Jesteś moim ocaleniem - Sandra Biel - ebook
BESTSELLER

Jesteś moim ocaleniem ebook

Sandra Biel

4,4

31 osób interesuje się tą książką

Opis

 Dalsze losy bohaterów „Jesteś moją zgubą”.

Vincenzo osiągnął swój cel, rozkochał w sobie złośnicę̨. Nie planował jednak tego, że sam również zakocha się w niej.

Anastazja broniła się przed miłością, tak długo jak potrafiła. Choć instynkt podpowiadał, że Enzo stanie się jej zguba, ostatecznie uległa mu.

Jedna koszmarna noc. Jedna chwila zwątpienia. Jeden nieodpowiedni człowiek.

Teraz ona musi pogodzić się z krzywdą, której doświadczyła. On musi odpokutować tą, którą wyrządził. Przed nimi jeden z najcięższych momentów w życiu, wypełniony cierpieniem, samotnością, smutkiem, tęsknotą i żalem. Czas próby, który muszą przejść oboje, choć niekoniecznie razem.

Szczęście nigdy było im pisane, więc muszą o nie tym bardziej walczyć z całych sił. I nawet jeśli się im uda ocalić to co najważniejsze i stać silniejszymi, to jeszcze nie znaczy, że będą żyć długo i szczęśliwie…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 366

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (667 ocen)
446
114
60
33
14
Sortuj według:
kosliczanka

Z braku laku…

Bardzo słaba opowieść. Żałosny melodramat. Od połowy książki wręcz męczyłam się żeby ją dokończyć. Myślę że autorka również ją dosłownie zmęczyła, bez weny, bez konsekwencji, totalny brak inwencji. Po postrzale jednej matki przez drugą dosłownie wybuchłam śmiechem. To była żenada. Na siłę wymyślne sytuacje, całkiem nie życiowe, i ciągnące się jak flaki z olejem. Pierwsza część zainteresowała mnie na tyle że sięgnęłam po drugą, ale niestety ta okazała się kompletną porażką.
50
Juswoz84

Całkiem niezła

zdecydowanie ta część mnie rozczarowała .
51
MaialenB

Nie oderwiesz się od lektury

Naszpikowana emocjami powieść o wybaczeniu i ogromnej miłości. Polecam!
42
MalgorzataAr

Z braku laku…

Właściwie przekartkowałam, bo mnie irytowała ta cała rechocząca rodzina. Jak przeczytałam „otwarłam oczy” i po raz setny „rechotać”, „chichotać” i „banda debili” to zrezygnowana czytałam co 3 stronę. Pierwsza cześć super ta mnie rozczarowała.
20
SweetLady
(edytowany)

Z braku laku…

Pierwsza część była naprawdę niezła, ale druga pozostawia wiele do życzenia. Zmęczyłam ją do końca - dosłownie...
20

Popularność




Prolog

Byłem panem swojego życia. Uważałem, że każdy jest kowalem własnego losu i tylko my sami kreujemy naszą rzeczywistość przez podejmowane decyzje i zachowania w danychsytuacjach.

Myliłem się. Pojawiły się komplikacje, na które nie byłem przygotowany.

Pierwszą z nich była Anastazja. Najpierw jej nie chciałem, mimo że nawet jej wtedy nie znałem. Później jej zapragnąłem, nie wiedząc, kim jest. Aż w końcu robiłem wszystko, by zdobyć jej serce. A kiedy byłem pewny, że to mi się udało, wszystko szlag jasnytrafił.

Drugą – rzucone przez los kłody pod nogi. Chciałem je przeskoczyć lub ominąć, jednak kolejna komplikacja mi to uniemożliwiła. Ktoś mnie oślepił, unieruchomił ciało i spowił umysł mgłą; toksycznym oparem, który wdarł się w najmniejsze zakamarki mojego życia, ciała i duszy. Trucizną, która swym żarem wypaliła wszystko, co dobre, która zniszczyła moją radość i szczęście – moją Anastazję.

Przeżyłem pokutę za popełnione grzechy, jednak nie wierzyłem w ich odpuszczenie i zapomnienie. Byłem pewien, że nigdy nie dostanęrozgrzeszenia.

Rozdział 1

Anastazja

Modliłam się, by to wszystko okazało się snem, złudzeniem, fałszem, pieprzoną pomyłką. Najgorsza z obaw stała się jednak rzeczywistością. A ten, który powinien mnie kochać i o mnie dbać, stał się katem ciała i mordercą serca. Stał się mojązgubą.

– Gdzie chcesz, kurwo, uciec?! – krzyknął tonem pełnym nienawiści, kiedy chciałam przemknąć obokniego.

Rzuciłam mu spanikowane spojrzenie. To się nie mogło dziać naprawdę. To tylko jeden z koszmarów, które ostatnio zaczęły mi się śnić, które nawiedzały mnie i straszyły niemalże każdejnocy.

Nie miałam jednak racji, bo doskoczył do mnie jak drapieżca do ofiary i złapał mocno za gardło, jednocześnie unosząc mnie nad ziemię. Zaczęłam wierzgać nogami, kopiąc go po ciele; próbowałam wyłamać mu palce, zaciskane coraz mocniej na mojej szyi i odcinające mi dopływ tlenu. Na nic się to jednak zdało. Wydawał się teraz jakimś pieprzonym robotem, którego nic nie ruszało. Tak, jakby został zaprogramowany do konkretnych czynności. Tak, jakby jedyne, co miał w głowie, to skrzywdzenie mnie. Jakby nie byłsobą.

Chaotycznie próbowałam nabrać powietrza, ale nie potrafiłam. Płuca zaczęły palić mnie żywym ogniem, powodując niemiłosierny ból, a przed oczami robiło mi się coraz ciemniej. Już myślałam, że nadeszła chwila, w której odpłynę, ale nagle puścił moje gardło, dzięki czemu nabrałam spory haust powietrza. Nie nacieszyłam się tym jednak zbyt długo, bo kilka sekund później popchnął mnie tak mocno, że z głuchym łoskotem uderzyłam w ścianę, co – po raz kolejny – odebrało midech.

Upadłam na podłogę, czując ból w całym ciele, jednak najbardziej cierpiało moje serce, które krwawiło i pokrywało się ranami głębszymi i boleśniejszymi niż te pojawiające się na skórze. Czułam rozdzierający ból w piersi, tak jakby ktoś próbował rozerwać moje wnętrzności. Nie ktoś, a sam Enzo, stojący nade mną jak kat nadofiarą.

W końcu uniosłam na niegowzrok.

Kim ty jesteś i co zrobiłeś z moim mężem?! – zapytałam samą siebie, spoglądając z przerażeniem w oczach na mężczyznę, który zaczął się do mnie powolizbliżać.

– Pomo… – zaczęłam krzyczeć, ile miałam sił w płucach, ale nie skończyłam nawet jednego słowa, kiedy poczułam silne uderzenie wtwarz.

– Zamknij się, szmato, bo pożałujesz! – syknął, łapiąc mnie za włosy i pociągnął od razu do góry, powodując tym samym kolejną falę bólu icierpienia.

Chwycił drugą ręką moją żuchwę, używając tak ogromnej siły, że prawie zmiażdżył mi twarz. Bałam się, choć nie, to słowo to wielkie niedopowiedzenie – byłam cholernie przerażona. Łzy lały mi się strumieniami z oczu, już mocno opuchniętych od płaczu, a ciało drżało, niezdolne do wykonania jakiegokolwiek, nawet najmniejszego, ruchu.

– Vince, proszę, zostaw mnie – załkałam, mając nadzieję na chociażby najmniejszy przebłysk jegoświadomości.

– Jesteś moja! Nie zostawię cię! – wrzasnął jak szaleniec; jak pieprzonypsychopata.

