej Rzeszy. Po zwycięskiej kampanii w Polsce szpitale w okręgu pomorskim były przepełnione rannymi. W związku z trudną sytuacją socjalną gauleiter Pomorza Franz Schwede-Coburg wysłał tysiąc czterystu pacjentów z pięciu szpitali na śmierć w ramach Aktion T4. Podobnie postąpił gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch, który wysłał na rozstrzelanie tysiąc sześciuset pacjentów szpitali psychiatrycznych.

Lekarze wytypowani do przeprowadzenia selekcji chorych umysłowo i fizycznie mieli się wykazywać przede wszystkim mocnym „narodowosocjalistycznym kręgosłupem”, rozumieniem zasad eugeniki i umiejętnością dochowania tajemnicy państwowej. Wśród biorących udział w Aktion T4 można wymienić Hermanna Pfannmüllera, Herberta Lindena, naczelnego lekarza SS Ernsta-Roberta Grawitza oraz profesorów psychiatrii Carla Schneidera z Heidelbergu, Maksa de Crinisa z Berlina i Paula Nitschego z ośrodka w Sonnenstein. Całością programu eutanazji kierował Viktor Brack, zastępca szefa kancelarii Adolfa Hitlera.

Viktor Brack

Na początku października 1939 roku szpitale, domy opieki, domy starców i sanatoria na terenie Rzeszy zobowiązano do zgłaszania wszystkich pacjentów, którzy przebywali w ośrodku przynajmniej pięć lat lub u których rozpoznano schizofrenię, padaczkę, pląsawicę Huntingtona, zaawansowany syfilis, demencję starczą, paraliż, zapalenie mózgu i schorzenia neurologiczne.

Rejestr zgonów w ośrodku Hadamar

Wielu nieświadomych rzeczywistej sytuacji lekarzy i dyrektorów sądziło, że spis ten ma na celu wyselekcjonowanie chorych i przeznaczenie ich do pracy na czas wojny. W związku z tym specjalnie zawyżali stopnie upośledzenia pacjentów, aby chronić ich przed pracą. Po otrzymaniu danych osobowych pacjentów wraz z informacjami na temat ich chorób trzech lekarzy, oddzielnie, przeglądało dokumenty i stawiało na nich znak „+” lub „-”. Śmierć lub życie. W wypadku rozbieżnych ocen dany przypadek rozpatrywano jeszcze raz. Lekarze wystawiali orzeczenia wyłącznie na podstawie sprawozdań, a nie na podstawie szczegółowego wywiadu medycznego, nie mówiąc już o badaniach. Zdarzały się przypadki podejmowania decyzji w sprawie dziesiątek, a nawet setek pacjentów naraz. O życiu człowieka decydowała liczba znaków „—” na karcie choroby. Z kolei wszyscy żydowscy pacjenci tych ośrodków zostali najpierw z nich usunięci, a następnie zabici.

O ile zgładzenia polskich pacjentów na terenie Pomorza i Wielkopolski oraz niemieckich pacjentów z Prus Wschodnich dokonano bez konsultacji medycznej, z wyłączeniem niemieckiej jurysdykcji sądowej i bez pardonu, o tyle zabijanie pacjentów w głębi Rzeszy odbywało się po cichu i w sposób zawoalowany. Pierwszych wyselekcjonowanych pacjentów zabijano tak samo jak małego Gerharda Kretschmara: zastrzykiem, najprawdopodobniej fenobarbitalu (wprowadzonego do obiegu w 1912 roku przez firmę farmaceutyczną Bayer pod nazwą handlową Luminal). Po zabiciu pierwszych ofiar Aktion T4 zauważono, że ilość substancji wymagana do zabicia człowieka dorosłego była znacznie większa niż do zabicia dziecka, więc uznano ten środek za zbyt drogi i zastąpiono go tlenkiem węgla. W ośrodku w Brandenburgu an der Havel w specjalnym pomieszczeniu, przerobionym z łaźni na komorę gazową, dokonano w styczniu 1940 roku pierwszego gazowania pacjentów. Mord nadzorowali między innymi Christian Wirth (przed wojną policjant, od połowy 1940 roku inspektor wszystkich ośrodków eutanazji w Trzeciej Rzeszy) i doktor Irmfried Eberl (późniejszy pierwszy komendant obozu zagłady Treblinka II). Skuteczność tej metody uśmiercania chorych spowodowała, że pozostałe ośrodki eutanazji także zaczęły wykorzystywać tlenek węgla. Aktion T4 mogła ruszyć pełną parą w ośrodkach: Grafeneck w Badenii-Wirtembergii, Schloss Hartheim koło Linzu w Austrii, Sonnenstein w Saksonii, Bernburg w Saksonii-Anhalcie i Hadamar w Hesji.

Aby zapobiec ewentualnym protestom, Aktion T4 przeprowadzano z zachowaniem ścisłej tajemnicy i pozoru legalności. Pacjentów zwożono do ośrodków eutanazji w specjalnych autobusach, obsługiwanych przez SS-manów ubranych w białe fartuchy, którzy mieli nadawać pozory opieki medycznej. W korespondencji krążącej między zakładami eutanazji a zakładami zamkniętymi używano eufemizmów: nie wysyłano pacjenta na śmierć, lecz miano go „traktować specjalnie” (Sonderbehandlung). Żeby uspokoić rodziny pacjentów, chorych przemieszczano do ośrodków tranzytowych, w których spędzali oni kilkanaście godzin, a następnie wywożono ich do miejsc zagłady. Rodzinom wysyłano informacje, że w czasie wojny odwiedzanie chorych jest niemożliwe, i zapewniano, że mają oni najlepszą możliwą opiekę. W celu ukrycia rzeczywistej przyczyny zgonu — uduszenia tlenkiem węgla — wymyślano inne powody śmierci i kremowano zwłoki.

