Kosmos. Możliwe światy - Ann Druyan - ebook

Kosmos. Możliwe światy ebook

Druyan Ann

4,3

Opis

"Kosmos. Możliwe światy" to kolejna odsłona porywającej gwiezdnej odysei zapoczątkowanej przez Carla Sagana i Ann Druyan. Serial Kosmos stał się światowym fenomenem, wyemitowanym w 181 krajach na całym świecie. W tej części Ann Druyan kontynuuje elektryzującą podróż przez 14 miliardów lat ewolucji kosmosu, odsłaniając najskrytsze tajemnice natury.

Druyan opisuje nasze losy od pojawienia się życia na Ziemi w głębi oceanu około czterech miliardów lat temu, aż do przyszłości, gdy statki kosmiczne będą się zapuszczać w inne części galaktyki, by ich wielopokoleniowe załogi mogły zwiedzać nieznane nam jeszcze światy. To opowieść o ideach, które wpłynęły na rozwój nauki. Jej bohaterami są zarówno tak znani badacze jak Galileusz, jak i zapomniani bohaterowie, tacy jak astronomka Caroline Herschel, botanik Nikołaj Wawiłow czy inżynier Jurij Kondratiuk. Najbardziej porywająca wydaje się wizja możliwego świata, który wciąż możemy stworzyć tutaj, na Ziemi.

Wspomagając się sugestywnymi zdjęciami i rysunkami, Druyan snuje opowieść o wszechświecie, rozpoczynając ją od Wielkiego Wybuchu i pojawienia się życia. Wspomina doniosłe odkrycia kosmiczne, począwszy od misji dwóch sond Voyager, przy których pracowała wraz z mężem Carlem Saganem, aż do tych ostatnich, takich jak misja Cassini-Huygens, która zmieniła nasze spojrzenie na Saturn i jego księżyce.

Carl Sagan pokazał nam, że w zestawieniu z ogromem kosmosu nasza planeta jest niczym więcej jak błękitną kropką. Niezwykła książka, będąca kontynuacją jego dzieła, odtwarza ten przypominający klejnot świat, zamieszkiwany przez istoty, które dopiero zaczynają sobie zdawać sprawę z istnienia innych inteligentnych form życia, podczas gdy zapuszczają się w bezmiar kosmosu.

To opowieść o nieustraszonych naukowcach, których badania - czasami okupione najwyższą ceną - przybliżyły nam wszechświat. W tej fascynującej książce Druyan wyobraża sobie przyszłość, która może stać się naszym udziałem, jeśli tylko ockniemy się i zaczniemy mądrze korzystać z naszej nauki i technologii.

Przygotujcie się na lot ku gwiazdom!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 371

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (29 ocen)
15
11
1
1
1

Popularność




Mgławica Carina – mgławica emisyjna znajdująca się 7500 lat świetlnych od Ziemi.

Nathan Smith, University of Minnesota/NOAO/AURA/NSF

Artystyczna wizja możliwego świata, oddalonego od nas o ponad 500 lat świetlnych. Kepler-186f była pierwszą potwierdzoną planetą pozasłoneczną typu ziemskiego, odkrytą w 2014 roku.

NASA/Ames/SETI Institute/JPL-Caltech

Dla Sarah, Zoe, Norah, i Heleny, płynących ku gwiazdom

Kunsztowne dzieło sztuki możliwe do zaobserwowania tylko pod mikroskopem. Okrzemki (mikroskopijne glony ze skorupkami z krzemionki) i łuski ze skrzydeł motyli.

Howard Lynk-VictorianMicroscopeSlides.com

|WYSTAWA ŚWIATOWA 2039|

Wyobraź sobie Wystawę Światową w 2039 roku, symbol optymizmu i cudów przyszłego świata. Zwiedzający będą mogli podziwiać pięć pawilonów otaczających duży zbiornik wodny w kształcie elipsy.

dzięki uprzejmości Cosmos Studios, Inc.

|WYSTAWA ŚWIATOWA 2039|

W Pawilonie Możliwych Światów będziesz mieć okazję przemierzać spiralne ramiona naszej galaktyki, by spotkać inne cywilizacje zamieszkujące Drogę Mleczną i ocenić ich szanse na przetrwanie.

dzięki uprzejmości Cosmos Studios, Inc.

Plakat ukazujący Trylona i Perisferę, symbole Wystawy Światowej w Nowym Jorku w 1939 roku.

plakat Josepha Bindera, fotografia Swim Ink 2, LLC/CORBIS/Corbis via Getty Images

| PROLOG |

Byłem dzieckiem żyjącym w czasach nadziei. Od najwcześniejszych lat szkolnych chciałem być naukowcem. Decydujący moment nadszedł wtedy, gdy po raz pierwszy zrozumiałem, że gwiazdy są wielkimi słońcami, i gdy po raz pierwszy uprzytomniłem sobie, jak niezwykle daleko muszą się znajdować, by były postrzegane jako maleńkie punkciki światła na niebie. Nie jestem nawet pewien, czy wtedy znałem znaczenie słowa „nauka”, ale moim pragnieniem było odnalezienie się w tej wielkości. Byłem zafascynowany splendorem wszechświata, przeniknięty możliwością zrozumienia prawdziwego działania rzeczy, udziału w odkrywaniu wielkich tajemnic oraz badania nowych światów – być może nawet dosłownie. Miałem ogromne szczęście, że te marzenia udało mi się choćby częściowo zrealizować. Romans z nauką pozostaje dla mnie równie atrakcyjny i nowy jak w dniu, ponad pół wieku temu, gdy ujrzałem cuda Wystawy Światowej 1939 roku.

CARL SAGAN,ŚWIAT NAWIEDZANY PRZEZ DEMONY. NAUKA JAKO ŚWIATŁO W MROKU (PRZEŁ. FILIP RYBAKOWSKI)

Futurama, zaprezentowane na wystawie miasto z lat sześćdziesiątych, zapowiadające wielopoziomowe autostrady i wieżowce z ogrodami na dachach.

projekt Normana Bel Geddesa dla General Motors, fotografia Library of Congress/Corbis/VCG via Getty Images

W pewien deszczowy wieczór w Queensie objawiła się przyszłość. Ulewa o zachodzie słońca nie zniechęciła 200 tysięcy osób zgromadzonych na Flushing Meadows do wzięcia udziału w uroczystym otwarciu Wystawy Światowej w Nowym Jorku w 1939 roku, której tematem przewodnim był „świat jutra”. Zanim zamknięto ją jesienią 1940 roku, tę ziemię obiecaną stylu art déco zwiedziło 45 milionów gości.

Jednym z nich był pięcioletni chłopiec, którego rodzice z powodu braku pieniędzy przynieśli ze sobą drugie śniadanie. Nie stać ich było na kupno lodów czekoladowych z bitą śmietaną za dwadzieścia centów, podobnie jak niebiesko-pomarańczowej bakelitowej latarki i kółka na klucze, o których marzył chłopiec. Za cały deser musiało mu wystarczyć jabłko wzięte z domu. Chociaż robił sceny, musiał wracać do domu z pustymi rękami. Mimo to wizyta ta odmieniła jego życie. W Hall of Electrical Living pozwolono mu pobawić się instrumentem wykorzystującym promienie podczerwone, który go oczarował. Zakochał się w miejscu zwanym przyszłością i zrozumiał, że jedynym sposobem, by się do niego dostać, jest nauka. Marzenia są mapami.