Pociągnął mnie za włosy, rzucając na łóżko tak, jakbym była nic niewartym śmieciem. Nie zdążyłam wykonać jakiegokolwiek ruchu, gdy on zawisł nade mną. Wykręcił mi ręce, mocno zaciskając palce na moichnadgarstkach.

Krzyknęłam z bólu, a on od razu puścił jedną dłoń; jednak nie po to, aby dać mi spokój. Puścił mnie, by zaraz unieść rękę wysoko nad naszymi ciałami i opuścić ją ze świstem na mój, pulsujący po wcześniejszym uderzeniu, policzek. Poczułam, jak moje zęby przebiły prawie na wylot skórę, a usta wypełniają się krwią, której przybywało z sekundy na sekundę. Starałam się wypluć jej nadmiar, ale nie potrafiłam się odpowiednio przekręcić, przez co krew zaczęła zalewać mi gardło, blokując tym samym dopływ powietrza. Najnormalniej w świecie zaczęłam się dusić, a on sobie nic z tego nie robił. Spoglądał na mnie z dziwnym błyskiem w oku, tak jakby napawał się widokiem, który miał przed sobą. Choć walczyłam z całych sił; choć próbowałam zrobić cokolwiek – nie byłam w stanie się przed nimuratować.

Umierałam, a zabijała mnie miłość mojego życia. Nie wróg. Nie ojciec. Mój mąż. Osoba, którą pokochałam całym swoim sercem. I to tak cholerniebolało.

Nie wiedziałam jednak, że zaraz miało zacząć boleć jeszczebardziej.

Enzo nagle zaczął zrywać ze mnie ubrania. Pociągnął moim stanikiem tak mocno, że aż przetarł mi skórę na plecach i żebrach do samej krwi. Krzyknęłam z powodu pieczenia i bólu, ale nic sobie z tego nie zrobił, obłapiając dalej moje ciało. W końcu z majtkami zrobił to samo, co wcześniej z biustonoszem, a mój krzyk zaczął cichnąć. Przestałam się bronić. Nie miałam już choćby najmniejszej uncji siły, a co najważniejsze – nie posiadałam w sobie nawet odrobiny woli walki. Przegrałam sama ze sobą – poddałamsię.

On warczał i wyklinał mnie od najgorszych, a ja leżałam bez ruchu, a jedynymi oznakami tego, że jeszcze żyłam, były łzy, które litrami wypływały z moichoczu.

Nie rozumiałam, jak to się stało, że ten, który jeszcze kilka godzin temu był dla mnie delikatny, traktując mnie jakbym była z porcelany; z czułością i miłością dotykając i całując, teraz robił wszystko brutalnie, z nienawiścią iodrazą.

Gdy wszedł we mnie mocno, zabolało tysiąckroć bardziej niż przy naszym pierwszym razie. Z moich ust wydobył się krzyk pełen smutku, żalu, niezrozumienia i agonii. Umierałam, a on, każdym kolejnym pchnięciem, unicestwiał moje serce, rozdzierał duszę i niszczyłumysł.

– Nie udawaj, szmato, że ci się nie podoba – wysyczał, rozdzierając mojewnętrze.

Uparcie patrzyłam w bok, nie chcąc widzieć jego twarzy i starając się nie reagować, błagając niemo o rychłą śmierć. Naprawdę chciałamumrzeć.

Nagle chwycił mnie za gardło i ścisnął, ale ja już nie szarpałam się, prosząc o życiodajne powietrze. Przymknęłam tylko powieki i czekałam na moment, w którym przyjdzie mi przywitać się zkostuchą.

– Skoro nie masz z tego przyjemności, to może trzeba zmienićpozycję.

Mówiąc to, szarpnął moim obolałym ciałem, przerzucając mnie jednym ruchem na brzuch i uniósł mojebiodra.

Kiedy poczułam, że chce wejść w mój tyłek, spięłam wszystkie mięśnie, próbując go od tego odwieść. Miał problem, ale poradził sobie, używając do tego takiej brutalności, że zawyłam głośno i żałośnie, jednak wszystko tłumiła poduszka, w którą wciśnięta była moja głowa. Ból był ogromny, prawie nie do wytrzymania. Nie było miejsca na ciele, które by teraz nie odczuwało cierpienia; nie pozostało już we mnie żadne pozytywneuczucie.

Zniszczył mniecałkowicie.

Nie wiedziałam, ile to wszystko trwało. Pięć minut czy może jednak pięć godzin. Odcięłam się powoli od wszystkiego. Moje oczy – choć widziały – przestały dostrzegać. Serce wciąż biło – jednak przestało czuć. Umysł – choć mózg dalej funkcjonował – pogrążył się wciemności.

Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy szarpnął mnie za włosy i przystawił swojego kutasa do moichust.

– A teraz wyliż go porządnie, kurwo!

Jedyne, co mi pozostało, to po prostu go ugryźć. Po tym uderzył mnie tak mocno w twarz, że straciłamprzytomność.

W końcu zapadła upragniona ciemność i wolność od bólu, których przez ten cały czas tak bardzopragnęłam.

***

Obudziły mnie dopiero promienie światła, wpadając do sypialni. Przez kilka pierwszych sekund byłam pewna, że to, co miałam w głowie, było tylko bardzo realnym koszmarem. Przecież Enzo nie mógł mi tego zrobić. Jednak – powoli, bardzo powoli – zaczynał docierać do mnie ból każdej komórki ciała. Dotarło do mnie i to, że to wcale nie był koszmar, a najprawdziwsza rzeczywistość. Zaszlochałam żałośnie do poduszki, w którą nadal wciskałam pokiereszowaną twarz. Odważyłam się jednak w końcu unieść wzrok, ale od razu zbladłam, widząc, że moje ciało, jak i większość łóżka jest zakrwawiona, a on leżał rozwalony na brzuchu i spokojnieoddychał.

Musiałam jak najszybciej stądwyjść!

Próbowałam się podnieść; zrobić cokolwiek, ale jakikolwiek szybszy ruch był dla mnie torturą; męczarnią. Moją własną drogą krzyżową. Zsunęłam się na ziemię z głuchym łoskotem i zawyłam, a łzy znów popłynęły strumieniem po moich zakrwawionych policzkach. Spuchnięte i poranione nadgarstki uniemożliwiały mi zgięcie palców. Zaczęłam się czołgać do wyjścia. Musiałam znaleźć się jak najdalej od niego. W końcu, gdy dotarłam do ostatnich drzwi, zmobilizowałam wszystkie pozostałe siły organizmu i wstałam, by otworzyć zamki. Uwiesiłam się na klamce i wyleciałam przez próg, upadając z krzykiem na podłogę. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam szlochać, krzyczeć, wyć irozpaczać.

Mój umysł oddzielił się od ciała. Nie panowałam już nad niczym. Nad oszalałym oddechem, nad wstrząsami i konwulsjami, jakie mnie dopadły. Nie miałam władzy nad własnym ciałem iumysłem.

Docierały do mnie dźwięki, ale jakby były zamglone, oddalone. Tak, jakbym nie była sobą. Tak, jakbym stała gdzieś zboku.

Poczułam nagle, jak ktoś dotyka mojego ramienia i wydarłam się tak głośno, że nawet moje uszyucierpiały.

– NIE DOTYKAJMNIE!

Chciałam uciec, wyszarpnąć się, ale nie udało mi się tego dokonać. Ostatnim, co zapamiętałam, była wbijająca się w moje ciało igła i znowuodpłynęłam.

***

Powoli wracała mi świadomość; nie czułam bólu, tylko przyjemne odrętwienie. Czyli to wszystko było tylko koszmarem; najgorszym i najstraszniejszym snem. Odetchnęłam głęboko, jednak nie poczułam zapachu naszej sypialni. Zamiast tego czułam chłód i środkidezynfekujące.