Komora gazowa w ośrodku Hadamar — stan obecny

Rodziny dostawały fałszywe akty zgonu i prochy w urnach, które ze względu na masowość kremacji były popiołami różnych ludzi. Lekarze zatrudnieni w ośrodkach eutanazji większość czasu poświęcali na pisanie aktów zgonu i wymyślanie schorzeń, na które mieli umierać pacjenci objęci Aktion T4. Tajemnicy eutanazji nie dało się jednak długo ukryć przed okolicznymi mieszkańcami i wkrótce odezwał się karzący głos Kościoła. Już 19 marca 1940 roku, czyli zaledwie pół roku po rozpoczęciu programu eutanazji, biskup ewangelicki Theophil Wurm z Wirtembergii wysłał do ministra spraw wewnętrznych doktora Wilhelma Fricka list, w którym w ostrych słowach zaprotestował przeciwko eutanazji osób upośledzonych.

Watykan w tym czasie praktycznie milczał i nie wsparł Wurma listem w podobnym tonie. O eutanazji i jej sprzeczności z prawem boskim i ludzkim wspomniano tylko raz, w audycji Radia Watykańskiego 2 grudnia 1940 roku. Rzecz jasna, mimo różnic dogmatycznych, Kościół katolicki i Kościoły protestanckie miały identyczne poglądy na temat eutanazji. Kolejnym biskupem, który zabrał głos w tej sprawie, został 9 marca 1941 roku katolicki biskup Berlina, Konrad von Preysing, ale dopiero wystąpienie biskupa Münsteru, Clemensa Augusta Grafa von Galena, z 3 sierpnia 1941 roku spowodowało żywą negatywną reakcję ludności na eutanazję w Trzeciej Rzeszy.

Wydawać by się mogło, że oficjalne wstrzymanie Aktion T4 24 sierpnia 1941 roku było zasługą oburzonych niemieckich hierarchów, którzy niemal od samego początku programu eutanazji byli mu zdecydowanie przeciwni. Jest to często spotykany pogląd, ale warto w tym miejscu zauważyć, że liczba zabitych do sierpnia 1941 roku sięgnęła prawie siedemdziesięciu pięciu tysięcy ludzi, a do końca wojny — nie więcej niż dwustu tysięcy. Te siedemdziesiąt pięć tysięcy zabitych stanowili w większości chorzy z terenów Rzeszy, których przed wojną nie było więcej niż sto tysięcy. Do czasu ogłoszenia oficjalnego zakończenia akcji zabito więc trzy czwarte pacjentów z Rzeszy. Czasowe wstrzymanie procesu mordowania osób upośledzonych na terenie Rzeszy było nie wyrazem zmiany poglądów czy wsłuchania się władz w głos Kościoła, lecz wyrachowanym posunięciem. Zgodnie z planem twórców Aktion T4 do sierpnia 1941 roku praktycznie zlikwidowano chorych na terenie Rzeszy, czyli uzyskano znaczne oszczędności, a więc można było stwierdzić, że zadanie wykonano. Ogłoszono, że program eutanazji dobiegł końca, a ogłoszenie to stworzyło wrażenie, że władza liczy się z głosem ludzi i Kościoła. Tymczasem mordowanie osób upośledzonych trwało na Wschodzie — na tyle daleko od niemieckiej opinii publicznej, że tym faktem nikt w kręgach władzy już się nie przejmował.

Podsumowując Aktion T4, można stwierdzić, że personel obsługujący całą akcję sprawnie zabił siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi, i to w ciągu zaledwie dwudziestu dwóch miesięcy. Przy okazji Niemcy zdobyli niebagatelne doświadczenie, które już wkrótce mieli wykorzystać na Wschodzie. Co więcej, gdy oficjalnie wstrzymano Aktion T4, rozpoczęto akcję Sonderbehandlung 14f13, która miała na celu pozbycie się chorych lub niewygodnych dla reżimu więźniów obozów koncentracyjnych w ten sam sposób i w tych samych miejscach (w Bernburgu i Hartheim). Dziś dom przy Tiergartenstrasse 4 nie istnieje i tylko tablica upamiętnia dziesiątki tysięcy chorych zgładzonych pod płaszczykiem nauki, na których nauczono się masowego i skrytego zabijania ludzi.

Początki okupacji

3 września 1939 roku, w trzecim dniu wojny, po stronie napadniętej Polski opowiedziały się rządy Francji i Wielkiej Brytanii, a co za tym idzie — z lokalnego konfliktu wschodnioeuropejskiego wojna Trzeciej Rzeszy i Słowacji[4] przeciwko Polsce przerodziła się w wojnę światową. Ale styczniowe słowa Hitlera o „unicestwieniu żydowskiej rasy w Europie” nie miały na razie pokrycia w rzeczywistości. Wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich na terytorium Polski zagładę przede wszystkim polskiej inteligencji niosły oddziały Einsatzgruppen, Sipo, Selbstschutzu[5] i Wehrmachtu. Rozpoczęta 1 września i trwająca do 25 października 1939 roku akcja pod kryptonimem „Tannenberg” miała na celu likwidację inteligencji, duchowieństwa i polskiej warstwy przywódczej (Liquidierung der polnischen Führungsschicht) na terenach włączonych do Rzeszy[6].

Fordon — egzekucja Polaków dokonana przez lokalnych działaczy Selbstschutzu

Jednostki Einsatzgruppen od początku niemieckiej ekspansji terytorialnej wkraczały zawsze za oddziałami Wehrmachtu. Tak było w roku 1938 w Austrii i Sudetach, a w marcu 1939 roku — w zajętych Czechach i Morawach. Zadaniem Einsatzgruppen było zabezpieczenie nowo okupowanych terenów do czasu powołania przez władze państwowe organów nadzorczych. Oprócz zadań policyjno-prewencyjnych Einsatzgruppen zajmowały się wyszukiwaniem, aresztowaniem i mordowaniem ludzi niewygodnych politycznie, w tym przede wszystkim inteligencji, duchowieństwa i elit. W ponad siedmiuset masowych mordach życie z rąk członków Einsatzgruppen straciło ponad szesnaście tysięcy Polaków.

Aresztowani Żydzi na ulicy Gdańskiej w Bydgoszczy

Na pozostałych terenach objętych okupacją niemiecką zgodnie z dekretem Adolfa Hitlera z 12 października 1939 roku powstała jednostka administracyjno-terytorialna nazwana Generalnym Gubernatorstwem (Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete, w skrócie: GG).