Dążenia tego możliwego świata były w równej mierze egalitarystyczne, co oparte na nauce. Na wystawie przedstawiono wizję społeczeństwa przyszłości nazwanego Democracity. Nie było w nim slumsów – był za to telewizor, procesor tekstów i robot. To właśnie tam po raz pierwszy ludzie ujrzeli rzeczy, które odmienią ich życie.

Zanim jednak do tego doszło, ludzie zebrali się ostatniego wieczoru kwietnia 1939 roku, by wysłuchać największego geniusza nauki od czasów Izaaka Newtona. Występ Alberta Einsteina stanowił preludium spektaklu, w którym siły natury przypominały pływaczki synchroniczne z głośnego w owych czasach przedstawienia Aquacade. Einstein wygłosił kilka słów wstępu, po czym wcisnął włącznik, rozświetlając teren wystawy. Widowisko zapowiadane jako największy pokaz świateł będący dziełem człowieka widoczne było w promieniu sześćdziesięciu kilometrów. Jednak o wiele bardziej fascynujące było źródło tego niespodziewanego, bezprecedensowego blasku.

Po drugiej stronie East River, na Manhattanie, profesor W.H. Barton junior z Hayden Planetarium przy Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej kalibrował przyrządy, które miały wychwycić tajemnicze wyładowania z nieznanych części wszechświata i przekształcić je w światło elektryczne. Barton był niczym Prometeusz, który skradł ogień bogom.

Kilka dziesięcioleci wcześniej naukowiec o nazwisku Victor Hess odkrył, że nie ma dnia, by wszechświat nie ingerował w nasz świat. Ziemię wciąż nawiedza promieniowanie w postaci cząstek naładowanych elektrycznie. Pojedynczy proton może zawierać energię piłki baseballowej lecącej z prędkością stu kilometrów na godzinę. Zjawisko to zaczęto nazywać promieniowaniem kosmicznym. W Hayden Planetarium zainstalowano trzy olbrzymie liczniki Geigera, które miały wyłapać dziesięć kosmicznych promieni na potrzeby doniosłego otwarcia Wystawy Światowej.

Kiedy już liczniki Geigera je wychwyciły, energia została zwiększona przez lampy próżniowe, a potem przesłana za pomocą sieci przewodów na Queens, gdzie czekali Einstein i tłum gości. Kosmiczne promieniowanie dostarczyło energii, która obróciła noc w dzień, zalewając oślepiającym światłem nowy świat, który powstał dzięki nauce.

Najpierw jednak Einstein musiał wyjaśnić zgromadzonej publiczności, czym w ogóle jest promieniowanie kosmiczne. Przykazano mu, że musi się zmieścić w siedmiuset słowach. Początkowo odmówił. Uznał, że to niemożliwe. Promieniowanie kosmiczne stanowiło zagadkę zarówno dla niego i jemu współczesnych, jak i w momencie, gdy zaczynałam pisać tę książkę. Jednak dzięki potędze nauki, kiedy kończyłam jej ostateczny szkic, naukowcy wiedzieli już, że pochodzi ono z odległych galaktyk i zostało wytworzone na skutek najbardziej gwałtownych procesów zachodzących we wszechświecie.

Einstein uważał, że siedemset słów nie wystarczy, aby wyjaśnić tak złożony i tajemniczy fenomen. Wierzył jednak, że powinnością naukowca jest przekazywanie wiedzy. Dlatego ostatecznie zgodził się na wygłoszenie przemówienia.

Wyobraźcie sobie ten ostatni wieczór kwietnia 1939 roku, bardziej wypełniony filmową magią niż większość filmów. Zaledwie kilka miesięcy dzieliło świat od napaści Niemiec na Polskę i wybuchu drugiej wojny światowej, najstraszliwszej globalnej rzezi w historii. Pięcioletni Carl Sagan nie mógł dostać pysznego deseru i pamiątek, ponieważ jego rodzice i reszta ludzkości wciąż jeszcze nie pozbierali się po najgorszym kryzysie gospodarczym, jaki nawiedził naszą planetę. W Niemczech, gdzie hiperinflacja lat trzydziestych oznaczała, że aby kupić chleb w piekarni, trzeba było przywozić do niej pieniądze taczkami, zrozpaczone społeczeństwo uległo demagogii. Mimo to na planecie, na której niedługo miało zginąć 60 milionów ludzi, a dziesiątki milionów innych zaznać niewyobrażalnych cierpień, w świecie o najmroczniejszych perspektywach w dziejach ludzkości, zbierały się tłumy chcące wielbić… przyszłość.

O zachodzie słońca Einstein podszedł do mikrofonu. Choć miesiąc wcześniej skończył dopiero sześćdziesiąt lat, już od dziesięcioleci otaczała go niespotykana, granicząca z kultem sława, którą zawdzięczał odkryciom zmieniającym świat fizyki.

Przez 2400 lat, od czasów greckiego geniusza Demokryta, naukowcy snuli teorie na temat istnienia niewidzialnych składników materii zwanych atomami. Żaden jednak nie był w stanie udowodnić ich istnienia. Kiedy Einstein miał dwadzieścia pięć lat, jako pierwszy bezsprzecznie dowiódł ich istnienia, budowy, a nawet rozmiarów. Podważył obowiązującą teorię światła i wysnuł nową, według której rozchodziło się ono w postaci cząstek zwanych fotonami. Wytyczył podwaliny mechaniki kwantowej. Rozwinął klasyczną fizykę, odkrywając energię cząstek pozostających w spoczynku.

Zrozumiał również, że grawitacja zakrzywia promienie światła. Formuła, którą opracował, żeby wyrazić tę ideę, jest równaniem znanym nam wszystkim, ponieważ to najsłynniejsze matematyczne twierdzenie świata. Wprowadził prawo powszechnego ciążenia Newtona na nowy poziom, kiedy opisał je jako własność czasoprzestrzeni. Otworzyło to drogę do współczesnej astrofizyki i badania najmroczniejszych zakątków wszechświata, gdzie światło jest więzione przez ciążenie.

Einstein zaczął przemawiać. Osoby, które mokły tego wieczoru na deszczu, żeby go usłyszeć, stanowiły zaledwie ułamek tych w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie słuchających go przez radio. Opowiedział o austriackim fizyku Victorze Hessie, który odkrył promieniowanie kosmiczne, dokonując w latach 1911–1913 serii niebezpiecznych lotów balonem napełnionym ciepłym powietrzem. Albert poświęcił trochę ze swoich skromnych siedmiuset słów, by przypomnieć, że Hess jest emigrantem, „który, nawiasem mówiąc, tak jak ostatnio wielu innych, musiał szukać schronienia w tym gościnnym kraju”. Później nakreślił stan wiedzy naukowej dotyczącej promieni kosmicznych i zakończył spekulacjami, czy naukowcy odnajdą klucz do „najgłębszej struktury materii”.

