Jesteś moją muzyką - Nirali Nina - ebook

Jesteś moją muzyką ebook

Nirali Nina

4,2

Opis

Salil Kanvar jest od lat uznaną gwiazdą indyjskiego kina. Jest też przekonany, że w jego żyłach płynie nie krew, lecz muzyka. Dopóki nie dopadło go wypalenie zawodowe uważał, że jego życie jest idealne. W poszukiwaniu utraconej pasji do muzyki wyjeżdża do Europy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 87

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Nina Nirali

Jesteś moją muzyką

Tum meri Dhwani ho.

© Nina Nirali, 2017

Salil Kanvar jest od lat uznaną gwiazdą indyjskiego kina. Jest też przekonany, że w jego żyłach płynie nie krew, lecz muzyka. Dopóki nie dopadło go wypalenie zawodowe uważał, że jego życie jest idealne. W poszukiwaniu utraconej pasji do muzyki wyjeżdża do Europy.

ISBN 978-83-8104-307-6

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Nina Nirali

Prawa autorskie: Aleksandra Brodzińska. Zastrzeżone.

Podobieństwo do osób żywych lub umarłych

jest przypadkowe a opisana historia jest literacką fikcją.

Seria: IndiaEuroStory

JESTEŚ MOJĄ MUZYKĄ

Rodział 1

Próby do sceny tanecznej odbywały się już od kilku godzin i Sal odczuwał ogromne zmęczenie. Jego koncentracja ulatniała się z minuty na minutę. Coraz bardziej był rozkojarzony, mylił kroki a nawet kilka razy potknął się. Usta również nie nadążały za muzyką płynącą z głośników. Tancerze i reżyser byli już zniecierpliwieni.

— Cut, cut, cut! — Usłyszał Sal po raz setny dziś, jak mu się zdawało. Przestał tańczyć i opuścił ramiona w niemej rezygnacji. Postanowił udać się do swojej garderoby, żeby nieco ochłonąć i zebrać myśli.

Sal od ponad dwudziestu lat zajmował jedną z najwyższej pozycji w świecie kina indyjskiego. Był wielkim Salil’em Kanvar’em.[1] Przez całe swoje życie właśnie o tym marzył, by zostać gwiazdą filmu. Jako młody, niespełna osiemnastoletni absolwent szkoły średniej udał się wbrew woli swoich rodziców do Mumbaju, a raczej wtedy Bombaju, stolicy kina indyjskiego, aby spróbować swojego szczęścia. Ojciec życzył sobie, żeby Salil jak on, został prawnikiem. Salil jednak nie był posłuszny woli ojca. W jego żyłach płynęła nie krew, jak sam mawiał, ale muzyka. Nie mógł postąpić zatem inaczej, jak iść za głosem serca. Jako utalentowany aktor, śpiewak i tancerz szybko został dostrzeżony przez producentów i reżyserów. Po trzech produkcjach zyskał sławę w Indiach i zaledwie po kilku latach był znany na całym świecie. Życie w świecie bollywood, sławy i fleszy bawiło go przez wiele lat. Prowadził życie singla, ale miał też w przeszłości kilka związków z aktorkami i modelkami ze świata indyjskich gwiazd i sław. Wieczna zabawa, przyjęcia, podróże. Dotąd uważał, że jego życie jest idealne. Bez zobowiązań, bez zmartwień finansowych, bez kurateli rodziców. Był gwiazdą, więc rodzice nie mogli mu narzucać swojego zdania, ani nie mogli też wikłać go w aranżowane małżeństwo, co do dzisiejszego dnia było tradycją w Indiach. Wydawało mu się, że jest szczęśliwy. Od kilku miesięcy niestety, jak sam podejrzewał, przeżywał kryzys. Był wiecznie zmęczony. Muzyka filmowa, którą miał śpiewać lub do której miał tańczyć wydawała mu się koszmarna. Jego dni przypominały teraz drogę przez mękę. Niekończące, przedłużające się próby i ujęcia. Denerwowały go hałas i wrzaski powodowane przez zawsze otaczających go fanów. Przebywał wiecznie na świeczniku, był obserwowany i czuł się wręcz szczuty przez indyjską prasę. Niemal co dzień mógł znaleźć informację o swoich potknięciach lub sukcesach. „Ostatnio raczej samych potknięciach”, pomyślał kwaśno. Miał wrażenie, że całe Indie czekają na jego kolejny krok wiodący do zakończenia jego kariery. Czuł, że się wypala. Nic go nie cieszyło. Od tygodni nie dotknął urządzeń z siłowni, co w jego zawodzie było niedopuszczalne. Noce stały się bezsenne i aby w końcu zasnąć, sięgał coraz częściej po alkohol.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi garderoby.