Mordy na polskich pacjentach oddziałów psychiatrycznych nie zakończyły się wraz z przejęciem władzy administracyjnej przez służbę cywilną i powstaniem GG. Trwały także na obszarach wchłoniętych oficjalnie do Rzeszy. Na terenie Kraju Warty utworzono specjalną jednostkę Sonderkommando pod dowództwem wspomnianego SS-Untersturmführera Herberta Langego. Jej zadaniem była fizyczna eliminacja chorych przy użyciu specjalnych ciężarówek, w których gazowano ludzi.

Los Żydów polskich we wrześniu i październiku 1939 roku nie był jeszcze dokładnie określony, więc nikt nie znał niemieckich planów. Niemcy nigdy nie ukrywali, że chcą się pozbyć Żydów z Rzeszy, ale kiedy zajęli Rzeczpospolitą, pod niemieckie władanie dostało się ich kolejne dwa miliony dwieście tysięcy. Zanim jeszcze ustalono ostatecznie linię graniczną pomiędzy Trzecią Rzeszą a ZSRS, Niemcy masowo wyrzucali Żydów na tereny mające się znaleźć w strefie sowieckiej, głównie za rzeki San i Narew, chcąc w ten sposób pozbyć się tak zwanego żydowskiego problemu. W tym samym czasie dochodziło do aktów wandalizmu na mieniu żydowskim, przemocy i częstego poniżania Żydów, którym obcinano pejsy oraz nakazywano sprzątać ulice z gruzu i usuwać zwłoki pozostałe po działaniach wojennych. O tym, jak bardzo nienawiść do Żydów była rozpowszechniona w narodzie niemieckim w ciągu sześciu i pół roku rządów Hitlera w Rzeszy, niech świadczą listy wysyłane przez żołnierzy niemieckich w czasie kampanii wrześniowej do rodzin i wpisy do raportów:

Z zaciekawieniem przyglądaliśmy się wielu sztywnym z brudu Żydom. — dowódca plutonu 31. Pułku Artylerii, 1 IX 1939 Było to typowo polskie miasto. Na każdym rogu stali Żydzi i z mieszanymi uczuciami przyglądali się naszemu przemarszowi. Niektórzy z szacunkiem zdejmowali kapelusze, inni prorokowali, że „Izrael jednak zwycięży”. — kronika 136. Pułku Strzelców Górskich, 9 IX 1939 Żydowskie miasto [...]. Brudne i zaniedbane. Remonty widocznie nie wydawały się mieszkańcom konieczne. Boże, widzisz i nie grzmisz?! Ty brudny narodzie wybrany! — kronika 9. kompanii 22. Pułku Piechoty, 5 IX 1939

— dziennik 31. Pułku Piechoty, 6 IX 1939 Żydowskie miasteczko najgorszego sortu. Rzut pieszy maszerował chodnikiem przez miasto, a żydowska hołota pierzchła z drogi jak małpy i wspinała się po swoich domostwach przypominających klatki. — dziennik 94. Pułku Piechoty, 10 IX 1939 Dzisiaj przechodziliśmy przez Raciąż, niewielką żydowską mieścinę w Polsce. Tylu Żydów naraz nikt z nas chyba nie widział! Tę kolonię brudnych bud trudno właściwie nazwać miastem. Cywilizowanym ludziom nie mieści się w głowie, jak można mieszkać w takich warunkach! Z kolumny marszowej padały niekiedy ostre, ale trafne słowa pod adresem mieszkańców, którzy tępo gapili się na żołnierzy. — dziennik kapitana Heinricha D., 11 IX 1939

W Warszawie już 26 października 1939 roku wydano urzędowy komunikat o utworzeniu Judenratu — Żydowskiej Rady Starszych — pod kierownictwem prezesa tamtejszej Żydowskiej Gminy Wyznaniowej inżyniera Adama Czerniakowa. Rada zasiadała w budynku gminy wyznaniowej. Dwa dni później zarządzono obowiązkowy spis ludności żydowskiej zamieszkującej teren Warszawy. O ile w stolicy pierwsze wzmianki i plotki na temat stworzenia getta pojawiły się na początku listopada 1939 roku, o tyle pierwsze getto na obszarze podbitej Polski powstało już na przełomie września i października w Piotrkowie Trybunalskim — kilka tygodni po zajęciu miasta przez Wehrmacht.

Adam Czerniaków w czasie wojny

Jednym z pierwszych aktów dyskryminacji ludności żydowskiej na terenie Warszawy był szereg przepisów: zakaz leczenia szpitalnego, zakaz uczęszczania do kin, wywłaszczenie Żydów jako współwłaścicieli sklepów i spółek w wypadku, gdy kapitał żydowski przekraczał dwadzieścia pięć procent, oraz zakaz handlu bez specjalnych zezwoleń wydawanych przez okupanta. 30 listopada 1939 roku nakazano zaś wszystkim Żydom powyżej dwunastego roku życia noszenie — w myśl ustaw norymberskich — opasek umożliwiających ich rozpoznanie. Złamanie tego przepisu groziło karą grzywny lub więzienia.

Charakterystycznym przykładem łamania obietnic dawanych Żydom przez Niemców była historia mieszkańców kamienicy żydowskiej przy ulicy Nalewki 9 w Warszawie. W pierwszej połowie listopada 1939 roku zabito w tym budynku policjanta polskiego z tak zwanej policji granatowej. Niemcy w odwecie wzięli pięćdziesięciu trzech zakładników żydowskich i grożąc ich rozstrzelaniem, zażądali ogromnej kontrybucji w wysokości trzystu tysięcy złotych (przed wojną popularny samochód Fiat 508 kosztował pięć tysięcy czterysta złotych). W obliczu takiej groźby gmina żydowska zapłaciła kontrybucję. Po dwóch tygodniach warszawianie dowiedzieli się z oficjalnego komunikatu, że wszystkich zakładników i tak rozstrzelano.