W ciemności rozległ się głos spikera: „Przyzywamy międzyplanetarnych posłańców, którzy odsłonią świat jutra. Pierwszy promień, który wychwycimy, znajduje się wciąż 8 milionów kilometrów stąd, podróżując ku nam z prędkością trzystu kilometrów na sekundę”. Podobne wezwanie padało za każdym razem, gdy kolejny kosmiczny promień nadciągał i rejestrował go jeden z liczników Geigera. Kiedy doszło do dziesięciu i Einstein nacisnął włącznik, system przewodów nie wytrzymał i kilka żarówek się przepaliło. Jednak i tak było to coś niebywałego. Droga do przyszłości stała otworem.

Nazajutrz „New York Times” donosił, że z powodu trudnego do zrozumienia akcentu Einsteina i problemów z nagłośnieniem publiczność z całej przemowy zrozumiała tylko słowa z początku: „Jeśli nauka, podobnie jak sztuka, ma spełniać swą misję w pełni i prawdziwie, jej dokonania muszą trafiać do ludzi nie powierzchownie, lecz głęboko”.

Najtęższy umysł pokolenia otwiera Wystawę Światową w Nowym Jorku w 1939 roku.

David E. Scherman/The LIFE Picture Collection/Getty Images

Takie zawsze było i zawsze będzie marzenie twórców Kosmosu. Kiedy pewnego wieczoru podczas przeglądania filmików na YouTubie natknęłam się na te rzadko cytowane słowa Einsteina, zrozumiałam, że jest to credo przyświecające mojej czterdziestoletniej karierze zawodowej. Albert Einstein zachęcił nas do zburzenia murów otaczających naukę, które izolowały i onieśmielały wielu z nas. Zachęcił nas do tego, by porzucić techniczny żargon na rzecz zwyczajnego, powszechnie zrozumiałego języka, dzięki czemu idee naukowców trafią do ludzkich serc i umożliwią każdemu osobiste spotkanie z cudami nauki.

Carl Sagan i ja zakochaliśmy się w sobie w 1977 roku, kiedy byliśmy zaangażowani w prowadzony przez NASA program Voyager. Carl był już w tym czasie sławnym astrofizykiem, kierownikiem zespołu badawczego przygotowującego misję Voyagera. Współpracowaliśmy już przedtem przy projekcie telewizyjnym. Ostatecznie nie został zrealizowany, ale to doświadczenie skłoniło Carla do zaproponowania mi roli dyrektor kreatywnej odpowiedzialnej za materiały, które miały znaleźć się na tak zwanej złotej płycie.

Sondy Voyager 1 i Voyager 2 przekazały międzygwiezdną wiadomość daleko w głąb Drogi Mlecznej i 5 miliardów lat w przyszłość. Rysunki na odwrocie to rodzaj naukowych hieroglifów, które podają nasz adres w kosmosie i instrukcje, w jaki sposób odtwarzać płytę.

NASA

To Carl wpadł na pomysł, żeby Voyager 1 po zakończeniu swojego epokowego rekonesansu po tym, co wówczas uważano za zewnętrzny Układ Słoneczny, i przesłaniu ostatniego zdjęcia Neptuna odwrócił aparat fotograficzny i uwiecznił naszą planetę. Przez lata prowadził w NASA jednoosobową kampanię i spotykał się ze zdecydowanym sprzeciwem. Czy taka fotografia w ogóle miałaby jakąkolwiek wartość naukową? Carl jednak był przekonany o sile tego obrazu. Nie przyjmował do wiadomości odmowy. W końcu NASA się poddała. W rezultacie powstało zdjęcie Układu Słonecznego, na którym Ziemia jest tak malutka, że trzeba się naprawdę postarać, aby ją dostrzec.

Fotografię „błękitnej kropki” pokochał cały świat. Moim zdaniem stanowiła spełnienie marzeń Einsteina o tym, czym powinna być nauka. Jesteśmy na tyle zdolni, by wysłać statek kosmiczny na odległość 6 miliardów kilometrów od Ziemi i nakazać mu zrobienie zdjęcia naszej planety. Ten osamotniony punkcik w nieprzeniknionym mroku wydaje się świadectwem naszego prawdziwego miejsca w kosmosie, a zarazem jest czymś, co każdy człowiek może natychmiast zrozumieć. Nie potrzeba do tego żadnego wykształcenia. Ta fotografia stanowi zwieńczenie czterech stuleci badań astronomicznych. To materiał naukowy i dzieło sztuki w jednym, ponieważ ma moc poruszania naszych serc i zmiany naszej świadomości. Przypomina tym samym wspaniałą książkę, film czy inne dzieło sztuki. Pokonuje wyparcie i pozwala nam zbliżyć się do prawdy – nawet jeśli niektórzy z nas się przed tym opierają.

Świat jest tak mały, że nie ma możliwości, by był centrum wszechświata, a co dopiero stanowił główny przedmiot zainteresowania Stwórcy. Błękitna kropka jest milczącym upomnieniem udzielonym fundamentalistom, nacjonalistom, militarystom i trucicielom – każdemu, kto nie stawia na pierwszym miejscu ochrony naszej małej planety i życia podtrzymywanego w niezmierzonej zimnej ciemności. Nie ma najmniejszych wątpliwości co do doniosłości tego osiągnięcia naukowego.

Carl i ja nie znaliśmy tego cytatu z Einsteina, kiedy w 1980 roku zaczęliśmy wraz z astronomem Stevenem Soterem pisać scenariusz Kosmosu. Czuliśmy po prostu żarliwy przymus podzielenia się fantastyczną mocą nauki, przekazania naszego zachwytu wszechświatem i wzmocnienia ostrzeżeń dotyczących negatywnego wpływu człowieka na planetę, które wypowiadali Carl, Steve i inni naukowcy. Kosmos umożliwił podzielenie się naszymi złymi przeczuciami, lecz wypełniały go również nadzieja, wynikająca po części z tego, że udało nam się odnaleźć naszą drogę we wszechświecie, i duma z odwagi naukowców, którzy ośmielili się odkryć i wyrazić zakazane prawdy.

Pierwsza seria Kosmosu i książka z 1980 roku dotarły do setek milionów ludzi na całym świecie. Według Biblioteki Kongresu książka jest jednym z „88 dzieł, które ukształtowały Amerykę”, obok takich pozycji, jak Zdrowy rozsądek, Federalista, MobyDick, Źdźbła trawy, Niewidzialny człowiek i Silent Spring.

To po części tłumaczy potężny strach, jaki czuliśmy ja i Steve, kiedy dwanaście lat po śmierci Carla przystąpiliśmy do pracy nad trzynastoma odcinkami drugiej serii Kosmosu. Przez sześć lat, które zajęły pisanie i produkcja, bałam się, że moje ograniczenia odbiją się niekorzystnie na dziele stworzonym przez Carla, którego nieprzerwanie kocham i wielbię.

Ann Druyan i Carl Sagan w roku 1980, podczas prac nad serialem Kosmos. Prywatna podróż w Los Angeles.

Tony Korody, dzięki uprzejmości Druyan-Sagan Associates

Moja trzecia podróż na Statku Wyobraźni zbiegła się z czterdziestą rocznicą pracy nad Kosmosem. Statek i Kalendarz Kosmiczny nie są jedynie artefaktami z poprzednich lotów. Niektóre tropy, anegdoty i narzędzia dydaktyczne mają moim zdaniem tak niezrównaną moc wyjaśniania, że zabrałam je również w tę podróż. Jak nietrudno się domyślić, pojawi się trochę nawiązań do pomysłów Carla i moich z dawnych lat. W tej chwili wyjaśnienie niektórych spraw wydaje się pilniejsze niż kiedyś.