Otworzyłam więc oczy i ujrzałam zapłakaną twarz Lèi. Za nią stał Riccardo ze zmartwioną miną, wyrażającą cierpienie. Czyli to prawda?! To jednak się wydarzyło?! Zaczęłam coraz szybciej oddychać, ponownie wpadając w rozpacz. Krzyczałam i płakałam, czując, jakby ktoś przypalał i jednocześnie rozrywał moje wnętrzności. To było nie do zniesienia. Chciałam umrzeć! Nie pozostało mi nic! Jednak moje obawy się sprawdziły. On był moim zniszczeniem, kataklizmem, armagedonem i zagładą wjednym.

Usłyszałam jego krzyk, więc spojrzałam na drzwi, które otwarły się z hukiem tak głośnym, że aż podskoczyłam przerażona i natychmiastzamilkłam.

Stanął w progu, starając się wyrwać chłopakom, którzy próbowali go wytargać zpomieszczenia.

– Ana! Kocham cię! Nie chciałem tego! Kochanie, przepraszam! – rozpaczał, jednocześnie patrząc namnie.

Zamknęłam oczy i się skuliłam. Zaczęłam się trząść. Byłam żałosna, bo chciałam, żeby wrócił mój Enzo. Wściekła, bo zniszczył to, co zbudowaliśmy. Skatowana, bo zbezcześcił moje ciało. Rozgoryczona, bo nie potrafili go ode mnie zabrać. Aż w końcu – załamana, bo wszystko nagle straciło sens. Nie potrafiłam pojąć zdarzeń minionej nocy. Nie rozumiałam niczego. Nie miałam najmniejszego pojęcia, dlaczego to wszystko sięwydarzyło.

Teść coś do niego powiedział, ale nie skupiałam się na ich rozmowie, zapadając się coraz bardziej w otchłań cierpienia. Spadałam z zawrotną prędkością w najgłębszą i najstraszniejszą piekielnączeluść.

– Anastazjo. – Usłyszałam cichy szept Riccarda. – Chciałem go zabić, ale wczoraj był naćpany, a rano pamiętał, co ci zrobił, tyle że nie miał pojęcia dlaczego – wytłumaczył ze łzami w oczach. Spojrzałam na niego błagalnie. Nie byłam w stanie odpowiedzieć mu w jakikolwiek inny sposób. – Nie pozwolę mu się zbliżyć do ciebie, jeżeli nie będziesz tego chciała. – Delikatnie dotknął ręką mojej głowy, na co się od razu wzdrygnęłam. Nie umiałam nad tym zapanować, choć akurat jego się nie bałam. – Ana, jesteś w szóstym tygodniuciąży.

Otwarłam szeroko oczy z niedowierzania, słysząc słowa, które popłynęły z jego ust. Machinalnie położyłam dłoń na brzuchu i ponownie wpadłam wrozpacz.

Musiałam żyć dla dziecka, ale nie chciałam, by urodziło się w takim świecie. Co ja miałam robić?! Jak miałamżyć?!

– Proszę cię, kochana, postaraj się uspokoić. Tutaj jesteś bezpieczna i nic ci niegrozi.

– Kłamiesz! – krzyknęłam, a moje gardło od razu zapiekło. – Wszyscy kłamiecie! On obiecał nigdy mnie nieskrzywdzić!

Wpadłam w szał. Zaczęłam wyrywać kroplówki, a szamocząc się z kablami i przewodami, prawie spadłam z łóżka. Chciałam uciec; po prostu biec przed siebie, aż do utratytchu.

Do ostatniego uderzenia mojego rozerwanego i zdeptanegoserca.

Do śmierci – jedynej, pewnej przyszłości, która mi pozostała, w moim upodlonym przez własnego mężażyciu.

Rozdział 2

Vincenzo

– Coś ty, kurwa, zrobił?! – Usłyszałem krzyk ojca i poczułem, jak szarpnął mną tak ostro, że aż zrobiło mi sięniedobrze.

W głowie mi huczało. Całe moje ciało było zdrętwiałe, a mięśnie drżały przy każdej, nawet najmniejszej próbie wykonania jakiegokolwiek ruchu. Było mi niedobrze – czułem jak cała treść z żołądka podchodzi mi do gardła. W ustach miałem Saharę tak męczącą, że nawet śliną nie byłem w stanie zabić pragnienia. Musiałem się czegoś napić. Byłem zdezorientowany. Nie miałem pojęcia, co się działo dookołamnie.

Powoli, bardzo powoli, zmusiłem się do ostrożnego ruchu. Uchyliłem, nie bez wysiłku, powieki i zobaczyłem twarz taty, która wyrażała wszystkie najgorsze emocje świata. Jego oczy były opuchnięte i zaczerwienione, a ja ze zdziwieniem zauważyłem, że ledwo powstrzymywał łzy. Na pierwszy rzut oka widziałem, jak bardzo terazcierpiał.

I nagle – jakby za sprawą uderzenia młotem prosto w moją głowę – wróciły wspomnienia wszystkich obrzydliwych czynów, których się dopuściłem. Mój żołądek skręcił się, powodując jeszcze większe mdłości, a serce ścisnęło mi się boleśnie na samą myśl o tym, co zrobiłem. Przypomniałem sobie każde słowo; każdą krzywdę, jaką wyrządziłem Anie. Po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu zapłakałem; zawyłem żałośnie, czując, jak rozrywało mi się serce, jak łamała mi siędusza.

Dlaczego?! Jak?! Nie miałem pojęcia! Wiedziałem doskonale, co uczyniłem, tylkodlaczego?!

Nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na te pytania. Wiedziałem, co zrobiłem, widziałem to przed oczami; te migawki okropnych wspomnień, okrutnych czynów, których się dopuściłem. Nie wiedziałem tylko, jak do tego doszło. Skąd w mojej porąbanej głowie pojawiła się myśl o skrzywdzeniu żony? Kobiety, która była całym moim światem. Moim promykiem szczęścia w tym szalonym świecie, w którym przyszło namżyć.

Złapałem się za głowę, ciągnąc włosy z całych sił; modliłem się, by te straszne wspomnienia zniknęły, chciałem je wydrapać, zniszczyć, wyrzucić. Wyłem, skomlałem, modląc się w myślach, by to wszystko okazało się jebanym koszmarem, marą senną, chorym wyobrażeniem, a nie pierdolonąrzeczywistością!

Ojciec odsunął się nagle i podszedł do ściany, uderzając w nią z całych sił pięścią. W progu sypialni stali Carlos, Petro i Luigi, wpatrując się we mnie z nienawiścią i odrazą w oczach. Byliwściekli.

– Gdzie ona jest?! – jęknąłem głośno, patrząc na nich z niemą prośbą woczach.

– Opatruje ją lekarz. Nie pójdziesz teraz do niej! Nie ma mowy! Wytłumacz, kurwa, wszystko! – wydarł się ojciec, wpatrując się we mnie z żądzą mordu wymalowaną natwarzy.

– Pamiętam, że byłem w Imperium. Poszedłem do baru, a kolejnym wspomnieniem jest moment, kiedy zacząłem… Ja ją zgwAAA… – ryknąłem, nie kończąc słowa i popatrzyłem na pościel, która była cała we krwi mojej żony i to ja, właśnie ja byłem powodem jejran.

Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki, bo nagle poczułem, jak do ust podeszła mi cała treść z żołądka. Zwymiotowałem wprost do muszliklozetowej.

Co ja, kurwa, zrobiłem?! Kim ja, do cholery, jestem?! – myślałem gorączkowo, a moim ciałem targały torsje agonii i psychicznegobólu.

– Ty będziesz powodem, przez który ją stracisz – odezwał się nagle Luigi, podchodząc bliżej i stając obok mnie. – Dokładnie to powiedział tamtenzdrajca.

Odwróciłem głowę w jego stronę, przypominając sobie tamtozdarzenie.

– Ktoś musiał cię naćpać i wprowadzić w jakąś hipnozę czy coś. To było zaplanowane, to tak miało się skończyć! – wykrzyczał, wkurwiony do granic możliwości, a na jego twarzy odbiła się cała paleta emocji, od wściekłości powspółczucie.