W samej tylko Warszawie w połowie grudnia 1939 roku przybyło prawie pięćdziesiąt tysięcy wysiedlonych Żydów. Niemcy nie mieli sprecyzowanych planów, co zrobić z setkami tysięcy Żydów, jak ich zagospodarować lub jak się ich pozbyć, ale zaczęli koncentrować rozproszone społeczności żydowskie w większych miastach GG. Już 12 kwietnia 1940 roku w „Warschauer Zeitung”, niemieckiej gazecie wydawanej w Warszawie, ukazał się wywiad z niemieckim kierownikiem Wydziału Zdrowia postulującym oddzielenie Żydów od reszty społeczeństwa ze względu na duże prawdopodobieństwo, iż rozsiewają oni tyfus plamisty. Samą ideę stworzenia getta w Warszawie zarysowano właśnie w owym czasie, choć bez podania konkretnej daty realizacji.

Oprócz szykan, pobić, wykluczenia społecznego oraz pozbawienia praw i majątku rozpoczęto też masową deportację ludności polskiej i żydowskiej z ziem włączonych do Rzeszy. Przykładowo do końca października z Gdyni i okolic przesiedlono prawie dwanaście tysięcy ludzi.

Rozpoczęto masową wywózkę ludzi z Bydgoszczy i Grudziądza, a także Żydów z Czech i Austrii do Niska nad rzeką San.

Plan Nisko

Priorytetem władz Trzeciej Rzeszy po zwycięskiej kampanii w Polsce było pozbycie się Żydów z terenów Wielkich Niemiec. Rzecz jasna w tym czasie nie było możliwości wysłania Żydów do innych krajów, a jedynym obszarem zarówno administrowanym przez władze Rzeszy, jak i nieleżącym w jej granicach było Generalne Gubernatorstwo. W związku z takim stanem rzeczy SS-Obersturmführer Adolf Eichmann, zajmujący się od 1938 roku wysiedleniami Żydów z Wiednia, zaproponował przymusowe przesiedlenie kilku tysięcy Żydów na bagnisty teren w okolicach Niska nad Sanem. Plan Eichmanna zakładał przeprowadzenie swoistego eksperymentu, który miał sprawdzić „zdolność [Żydów] do stworzenia własnej kolonii żydowskiej”. Zamierzano zacząć od przewiezienia koleją paru tysięcy pierwszych kolonistów — mężczyzn, których zadaniem było wybudowanie infrastruktury i prowizorycznej osady dla pozostałych przesiedlonych.

Adolf Eichmann

Po wybudowaniu niezbędnych do egzystencji budynków, dróg czy studni miały zostać zwiezione kobiety i dzieci. Wszystkie koszty transportu i zakupu materiałów budowlanych ponieśliby przesiedleni Żydzi. Plan nie zakładał dowożenia do Niska żywności w trakcie budowy osady, a przy okazji oświadczono Żydom, że próba ucieczki z transportu oznacza rozstrzelanie na miejscu.

Eichmann przedstawił plan szefowi Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) Reinhardowi Heydrichowi i zdobył jego poparcie. Poza tym Eichmann musiał odbyć rozmowy z gauleiterami prowincji, z których miały odejść transporty, na przykład z Josefem Bürckelem z Wiednia, Josefem Wagnerem ze Śląska czy burmistrzem Ostrawy Josefem Hinnerem. W drugiej połowie października 1939 roku pierwsze transporty Żydów z Ostrawy, Wiednia i Katowic w liczbie około trzech tysięcy ludzi przybyły na dworzec kolejowy w Nisku.

Reinhard Heydrich

Jakież musiało być zdziwienie pierwszych Żydów wysiadających na dworcu w Nisku, gdy w jidysz zwrócił się do nich sam pomysłodawca ich przesiedlenia, Adolf Eichmann:

Führer obiecał Żydom nową ojczyznę [...]. Jeśli zbudujecie sobie baraki — będziecie mieli dach nad głową. Nie ma wody. Studnie w całym rejonie są zatrute: panują cholera, dyzenteria, tyfus. Jeśli zaczniecie kopać studnie — będziecie mieli wodę.

W tym samym czasie, to jest jesienią 1939 roku, doszło do masowych przesiedleń Niemców z terytorium państw nadbałtyckich na ziemie polskie włączone w granice Rzeszy. Repatriacja Niemców wymagała, rzecz jasna, transportu kolejowego, a ten przeznaczony był na razie dla wojska i przesiedlanych Żydów, co prowadziło do tarć w łonie NSDAP. Projekt Eichmanna wzbudził sprzeciw generalnego gubernatora Hansa Franka, który interweniował w tej sprawie u Hermana Göringa, uzasadniając protest tym, że materiały budowlane, zaangażowanie strażników i obciążenie linii kolejowych transportami Żydów są zbyt kosztowne w trakcie wojny. Warto w tym momencie wspomnieć o najmniej kosztownym dla Niemców sposobie pozbycia się Żydów z terenów okupowanych — niektórzy z przybyłych do Niska zostali zmuszeni przez strażników z SS do nielegalnego przekroczenia granicy sowieckiej.

Oczywiście pojawienie się na terytorium Związku Sowieckiego kilkuset Żydów wywołało protesty Moskwy.

Wiosną 1940 roku Hitler odwołał planowane wcześniej deportacje Żydów do Niska i okolic. W tym samym czasie Żydzi, którzy przeżyli zimę 1939/1940, mieli wrócić, skąd przybyli. Ze wszystkich transportów, które przyjechały do Niska, do domów na własny koszt wróciło w połowie kwietnia niespełna dziesięć procent Żydów — tylko tylu przeżyło. Plan Nisko okazał się chybiony, gdyż przesiedleni Żydzi nie byli fachowcami budowlanymi, nie zapewniono im wyżywienia ani minimum sanitarnego.

Plan ten przyniósł jednak Niemcom kilka ważnych doświadczeń. Po pierwsze: można było łatwo i w planowy sposób wywieźć tysiące Żydów w odległe miejsce bez zdecydowanej reakcji opinii publicznej w Rzeszy.