Po raz kolejny miałam szczęście do wspaniałych współpracowników. Wciąż się boję, że im nie dorównuję. Jednak czas nagli.

Wszyscy czujemy chłód, z jakim nasza teraźniejszość oddziałuje na naszą przyszłość. Niektórzy z nas wiedzą, że albo zaczniemy działać, albo narazimy nasze dzieci na niebezpieczeństwa i trudności, którym sami nie musieliśmy sprostać. W jaki sposób wyrwać się z letargu i zdać sobie sprawę z groźby katastrofy klimatycznej lub nuklearnej, którą uda nam się (lub nie) powstrzymać, zanim zniszczy naszą cywilizację i niezliczone inne gatunki? Jak mamy się nauczyć cenić te wszystkie rzeczy, bez których nie możemy żyć – powietrze, wodę, wspaniałości ziemskiej przyrody, przyszłość – bardziej niż pieniądze i krótkotrwałą wygodę? Tylko powszechne przebudzenie duchowe może przekształcić nas w takich ludzi, jakimi musimy się stać.

Nauka, podobnie jak miłość, jest sposobem na transcendencję, na doświadczanie pełnego życia. Naukowe podejście do natury i moje rozumienie miłości są w istocie tym samym: miłość żąda od nas wzniesienia się ponad infantylne projekcje naszych osobistych nadziei i obaw, by sięgnąć do innej rzeczywistości. Ten rodzaj niezachwianej miłości nigdy nie przestaje zapuszczać się coraz głębiej i sięgać coraz wyżej.

Na tym właśnie polega miłość nauki do natury. Brak celu podróży i prawda absolutna są tym, co czyni naukę wartą uświęconych poszukiwań. To niekończąca się lekcja pokory. Bezkres wszechświata – i miłości, rzeczy, która czyni ów bezkres znośnym – wymyka się arogantom. Kosmos w pełni dopuszcza do siebie jedynie tych, którzy uważnie wsłuchują się w wewnętrzny głos przypominający nam, że powinniśmy pamiętać, iż możemy być w błędzie. Rzeczywistość musi mieć dla nas większe znaczenie od tego, w co chcemy wierzyć. Jak jednak rozpoznać różnicę?

Znam sposób na rozsunięcie zasłon mroku, które nie pozwalają nam w pełni doświadczać natury. Oto proste zasady, którymi należy się kierować na drodze do nauki: sprawdzajcie idee poprzez eksperymenty i obserwację. Podążajcie za tymi ideami, które pomyślnie przeszły ów test. Odrzucajcie te, które go oblały. Podążajcie za dowodami, niezależnie od tego, dokąd prowadzą. I kwestionujcie wszystko, również autorytety. Róbcie to, a kosmos będzie wasz.

Jeśli wędrówki do zrozumienia naszego aktualnego położenia we wszechświecie, pochodzenia życia i praw natury nie są poszukiwaniami duchowymi, to nie wiem, co nimi jest.

Nie jestem naukowcem, lecz jedynie łowcą-zbieraczem opowieści. Najbardziej cenię te dotyczące poszukiwaczy, którzy pomogli nam odnaleźć drogę w wielkim mrocznym oceanie i zostawili na nim wyspy światła.

Oto opowieści o poszukiwaczach, którzy ośmielili się zapuścić w bezdenny ocean kosmosu. Wyruszmy razem w podróż do światów, które odkryli – tych zaginionych, tych, które są w pełnym rozkwicie, i tych mających dopiero nadejść.

Opowiem wam o nieznanym geniuszu, którego list pięćdziesiąt lat później pomógł w udanej wyprawie statku kosmicznego Apollo na Księżyc. A także o naukowcu, który nawiązał kontakt ze starożytną formą życia, która tak jak my do komunikowania się używa języka znaków. Te istoty, bezwiednie dokonujące obliczeń matematycznych opartych na fizyce i astronomii, skłaniają się mimowolnie ku życiu w demokracji, której nasza nie dorównuje.

Chcę zabrać was do światów, które dzięki nauce możemy sobie wyobrazić, przywrócić do życia, a nawet odwiedzić: na przykład takiego, w którym z nieba lecą diamenty, a także starożytnego miasta na dnie morza, gdzie mogło powstać życie na Ziemi. Chcę, byście ujrzeli prawdopodobnie najbardziej intymną relację w kosmosie, dwie gwiazdy splecione w wiecznym uścisku, połączone grzbietem ognia o długości 13 milionów kilometrów.

Wsłuchamy się też razem w światową sieć współpracy między królestwami życia. Chcę wam opowiedzieć o mało znanym naukowcu, który obdarzył nas kluczem do zaginionego świata. Ten sam człowiek ponad dwieście lat temu odkrył logiczny błąd rzeczywistości, który wciąż pozostaje niewyjaśniony, mimo jak najlepszych starań Einsteina.

Dla mnie najbardziej wzruszająca jest postawa człowieka, który wybrał powolną, straszliwą śmierć z rąk jednego z najbardziej przerażających morderców w dziejach. Mógł zachować życie, kłamiąc. Ale po prostu nie umiał. Jego uczniowie z własnej woli podążyli za nim i stali się męczennikami, żeby ochronić coś, co nie było dla nich niczym więcej niż abstrakcją – przyszłe pokolenia. Nas.

A to prowadzi nas do możliwych światów, które najbardziej mnie fascynują – przyszłości, którą wciąż możemy uratować. Niewłaściwe wykorzystanie nauki zagraża naszej cywilizacji, lecz nauka ma również zbawczą moc. Może oczyścić atmosferę nadmiernie obciążoną dwutlenkiem węgla. Może zneutralizować toksyny, które rozrzucamy tak nierozważnie. W społeczeństwie, które dąży do tego, by być demokratyczne, świadomi i zmotywowani do działania ludzie mogą pobudzić ten możliwy świat do życia.

Te opowieści sprawiają, że z nieco większym optymizmem podchodzę do naszej przyszłości. Dzięki nim mogę intensywniej doznawać romantyzmu nauki i cudu życia akurat w tej chwili, w tym miejscu we wszechświecie, mniej samotna, bardziej w domu, tutaj, w kosmosie.

ANN DRUYAN

Olśniewające pierścienie Saturna – tęcza grawitacji. Sonda Cassini ukazuje błękitną kropkę, Ziemię, we właściwej perspektywie – znajduje się w odległości około 1,5 miliarda kilometrów od niej.

NASA/JPL-Caltech/SSI

| ROZDZIAŁ PIERWSZY |

DRABINKA DO GWIAZD

Nie ja to mówię, lecz świat: wszystko jest jednością.