— Tak. — zaprosił Sal pukającego. W wejściu zjawił się producent, jego dobry przyjaciel.

— Sal, wiesz… — zaczął Kiran.

— … wszyscy widzimy, że coś cię trapi. Może spróbowałbyś wziąć sobie wolne? — zasugerował.

— Ta produkcja przeciąga się w nieskończoność. Chcieliśmy premiery w październiku a jest już wrzesień. —

Sal potarł skronie palcami.

— Tak wiem… — odparł. — Kiran, pomyślę o tym. —

Kiran natychmiast zaoponował.

— Sal, nie myśl o tym, tylko zrób sobie urlop po prostu. Jedź gdzieś, gdzie będziesz mógł odpocząć od fleszy, kamer i fanów. Może do Europy? — zasugerował.

— Ja w każdym razie nie chcę cię tu widzieć do nowego roku. Premierę przełożymy o jeden czy dwa miesiące. Teraz to bez znaczenia. Zadbaj o siebie. — Sal na te słowa westchnął. Po chwili jednak odpowiedział.

— Kiran, to twoja produkcja. Jesteś tu szefem, będzie jak chcesz. — Sal widział troskę przyjaciela i był mu naprawdę wdzięczny za przerwanie zdjęć. Sam nie był pewien czy dałby radę teraz dokończyć ten film.

— Trzymaj się zatem i zadzwoń. — producent poklepał Sal’a po ramieniu i wyszedł z garderoby.

Zaraz za nim wszedł Suri, najlepszy przyjaciel Sala a zarazem jego osobisty ochroniarz.

— Słyszałeś? — spatał Sal Suriego.

— Tak, słyszałem i widziałem. — potwierdził. — Ma rację. — dodał po chwili.

— Jakieś sugestie, Suri? Ja nie mam pomysłu dokąd jechać. — Suri zamyślił się.

— Kiran sugerował Europę. Może góry? Przecież lubisz góry, Sal. — Sal wzruszył ramionami w odpowiedzi. Czuł, że nastąpiło to, czego najbardziej się obawiał. Wypalił się. Nie czuł już swoich ojczystych rytmów. W żyłach płynęła już tylko krew. „Muszę dokonać jakiejś zmiany. Inaczej stracę swoją pasję na zawsze.” pomyślał.

— Ok. Niech będą góry w Europie. — zdecydował na głos.

Zawisła jedną ręką na skale. Mimo niedawno ukończonej czterdziestki była silna, smukła i wysportowana. Wspinaczka a raczej balansowanie na skałach było od dwóch lat jej hobby. Kiedy wspieła się już na szczyt, podziwiała widoki. Kochała Tatry. Kochała też to uczucie, gdy zdobywała szczyt. Sprawdziła linę i zabezpieczenia. Czekała ją droga powrotna na dół, niebawem po tym, do rzeczywistości. Weekend dobiegał ku końcowi, a ona następnego dnia miała się znaleźć w pracy.

Trzy godziny później wsiadała do pociągu w kierunku domu. Znalazła miejsce w niemal pustym wagonie. Wrzuciła plecak na górną półkę bagażową. W tym momencie zadzwonił jej telefon. Jako muzykę miała ustawioną melodię z jednego z jej ulubionych indyjskich filmów. „Salaam, salaam meri pyaar.” Witaj, witaj moja miłości rozbrzmiało w wagonie. Odebrała rozmowę.