Siedziałem na zimnych kafelkach, odczuwając tysiąckroć silniejszy ból niż kiedykolwiek wcześniej w życiu. Siedziałem, przypominając sobie każdą krzywdę, którą jejwyrządziłem.

– Idę do Any, a ty się ogarnij – rozkazał swoim najbardziej zimnym głosem ojciec, wychodząc zpokoju.

Wszedłem pod prysznic posłusznie jak nigdy dotąd i zacząłem płakać jak mały chłopczyk, zmywając z siebie jej krew. Wpatrywałem się tępo w brodzik, po którym spływała zabarwiona czerwienią woda – jednak nie było w tym żadnej metafory; nie oznaczało to wcale tego, że mogłem puścić wszystko w niepamięć. Nie. Wolałbym po stokroć umierać w męczarniach, przeżywać niekończące się tortury; przez wieczność smażyć się w piekle, byleby tylko móc cofnąć czas. Byleby tylko nie spotkać jej w Hawanie, bo od tego właśnie wszystko się zaczęło. Nie spotkałbym jej i nie zakochałbym się; nie byłaby moja i nie byłbym takim szczęśliwym skurwysynem dzięki temu, ale – co najważniejsze – nie mógłbym jej wtedy wyrządzić żadnej, nawet najmniejszej, krzywdy. Ściągnąłem na nią niebezpieczeństwo; zagładę, którą sam byłem. Byłem Jeźdźcem jej wewnętrznej Apokalipsy. Stałem się jej zniszczeniem, stałem się zniszczeniem dla samego siebie. ZniszczyłemNAS.

Upadłem na kolana i zacząłem przeraźliwie wyć, zdzierając sobie gardło. Tak bardzo bolało. Rozdzierało mnie to wszystko od środka. Byłem śmieciem. Nic. Niewartym. Gnojem.

– Ogarnij się, Enzo – warknął mój przyjaciel, spoglądając na mnie z góry. – Musisz zrobić wszystko, by ci wybaczyła. To nie była tylko twoja wina. – Ostatnie słowa wypowiedział niemalszeptem.

Wstałem i wyszedłem z kabiny, po czym popchnąłem go tak mocno, aż uderzył plecami ościanę.

– Zwyzywałem ją od najgorszych! Skatowałem i zgwałciłem! Sam sobie tego nie wybaczę, a co dopiero ona! – Znów załkałem, szarpiącwłosy.

Rzucił mi ręcznik, po czym wyszedł na chwilę z łazienki i wrócił kilka sekund później z moimiubraniami.

– Ona cię kocha, kiedyś ci wybaczy. Zrób wszystko, żeby to „kiedyś” nastało jak najszybciej – dodał i odszedł, zostawiając mnie samego włazience.

Wytarłem się i ubrałem, po czym podszedłem do umywalki. Uniosłem wzrok, spoglądając na swoje odbicie w lustrze i poczułem jak, po raz kolejny, zbiera mi się na wymioty. Nie potrafiłem na siebie patrzeć, przez co niesiony wściekłością uderzyłem pięścią w szklaną taflę, rozbijając ją na setki kawałków. Spojrzałem na blat, gdzie mieniły się odłamki szkła, zabarwione krwią. Moja dusza była w podobnym stanie – roztrzaskała się na drobne kawałeczki, dokładnie jak lustro. Skoro sam nie potrafiłem na siebie spojrzeć, to jak miała to zrobićAna?

Wyszedłem z pomieszczenia i nawet nie byłem w stanie skierować wzroku na zakrwawione łóżko, gdy obok niego przechodziłem. Zamykając za sobą drzwi do mieszkania, ponownie miałem przeraźliwą ochotę, żeby zawyć żałośnie, widząc jej krew napodłodze.

Zbiegłem czym prędzej na dół, gdzie – od razu po przekroczeniu progu – zaatakowała mnie Lèa, krzycząc i szarpiąc moim ciałem jak workiem treningowym. Nie broniłem się. Wręcz pragnąłem, by się na mnie wszyscy wyżyli. Chciałem ponieść karę za to, co uczyniłem, wtedy może miałbym szansę na zadośćuczynienie. Nico jednak odciągnął ją ode mnie dość szybko, szepcząc jej do ucha uspokajające słowa. W końcu nie powinna się denerwować, przecież była w ciąży; nosiła pod sercem małego człowieczka, a ja przyczyniłem się do jejstresów.

Ruszyłem do skrzydła szpitalnego, po czym stanąłem przed drzwiami, zaraz obok rodziców i braci. Wszyscy mieli wymalowane na twarzach cierpienie, a matka ledwo trzymała się na nogach z rozpaczy. Oparłem się o ścianę i zjechałem po niej w dół, czując jak do oczu znowu napłynęły miłzy.

– Ja naprawdę nie wiem, dlaczego jej to zrobiłem – zacząłem się tłumaczyć, mówiąc chyba bardziej do siebie niż donich.

Ojciec usiadł obok i przytulił mnie do piersi, a ja przylgnąłem do niego ufnie jak jakiś pieprzony nastolatek. Nie byliśmy teraz mafiozami – on nie był donem, a ja nie byłem jego dziedzicem. To był moment, w którym on był zwykłym tatą i pocieszał swojegosyna.

– Jak ona się tu znalazła? – zapytałemcicho.

– Tony usłyszał jej płacz. Leżała zwinięta w kłębek przed waszym mieszkaniem. Wpadła w histerię i trzeba było ją uśpić, by nie zrobiła sobie jeszcze większej krzywdy. August ją opatrzył i wezwał ginekologa – odpowiedział, po czym nabrał głęboko powietrza, aby po chwili wypuścić drżącyoddech.

Nie był w stanie mówić dalej, a ja chyba nie chciałem słyszeć już nic więcej. Wyrządziłem jej niewyobrażalną krzywdę, a to tak cholernie bolało! Nie miałem najmniejszego pojęcia, co mogła myśleć i czućAna…

Po chwili z jej pokoju wyszła jakaś lekarka, na której skupiłem całą swoją uwagę. Kobieta popatrzyła na nas wszystkich ze złością iodrazą.

– Pacjentka teraz potrzebuje spokoju. Za kilka dni przyjdę na kontrolę – powiedziała zimnym głosem, pełnym pogardy, skierowanej szczególnie w mojąstronę.

Sam sobągardziłem.

– Może pani powie coś więcej o jej stanie – warknął ojciec w jej kierunku głosem nieznoszącymsprzeciwu.

– Oprócz tego, że nosi ślady bardzo brutalnego gwałtu, ma rany i obtarcia, to jest jeszcze w szóstym tygodniu ciąży. Na razie wszystko jest w porządku, ale w tak wczesnej fazie ciąży stres, który przeżyła, może spowodować poronienie lub obumarcie płodu – wysyczała, po czym odeszła, a August odprowadził ją, rozmawiając jeszcze oczymś.

Boże! Zabij mnie! – błagałem w myślach, łkającżałośnie.

Ona nosiła moje dziecko, a ja uczyniłem jej najgorszą krzywdę na świecie. Wyłem głośno, niezdolny do opanowania emocji. Chciałem do niej pójść. Nie, ja musiałem do niej pójść! Podniosłem się i ruszyłem w kierunku drzwi, za którymi znajdowała się moja żona. Antonio i Lorenzo przytrzymali mnie jednak siłą, nie pozwalając mi wejść dośrodka.

– Chcę ją zobaczyć! – błagałem ichbezradnie.

– Ona musi mieć spokój. Na razie śpi po lekach. Jak się obudzi, wtedy zobaczymy, w jakim jest stanie psychicznym. Masz zakaz zbliżania się do niej. Dla jej własnego dobra. – Ostatnie zdanie ojciec wypowiedział łagodnie, patrząc mi głęboko woczy.