HERAKLIT, OKOŁO 500 LAT przed naszą erą

Przez 99,9% czasu, jaki upłynął od pojawienia się pierwszych ludzi, byliśmy myśliwymi i zbieraczami, (…) ograniczały nas jedynie Ziemia, ocean i niebo (…). My, którzy nie potrafimy nawet zaprowadzić porządku w naszym własnym planetarnym domu (…), czyż mamy wyruszyć w kosmos, przemieszczać światy, przekształcać środowiska planet i zaludniać inne, sąsiednie systemy planetarne? (…) Zanim (…) osiedlimy się nawet w najbliższych innych systemach planetarnych, gruntownie się zmienimy. Już przeminięcie tak wielu pokoleń nas zmieni. (…) Zmienimy się, bo konieczne jest, abyśmy się zmienili. Należymy do gatunku o ogromnych zdolnościach adaptacyjnych. (…) Mimo wszystkich naszych niedostatków, mimo naszych ograniczeń i omylności, my, ludzie, wciąż ocieramy się o wielkość. (…) Jak daleko zawędruje nasze koczownicze plemię do końca następnego wieku? A dokąd dotrze do końca następnego tysiąclecia?

Carl Sagan,BŁĘKITNA KROPKA. CZŁOWIEK I JEGO PRZYSZŁOŚĆ W KOSMOSIE (PRZEŁ. MAREK KROŚNIAK)

Jedna z największych gwiazd Drogi Mlecznej, Antares, świeci jasno nad chilijską pustynią Atakama, mimo że znajduje się ponad 600 lat świetlnych od Ziemi.

Babak Tafreshi/National Geographic Image Collection

Jesteśmy bardzo młodzi i całkiem nowi na tym rozległym obszarze. Tkwimy na brzegu kosmicznego oceanu niczym raczkujące niemowlęta, opuszczając sporadycznie matkę tylko po to, by przypomnieć sobie o własnych lękach i pospiesznie wrócić pod jej opiekę.

Pół wieku temu ludzkość złożyła kilka przelotnych wizyt na Księżycu. Od tamtej pory na wyprawy badawcze posyłamy jedynie roboty. W 1977 roku wysłaliśmy najdzielniejszego z naszych mechanicznych emisariuszy, Voyagera 1, który ruszył tam, gdzie nie sięga przyciąganie naszej gwiazdy, w kosmiczną głębię, dalej niż cokolwiek, co wyszło spod ręki człowieka.

Jednak nasze Słońce to tylko najbliższa nam gwiazda. Podróżując z prędkością 62 tysięcy kilometrów na godzinę, nasz kosmiczny wysłannik potrzebowałby 80 tysięcy lat, by dotrzeć do Proximy Centauri, naszego najbliższego gwiezdnego sąsiada. A to jedynie podróż między dwiema sąsiadującymi gwiazdami w naszej galaktyce, której siły grawitacyjne skupiają setki miliardów gwiazd. Trzeba pamiętać, że Droga Mleczna to tylko jedna z najprawdopodobniej biliona galaktyk – dwóch bilionów, jeśli doliczymy galaktyki karłowate, które weszły w skład większych skupisk, takich jak ona. Z naszych obserwacji wynika, że kosmos składa się z miliardów bilionów gwiazd i prawdopodobnie tysiąckrotnie większej liczby możliwych światów.

A to i tak jedynie ta część wszechświata, którą możemy zobaczyć. Czas i odległość skrywają przed nami większą część kosmosu. Początkowo czasoprzestrzeń rozrastała się szybciej od światła, pozostawiając ogromne połacie wszechświata poza zasięgiem naszych najpotężniejszych teleskopów. Istnieje również możliwość, że cały nasz wszechświat, choć zdaje się nam niezmierzony, stanowi jedynie drobną cząstkę wieloświata wykraczającego poza możliwości naszej wyobraźni. Nie dziwią zatem nasze lęki i kurczowe trzymanie się złudzenia, że odgrywamy główną rolę, jesteśmy jedynymi dziećmi Stwórcy. Niby jak ta niewielka istotka, która wciąż gubi się na błękitnej kropce, mogłaby zmierzyć się z tak przytłaczającymi faktami i poczuć, że wszechświat jest jej domem?

Od samego zarania dziejów ludzkość opowiada sobie historie, które pozwalają stawić czoła strachowi przed otaczającym nas mrokiem. Mrok to jakość, a nie ilość. Wieczór w dziecięcej sypialni stanowi kosmos sam w sobie. Nasz napędzany historiami gatunek szuka rozwiązań, przetwarzając mrok w opowieści. Przed powstaniem nauki nie istniał sposób na potwierdzenie naszych opowieści. Dryfowaliśmy po oceanie czasoprzestrzeni, nie mając pojęcia, gdzie i kiedy jesteśmy, aż w końcu wiele pokoleń badaczy zaczęło ustalać nasze położenie.

Nasze najświeższe informacje na temat wieku wszechświata pochodzą z wysłanego przez Europejską Agencję Kosmiczną satelity Planck, który przez ponad rok skanował niebo, skrupulatnie mierząc światło wyemitowane tuż po narodzinach wszechświata, zaledwie 380 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu. Misja ta wykazała, że wszechświat ma 13,82 miliarda lat, czyli jakieś 100 milionów więcej, niż wcześniej zakładano.

To jedna z tych rzeczy, za które najbardziej kocham naukę. Kiedy pojawiły się nowe dowody na wiek wszechświata, żaden naukowiec nie próbował ich zataić. Dane zweryfikowano i zostały przyjęte przez całą społeczność naukową. Gotowość na zmiany i nieustające poszukiwanie rewolucji wciąż są kluczowymi elementami dającymi nauce tak wielką skuteczność.

POCZĄTKI NAUKOWO ZBADANEJ HISTORII czasu sięgają tak daleko, że trzeba było ją przełożyć na terminy możliwe do pojęcia. Kalendarz Kosmiczny przekłada te 13,82 miliarda lat z wersji naukowej na coś, co potrafimy zrozumieć – jeden ziemski rok. Czas zaczyna się w lewym górnym rogu, Wielkim Wybuchem w dniu 1 stycznia, kończy zaś 31 grudnia o północy, w prawym dolnym rogu. W takiej skali każdy miesiąc stanowi odpowiednik nieco ponad miliarda lat. Z kolei każdy dzień to 38 milionów lat. Godzina – prawie 2 miliony lat. Pojedyncza kosmiczna minuta – 26 tysięcy lat. Sekunda – 440 lat, czyli niewiele więcej czasu, niż minęło od chwili, gdy Galileusz po raz pierwszy spojrzał przez teleskop.

To właśnie dlatego Kalendarz Kosmiczny ma dla mnie tak ogromne znaczenie. Przez pierwsze 9 miliardów lat Ziemi w ogóle nie było. Musiały minąć dwie trzecie kosmicznego roku, by wraz z końcówką lata, 31 sierpnia, kosmiczne drobiny i gazowy dysk zaczęły spajać się w naszą planetę, orbitującą wokół Słońca. Przez większość swojej historii wszechświat nie miał nic wspólnego z człowiekiem. A zatem nie popadajmy w zarozumiałość.

Przez pierwszy miliard lat nasza planeta dostawała niezłe lanie. Na początku były to przede wszystkim kolizje z innymi światami, które wyczyściły swoje orbity z większości kosmicznych odłamków. Później w całym Układzie Słonecznym zapanował potężny chaos wywołany przez migracje Jowisza i Saturna na swoje orbity wokół Słońca, kiedy to obie te olbrzymie planety przyciągały asteroidy, rozbijające się o ich powierzchnie i księżyce.