Krychów, obóz pracy dla Żydów. Podobnie wyglądały prace w oddalonym o sto sześćdziesiąt kilometrów Nisku

Po drugie: obietnica pracy na miejscu wysiedlenia i perspektywa wygodnego życia miały sprawić, że nikt nie odrzuci tej jakoby lepszej alternatywy dla szykan i represji w miejscu zamieszkania. Po trzecie: ciężkimi warunkami bytowymi można było pozbyć się Żydów na zasadzie selekcji naturalnej — głodem, chorobami, ciężką pracą. W połowie kwietnia 1940 roku wstrzymano deportacje Żydów na wschód. Adolf Eichmann za wzorową pracę nad projektem dostał awans na stopień SS-Sturmbannführera. Czas masowych przesiedleń Żydów na wschód miał jednak dopiero nadejść.

Madagaskar

Koncepcja osiedlenia się Żydów na Madagaskarze pojawiła się po raz pierwszy w 1885 roku, a jej pomysłodawcą był pruski orientalista, biblista i antysemita Paul de Lagarde. Pomysł ten, z gruntu rzeczy antysemicki, miał na celu pozbycie się Żydów z Europy i był rozpatrywany także przez zwolenników ruchu syjonistycznego na przełomie 1904 i 1905 roku, lecz ostatecznie został odrzucony. Zakładał osiedlenie na wyspie całej społeczności żydowskiej, która mogłaby tam stworzyć własne państwo. Trzeba jednak pamiętać, że na Madagaskarze panuje klimat równikowy, trudny do zniesienia dla przeciętnego Europejczyka, a od końca XIX wieku wyspa była terytorium zamorskim Francji.

Paul de Lagarde

W hitlerowskiej Rzeszy dyskusje o przesiedleniu niemieckich Żydów na Madagaskar sięgały 1938 roku, kiedy publicznie wypowiadać się na ten temat zaczęli Julius Streicher, Hermann Göring, Alfred Rosenberg i Joachim von Ribbentrop. Do połowy 1940 roku Plan Madagaskar leżał wyłącznie w sferze pobożnych życzeń, ale po klęsce Francji był już rozpatrywany na poważnie. Miał jednak dwa zasadnicze błędy. Po pierwsze: trzeba by przetransportować drogą morską ponad cztery miliony Żydów. Dla porównania: słynny Wilhelm Gustloff w normalnych okolicznościach zabierał półtora tysiąca pasażerów. Cały proces migracji wymagałby więc długotrwałego zaangażowania ogromnej floty. Po drugie: żeby dostać się z Niemiec na Madagaskar najkrótszą drogą, statek musi przejść kanał La Manche, Cieśninę Gibraltarską i Kanał Sueski. Ze względu na potęgę morską Wielkiej Brytanii do czasu jej pokonania plan ten można było rozważać tylko na papierze.

Mimo tych zasadniczych problemów 25 czerwca 1940 roku — trzy dni po podpisaniu kapitulacji Francji — pracownik Departamentu Żydowskiego niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Franz Rademacher zalecał, żeby w ramach warunków traktatu pokojowego Francja udostępniła Madagaskar na miejsce dla europejskich Żydów. Plan Rademachera zakładał pozbawienie tych Żydów obywatelstwa i uczynienie z nich swego rodzaju zakładników, aby zapewnić „dobre zachowanie przyszłych członków ich rasy w Ameryce” po zwycięskim zakończeniu wojny.

Franz Rademacher w trakcie swojego procesu w 1968 roku

Ostateczną wersję planu przedstawiono 3 lipca 1940 roku. Rademacher przewidywał powstanie europejskiego banku, którego zadaniem będzie zlikwidowanie aktywów wszystkich europejskich Żydów, aby uzyskać fundusze na wykonanie planu. Bank miał odgrywać rolę pośrednika między Madagaskarem a resztą Europy. Ponadto Żydzi nie mieli zarządzać tymi pieniędzmi. Administracją i ekonomią planu miał się zajmować Urząd do spraw Planu Czteroletniego.

Rademacher przewidywał także rolę dla ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa, który miał negocjować traktat pokojowy z Francją Vichy w celu uzyskania kontroli Trzeciej Rzeszy nad Madagaskarem. Oprócz sfery dyplomacji w projekt miało zostać wciągnięte Ministerstwo Propagandy, aby przekazywać informacje na temat planu wobec Żydów w kraju i za granicą. Victor Brack z kancelarii Führera miał się zajmować transportem, SS — przesiedleniami Żydów w Europie, a sama wyspa stałaby się zarządzanym przez Rzeszę państwem policyjnym. W razie udanej inwazji na Wyspy Brytyjskie w ramach operacji „Lew Morski” i wygranej wojny przejęta przez Niemców brytyjska flota handlowa zostałaby użyta do transportu Żydów. Planem Madagaskar Trzecia Rzesza miała pokazać światu — oprócz „nowego porządku” w Europie — że stara się zapewnić Żydom autonomię, o którą sami zabiegali przez ponad sześćdziesiąt lat istnienia ruchu syjonistycznego. Tak było w teorii.

O planie powiadomiono większość nazistowskich urzędników, władz rządowych i samorządowych, w tym generalnego gubernatora Hansa Franka. Przymusowe przesiedlenie czterech milionów Żydów na Madagaskar przedstawiono jako bardziej pożądane niż dotychczasowe działania deportacyjne na terenie Rzeszy i GG. 10 lipca 1940 roku wszystkie deportacje anulowano, a plan budowy getta w Warszawie wstrzymano, ponieważ okazało się ono niepotrzebne w świetle Planu Madagaskar i rozpoczętej tego dnia bitwy o Wielką Brytanię.

Hans Frank

Otrzymawszy informacje o nowych planach wobec europejskich Żydów, Reinhard Heydrich, mianowany w 1939 roku przez Göringa nadzorcą ewakuacji Żydów z terytoriów okupowanych przez Trzecią Rzeszę, powierzył odpowiedzialność za realizację planu Rademachera Adolfowi Eichmannowi, który stał na czele Urzędu Ewakuacji Żydowskich w RSHA. 15 sierpnia 1940 roku Eichmann przedstawił dokument pod tytułem Reichssicherheitshauptamt: Madagaskar Projekt, w którym domagał się przesiedlania jednego miliona Żydów rocznie przez cztery lata, a całością miał zarządzać RSHA. Eichmann wyjaśnił ponadto w swoim projekcie, że kontrola SS i nadzorowanie wszystkich organizacji żydowskich na wyspie są niezbędne do sprawnego zarządzania taką rzeszą ludzi.