On i Lèa weszli do jej pokoju, a ja znów upadłem bezsilnie na kolana. Tym razem mama usiadła obok mnie i tuliła do piersi, kołysząc w ramionach jak małedziecko.

Nie wiedziałem, ile czasu tak spędziliśmy, ale zerwałem się z miejsca, jak tylko usłyszałem krzyk i płacz Anastazji. Chłopaki starali się mnie przytrzymać, jednak udało mi się im wyrwać i kopnąć drzwi, a następnie spojrzeć na nią. Zamilkła z przerażenia, gdy tylko mnie zobaczyła. Jej piękną twarz szpeciły siniaki i rany, do których ja się przyczyniłem. Ja, tylkoja.

– Ana! Kocham cię! Nie chciałem tego! Kochanie, przepraszam! – krzyczałem i starałem się wyrwać chłopakom; chciałem ją przytulać, przepraszać i błagać owybaczenie.

Tak bardzo pragnąłem ją dotknąć, poczuć jej ciepło, jej zapach i utonąć w jej magicznych oczach. Ona jednak zamknęła z całych sił powieki i skuliła się, drżąc ze strachu. Bała się mnie, brzydziła się mną. Zapłakałem kolejny raz tegodnia.

– Enzo, musisz dać jej czas! Proszę cię, synu, odejdź na razie. – Ojciec położył dłoń na moim ramieniu i lekkościsnął.

Spojrzałem jeszcze raz na Anę i z niemałym trudem wycofałem się, kierując się czym prędzej do naszego mieszkania. Stanąłem w progu sypialni i od razu przypomniałem sobie jej wzrok, gdy wczoraj patrzyła na mnie z przerażeniem. Zacząłem rozwalać wszystko, co miałem pod ręką. Przewróciłem wszystkie meble, szarpiąc się z nimi, jakbym chciał, żeby mi oddały. Potargałem tą cholerną pościel, na której widniała jej krew; jej roztrzaskana dusza. Uderzałem pięściami w ściany, nie przejmując się krwawieniem z kostek, które z każdą chwilą coraz bardziej się potęgowało. Potrzebowałem poczuć fizyczny ból, by choć na chwilę przytłumił ten wewnątrz mnie, który rozdzierał mnie napół.

Po jakimś czasie przyszedł do mnie ojciec. Usiadł na podłodze tuż obok i popatrzył ze współczuciem wprost w moje oczy. Lepiej by było, jakby po prostu mnie zastrzelił, bo na to w pełnizasłużyłem.

– Ana na razie zatrzyma się u nas w mieszkaniu. Enzo, musisz się trzymać od niej z daleka, póki co. – Spojrzałem na niego błagalnie, żeby cofnął właśnie wypowiedziane słowa

– Nie dam rady – wyszeptałem.

– Musisz. Najbliższe dni, a może nawet tygodnie będą najcięższe. Pamiętaj, że ona jest wciąży.

Zacisnąłem szczękę z całych sił, zgrzytając mocno zębami. Od jakiegoś czasu zachowywała się inaczej niż zwykle, ale nie pomyślałem nawet, że powodem tego mogła być ciąża. Byłem pewny, że to przez jej wcześniejszą chorobę iosłabienie.

Tak bardzo potrzebowałem się do niej przytulić i ucałować jej brzuch. Powiedzieć, że ze wszystkim sobieporadzimy.

Tej i kolejnej nocy nie spałem. Ilekroć zamknąłem oczy, widziałem to wszystko, czego się dopuściłem. Nie byłem zdolny do tego, by przełknąć chociażby jeden mały łyk wody. Mógłbym utopić smutki w alkoholu, ale postanowiłem już nigdy go nie tknąć. Może gdyby nie tamten drink, nic by się nie stało. Gdyby nie tamta noc, teraz spałaby obok mnie, wtulając się ufnie w mójtors.

Chciałem zacząć szukać tego, który był odpowiedzialny za to wszystko, ale nie byłem wstanie.

Any już więcej nie widziałem. Wiedziałem, że była teraz w mieszkaniu ojca. Cały czas ktoś przy niej był – Lèa albo moja matka, ojciec lub któryś zbraci.

Przytulałem i zaciągałem się zapachem jej ciuchów, bo tylko to mi po niej pozostało, a dzięki temu – choć na chwilę – oszukiwałem umysł, czując wtedy jej bliskość. Przypominałem sobie każdą wspólnie spędzoną chwilę i zastanawiałem się, jak to możliwe, że teraz to wszystko wyglądało tak, jakwyglądało.

Trzeciego dnia po tym ohydnym zdarzeniu, po kolejnej nieprzespanej nocy, zszedłem w końcu na dół na śniadanie. Byłem osłabiony, a nie miałem zamiaru być kolejnym problemem. Usiadłem na swoim miejscu i popatrzyłem na puste krzesło, które zawsze zajmowała Ana. Westchnąłem, ukrywając twarz wdłoniach.

– Jak ona się czuje? – zapytałem cicho, wpatrując się wojca.

– Raczej bez większych zmian – odpowiedział, nabierając haust powietrza. – Dzwoniłem już po zaufanego psychologa. Od jutra zacznie do niejprzychodzić.

Przymknąłem oczy i wypuściłem drżącyoddech.

– Państwo Ignatiev proszą o pozwolenie na wjazd na posesję. – Nagle podszedł do nas jeden zochroniarzy.

Kurwa!

Spojrzałem na ojca, który także się zdenerwował, ale skinął ochroniarzowi głową na znak zgody. Wstał od stołu i skierował się do wyjścia. Ruszyłem od razu za nim, zaczynając coraz bardziej panikować. Bałem się, że Ivan mógłby ją od naszabrać.

Nie! Nie! Nie! – myślałem, gorączkowo rozglądając się po pomieszczeniu, tak jakby na którejś ze ścian miało pojawić się rozwiązanie mojej chorejsytuacji.

Może sama Ana po nich zadzwoniła? Może nie chciała mieć ze mną i z moją rodziną nic wspólnego?! – myślałem, wpatrując się w drzwi wejściowe dodomu.

– Dzień dobry – odezwał się Ivan, wchodząc razem z żoną do środka. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. Przepraszam, że tak bez uprzedzenia, ale chcieliśmy odwiedzić córkę. Od wesela się z nią niewidzieliśmy.

Przełknąłem ciężko ślinę, gdy wyciągnął w moim kierunku dłoń na przywitanie. Wymieniłem się z nim uściskiem, nie odzywając się w ogóle, bo miałem zbyt ściśnięte gardło, żeby przeszło przez nie jakiekolwieksłowo.

– Gdzie Anastazja? – zapytała teściowa, rozglądając się dookoła ze zmarszczonymibrwiami.

Już miałem coś odpowiedzieć, ale usłyszałem nagle głos Any, która stała u szczytuschodów.

– Tutajjestem.

Była ubrana w o kilka rozmiarów za dużą bluzę i spodnie dresowe. Na jej twarzy nadal widniały sińce i rany, które spowodowały mocne bicie mojego serca. Powoli zaczęła schodzić w dół, przytrzymując sięporęczy.

– Co ci się stało?! Kto ci to zrobił?! – krzyknął jej ojciec, posyłając mi zabójczespojrzenie.

– Nikt – odpowiedziała spokojnym tonem. – Spadłam ze schodów – dodała, zbliżając się donas.

Moje serce jeszcze bardziej przyspieszyło, a kolana prawie się pode mną ugięły. Mogłem znów ją zobaczyć i usłyszeć jej głos. Mogłem w końcu poczuć jej zapach, gdy znajdowała się coraz bliżejmnie.

– Nie rób ze mnie idioty! – syknął w jej stronę Ivan, na co ona lekko odskoczyła izadrżała.

Chciałem do niej podejść i ją przytulić, a Ignatieva poczęstować kulką prosto włeb.

– Pakuj się, zabieram cię do domu – rozkazał, patrząc jej w oczy chłodnym i stanowczymwzrokiem.