Odpływ w australijskiej Zatoce Rekinów odsłania kolonie mikrobów, zbliżone do tych, które żyły tu ponad 3 miliardy lat temu.

Frans Lanting/National Geographic Image Collection

Wciąż trwało jeszcze ostatnie „wielkie bombardowanie”, jak określają je naukowcy, gdy na dnie ziemskich mórz narodziło się życie. To pocieszająca wiadomość dla wszystkich tych, którzy mają nadzieję na odnalezienie życia w kosmosie. Proces, w wyniku którego powstała nasza gwiazda i jej planety, jest w kosmosie zjawiskiem powszechnym. Obiekty, które zderzały się z Ziemią, mogły stanowić rutynową dostawę składników niezbędnych do stworzenia życia, a być może również ciepła, które było potrzebne do rozpoczęcia życiotwórczych procesów.

Każde istnienie na Ziemi wydaje się wywodzić z jednego źródła. Uważamy, że powstało ono 2 września w głębinach oceanicznego mroku, w zaginionym mieście strzelistych skalnych wież na jego dnie. Później zajmiemy się tym bardziej szczegółowo. Pierwsze życie posiadało mechanizm powielający, który pozwalał na tworzenie nowego życia. Była to molekuła, skupisko atomów ukształtowane na podobieństwo skręconej drabinki – DNA. Jedną z jej najpotężniejszych cech była niedoskonałość. Zdarzały się jej błędy przy kopiowaniu, uszkadzały ją również promienie kosmiczne. Wszystko to było przypadkowe, ale niektóre mutacje prowadziły do stworzenia wydajniejszych form życia – nazywamy to doborem naturalnym. Drabinka wydłużała się, spirala robiła się coraz gęstsza.

Aby życie wyewoluowało z organizmów jednokomórkowych do roślin, które potrafimy dostrzec gołym okiem, trzeba było kolejnych 3 miliardów lat. Tyle że nie było wtedy żadnych oczu, które mogłyby to zaobserwować. Jednak już wtedy istniała świadomość. Jednokomórkowy organizm, który wie, że „ja cię zjadam, ty mnie nie”, zapewne wykazuje się już pewnym stopniem uświadomienia.

Opowieść o pojawieniu się człowieka toczy się na tej samej osi czasu. Tyle że w ostatnim tygodniu kosmicznego roku doszło do gwałtownego rozwoju wydarzeń. Gdyby w Kalendarzu Kosmicznym oznaczano święta, 26 grudnia byłby jednym z nich. Bo to właśnie tego dnia, czyli jakieś 20 milionów lat temu, pojawiły się pierwsze ssaki.

Pierwsi przedstawiciele tego gatunku przypominali maleńkie ryjówki. Pisząc „maleńkie”, mam na myśli stworzenia nie większe od spinacza. Żerowały po nocach, za dnia bowiem wszędzie roiło się od drapieżców – dinozaurów i tym podobnych. W triasie wszystko wskazywało na to, że maleństwa mogą nie przetrwać, natura faworyzowała bowiem ogromne dinozaury. Jednak malutcy odziedziczyli Ziemię.

Mózgi ssaków wyposażone były w nieznany wcześniej element – korę nową. Była to początkowo niewielka zmiana, miała jednak ogromny potencjał wzrostu i rozwoju – dała nam między innymi umiejętność organizowania się w większe grupy społeczne. Ssaki wprowadziły też kolejne innowacje. Karmiły swoje młode piersią. Roztaczały nad nimi opiekę. W Kalendarzu Kosmicznym 26 grudnia jest Dniem Matki.

Licząca 160 milionów lat skamielina, którą odnaleziono w 2011 roku w Chinach, sugeruje, że pierwsze łożyskowce przypominały ryjówki.

Copyright Carnegie Institute, Carnegie Museum of Natural History/Mark A. Klingler

Dobór naturalny oznacza, że te stworzenia, które lepiej dostosowują się do środowiska, mają większe szanse na przetrwanie i spłodzenie potomstwa. Inteligencja zaś – o ile się jej używa – może dać ogromną przewagę. Kilkuwarstwowa kora nowa zwiększyła przestrzeń służącą przetwarzaniu informacji. Zwoje mózgowe stały się bardziej pobrużdżone, co zwiększyło moc obliczeniową mózgu.

A ten wciąż ewoluował, zmieniał kształt, rósł i pokrywał się kolejnymi bruzdami. 31 grudnia, mniej więcej o godzinie dziewiętnastej, oddzieliliśmy się od naszych najbliższych ewolucyjnych krewniaków, bonobo i szympansów. Ich ewolucja doprowadziła do tego, że stały się stworzeniami leśnymi, które dbają o siebie wzajemnie, opłakują utraconych bliskich, wykorzystują trzciny do wabienia mrówek, uczą swoje młode i wspólnie podziwiają zachody słońca. Niewiele jednak wiemy o tym, jakie były w czasach naszego ostatniego wspólnego przodka.

Dziś dzielimy z nimi większość genów, mniej więcej 99 procent. Co więc odróżnia nas od szympansów? Dlaczego ze wszystkich 5 miliardów gatunków, które zamieszkiwały i zamieszkują Ziemię, tylko my wyewoluowaliśmy do etapu tworzenia cywilizacji, zmieniania rzeczywistości i wypraw kosmicznych? Dopiero co zadziwiał nas ogień, a już staliśmy się istotami, które komunikują się z prędkością światła, badają cząstki, atomy i komórki, spoglądają ku początkom czasu i odnajdują blask odległych galaktyk, docierający poprzez miliardy lat świetlnych z samej krawędzi wieczności.

A może wszystko sprowadza się do tego, że jakieś 7 milionów lat temu wydarzyło się coś niepozornego, co rozpoczęło zmiany, które wpłynęły na całą planetę oraz jej najbliższe okolice? Największa z ludzkich komórek, jajowa, jest ledwie dostrzegalna gołym okiem. Najmniejsza, plemnik, jest zbyt mała, by ją dostrzec. Jednak w jądrze niemal każdej z tych komórek zapisano komunikat zawierający 3 miliardy podstawowych par zasad lub szczebli w skręconej drabince podwójnej helisy DNA.

Los planety odmienił się na zawsze w wyniku wydarzenia, które zmieniło jeden szczebel, złożony z zaledwie 13 atomów. Ile to jest 13 atomów? Jedna biliardowa część ziarnka soli. Kilka milionów lat temu mutacja tych właśnie rozmiarów pojawiła się w DNA jednego z naszych przodków i to właśnie po części dlatego jesteś tym, kim jesteś, i czytasz właśnie tę książkę.

Całe nasze poczucie wartości – wszystko, czego się nauczyliśmy i zbudowaliśmy – to wynik zmiany pojedynczego genu, jednego szczebelka w drabince liczącej ich 3 miliardy. To właśnie ta zmiana zaprogramowała rozrost i głębsze pobrużdżenie kory nowej. Być może wywołał ją przypadkowy kosmiczny promień lub błąd w transmisji międzykomórkowej. Cokolwiek to było, spowodowało zmianę naszego gatunku, który ostatecznie wpłynął na wszystkie inne żyjące na Ziemi. Wydarzyło się to w okolicach kolacji sylwestrowej, ostatniego dnia naszego Kalendarza Kosmicznego.