Pod koniec sierpnia 1940 roku Rademacher poprosił, aby Ribbentrop zorganizował spotkanie w swoim ministerstwie w celu powołania zespołu ekspertów do spraw planu. Ribbentrop nigdy nie odpowiedział. W tym samym czasie projekt Eichmanna, niezatwierdzony przez Heydricha, popadł w zapomnienie. Pod koniec września 1940 roku było już wiadomo, że rozpoczęta z wielkim animuszem bitwa o Wielką Brytanię została przegrana. Niemcom nie udało się wygrać wojny w powietrzu, a bez wsparcia lotniczego szczupłe siły Kriegsmarine nie miały co marzyć o udanym przygotowaniu lądowania Wehrmachtu na Wyspach.

W październiku 1940 roku rozpoczęto przesiedlanie do Francji Vichy (między innymi do obozów przejściowych Gurs, Le Vernet czy Les Milles) Żydów z Badenii i prowincji Saarpfalz w Zagłębiu Saary. Przy okazji poinformowano władze Vichy, że Żydzi ci zostaną w przyszłości deportowani na Madagaskar, ale w rzeczywistości los wszystkich Żydów europejskich miał się dopełnić na wschodzie Europy. Paradoksalnie upór Brytyjczyków i odrzucenie jakiegokolwiek pokoju z Trzecią Rzeszą sprawiły, że los Żydów pod panowaniem Rzeszy musiał się zmienić i nie było już mowy o przesiedleniu ich na Madagaskar.

Izolacja Żydów

Aby odizolować społeczność żydowską od reszty społeczeństwa, wymyślano w samej Rzeszy i na terytoriach okupowanych przekaz propagandowy o Żydach roznoszących (w domyśle: na zdrowych nie-Żydów) tyfus plamisty. W 1940 roku na ekrany niemieckich kin wszedł głośny film propagandowo-dokumentalny w reżyserii Fritza Hipplera Wieczny Żyd (Der ewige Jude). W jednej z pierwszych scen widzimy ulice getta, a później stado szczurów wychodzących z kanałów. Następuje seria zbliżeń na osoby chore i o zniekształconych rysach twarzy. Narrator mówi, że szczury są szkodnikami, a Żydzi — robactwem rodzaju ludzkiego i podobnie jak szczury rozprzestrzeniają choroby, tyle że w przeciwieństwie do szczurów mają zdolność do zmiany wyglądu. Kolejna scena przedstawia kilku młodych, brodatych mężczyzn w tradycyjnych żydowskich ubraniach religijnych, a później pokazuje się tych samych Żydów ogolonych, uczesanych i przebranych w garnitury. Narrator wyjaśnia, że tylko „wprawne oko” może dostrzec cechy żydowskie. Nie omieszkano zestawić prawdziwej ciężkiej pracy Niemców i „typowego” sposobu zarabiania Żydów, czyli handlu, oraz przedstawiono „powiązania” żydowskiej finansjery (na przykładzie klanu Rothschildów) i polityki. W filmie ośmieszono także Adama Czerniakowa, prezesa Judenratu na terenie getta warszawskiego, w wyreżyserowanej scenie, w której mocno on gestykuluje, co miało ukazać „żydowski sposób rozmowy”. Potem następuje przerażająca scena uboju tradycyjnego, pokazująca agonię wykrwawiających się krów i owiec. Na sam koniec filmu wstawiono przemówienie Adolfa Hitlera z 30 stycznia 1939 roku na temat przyszłej wojny i zagłady Żydów.

W tym samym roku pojawił się jeszcze jeden antysemicki film, Żyd Süss (Jud Süss), luźno opowiadający historię Księstwa Wirtembergii w latach trzydziestych XVIII wieku i przemożnego wpływu tytułowego antybohatera Josepha Süssa Oppenheimera na księcia Karola Aleksandra Wirtemberskiego. Portret psychologiczny Süssa, bankiera żydowskiego, jest kalką wszystkich stereotypów na temat Żydów przedstawianych przez propagandę Trzeciej Rzeszy, takich jak: żądza władzy, chciwość, rozwiązłość seksualna, mściwość i fizyczna brzydota.

Kadr z filmu Żyd Süss

W konfrontacji z Żydami Wirtemberczycy są uczciwi, piękni, szlachetni i honorowi. A jeżeli już jakiś Wirtemberczyk dopuszcza się niegodnego czynu, to tylko za namową Żyda. Film kończy się egzekucją Süssa i przemową Sturma, radcy stanów krajowych, który stracił przez Süssa córkę:

Mówię w imieniu Rady i wszystkich mieszkańców Wirtembergii. Wszyscy Żydzi mają opuścić miasto w ciągu trzech dni. Zakaz wstępu dla Żydów na obszarze całej Wirtembergii. [...] Oby nasi potomkowie utrzymali w mocy ten dekret i tym samym uchronili się od cierpienia dla własnego dobra i dla dobra swoich dzieci i ich dzieci.

Wymowa ostatniego zdania w filmie jest aż nadto oczywista: filmowa Wirtembergia to ówczesna Trzecia Rzesza.

Niemiecka propaganda w okupowanej Polsce nie ograniczała się do oczerniania Żydów poprzez filmy propagandowe takie jak Wieczny Żyd i dostępne w kioskach antysemickie pisma takie jak „Der Stürmer”. Latem 1940 roku w Krakowie dwa razy w tygodniu zaczęła się ukazywać gazeta żydowska w języku polskim, na której łamach agitowano przeciwko Polakom i przedstawiano ich jako zajadłych antysemitów. O tym, jak słaby wydźwięk wśród ludności żydowskiej miały podobne agitacje, niech świadczy fakt, że w dniu Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia 1940 roku sklepy żydowskie były zamknięte na znak patriotyzmu i przywiązania do polskości.

Żydzi pod eskortą idą do pracy, Krakowskie Przedmieście, Warszawa, 1940 rok

Z każdym miesiącem władze okupacyjne Warszawy zawężały swobody ludności żydowskiej. Na przełomie lipca i sierpnia 1940 roku wprowadzono zakaz poruszania się po parkach miejskich, siadania na ławkach w mieście oraz przemieszczania się niektórymi ulicami i dowolnego podróżowania koleją elektryczną. Żydzi musieli uiszczać czterokrotnie wyższą niż Aryjczycy opłatę za przejazd tramwajem. Za nieprzestrzeganie zakazów groziła kara więzienia lub wysoka grzywna — pięćset złotych. Zarządzenie z 7 sierpnia zabraniało przyjezdnym Żydom osiedlania się w Warszawie poza terenami przeznaczonymi dla dzielnicy żydowskiej. Zaczęto także masowe wysiedlenia Żydów z dzielnic, które miały być w przyszłości ściśle aryjskie. Przy okazji wysiedleń rodziny żydowskie regularnie okradano z kosztowności, obrazów i przedmiotów codziennego użytku.

12 października 1940 roku poinformowano przez szczekaczki o utworzeniu w Warszawie trzech dzielnic narodowościowych: niemieckiej, polskiej i żydowskiej. Ogłoszono także nieprzekraczalny termin zasiedlenia nowych dzielnic jako 31 października (później czas ten wydłużono do 15 listopada). Przy okazji Adam Czerniaków dowiedział się, że musi stworzyć w nowej dzielnicy żydowskiej tysiącosobową formację policyjną. Żydzi w trakcie przenosin do getta mogli zabrać ze sobą tylko bagaż ręczny i bieliznę pościelową. W tym okresie na terenie Warszawy miejsce zamieszkania musiało zmienić prawie sto czterdzieści pięć tysięcy Żydów. Do końca 1940 roku utworzono prawie pięćset mniejszych i większych gett dla ludności żydowskiej w celu jej izolacji i koncentracji. Największe znajdowały się w Warszawie, Łodzi i Krakowie.

Przenosiny ludności żydowskiej do getta w Warszawie

Sama idea umieszczania Żydów w jednym miejscu miała dwa zasadnicze znaczenia. Po pierwsze: wszyscy zarejestrowani Żydzi znajdowali się na jednym obszarze i w razie deportacji, gdziekolwiek i w jakimkolwiek celu, byli w zasięgu ręki władz okupacyjnych. Po drugie: koncentracja kilkuset tysięcy Żydów, w większości bez pracy i możliwości wyżywienia, na bardzo ograniczonym terenie prowokowała antagonizmy między samymi Żydami i — poprzez pogorszenie warunków życia — większą uległość wobec zarządzeń niemieckich. O tym, jak zła była sytuacja ekonomiczna większości Żydów w Warszawie, niech świadczy fakt, że jeszcze przed założeniem getta piętnaście procent Żydów jadło z kotła, czyli żywiło się na koszt opieki społecznej. Głód i nędza oraz przesiedlenia z głębi kraju i podwarszawskich okolic stanowiły największe utrapienia Żydów zamieszkujących getto.

Budowa muru oddzielającego dzielnicę aryjską od getta

Ale brak perspektyw na przyszłość, brak pracy i mgliste obietnice władz niemieckich co do przyszłości Żydów nie były ich jedynymi zmartwieniami. Zmniejszenie na początku 1941 roku obszaru getta i zgromadzenie prawie czterystu tysięcy ludzi na kilkudziesięciu ulicach to zarzewie głodu i chorób. Już miesiąc po zamknięciu getta okrążono je kordonem policyjnym i murem, a bez zezwolenia władz nie wolno było opuszczać tego terenu. W lutym 1941 roku zakazano handlowania z Żydami towarami sprzedawanymi poza murami getta, a kara za to groziła zarówno sprzedającemu, jak i kupującemu. Po miesiącu zakazano wwożenia towarów do getta bez zezwolenia władz. Na początku maja po raz kolejny ograniczono obrót towarów; tym razem zmniejszono liczbę bram wjazdowych do dwóch. Z każdym miesiącem władze niemieckie ograniczały ilość jedzenia i innych towarów wwożonych na teren getta, a przy okazji zmniejszały jego obszar i zwoziły następnych mieszkańców.

Do pasma nieszczęść, które spadły na mieszkańców getta, należy także dodać brak pieniędzy na opał w trakcie wyjątkowo surowej zimy 1940/1941. Tak pisał na ten temat Władysław Szpilman:

Nadeszły miesiące nadspodziewanie ciężkiej zimy. Mróz zdawał się dodatkowo sprzyjać Niemcom w prześladowaniu ludzi. Utrzymywał się całymi tygodniami, a tak niskich temperatur nie pamiętali najstarsi ludzie w Polsce. Nie można było prawie wcale kupić węgla, a jego cena wzrosła do niemożliwych granic. Pamiętam, że bywały dni, kiedy pozostawaliśmy w łóżkach, ponieważ w mieszkaniu nie mogliśmy wytrzymać z zimna.

Taka polityka dręczenia ludzi spowodowała rzeczywiście epidemię tyfusu plamistego, przed którym ostrzegał obraz Wiecznego Żyda sprzed roku. 14 maja pojawił się na ulicach miasta osławiony plakat „Żydzi, wszy, tyfus plamisty”.

Władysław Szpilman

Z kolei w wydawanym przez władze okupacyjne Generalnego Gubernatorstwa „Nowym Kurierze Warszawskim” opublikowano artykuł, w którym można było przeczytać, że „Żydzi są społecznymi szkodnikami, a także roznosicielami zarazy”. Na ulicach getta naliczono od początku tego samego miesiąca tysiąc siedemset zgonów z głodu i tyfusu.

Radykalne ograniczenie dostaw na teren getta i ogromne zapotrzebowanie sprawiły, że ceny podstawowych artykułów były średnio dwukrotnie lub trzykrotnie wyższe niż w mieście, czyli nawet piętnastokrotnie wyższe niż przed wojną. Jeśli ktoś mieszkający poza murami getta chciał pomóc jego mieszkańcom, na przeszkodzie stawała mu również wysokość pensji ludności aryjskiej, pozostających na poziomie przedwojennym. A jako że życie nie lubi próżni, fortunę na nieszczęściu setek tysięcy w getcie zbijali spekulanci i handlarze, często także żydowscy. Władysław Szpilman tak opisywał handel na ulicach warszawskiego getta:

Żyli z handlu. Im dalej człowiek zapuszczał się w gąszcz ciasnych uliczek, tym żywszy i bardziej nachalny był handel. Kobiety, z uczepionymi ich sukni dziećmi, zagradzały przechodniom drogę, usiłując sprzedać im ułożony na skrawku kartonu kawałek ciasta, stanowiący cały posiadany majątek, od którego sprzedaży zależało, czy ich dzieci wieczorem zjedzą ćwiartkę czarnego chleba. Obok zaś nie do poznania wygłodzeni starzy Żydzi próbowali ochrypłym krzykiem zwrócić uwagę ludzi na jakieś szmaty, z nadzieją, że uda im się je spieniężyć. Młodzi mężczyźni handlowali złotem i dewizami, toczyli zażartą i upartą walkę o powykrzywiane denka zegarków, zapięcia od łańcuszków czy też wybrudzone i wytarte banknoty dolarowe, które oglądali pod światło, by stwierdzić, że były fałszywe i bezwartościowe, mimo że sprzedawca zaklinał się, że są „prawie jak nowe”. Zatłoczonymi ulicami posuwały się ze stukiem i brzękiem tramwaje konne, tak zwane kohnhellerki, prując dyszlami oraz ciałami koni zwartą masę ludzkiego tłumu, jak statek pruje dziobem wodę. Nazywano je tak od nazwisk ich właścicieli — Kohna i Hellera, dwóch żydowskich bogaczy wysługujących się gestapowcom, dzięki czemu mogli robić wspaniałe interesy.

Szkolenie w Pretzsch

Tymczasem w Pretzsch, dzielnicy nadłabskiego miasta Bad Schmiedeberg, odbyło się na przełomie maja i czerwca 1941 roku specjalne szkolenie w zamku należącym do szkoły policji granicznej. Wśród zaproszonych znajdowali się pracownicy SD, Waffen-SS, SS, Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy i Policji Porządkowej. Łącznie przeszkolonych miało zostać prawie trzy tysiące ludzi, podzielonych na cztery zespoły Einsatzgruppen oznaczone literami od A do D. Każdy zespół składał się z czterech mniejszych, około dwustuosobowych podgrup, zwanych „Einsatzkommando” i oznaczonych liczbą. Uczestnicy szkolenia byli początkowo przekonani, że zostali wybrani do „zadań specjalnych” w związku z planowanym zajęciem Wysp Brytyjskich, lecz mieli się wkrótce przekonać, że ich zadania czekały na wschodzie Europy. Niektórzy uczestnicy kursu w Pretzsch dziwili się, dlaczego będą działać w ZSRS — kraju, z którym od 23 sierpnia 1939 roku Trzecią Rzeszę wiązał pakt o nieagresji. Nikt jednak nie powinien był się dziwić, że nowa wojna na Wschodzie to tylko kwestia czasu. Każdy ówczesny czytelnik Mein Kampf w rozdziale Polityka wschodnia mógł przeczytać:

Tylko odpowiednia przestrzeń na ziemi zapewnia wolność egzystencji narodowi [...]. Wszystko to musi być naprawione przez narodowosocjalistyczny ruch, który powinien próbować usunąć dysproporcje pomiędzy naszą ludnością a zajmowanym przez nas terenem — uważanym [zarówno] za źródło pożywienia, jak i za bazę politycznej potęgi [...]. Granice są tworzone i zmieniane tylko przez działania ludzkie [...]. Nam nie wolno zapominać, że bolszewicy są splamieni krwią, że dzięki sprzyjającym okolicznościom w tragicznej godzinie zawładnęli wielkim państwem i we wściekłej masakrze wytracili miliony swoich najbardziej inteligentnych współziomków, i obecnie... prowadzą najbardziej tyrański reżim wszystkich czasów. Nie wolno nam zapominać, że wielu z nich należy do rasy, która łączy w sobie rzadką mieszaninę bestialskiego okrucieństwa i rozległej umiejętności w kłamstwach oraz uważa siebie teraz za specjalnie powołaną do zgromadzenia całego świata pod krwawym uciskiem. Nie wolno nam zapominać, że międzynarodowy Żyd, który stara się dominować nad Rosją, nie uważa Niemiec za sojusznika, ale za państwo przeznaczone takiemu samemu losowi. Niebezpieczeństwo, które zagraża Rosji, jest jednym z tych, które ciągle wiszą nad Niemcami. Niemcy są następnym wielkim celem bolszewizmu.

Gdy zsumujemy zagrożenie bolszewickie dla Niemiec, panowanie „międzynarodowego żydostwa” nad Rosją i brak przestrzeni życiowej w Europie dla Niemiec, otrzymamy piorunującą mieszankę brutalności i nienawiści Hitlera w stosunku do Związku Sowieckiego i jego mieszkańców. Nie może więc dziwić język przekazywany kursantom z Einsatzgruppen. Jednym z wykładowców był Reinhard Heydrich, który przedstawił wykładnię przyszłej służby na Wschodzie. Mówiąc o celach przyszłej wojny, polecił likwidację wszystkich mężczyzn żydowskich w wieku poborowym, inteligencji żydowskiej oraz bolszewików, w tym sowieckich intelektualistów i kierowniczych przedstawicieli administracji państwowej. Nikt z obecnych nie mógł mieć wątpliwości, że wojna na Wschodzie zakończy się sukcesem militarnym i całkowitą likwidacją Żydów na zajętym terenie. Według wspomnień uczestników szkolenia w Pretzsch trzytygodniowy kurs miał głównie zadania ideologiczne, a nie — jak by się mogło wydawać — praktyczne. Zajęcia w terenie i na strzelnicy ograniczono do minimum, mimo że w trakcie cały czas mówiło się o pacyfikacji ludności. Być może znikoma liczba godzin poświęconych na ćwiczenia wynikała z osłabienia organizmów kursantów przez szczepienia na różne choroby zakaźne.

Jednostki