— Tak, słucham? Tak, Wiem, pamiętam. Tak. Ok. Do jutra.

[1] Hin. Znaczenie imion: Salil — Woda, Kanvar — Książę.

Rozdział 2

Sal i Suri siedzieli w pociągu, gdzieś w słowiańskich górach. Sal nie miał pojęcia jak się tu znalazł. Byli już w Szwajcarskich Alpach, późnej wyruszyli w podróż na wschód przez Wiedeń. Teraz byli w pociągu w kierunku najbliższej cywilizacji we wschodniej lub też środkowej Europie. Sal nie widział motywu w swoich podróżach. Zastanawiał się jak ten urlop w ogóle ma mu pomóc. Jedyny pozytyw z tych podróży był taki, że z zarostem jaki nosił, w czapce oraz słonecznych okularach nikt jak dotąd go nie rozpoznał. Sal mimo wszystko rozkoszował się spokojnym, zwykłym życiem bez ścigającej go prasy i fanów. Siedzieli tak teraz bezmyślnie patrząc za okno, od czasu do czasu komentując z Surim, który nie opuszczał go na krok, wyróżniające się detale mijanych krajobrazów. Nagle w pociągu rozległ się doskonale znany mu refren jednej z jego piosenek. Wychylił się ze swego siedzenia by spojrzeć w kierunku, skąd dobiegała melodia. Zobaczył kobietę w ubraniu sportowym i czapce na głowie, która artykułowała słowa w nieznanym mu języku. „Nic ciekawego.” skomentował jej wygląd w myślach i postanowił się schować. „W końcu nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać po fanach z takich miejsc, nie daj Boże jeszcze mnie rozpozna.”

Suri zaśmiał się i szturchnął Sala w ramię.

— Twoja pierwsza fanka tutaj, nieźle. Korzystaj, może już się nie trafi taka okazja. — Salil spojrzał groźnie na Suriego. Ten odwrócił zaraz wzrok w stronę okna, lecz Sal widział w jego oczach tańczące iskierki rozbawienia.

Alice zakończyła swoją rozmowę telefoniczną. Zaraz po tym, gdy zajęła wygodne miejsce włożyła słuchawki do telefonu. Pragnęła tę podróż spędzić zanurzająć się z błogością w swą ukochaną muzykę. Za chwilę połączona już była z youtube i wpisywała tytuły ulubionych melodii.

Salil wiedziony jakąś magnetyczną siłą zerkał co chwilę na pasażerkę siedzącą trzy rzędy przed nim. Czapka z głowy zniknęła i zastąpiły ją długie, jasne loki. Miała bladą wręcz, alabastrową skórę, pełne, ładnie wykrojone usta. Właśnie...usta…„Ona porusza ustami” pomyślał zaskoczony.

„Ona śpiewa, niemo…” Nie mógł uwierzyć temu, na co właśnie patrzył. Klepnął kilkakrotnie Suriego w ramię.

— Spójrz. Co ona mówi? — Suri przyjrzał się kobiecie. Ta z trudem utrzymywała panowanie nad sobą. Chyba nawet była przekonana, że nikt jej nie widzi. Poruszała się nieznacznie do rytmu muzyki, którą właśnie słuchała. Stopy, biodra i ramona …mimo, iż siedziała, wszystkie części ciała niemal niezauważalnie kołysały się rytmicznie. Usta zdawały się śpiewać słowa

— Tukur Tukur Tukur Tukur Tuku Tukur Dekh Takatak.[1] — odgadł Suri mrużąc oczy.

— Sorry mój przyjacielu. To jednak nie twoja fanka. — Sal zgromił go spojrzenieniem lecz ten tylko zaśmiał się cicho. Tymczasem Sal nie mógł oderwać wzroku od kobiety. Musiała zapewne być przekonana, że nikt jej nie widzi.