Pomyśleć tylko, że na dobre czy złe cała nasza lojalność i troska o coraz większe grupy społeczne, nasze obsesje na punkcie niektórych systemów wierzeń, nasza zdolność wyobrażania sobie przyszłości, moc przekształcania świata i penetrowania kosmosu w poszukiwaniu odpowiedzi, sama łacińska nazwa, jaką nadaliśmy naszemu gatunkowi: Homo sapiens, czyli człowiek rozumny – wszystko to może sprowadzać się do jednej mikroskopijnej zmiany na naszej drabince wiodącej ku gwiazdom.

Przez większą część ostatniej godziny Kalendarza Kosmicznego Ziemię zamieszkiwali nasi przodkowie, protoludzie, którzy tworzyli niewielkie grupki zbieracko-łowieckie i ograniczały ich „jedynie Ziemia, ocean i niebo”.

Zawsze mnie dziwi, gdy ludzie wzruszają ramionami i składają coś na karb „ludzkiej natury”. Zwykle chodzi o naszą chciwość, arogancję i skłonność do przemocy. Jednak jesteśmy ludźmi dopiero jakieś pół miliona lat i przez większość czasu w ogóle ich nie przypominaliśmy. Skąd o tym wiemy? Z badań antropologów i podróżników, którzy przez setki lat natykali się na skupiska zbieracko-łowieckie. Były oczywiście wyjątki. Niedostatek zawsze budził w naszym gatunku to, co najgorsze. Jednak panuje powszechna zgoda co do tego, że początkowo ludzie żyli we względnej harmonii ze sobą i środowiskiem.

Dzieliliśmy się tym, co mieliśmy, bo przetrwać można było tylko w grupie. Nikt nie gromadził majątku ponad potrzebę, ponieważ obciążałby go w wędrówce. Zaczęliśmy się różnić od naszych przodków naczelnych, wśród których samce alfa zapewniały sobie siłową dominację. Odnalezione dowody wskazują na panującą w tamtej epoce równość płci i skrupulatne równomierne dzielenie zasobów. Większość z tych społeczności działała z pełną świadomością, że jej członkowie potrzebują siebie nawzajem.

Najważniejszą zaletą naszych zbieracko-łowieckich przodków było umiarkowanie. Tak jakby wiedzieli, że łowca, który zbyt mocno się puszy, stanowi zagrożenie dla całej grupy. Gdy przechwalał się łupem przyniesionym z polowania, mówili, że mięso było łykowate i niedobre. Gdy to nie poprawiło jego zachowania, robili to, czego każdy najbardziej się obawiał – wyganiali go z grupy. Niezależnie od jego przewiny zachowywali się tak, jakby go nigdy nie było.

(Czasem, gdy ktoś osiąga niewyobrażalną sławę, później zaś ją traci i znika z oczu opinii publicznej, zastanawiam się, czy nie jest to zrytualizowane echo zachowań głęboko zakorzenionych w naszej przeszłości).

A gdzie był w tym Bóg? Wszędzie. W skałach, rzekach, drzewach, ptactwie i wszystkim, co żyło. I to właśnie było ludzką naturą przez pierwsze pół miliona lat.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ DRUGI |

O potężny królu

Ducha nie można jednakże zwyciężyć orężem, lecz tylko miłością i szlachetnością.

SPINOZA, ETYKA(1677, PRZEŁ. IGNACY MYŚLICKI)

Nie czekaj, aż ziarno osiągnie wysoką cenę, gdy ludzie głodują.

SŁOWA PRZYPISYWANE ZARATUSZTRZE

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ TRZECI |

Zagubione miasto życia

Jest jakaś nieokreślona słodka tajemnica w tym morzu, którego łagodne a straszliwe kolebanie zdaje się mówić o jakiejś pod powierzchnią ukrytej duszy (…). Jako właściwe jest, żeby ponad owymi pastwiskami morza, szeroko rozkołysanymi wodnymi preriami i cmentarzyskami wszystkich czterech kontynentów, fale wznosiły się i opadały, przypływały i odpływały bez ustanku, tu bowiem miliony przemieszanych duchów i cieni, zatopionych snów, somnambulicznych rojeń i marzeń – wszystko, co zwiemy życiem i duszą, spoczywa cicho w rozmarzeniu lub miota się niby na łożach ludzie śpiący i niepokojem swym w ruch wprawia wieczyście toczące się fale.

HERMAN MELVILLE, MOBY DICK(PRZEŁ. BRONISŁAW ZIELIŃSKI)

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ CZWARTY |

Wawiłow

Filozofia winna mieć na względzie jutro, być oddana przyszłości i nie tracić nadziei. W przeciwnym razie wcale nie dysponuje większą wiedzą.

ERNST BLOCH, DAS PRINZIP HOFFNUNG (ZASADA NADZIEI)

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ PIĄTY |

Kosmiczny konektom

Mózg jest szerszy niźli niebo Więc gdy staną ramię w ramię Ten pierwszy obejmie drugiego I miejsce dla ciebie zostanie

Mózg jest głębszy niźli morze Więc jak do błękitu błękit Ten pierwszy drugiego pochłonie Niby gąbka albo ręcznik

Mózg ma wagę równą Bogu A więc funt do funta zważmy Czym się różnią co być może Tym czym zgłoska od sylaby

Emily Dickinson,

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ SZÓSTY |

CZŁOWIEK BILIONA ŚWIATÓW

24 kwietnia 1956 Szanowny doktorze Kuiper, po dokładnym rozważeniu Pańskiej szczodrej oferty związanej z letnim programem badawczym w obserwatorium McDonald i wykazaniu, że Europa zawsze będzie znajdować się w tej samej odległości od naszego kraju, czego nie da się powiedzieć o Marsie – z radością ją przyjmuję.

LIST DWUDZIESTOJEDNOLETNIEGO CARLA SAGANA DO GERARDA KUIPERA

Naukowiec, który przekraczał bariery swojej dziedziny (…) i pomógł nam w dotarciu na Księżyc oraz planety.

NEKROLOG HAROLDA UREYA AUTORSTWA CARLA SAGANA OPUBLIKOWANY W PIŚMIE „ICARUS” 17 WRZEŚNIA 1981 ROKU

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ SIÓDMY |

Szukając inteligentnego życia na Ziemi

Nie ma wielkiej przesady w stwierdzeniu, że czubek korzonka [korzenia], obdarowany [czuciem] i mocą kierowania ruchem przylegających do niego części rośliny, zachowuje się niczym umysł któregoś z prostszych zwierząt; umysł mieści się na przedzie ciała, odbierając bodźce za pomocą organów czuciowych i kieruje kilkoma ruchami.

CHARLES DARWIN, FRANCIS DARWIN, THE POWER OF MOVEMENT IN PLANTS

A ty? Pamiętaj, jak wyroiły się świerszcze Z macierzystej trawy, pomniejsi krewni Bezgwiezdnymi nocami, gdy twa pierwotna wyobraźnia Zaczęła przeczuwać twoje przywiązanie do wszystkiego, co z pyłu.