Ona jednak nie ugięła się pod jego naciskiem, a zamiast tego podeszła do mnie i stanęła obok. Nawet na mnie nie spojrzała, ale ja nie spuściłem z niej wzroku nawet na nanosekundę, chłonąc jej obecność całym swoim ciałem, duszą isercem.

– Nie – odpowiedziała, a jej głos nawet nie zadrżał. – Moje miejsce jest przy mężu – dodała, patrząc na niego hardymwzrokiem.

Wkurwił się i to bardzo. Widziałem, jak w jego oczach pojawiły się niebezpieczne ogniki furii, a dłonie momentalnie zacisnęły się w pięści. Zmierzył nas wszystkich wściekłym spojrzeniem i wyszedł szybko, ciągnąc za ramię matkęAny.

Jak tylko zamknęły się za nimi drzwi, Anastazja odskoczyła ode mnie z przerażeniem w oczach i wtuliła się w mojegoojca.

– Ana, kochanie, proszę – jęknąłem żałośnie, podchodząc do nichpowoli.

Ona odwróciła głowę w moją stronę i aż przystanąłem. Zobaczyłem w jej oczach strach, przerażenie, żal i smutek, który mnie prawie sparaliżował. Nie mogłem jednak nie podjąć próby rozmowy z nią. Wyciągnąłem powoli dłoń w jej kierunku, a ona prawie natychmiast oderwała się od mojego ojca i rzuciła biegiem z powrotem na górę, potykając się o własne, drżące i słabe jeszcze nogi, gdy wbiegała po schodach co drugi stopień. Tak, jakby gonił ją sam diabeł. Tak, jakbym według niej był tymdiabłem.

Czy uda mi się kiedyś za to wszystko odpokutować? – zapytałem sam siebie, z bólem spoglądając na jej plecy, znikające na piętrzedomu.

Rozdział 39

Vincenzo

Pięć lat później

Przebudziłem się nad ranem. Choć w końcu miałem wolny dzień i powinienem raczej odpocząć i odespać ostatnie napięte tygodnie, wolałem jednak nie marnować czasu nasen.

Spojrzałem na Anę. Uśmiechnąłem się do siebie, podziwiając jej pogrążoną we śnie twarz. Wciąż była tak samo piękna, jak za pierwszym razem, gdy zobaczyłem ją w Hawanie. Mimo tej jednej zmarszczki na czole i kilku siwych włosów na czubku głowy. Nawet blizna na łuku brwiowym nie odebrała jej ani gramaurody.

Westchnąłem i pokręciłem głową, gdy przypomniałem sobie tamten dzień, w którym prawie zszedłem na zawał, jak zobaczyłem zakrwawioną twarz żony. Chciałem rozstrzelać ochroniarzy za to, że dopuścili do jej krzywdy, ale jak się okazało, to Ricco niechcący uderzył ją tyłem głowy podczas zabawy wogrodzie.

Delikatnie przesunąłem opuszkami palców po jej policzku, na co mruknęła cicho i wtuliła buzię w mojądłoń.

– Kocham cię – szepnąłem, bo nie potrafiłem się powstrzymać. Z jednej strony chciałem, by się wyspała i odpoczęła, a z drugiej… Po prostu miałem na nią nieziemską ochotę. – Kochanie, może obudzić cię orgazmem? – zapytałem cicho, a na samą myśl o niej i jej jękach, przeszył mnie dreszcz podniecenia. Byłem już twardy, a uścisk w jajach potęgował nieznośne pragnienie wzięcia Any w tejsekundzie.

Poruszyła się i jęknęła cicho, gdy zacisnąłem palce na jejsutku.

– Masz gumki? – zapytała zachrypniętym głosem, nawet nie uchylając powiek. Przekląłem w myślach, bo minionego wieczora zużyliśmyostatnią.

– Nie, ale przecież jesteś na tabletkach. – Przesunąłem nosem po jej szyi i mokro pocałowałem miejsce pod uchem. Jej ciało natychmiast pokryła gęsiaskórka.

– Brałam niedawno antybiotyk, więc tabletki mogą nie być do końca skuteczne – mruknęła i zarzuciła mi nogę w pasie, po czym otarła się cipką o mojego penisa. Przycisnąłem ją do siebie i sunąłem dłonią aż do jej wilgotnych płatków. Wydałem z siebie dźwięk frustracji. Była takamokra.

– Nie skończę w tobie – obiecałem i przewróciłam ją na plecy. Nie była nam potrzebna gra wstępna. Oboje byliśmygotowi.

Wsunąłem się w nią jednym, mocnym pchnięciem. Spomiędzy jej warg wydobył się cichy jęk, na co kolejny raz przeszedł mnie dreszcz. Uwielbiałem wszystkie dźwięki rozkoszy, które wydawała. Od tych głośnych krzyków, po szeptane pomruki zadowolenia. Nie był to długi seks, jednak namiętny. Oboje doszliśmy niemalżejednocześnie.

– Kurwa – sapnąłem, gdy uzmysłowiłem sobie, że jednak skończyłem w niej. Nie zrobiłem tego specjalnie. Jednak nigdy nie miałem z nią stosunków przerywanych i po prostu samo takwyszło.

– Enzo! – warknęła i zrzuciła mnie z siebie. – Jeżeli… Bladź! – krzyknęła i zeskoczyła z łóżka, po czym szybkim krokiem poszła do łazienki, głośno zatrzaskując za sobądrzwi.

Otarłem ręką czoło i westchnąłem żałośnie. Spierdoliłem sprawę, ale szansa na to, żeby Ana zaszła w ciążę, była znikoma. Panicznie bała się wizji kolejnego dziecka. Choć ja bym nie narzekał, jednak nie chciałem na nią naciskać, a przede wszystkim wrabiać ją w kolejną ciążę. Wiedziałem, że wychowanie trójki dzieci to wcale nie taka łatwa robota, dodatkowo żadne z nich nie było aniołkiem. Była to trójka wcielonych diabłów. Niejednokrotnie zastanawiałem się, czy nie wezwać do nichegzorcysty.

Wypuściłem drżący oddech i wstałem z pościeli, po czym podszedłem do drzwi łazienki. Do moich uszu dotarł szum wody spod prysznica. Położyłem dłoń na klamce, ale nie ustąpiła. Ana się zamknęła, co było jasnym przekazem, że nie chciała mnie teraz oglądać. Przełknąłem ciężko ślinę i skierowałem się do garderoby, a gdy już byłem ubrany, wyszedłem z sypialni. Postanowiłem zrobić śniadanie i jakoś udobruchać Anę. Naszykowałem składniki na jajecznicę, bo moje zdolności kulinarne były mocno ograniczone, ale zanim zdążyłem wyciągnąć z szafki patelnię, do pomieszczenia weszłaLidia.

– Tato! Ja chcę naleśniki! – zapiszczała i podbiegła do mnie, zatrzymując się dopiero na mojej nodze. Zachwiałem się lekko, przez co musiałem przytrzymać sięblatu.

– Nie potrafię zrobić naleśników, może mama cizrobi…

– Nie zrobi – odezwała się Ana, stając w progu. – Dziś cały dzień spędzacie z tatą, bo mama jedzie do spa się zrelaksować – wytłumaczyła, gdy do kuchni wszedł Dimi, a zaraz za nimRicco.

– Super! Dzień ztatą!

Nawet nie zwracałem uwagi na szczęśliwe piski dzieci, bo wzrok wbity miałem we wkurwioną Anę. Wiedziałem, że zrobiła to specjalnie. Jakiś czas temu wspomniałem, że fajnie by było zrobić sobie jeszcze jedno dziecko, na co ona stwierdziła, że mówię tak, bo mało czasu z nimi spędzam i nie wiem, ile jest z nimi roboty. Nie chciałem się z nią kłócić, ale jednak miała pomoc. Począwszy od niańki i gosposi, po mojego ojca, braci i Chrisa. Teraz chyba postanowiła, bym przekonał się na własnej skórze, jak to jest spędzić z nimi całydzień.

Wyszczerzyłem się do niej, na co posłała mi kpiący uśmiech i cofnęła się dosypialni.

Bułka z masłem – pomyślałem. Przecież spędzenie dnia z własnymi dziećmi wcale nie będzie ciężkie i straszne. Moje kochane urwisy świetnie będą się bawić z tatą. Więc rzekoma kara Any wcale nie będzie karą. Jednak dobrze, że postanowiła wybrać się do spa. Należał jej sięodpoczynek.

– Naleśniki! – krzyknęła znów Lidia i tupnęła nóżką, krzyżując ręce napiersi.

– Gofry! – wydarł się Dimi i przybrał tę samą pozycję, co jegobliźniaczka.

– Tosty francuskie! – wtrąciłRicco.

Wziąłem głęboki wdech i podrapałem się po czole. Intensywnie myślałem, jak to pogodzić. Chciałem już poprosić Anę, by wybrała się do tego spa dopiero po śniadaniu, ale ona w tym momencie weszła i pożegnała się z dziećmi. Posłałem jej spanikowane, ale jednocześnie błagalne spojrzenie, na co wrednie się uśmiechnęła, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania. Wrednamałpa.

– To zejdziemy na śniadanie na dół i poproszę kucharkę, żeby zrobiła wam to, co chcecie. – Znów przekląłem się w myślach, bo nawet nie pamiętałem imienia naszejgosposi.

– Ale pani Maria ma urlop i wróci dopiero w poniedziałek – przypomniał Ricco i podszedł do lodówki. – Nalejesz mi soku? – zapytał.

– Jesteś już duży, sam potrafisz to zrobić – odpowiedziałem szybko i spojrzałem na bliźniaki. – A może chcecie zjeść najlepszą jajecznicę na świecie, co? Jestem mistrzem w przygotowywaniu jajek. – Uśmiechnąłem się do nich szeroko, mając nadzieję, że udało mi się ichprzekonać.

– Nie! – krzyknęliwspólnie.

– Gofry!

– Naleśniki! – przekrzykiwali się wzajemnie, gdy nagle usłyszałem huk rozbijanego szkła. Odwróciłem się od razu w stronę Rickiego. W jego oczach zbierały się łzy, a wokół leżały odłamki potłuczonejszklanki.

– Nie ruszaj się. – Podszedłem do niego i wziąłem na ręce. – Stójcie! – zwróciłem się do bliźniaków, bo już zmierzały w moim kierunku. – Posprzątam szkło, a później zamówię śniadanie z restauracji, okej?

Postawiłem Ricca obok rodzeństwa i zabrałem się zasprzątanie.

– Ale ja jestem głodna i chcę jeśćteraz!

Przewróciłem oczami i westchnąłem ciężko. Ana stanowczo za bardzo ichrozpieściła.

– Może dziś zrobimy sobie święto i zjecie na śniadanie ciastka? – zaproponowałem, bo naprawdę nie miałem pomysłu, jak rozwiązać tę podbramkową sytuację. Odetchnąłem z ulgą, gdy cała trójka ochoczoprzytaknęła.

Piętnaście minut później siedzieliśmy w salonie przed telewizorem, w którym leciały bajki i zajadaliśmy się słodyczami. Powoli robiło mi się niedobrze, ale jadłem dalej, bo najzwyczajniej w świecie byłemgłodny.

– Tato, brzuch mnie boli – jęknął Ricco. Nie wyglądał za dobrze. Cholera, jednak ciastka na śniadanie to nie był najlepszypomysł.

– To pójdę po lekarstwo – rzuciłem i podniosłem się z kanapy. Mój wzrok spoczął na Dimim, który był cały brudny od czekolady. Kurwa. – Tylko umyję twojego brata i przyniosę ci jakiśsyrop.

Wziąłem na ręce małego brudasa i ruszyłem w stronęłazienki.

– Tata! Podaj mi lalkę z półki. – Odwróciłem głowę do Lidii, która paluszkiem pokazywała nad telewizor, gdzie leżała jejzabawka.

– Zaraz, kochanie, poczekajchwilę.

Szybkim krokiem ruszyłem na korytarz i już po chwili obmywałem buzię i ręce Dimitriego. Sięgałem po ręcznik, by go wytrzeć, gdy do moich uszu dotarł głośny huk i po sekundzie pisk i płacz córki. Sprintem wróciłem do salonu. Jak tylko przekroczyłem próg, postawiłem synka na podłodze i podszedłem do Lidii, by ściągnąć ją z mebli. Ostrożnie stawiałem kroki, omijając pozostałości roztrzaskanego telewizora. Spojrzałem na Ricca z zamiarem zrugania go, że nie upilnował siostry, ale jak zobaczyłem, że robi się zielony na twarzy, westchnąłem żałośnie. Sekundę później zwymiotował na dywan. Kurwa jego pierdolona mać! Ana, wracaj! Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer ojca. Zacisnąłem mocno szczękę, bo właśnie zamierzałem przyznać się do porażki. Nie potrafiłem zająć się własnymi dziećmi. Byłem za to szczęśliwy, że Lidia nie ucierpiała przy wspinaniu się na meble, bo telewizor topestka.

– Myślałem, że zadzwonisz później. Ile minęło? Jakieś pół godziny odkąd Anastazja wyszła z domu? – odezwał się rozbawionym tonem, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Zazgrzytałem zębami iwarknąłem:

– Przyjdź tu i przynieś jakiś syrop na żołądek, bo Ricca boli brzuch i przed chwilą zwymiotował. – Po tych słowach się rozłączyłem i schowałem komórkę z powrotem do kieszeni. – Idziemy do sypialni – zdecydowałem szybko i ruszyłem w kierunku wyjścia z salonu, po drodze biorąc Ricca za rękę, bo niosłem już córkę. Całe szczęście Dimi się słuchał i szedł grzecznieobok.

Cała trójka siedziała na łóżku. Ricco wyglądał trochę lepiej, ale marudził, że chce do mamy. Lidia zaczęła szczypać bliźniaka, na co ten ciągnął ją za włosy. Zarazzwariuję.

Wplotłem palce we włosy i mocno pociągnąłem za końcówki. Dotarło do mnie, że Ana po prostu nie poradziłaby sobie z kolejnym dzieckiem. Szczególnie z niemowlakiem, który wymaga uwagi przez większośćczasu.

Wyciągnąłem telefon i wystukałem szybko wiadomość dożony:

Wszystko już rozumiem. Przepraszam. Błagam, wróć dodomu.

Wysłałem i odwróciłem się, gdy usłyszałem kroki na korytarzu. Ojciec stanął w drzwiach i westchnął ciężko. Podszedł do Riccai dał musyrop.

– Widziałem ten armagedon w salonie. Jak to się stało? – zapytał i wbił we mnie uważne spojrzenie. Przewróciłem oczami i prychnąłem pod nosem. Skąd miałem wiedzieć, że te trzy niepozorne dzieciaki w kilka sekund narobią tyle szkód? – I czemu Ricca boli brzuch? Co zjadł naśniadanie?

– Ciastka! Tatuś dał nam słodycze i dużo czekolady – pisnęła Lidia i pokazała rękami, jak wiele tych słodyczy było. Ojciec posłał mi zaskoczone spojrzenie, a po chwili pokręcił głową zdezaprobatą.

– Kiedy wróci mama? – zapytał słabym głosemRicco.

– Wieczorem – odpowiedział mu mój ojciec, na co jęknąłemżałośnie.

– Ale ja chcę do mamy! – Ricco się rozpłakał, a zaraz za nim załkałybliźniaki.

– Tato, zrób coś! – Opadły mi ręce. Nie miałem pojęcia, co robić! Zawsze obok była Ana. Zawsze! Nigdy nie zrobiła sobie dnia wolnego. Byłem na skraju załamania nerwowego. Zastanawiałem się, czy nie wysłać kogoś po nią, by ją sprowadził do domu, ale nagle coś sobieprzypomniałem.

– O której przychodzi Samantha? – Ojciec posłał mi zdziwione spojrzenie, tuląc do siebie wciąż płaczącegoRicca.

– Samantha nie pracuje tu już od ponad pół roku, Enzo. – Wytrzeszczyłem na niego oczy z niedowierzaniem. Przecież była dobrą opiekunką dla dzieciaków i nie miałem pojęcia, że Ana ją zwolniła. Przełknąłem ciężko ślinę, bo dopiero po chwili coś zaczęło mi świtać w głowie. Ana kiedyś mi wspomniała, że nawet jak Samantha była w domu, to dzieciaki nie chciały się z nią bawić ani spędzać czasu. I tak ciągnęły do Any, więc ta stwierdziła, że opiekunka nie jest jejpotrzebna.

– Może namalujecie mamie jakieś ładne obrazki i dacie jej w prezencie, jak wróci? – zapytał dzieciaki ojciec i uśmiechnął się do nichciepło.

Bliźniaki od razu zeskoczyły z łóżka i pobiegły do swojego pokoju, a Ricco mocniej wtulił się w ramiona dziadka. Wciąż płakał zaAną.

– Może jednak wyślę kogoś, by sprowadziłAnę?

– Nie. Enzo, Anie należy się dzień odpoczynku. Czy ty myślisz, że dzieciaki nie płaczą za tobą, jak wychodzisz z domu? Też ryczą i chcą do ciebie. Musisz ich czymś zająć, pobawić się z nimi. Tylko, broń Boże, nie przekupuj ich słodyczami – powiedział łagodnie i posłał mi krzywy uśmiech. – To wcale nie jest takie łatwe, jak się wydaje, prawda? – Przytaknąłem i miałem ochotę rozpłakać się jakdziecko.

Po kilkunastu minutach Ricco się uspokoił, a bliźniaki namalowały laurki dla Any. Zeszliśmy więc wszyscy do wspólnej części domu. Zacząłem już bać się obiadu, ponieważ domyślałem się, że będzie to wyglądać podobnie dośniadania.

– Tato! Ja chcę szczeniaczka – zakomunikowała mocnym głosem Lidia i stanęła przede mną ze skrzyżowanymi na piersi rękami. Nie potrafiłem jej odmówić, ale przecież miałem uczulenie nasierść.

– A może kupię ci konika, co? – zapytałem, bo jakoś koń wydawał się lepszą opcją. Opłaciłbym stajnię i wszystko, co związane z dbaniem o konia, a Lidia mogłaby się uczyć jazdy pod okiem jakiegośinstruktora.

– To chcę szczeniaka i konika. – Przewróciłemoczami.

– Konik bezpsa.

Znów był wybuch płaczu i piski. Przełknąłem ciężko ślinę, po czym zostawiłem dzieci pod opieką ojca, a sam ewakuowałem się dogabinetu.

Opadłem ciężko na fotel i ukryłem twarz w dłoniach. Nie minęły nawet dwie godziny od wyjścia Any, a ja już nie miałem cierpliwości do własnych dzieci. Warknąłem sam na siebie i ruszyłem z powrotem do salonu. Ogarnęło mnie ogromne szczęście i ulga, gdy w progu dojrzałem Anę. Jak tylko dzieciaki ją przyuważyły, zerwały się biegiem i rzuciły się jej w ramiona. Podszedłem do niej, a gdy tylko mogłem ją bez przeszkód przytulić, objąłem ją z całych sił i zacząłem szeptać doucha:

– W poniedziałek umówię się na wazektomię. Żadnego dziecka więcej. Tak bardzo cię kocham. Błagam, nie zostawiaj mnie już nigdywięcej.

Zaśmiała się i pocałowała mnie w policzek. Teraz wszystko było w jak najlepszym porządku, bo ona byłaobok.

Epilog

Byłem jej zniszczeniem, a ona mym ocaleniem. Dzięki niej życie nabiera barw. Ona jest kwintesencją i definicją szczęścia. Jest moim wszystkim. Ona i nasze dzieci. Nasza rodzina. Mojarodzina.

Przy niej jestem prawdziwym sobą. To przy niej nie muszęudawać.

Przetrwaliśmy tak wiele i wiem, że wspólnie pokonamy każdą przeciwnośćlosu.

Choć wydawać by się mogło, że to, co najważniejsze już nas spotkało, to nieprawda. Najciekawsze przygody są jeszcze przed nami. Największą i najwspanialszą rzeczą w życiu jest codzienna rutyna i nuda, która w otoczeniu właściwych osób zawsze jest na swój sposób piękna, urzekająca iekscytująca.

Czekają nas lata radości, patrzenia, jak nasze dzieci będą dorastać, potem może i wnuki, a my, choć z zewnątrz będziemy się zmieniać i starzeć, wewnątrz na zawsze pozostaniemy tymi ludźmi, którzy spotkali się wHawanie.

Ja po grób będę dla niej idiotą z bandy naczelnych debili. Tak jak ona dla mnie – uciekinierką.

Obraz nas samych pozostanieniezmieniony.

Ja iona.

Ona ija.

My!

Ana iEnzo.

Nazawsze.

Powieczność.

Bo bez niej nie mamnie.

Koniec

Podziękowania

Gdy zaczynałam pisać historię Anastazji i Vincenza, w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że tak wiele osób polubi ich perypetie. Dlatego pierwsze podziękowania należą się moim Czytelnikom z platformy Wattpad. Jestem wdzięczna za ogrom pozytywnych komentarzy, które dodały mi wiary, że wydanie książki jestmożliwe.

Bardzo dziękuję Melissie Darwood za poświęcony mi czas, wiele świetnych wskazówek i pomocnych rad, a przede wszystkim za ciepłe słowa i motywację dodziałania.

Nie mogłabym nie podziękować Wydawnictwu Inanna. To Wy uwierzyliście we mnie i historię, którą stworzyłam. Z całego serca Wam dziękuję za danie mi szansy na debiut. Po prostu dziękuję zawszystko.

Kolejne podziękowania należą się Marysi, Dominice, Angeli i Elizie, za to, że towarzyszyłyście mi podczas całego procesu wydawniczego. Słuchałyście cierpliwie mojego marudzenia i cieszyłyście się wraz ze mną z kolejnych pokonanych etapów. Dziewczyny, bardzo Wamdziękuję.

Ogromne podziękowania lecą do Leny, mojej przybranej siostry bliźniaczki. Dziękuję Ci, kochana, za wszystko. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Ciępoznałam.

Wreszcie, dziękuję mojemu prawie mężowi za cierpliwość, gdy skupiałam się na pisaniu, a nie na tym, co do mnie mówił, i synkowi, który potrafił ładnie bawić się sam lub ucinać sobie długie drzemki, dając mi tym samym czas napisanie.

Jeżeli, drogi Czytelniku, dotarłeś do tego momentu, Tobie również dziękuję. Mam nadzieję, że lektura była udana i czytanie tej książki sprawiło Ci radość, tak jak mnie jejnapisanie.

Sandra Biel

Jesteś moim ocaleniem

Copyright © Sandra Biel

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Copyright © for the cover photo by LIGHTFIELD STUDIOS/Adobe Stock

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rightsreserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2021r.

książka ISBN 978-83-7995-596-1

ebook ISBN 978-83-7995-597-8

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Katarzyna Chojnacka-Musiał

Korekta: Paulina Gruszecka

Adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Agnieszka Zawadka

Skład i typografia: www.proAutor.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgodywydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

sekretariat@inanna.pl

www.inanna.pl

Książka najtaniej dostępna w księgarniach

www.MadBooks.pl

www.eBook.MadBooks.pl