„Nie mogłaby przecież inaczej tak przeżywać muzyki, której słucha. To śmieszne i infantylne.” myślał Salil. Gdy tak na nią patrzył, miał wrażenie, że za chwilę wstanie i zacznie tańczyć w wąskim przedziale. Utwór najwyraźniej się skończył bo kobieta właśnie próbowała coś znaleźć w swoim telefonie, który służył teraz za odtwarzacz muzyczny. Znalazła. Jej oczy rozbłysły a pierwsza do nowego rytmu zaczęła poruszać się stopa. Potem tańczyła niemal cała nogą, siedząc. Chwilę trwało nim usta zaczęłu bezgłośnie się poruszać Sal znów poklepał niecierpliwie przyjaciela po ramieniu. Suri wychylił się za Salila i przyjrzał się kobiecie.

— Jogi Mahi.[2] Zdecydowanie. — zawyrokował. Kobieta wciąż pewna, że nikt jej nie widzi nie starała się nawet zapanować nad zachwytem nad słuchaną przez nią muzyką. Sal pomyślał, że ona musi tę muzykę naprawdę kochać. Patrzył oczarowany na jej naturalny, niepowstrzymany i niekłamany zachwyt, który okazywała w miejscu tak publicznym. Utwór znów się skończył a ona już szukała kolejnego. Muzyka po chwili musiała popłynąć. Tym razem utwór musiał być wolny. Sal znów potrzebował pomocy przyjaciela. Ponownie poklepał go w udo, tym razem nawet nie patrząc na niego. Suri wychylił się za Salila i przyglądał się chwilę kobiecie.

— Kajra re.[3]- odrzekł prawie natychmiast. „Początek wolny ale reszta..” zastanowił się Sal. Był ciekaw, czy dziewczynie uda się zapanować nad sobą przy takiej piosence. Ta z wielkim trudem panowała nad sobą.

Dla Sal’a taka sytuacja była całkiem nowa, inspirującą, wręcz podniecająca. Obserwował ukradkiem coś, co ktoś na pewno chciałby ukryć. Znów piosenka się skończyła. Ona ponownie wpisywała kolejny tytuł w wyszukiwarkę. Przez chwilę nie mógł odgadnąć co włączyła tym razem. Zauroczona wpatrywała się w ekran telefonu przez kilka minut. Usta i ciało zaczęły się poruszać dopiero po dłuższej chwili.

— Suri, pomóż. — szepnął do przyjeciela. Suri znów wychylił się zza siedzenia i popatrzył na dziewczynę.

— Choli ke peeche.[4] — odparł Suri.

— Nie?! — zdziwił się Sal.

— Tutaj?! — Suri wzruszył ramionami, lecz widać było, że bawi go cała ta sytuacja niezmiernie. Kobieta po chwili słuchała następnego utworu. Suri zerknął tylko raz i zaraz potem orzekł.

— Zara zara[5]… zdecydownie nie twoja fanka. — w następnej sekundzie dodał.

— Pomimo dzwonka… — śmiał się teaz Sal’owi w żywe oczy. Salil był zły. Nie wiedział, której wersji piosenki słuchała. Próbował odnaleźć utwór na swoim smartfonie, lecz dużo później niż ona. Większość podróży upłynęła mu na obserwowaniu jej i podążaniu za jej ulubionymi utworami. Ona tymczasem, najwyraźniej dotarła do celu swojej podróży. Wstała z miejsca, zebrała plecak a czapka powróciła na głowę. W głowie Sala toczyły bój myśli o tej nadzwyczaj dziwnej podróży. Był pewien, że doświadczył czegoś wyjątkowego. To, że spotkał ją akutar teraz i tutaj, cała ta wędrówka po róźnych bollywoodzkich utworach nie mogła być przypadkowa. Już dawno nie widział u nikogo ze znanych mu osób takiej fascynacji muzyką indyjską. W ostatniej sekundzie, tuż przed zamknięciem drzwi pociągu postanowił, że musi pójść za nią. Nie mógł jej tak po prostu pozwolić odejść. Wskazał Suriemu gestem dłoni na drzwi i natychmiast wybiegł za kobietą z pociągu, by ją dogonić.

— Zaczekaj! — krzyknął za nią w języku angielskim. Założył, że musi znać ten język. Ta, mając słuchawki na uszach niczego nie słyszała. W parę sekund dogonił ją i chwycił za ramię, zmuszając, by się odwróciła. Gdy to się stało, patrzyły na niego pytająco czysto błękitne oczy. Przez jej bladą cerę miał wrażenie, że patrzy na delikatną, porcelanową lalkę.

— Tak? — zapytała zaskoczona w swoim ojczystym języku. Wyjęła słuchawki z uszu. Stał przed nią dobrze zbudowany, przystojny mężczyzna z pokaźnym zarostem o śniadej a raczej ciemnej skórze.

— Przepraszam… — zaczął w języku angielskim.

— Ja widziałem ciebie w pociągu… — zaczął nieudolnie wyjaśniać, co go za nią wiodło.

Wyznanie to nie zrobiło na niej najwyraźniej wrażenia, choć przez chwilę mógłby przysiąc, że policzki i uszy dziewczyny poczerwieniały.

„Czy ona się rumieni?” pomyślał zaskoczony. „W tym wieku kobiety się jeszcze rumienią?” Próbował szybko ocenić ile mogłą mieć lat. Oszacował, że zapewne ukończyła już przynajmniej trzydzieści pięć lat.

W tym momencie dogonił go Suri, niosący ich bagaże. Suri zatrzymał się za plecami Salila. Sal tymczasem postanowił powiedzieć prawdę. Musiał z nią spędzić więcej czasu. Zdecydował, że musi mieć taki sam zachwyt i miłość do muzyki indyjskiej co ona.

— Jestem Salil Kanvar. Chciałbym żebyś spędziła ze mną czas i pomogła mi… — przerwał mu jej perlisty śmiech.

— Jasne, a ja jestem Angelina Jolie. — odpowiedziała w hindi, czym jeszcze bardziej go zaskoczyła.

„Ile tu mnie jeszcze czeka niespodzianek?„ myślał zaskoczony. Kobieta odwróciła się i zaczęła oddalać z pola widzenia.

Sal’a dobiegł zza pleców śmiech Suriego.

— To na pewno nie twoja fanka. — powiedział przyjaciel wciaż się zaśmiewając.

Sal był wsciekły. Zgromił Suriego wzrokiem.

— Rusz się. Ona nie może tak odejść. —

Puścili się obaj w pogoń za kobietą.

— Posłuchaj! — Krzyczał w hindi.

— Zaczekaj. Ja powiedziałem prawdę. — Odwróciła się zniecierpliwiona.

— Ciekawe. Nie rozpoznałam cię. W rzeczywistości wyglądasz jak kloszard, nie jak gwiazda filmowa. — powiedziała z nutką ironii w głosie.

„Zatrzymała się.” myślał Sal uszczęśliwiony. „I natychmiast po otwarciu swoich ust obraziła…”

— Wybacz proszę, nie wiedziałem, że w środku Europy spotkam Angelinę. — odgryzł się. Mogli się tak pewnie dalej sprzeczać, ale stojący za Sal’em Suri złożył dłonie w geście pozdrowienia a zaraz potem chwycił swoje uszy w tradycyjnym geście przeprosin. Widząc to Alice roześmiała się i zdecydowała z niewymuszoną swobodą.

— No dobrze. Marzę o kawie. Zapraszam cię na kawę … — przerwała i zerknęła na Suriego stojącego za Salem.

— Was zapraszam na kawę. — poprawiła się.

— Żebyś potem nie opowiadał, że Europejczycy nie są gościnni. — Sal zacisnął zęby. Ta kobieta miała ostry język i niezwykłą umiejętność denerwowania go zaraz po tym, jak otwierała usta. Jednak musiał zrealizować to, co postanowił. Uspokoił się w duchu i podążył za Alice.

Gdy już siedzieli w kawiarni próbował wytłumaczyć jej swoje zachowanie. Nie wiedział jak zacząć. Wiedział, że jeśli nie będzie szczery, ona odejdzie a on na zawsze straci szansę odzyskania swojej pasji. Jego kariera zakończy się szybciej niż ostatnio rokowała prasa indyjska. Niemniej jednak wyznanie prawdy było bardziej krępujące niż wcześniej sądził.

— Ostatnimi czasy przechodzę hmmm… — odchrząknął. Nie łatwo było przyznać mu się do tego na głos i to zupełnie obcej osobie.

— … kryzys zawodowy. Jestem na urlopie od dwóch tygodni. — dadał szybko, jakby to było bardzo ważne.

— Urlop ma mi pomóc w hmmm… — odchrząknął ponownie. Cały czas przyglądał się twarzy Alice. Musiał z podziwem przyznać, że ma przed sobą dojrzałą nie tylko ciałem ale i emocjonalnie kobietę. Nie szalała z radości czy podziwu, choć był pewien, że znała jego filmy i muzykę. Na jej twarzy malowały się tylko skupienie i powaga.

— …odnalezieniu na nowo mojej pasji i miłości do muzyki. — dokończył z ulgą, że udało mu się to wyznanie wykrztusić.

— Nie chciałbym kończyć teraz mojej kariery, ale czerpać dalej satysfakcję z mojego życia i pracy. — dodał prędko.

Zmrużyła oczy, jakby chciała wzrokiem dotrzeć do jego umysłu, przefiltrować myśli w poszukiwaniu prawdy, po czym zapytała.

— Co ja mam z tym wspólnego? Po za tym, z czego mniej więcej się orientuję, żyjąc w taki sposób jak ty, nie można być szczęśliwym. Taki tryb życia nie leży w niczyjej naturze, nawet super gwiazdy. —

Sal spurpurowiał i zacisnął zęby a Suri z trudem powstrzymywał wybuch śmiechu. Salil wytrzymał wyzywające spojrzenie dziewczyny, ale nie podjął wyzwania tej jawnej prowokacji. Postanowił dokończyć swoje wyjaśnienia.

— Jak zapewne się domyślasz, twój dzwonek telefonu jest dla mnie dość rozpoznawalny, inaczej nigdy nie zwróciłbym na ciebie uwagi. — Nie mógł powstrzymać ostatniej uwagi. Z góry założył, że ją tym nieco podrażni, ale ta nie okazała żadnych emocji. Widząc to postanowił odłożyć uczucia na bok i przejść do rzeczy.

— Nietrudno zauważyć też twojej reakcji na indyjską muzykę. — Ton jego głosu zmienił się teraz i był jak jej się krótko zdawało, zabarwiony nutkami podziwu.

— Słuchałaś w pociągu niezwykłej mieszanki naszej muzyki, dlatego podejrzewam, że nie jesteś niczyją fanką. Myślę, że ty po prostu kochasz tę muzykę. Dlatego chcę cię prosić o kilka dni, nie wiem… — urwał, po czym odważniej dokończył.

— Jakiś czas z tobą. Chciałbym jak ty, znów tak odczuwać. —

Alice była zaskoczona ale wciąż zachywywała powagę. Po chwili milczenia uśmiechneła się nieco figlarnie i podsumowała.

— Marny ten twój podryw. — Mrugnęła jednocześnie do Suriego, który wybuchnął teraz niepowstrzymanym śmiechem. Sal pomyślał, że za chwilę udusi tu, na miejscu tę kobietę a śmiejącego się Suriego zaraz po niej.

— Ja wcale nie… — zaczął Sal lecz powstrzymała go gestem dłoni.

— Przecież wiem, że mnie nie podrywasz. Żartowałam. Zacznijmy