WALLACE STEVENS, LE MONOCLE DE MON ONCLE

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ ÓSMY |

Poświęcenie sondy Cassini

W XVII wieku pozostawała jeszcze pewna nadzieja, że nawet jeżeli Ziemia nie stanowi centrum Wszechświata, to może jest przynajmniej jedynym „światem”. Tymczasem Galileusz za pomocą swego teleskopu wykazał, że „powierzchnia Księżyca bynajmniej nie jest równa i gładka” i inne globy mogą wyglądać „zupełnie tak samo jak oblicze samej Ziemi”. Okazało się niezbicie, że Księżyc i planety – z własnymi górami, kraterami, atmosferami, czapami polarnymi, chmurami, a w przypadku Saturna niezwykłymi, misternymi pierścieniami – mają takie samo prawo do miana świata jak Ziemia. (…)

Voyager 2 wykorzystał wyjątkowo rzadką konfigurację planet. Przelatując w pobliżu Jowisza, przyspieszył w kierunku Saturna, mijając Saturna, pomknął ku Uranowi, znalazłszy się koło Urana, ruszył do Neptuna, po czym skierował się ku gwiazdom. Tego rodzaju kombinacja nie zawsze jest możliwa. Poprzednia okazja do takiego kosmicznego bilardu nadarzyła się w okresie prezydentury Thomasa Jeffersona, kiedy to odkrywcy podróżowali na końskim grzbiecie, łodzią lub żaglowcem (statki parowe należały do epoki, która dopiero miała nadejść).

CARL SAGAN, BŁĘKITNA KROPKA. CZŁOWIEKIJEGO PRZYSZŁOŚĆ W KOSMOSIE(przeł. marek krośniak)

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY |

Magia bez kłamstw

Nazywam naszą krainę Flatlandią nie dlatego, że my tak o niej mówimy, ale by przybliżyć Wam – szczęśliwcom znającym sekret Przestrzeni – prawdziwą naturę mego świata.

EDWIN A. ABBOT, FLATLANDIA, CZYLI KRAINA PŁASZCZAKÓW. POWIEŚĆ O WIELU WYMIARACH (PRZEŁ. JACEK DZIEDZIC)

Sądzę, że mogę bezpiecznie stwierdzić, że nikt nie rozumie mechaniki kwantowej.

RICHARD P. FEYNMAN, CHARAKTER PRAW FIZYCZNYCH (PRZEŁ. PIOTR AMSTERDAMSKI)

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ DZIESIĄTY |

Opowieść o dwóch atomach

Zbliżając się do St. Pierre, widzieliśmy ogromne czerwone płomienie wylewające się z góry i opadające strugami na tle nieba. Wkrótce potem, około godziny 7.45, doszło do potężnego wybuchu. Górę rozerwało na kawałki. To było jak huragan ognia.

CZŁONEK ZAŁOGI RORAIMY, STATKU ZAKOTWICZONEGO W SAINT-PIERRE NA MARTYNICE PODCZAS WYBUCHU MONTAGNE PELÉE W 1902 ROKU

Fizyk to sposób atomów, aby dowiedziały się czegoś o sobie samych.

GEORGE WALD, WSTĘP DO KSIĄŻKI THE FITNESS OF THE ENVIRONMENT L.J. HENDERSONA, WYDANIE Z ROKU 1958

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ JEDENASTY |

Ulotna łaska strefy mieszkalnej

Wędrowcami byliśmy od początku. W promieniu setek kilometrów znaliśmy każde drzewo. Gdy tylko na którymś z nich dojrzały owoce lub orzechy, zaraz się tam pojawialiśmy. Posuwaliśmy się tropami stad zwierząt w ich corocznych wędrówkach… Byliśmy sobie nawzajem niezbędni – myśl, że mielibyśmy zdobywać pożywienie w pojedynkę, wydawała nam się równie niedorzeczna jak prowadzenie życia osiadłego.

CARL SAGAN, BŁĘKITNA KROPKA. CZŁOWIEKIJEGO PRZYSZŁOŚĆ W KOSMOSIE(PRZEŁ. MAREK KROŚNIAK)

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ DWUNASTY |

Nadejście antropocenu

Ludzkość bardziej niż kiedykolwiek musi pokazać, że panuje nie nad naturą, ale nad sobą samą.

RACHEL CARSON, SILENT SPRING

Dostępne w wersji pełnej

| ROZDZIAŁ TRZYNASTY |

Możliwy świat

Nie warto nawet spojrzeć na taką mapę świata, która nie zawiera Utopii, pomija bowiem ten kraj, na którego brzegach Ludzkość zawsze ląduje. A kiedy już tam wyląduje, rozgląda się i, widząc kraj lepszy jeszcze, rozwija żagle.

OSCAR WILDE, DUSZA CZŁOWIEKA W SOCJALIZMIE(PRZEŁ. JACEK DEHNEL)

Książka musi być siekierą na zamarznięte morze w naszym wnętrzu.

FRANZ KAFKA W LIŚCIE DO OSKARA POLLAKA Z 27 STYCZNIA 1904 ROKU (PRZEŁ. ROBERT URBAŃSKI)

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

DALSZA LITERATURA

Dostępne w wersji pełnej

O AUTORCE

Dostępne w wersji pełnej

INDEKS

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Cosmos. Possible Worlds

First published by the National Geographic Partners, LLC

1145 17th Street, N.W.

Washington, D.C. 20036-4688, USA

Copyright © 2020 Ann Druyan. All rights reserved.

Copyright © 2020 Polish edition Ann Druyan. All rights reserved.

This edition is published under licensing agreement with National Geographic Partners, LLC.

Podziękowanie

Strona 367: Dziękujemy wydawcom za udzielenie zgody na przedruk fragmentu „Encyclopedia Galactica” z książki Carla Sagana Cosmos, Random House, New York 1980; Little, Brown Book Group Ltd., London 1980. Copyright © 1980 by Carl Sagan Productions, Inc. Copyright © 2006 by Druyan-Sagan Associates, Inc.

Okładka dzięki uprzejmości Cosmos Studios, Inc.

Projekt graficzny: Melissa Farris

Wydanie polskie:

Burda Media Polska Sp. z o.o.

ul. Marynarska 15, 02-674 Warszawa

Dział Handlowy: tel. 22 360 38 41–42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski, Marcin Wróbel, Paweł Dembowski

Opracowanie redakcyjne i merytoryczne, korekta: Pracownia 12 A

Redaktor prowadzący: Małgorzata Zemsta

Redaktor techniczny: Mariusz Teler

Druk: Perfekt, Warszawa

National Geographic i żółta ramka są zarejestrowanymi znakami towarowymi National Geographic Society.

ISBN 978-83-8053-735-4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach do przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych, również częściowe, tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Od 1888 r. Towarzystwo National Geographic sfinansowało ponad 12 tysięcy badań, wypraw naukowych i projektów z zakresu ochrony środowiska na całym świecie. National Geographic Partners przekazuje część funduszy ze sprzedaży Towarzystwu National Geographic w ramach wsparcia szeregu programów, w tym ochrony zwierząt i ich siedlisk. Więcej informacji na temat działalności Towarzystwa można uzyskać na stronach internetowych: www.nationalgeographic.com i www.nationalgeographic.pl oraz na łamach magazynu „National Geographic”.

www.burdaksiazki.pl

www.national-geographic.pl

www.kultowy.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk