Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały - Adele Faber, Elaine Mazlish - ebook + audiobook

Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały ebook

Adele Faber, Elaine Mazlish

4,4

Opis

Autorki bestsellerowej serii Jak mówić.. tym razem opowiadają o problemach związanych z problemami wychowawczymi typowymi dla buntowniczego okresu dorastania i o sposobach ich rozwiązywania.

W Jak mówić do nastolatków… Adele Faber i Elaine Mazlish piszą o zagubieniu, o pragnieniu akceptacji, o młodzieńczym buncie, przekorze i potrzebie decydowania o sobie, jaką odczuwają prawie wszystkie nastolatki. Poruszają także kwestie związane ze zmianami obyczajowymi, przedwczesnym zainteresowaniem seksem, łatwym dostępem do narkotyków, niebezpieczeństwami związanymi z szerokim dostępem do mediów.

Książka powstała na podstawie wielu zajęć i spotkań, jakie autorki przeprowadziły z nastolatkami i ich rodzicami. Nowe wydanie ukazuje się w odświeżonej szacie graficznej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 165

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność



Podobne


Tytuł oryginału HOW TO TALK SO TEENS WILL LISTEN... AND LISTEN SO TEENS WILL TALK
Copyright © 2005 by Adele Faber and Elaine Mazlish Published by arrangement with HarperCollins Publishers. All rights reserved Copyright © 2016 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o.
Projekt okładkiSambor Mordalski
Ilustracje w tekścieKimberly Ann Coe
ŁamanieScriptor s.c.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-8008-624-1
Media Rodzina Sp. z o.o. ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 61 827 08 60mediarodzina@mediarodzina.plwww.mediarodzina.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Jako rodzice pragniemy być potrzebni. Potrzebą naszych nastoletnich dzieci jest nie potrzebować nas. To realny konflikt. Doświadczamy go codziennie, pomagając tym, których kochamy, stać się osobami niezależnymi od nas.

HAIM G. GINOTTBetween Parent and Teenager

PRAGNIEMY PODZIĘKOWAĆ...

Naszym rodzinom i przyjaciołom za ich cierpliwość i zrozumienie podczas długiego procesu pisania oraz za to, że mieli dla nas dość sympatii, aby nie pytać: „To kiedy właściwie skończysz?”.

Rodzicom, którzy wzięli udział w naszych zajęciach, za ich nieustanną chęć sprawdzania w swoich rodzinach nowych sposobów porozumiewania się oraz za dzielenie się własnymi doświadczeniami z resztą grupy. Ich relacje stały się inspiracją i dla nas, i dla innych uczestników zajęć.

Nastolatkom, z którymi pracowałyśmy, za wszystko, co nam opowiedzieli o sobie i o swoim świecie. Ich szczere zwierzenia dały nam bezcenną możliwość poznania problemów, z którymi się borykają.

Kimberly Ann Coe, niezwykłej artystce, za to, że przeobraziła nasze papierowe postaci oraz słowa, które każemy im wypowiadać, w cudownie różnorodne grono bohaterów, którzy tchnęli życie w martwe teksty.

Bobowi Markelowi, naszemu agentowi literackiemu i drogiemu przyjacielowi, za entuzjazm dla naszego pomysłu okazywany od samego początku oraz za niesłabnące wsparcie, kiedy przedzierałyśmy się przez niezliczone plany dotyczące kształtu tej książki.

Jennifer Brehl, naszej redaktorce. Jak „doskonała matka” wierzyła w nas, chwaliła za osiągnięcia i z szacunkiem wskazywała miejsca, w których to, co dobre, mogło stać się jeszcze lepsze. Miała rację – za każdym razem.

Doktorowi Haimowi Ginottowi, naszemu mentorowi. Świat jest całkowicie inny niż w czasach, gdy żył, ale jego przekonanie, że „do osiągnięcia ludzkich celów potrzebne są humanitarne metody”, zawsze pozostaje prawdziwe.

JAK POWSTAŁA TA KSIĄŻKA

Zawsze istniała taka potrzeba, ale przez długi czas jej nie dostrzegałyśmy. Aż zaczęły do nas przychodzić listy takie jak ten:

Drogie Adele i Elaine,

RATUNKU! Kiedy moje dzieci były małe, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły było moją Biblią. Ale teraz mają jedenaście i czternaście lat, a ja stanęłam przed zupełnie nowymi problemami. Czy myślałyście o tym, aby napisać książkę dla rodziców nastolatków?

Wkrótce potem odebrałyśmy telefon:

Nasze stowarzyszenie obywatelskie planuje coroczną Konferencję na Dzień Rodziny i mamy nadzieję, że zechcecie panie wygłosić przemówienie programowe na temat: Jak sobie radzić z nastolatkami.

Wahałyśmy się. Nigdy dotąd nie przedstawiałyśmy programu, który skupiałby się wyłącznie na nastolatkach. Jednak ten pomysł nas pociągał. Dlaczego nie? Mogłybyśmy zrobić przegląd podstawowych zasad skutecznego komunikowania się, ale tym razem wykorzystać przykłady z udziałem nastolatków oraz przedstawić metody, rozdzielając role między siebie.

Zaprezentowanie nowego materiału zawsze jest wyzwaniem. Nigdy nie ma pewności, czy słuchacze dobrze go odbiorą. Odebrali. Uważnie słuchali i entuzjastycznie reagowali. Podczas części przewidzianej na pytania i odpowiedzi chcieli poznać naszą opinię na każdy temat, począwszy od wyznaczania pory powrotu do domu i problemu klik, a skończywszy na pyskowaniu i karach. Po wykładzie otoczyła nas niewielka grupa rodziców, którzy chcieli z nami porozmawiać na osobności.

Jestem samotną mamą, a mój trzynastoletni syn zaczął się zadawać z najgorszymi dzieciakami w szkole. Biorą narkotyki i kto wie, co tam jeszcze. Ciągle mu powtarzam, żeby trzymał się od nich z daleka, ale nie słucha. Mam wrażenie, że to przegrana bitwa. Jak mam do niego dotrzeć?

Jestem taka zmartwiona. Widziałam e-mail, który moja jedenastoletnia córka dostała od chłopca ze swojej klasy: „Chcę cię przelecieć. Chcę włożyć swojego malutkiego do twojej dziurki”. Nie wiem, co robić. Czy powinnam zadzwonić do jego rodziców? Czy powiadomić szkołę? Co mam jej powiedzieć?

Właśnie się dowiedziałam, że moja dwunastolatka pali trawkę. Jak mam się zachować?

Jestem śmiertelnie przerażona. Kiedy sprzątałam w pokoju syna, znalazłam napisany przez niego wiersz o samobójstwie. Dobrze sobie radzi w szkole. Ma przyjaciół. Nie wygląda na nieszczęśliwego. Ale może jest coś, czego nie dostrzegam. Czy mam mu powiedzieć, że znalazłam jego wiersz?

W ostatnim czasie moja córka dużo czatowała z jakimś szesnastoletnim chłopakiem. To on twierdzi, że ma szesnaście lat, ale kto wie? Teraz chce się z nią spotkać. Uważam, że powinnam z nią pójść. Jak myślicie?

Jadąc samochodem do domu, bez przerwy rozmawiałyśmy: Niesamowite, jakie problemy mają ci rodzice!... W jakim innym świecie dzisiaj żyjemy!... Ale czy czasy rzeczywiście tak bardzo się zmieniły? Czy my i nasi przyjaciele nie martwiliśmy się takimi problemami, jak seks i narkotyki, presja rówieśników, a nawet samobójstwo, gdy nasze dzieci przechodziły okres dojrzewania? Jednak mimo wszystko sprawy, o których usłyszałyśmy tego wieczoru, wydawały się gorsze, bardziej przerażające. Było z pewnością więcej powodów do trosk. A problemy zaczynały się wcześniej. Być może dlatego, że wiek dojrzewania też zaczyna się wcześniej.

Kilka dni później odebrałyśmy kolejny telefon, tym razem od dyrektorki szkoły:

Prowadzimy obecnie program eksperymentalny obejmujący grupę uczniów zarówno gimnazjalnych, jak i licealnych. Wszyscy rodzice dzieci objętych tym programem otrzymali egzemplarze książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały... Ponieważ wasza książka jest dla nas taką pomocą, zastanawialiśmy się, czy nie zechciałybyście panie spotkać się z rodzicami i poprowadzić dla nich kilku godzin zajęć praktycznych.

Powiedziałyśmy dyrektorce, że rozważymy to i damy odpowiedź.

Przez parę następnych dni wspominałyśmy razem nastolatków, których znałyśmy najlepiej – własne dzieci. Cofnęłyśmy się w czasie, przywołując wspomnienia z lat dojrzewania naszych dzieci, lat, które dawno temu uznałyśmy za zamknięty już okres – niedobre chwile, jasne momenty oraz sytuacje, gdy zapierało nam dech. Krok po kroku wkraczałyśmy ponownie na emocjonalny obszar przeszłości, doświadczając na nowo tych samych lęków. Znowu zastanawiałyśmy się, dlaczego ten etap życia był taki trudny.

Oczywiście, że nas ostrzegano. Od dnia narodzin dzieci słyszałyśmy przestrogi: „Cieszcie się nimi teraz, kiedy są takie małe...”, „Małe dzieci, mały kłopot; duże dzieci, duży kłopot”. Ciągle nam powtarzano, że pewnego dnia to słodkie dziecko przeobrazi się w ponurego obcego człowieka, który będzie krytykował nasz gust, podważał nasze metody i odrzucał wartości.

Mimo że byłyśmy do pewnego stopnia przygotowane na zmiany w zachowaniu dzieci, nikt nas nie przygotował na to, że będziemy mieć poczucie straty.

Straty dawnej, bliskiej więzi. („Kim jest ta wrogo nastawiona osoba mieszkająca w moim domu?”)

Utraty pewności siebie. („Dlaczego on się tak zachowuje? Czy coś zrobiłam nie tak... a może nie zrobiłam?”)

Utraty zadowolenia z faktu, że jest się potrzebnym. („Nie, nie musisz przychodzić. Idę z kolegami”.)

Utraty własnego wizerunku jako wszechmocnego obrońcy, który uchroni dzieci przed krzywdą. („Już po północy. Gdzie ona jest? Co robi? Dlaczego jeszcze nie ma jej w domu?”)

A jeszcze większy niż poczucie straty był nasz strach. („Jak mamy pomóc dzieciom przebrnąć przez te trudne lata? Jak sami mamy przez nie przebrnąć?”)

Jeśli tak to wyglądało w naszych czasach, jedno pokolenie wstecz, to jak muszą czuć się dzisiaj matki i ojcowie? Wychowują dzieci w kręgu kultury, która jest bardziej niż kiedykolwiek podła, chamska, okrutna, materialistyczna, nasycona seksem i przemocą. Czy dzisiejsi rodzice nie mają prawa czuć się przytłoczeni? Czy nie dlatego zmuszeni są wybierać postawy skrajne?

Nietrudno zrozumieć, dlaczego reakcją niektórych z nich jest coraz większa surowość – nic dziwnego, że narzucają swoją wolę, wymierzają kary za każde wykroczenie, nawet najmniejsze, i trzymają swoje nastoletnie dzieci na krótkiej smyczy. Jesteśmy również w stanie zrozumieć, dlaczego inni rodzice poddają się, rozkładają bezradnie ręce, udają, że nie widzą, i mają nadzieję, że będzie lepiej. Jednak obie te postawy – „Rób, co każę” oraz „Rób, co chcesz” – wykluczają możliwość porozumienia.

Dlaczego młody człowiek miałby się zdobyć na otwartość wobec rodzica, który go karze? Dlaczego miałby szukać przewodnictwa rodzica, który na wszystko daje przyzwolenie? Jednak dobre samopoczucie naszych nastolatków – czasami wręcz ich bezpieczeństwo – zależy od tego, aby mogli korzystać z przemyśleń i wartości swoich rodziców. Nastolatki muszą mieć możliwość wyrażenia swoich wątpliwości, powierzenia swoich lęków i przeanalizowania opcji z osobą dorosłą, która wysłucha ich bez osądzania i pomoże podjąć odpowiedzialne decyzje.

Kto inny, jeśli nie mama i/lub tata będzie przy nich każdego dnia w tych krytycznych latach i pomoże ocenić zwodnicze przekazy mediów? Kto pomoże im oprzeć się presji rówieśników? Kto pomoże radzić sobie z problemem klik i okrucieństwem, z ogromnym pragnieniem akceptacji, ze strachem przed odrzuceniem, z całym tym przerażeniem, podnieceniem i zagubieniem towarzyszącym okresowi dojrzewania? Kto pomoże im walczyć z przymusem konformizmu oraz realizować pragnienie wierności samemu sobie?

Życie z nastolatkami może być przytłaczające. Wiemy. Pamiętamy. Ale pamiętamy również, jak w tych burzliwych latach kurczowo trzymałyśmy się metod, które poznałyśmy, i jak bardzo pomogły nam one w żeglowaniu po najbardziej wzburzonych wodach, chroniąc przez utonięciem.

Przyszedł wreszcie czas, żeby przekazać innym to, co miało dla nas tak wielkie znaczenie. I dowiedzieć się od obecnego pokolenia rodziców, co dla nich jest ważne.

Zadzwoniłyśmy do dyrektorki i ustaliłyśmy termin pierwszych zajęć dla rodziców nastolatków.

SŁOWO OD AUTOREK

Książka ta powstała na podstawie wielu zajęć, które prowadziłyśmy w całym kraju, oraz spotkań, odrębnych i wspólnych, które zorganizowałyśmy dla rodziców i nastolatków w Nowym Jorku i na Long Island. Aby opowiedzieć tę historię w sposób jak najprostszy, połączyłyśmy nasze liczne grupy w jedną, a z nas dwu uczyniłyśmy jedną prowadzącą. Chociaż zmieniłyśmy imiona i kolejność wydarzeń, istota naszego doświadczenia została ukazana w sposób całkowicie wierny.

Adele Faber i Elaine Mazlish

1

Jak radzić sobiez uczuciami

Nie wiedziałam, czego się spodziewać.

Biegnąc z parkingu do szkoły, trzymałam się kurczowo targanej wiatrem parasolki i zastanawiałam się, dlaczego ktokolwiek miałby wychodzić z ciepłego domu w taki zimny, okropny wieczór, by uczestniczyć w zajęciach o nastolatkach.

Przy wejściu powitała mnie szefowa działu poradnictwa i zaprowadziła do klasy, w której siedziało około dwudziestu rodziców.

Przedstawiłam się, pogratulowałam im, że nie przelękli się brzydkiej pogody, i rozdałam kartki, na których mieli napisać swoje imiona. Gdy pisali, gawędząc między sobą, miałam okazję bliżej się im przyjrzeć. Grupa była zróżnicowana – niemal tyle samo mężczyzn, ile kobiet, różne pochodzenie etniczne, kilka małżeństw, pozostali w pojedynkę, niektórzy ubrani jeszcze jak do pracy, inni w dżinsach.

Kiedy skończyli pisać, poprosiłam, żeby się przedstawili i opowiedzieli nam trochę o swoich dzieciach.

Uczynili to bez wahania. Kolejno opowiadali o dzieciach, które były w wieku od dwunastu do szesnastu lat. Niemal każdy podkreślał, jak trudno jest radzić sobie z nastolatkami w dzisiejszym świecie. Mimo to odnosiłam wrażenie, że rodzice kontrolują się, nie mówią wszystkiego, aby przypadkiem nie ujawnić zbyt wiele wobec tylu obcych osób zgromadzonych na sali.

– Zanim przejdziemy do dalszej części – powiedziałam – chcę was zapewnić, że wszystko, o czym tutaj rozmawiamy, jest poufne. Cokolwiek zostanie tu powiedziane, nie wyjdzie poza te cztery ściany. Nikt inny nie ma prawa się dowiedzieć, czyje dziecko pali, pije, wagaruje albo zaczyna życie seksualne wcześniej, niżbyśmy sobie życzyli. Czy wszyscy wyrażają na to zgodę?

Skinęli głowami.

– Uważam, że jesteśmy partnerami w ekscytującym przedsięwzięciu – mówiłam dalej. – Moim zadaniem będzie przedstawienie metod porozumiewania się, które mogą doprowadzić do bardziej satysfakcjonującej więzi między rodzicami a nastolatkami. Waszym zadaniem będzie sprawdzenie tych metod – wprowadzenie ich w życie w domu i opowiedzenie grupie o własnych doświadczeniach. Czy metody okazały się pomocne czy też nie? Czy sprawdziły się w działaniu czy nie? Wspólnymi siłami określimy najbardziej skuteczne sposoby, które pomogą naszym dzieciom pokonać to trudne przejście z dzieciństwa do dorosłości.

Przerwałam, czekając na reakcję grupy.

– Dlaczego to musi być trudne przejście? – zaprotestował jeden z ojców. – Nie pamiętam, abym przeżywał taki trudny okres, będąc nastolatkiem. I nie pamiętam, żebym sprawiał trudności rodzicom.

– Bo byłeś łatwym dzieckiem – powiedziała jego żona, uśmiechając się i klepiąc go po ramieniu.

– No tak, może było łatwiej być łatwym, kiedy my byliśmy nastolatkami – wtrącił inny mężczyzna. – Nie słyszało się w tamtych czasach o takich rzeczach, jakie dzieją się dzisiaj.

– Przypuśćmy, że wszyscy cofamy się do tamtych czasów – powiedziałam. – Myślę, że pamiętamy takie rzeczy z naszego okresu dojrzewania, które mogą dać nam pewne pojęcie o tym, czego doświadczają dzisiaj nasze dzieci. Na początek spróbujmy sobie przypomnieć, co było najlepsze w tym okresie naszego życia.

Michael, mężczyzna, który był „łatwym dzieckiem”, zabrał głos pierwszy.

– Najlepszą rzeczą dla mnie był sport i przebywanie z przyjaciółmi.

Ktoś inny powiedział:

– Dla mnie najlepsze było to, że wolno mi było samemu przychodzić i wychodzić. Samemu jeździć metrem. Chodzić do miasta. Wsiadać do autobusu i jechać na plażę. Czysta radość!

Dołączyły się inne głosy.

– To, że wolno mi było nosić wysokie obcasy i malować się. I cała ta gorączka na punkcie chłopaków. Mogłyśmy podkochiwać się z koleżankami w tym samym chłopaku i ciągle było:

„Myślisz, że ja mu się podobam? A może ty mu się podobasz?”.

– Życie było wtedy takie łatwe. W weekendy mogłem spać do dwunastej. Nie trzeba było się martwić szukaniem pracy, płaceniem czynszu, utrzymywaniem rodziny. I żadnych trosk o jutro. Wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na rodziców.

– Dla mnie był to czas badania, kim jestem, eksperymentowania z różnymi tożsamościami i marzeń na temat przyszłości. Mogłam do woli fantazjować, ale czułam się bezpiecznie w swojej rodzinie.

Jedna z kobiet potrząsnęła głową.

– Dla mnie – powiedziała ze smutkiem – najlepszą rzeczą w okresie dojrzewania było to, że z niego wyrosłam.

Spojrzałam na jej karteczkę z imieniem.

– Karen – zaczęłam – chyba nie był to najlepszy okres w twoim życiu.

– Prawdę mówiąc, poczułam ulgę, kiedy to się skończyło.

– Co się skończyło? – ktoś zapytał.

Karen wzruszyła ramionami, zanim odpowiedziała.

– Zamartwianie się, czy mnie akceptują... te ogromne starania... uśmiechanie się na pokaz, aby ludzie mnie polubili... wieczne poczucie, że nie pasuję do innych... ciągłe wrażenie, że jestem outsiderem.

Inni prędko dodawali swoje uwagi do poruszonego przez nią tematu, nawet ci, którzy chwilę wcześniej mówili z zachwytem o latach dorastania.

– Wiem coś o tym. Pamiętam, że czułam się taka niezręczna i niepewna. Miałam wtedy nadwagę i nienawidziłam swojego wyglądu.

– Wspominałam o tym podnieceniu na punkcie chłopców, ale prawdę mówiąc, przypominało to raczej jakąś obsesję – przymilanie się do chłopaków, zrywanie, tracenie przez nich przyjaciółek. Myślałam wyłącznie o chłopcach i było to widać po moich ocenach. Niewiele brakowało, a nie skończyłabym szkoły.

– Mój problem w tamtym czasie polegał na tym, że koledzy wywierali na mnie ogromny wpływ i przez to robiłem rzeczy, które były złe czy niebezpieczne i dobrze o tym wiedziałem. Zrobiłem wiele głupot.

– Pamiętam, że ciągle byłam zagubiona. Kim jestem? Co lubię? Czego nie lubię? Czy jestem autentyczna, czy jestem papugą? Czy mogę być sobą i nadal liczyć na akceptację?

Podobała mi się ta grupa. Doceniałam ich szczerość.

– Powiedzcie mi – zapytałam – czy w czasie tych burzliwych lat wasi rodzice powiedzieli lub zrobili coś, co wam pomogło?

Wszyscy szukali w pamięci.

– Moi rodzice nigdy na mnie nie krzyczeli przy kolegach. Jeśli zrobiłem coś złego, na przykład wróciłem bardzo późno do domu, a byli ze mną koledzy, to moi rodzice czekali, aż sobie pójdą. A potem się zaczynało.

– Mój ojciec powtarzał często takie słowa: „Jim, musisz bronić swoich przekonań... Kiedy masz wątpliwości, odwołaj się do sumienia... Nie możesz ciągle bać się pomyłki, bo nigdy nie będziesz mieć racji”. Myślałem sobie: „Znowu przynudza”, ale czasem naprawdę kierowałem się jego słowami.

– Moja matka ciągle naciskała, żebym była lepsza. „Stać cię na więcej... Sprawdź to jeszcze raz... Przejrzyj to”. Nigdy mi nie odpuszczała. Za to mój ojciec uważał, że jestem idealna. Wiedziałam więc, do kogo z czym się zwracać. Dobrze się uzupełniali.

– Moi rodzice zmuszali mnie, żebym posiadła różnorodne umiejętności – jak planować budżet, zmieniać oponę. Kazali mi nawet czytać codziennie pięć stron po hiszpańsku. Wtedy tego nie cierpiałam, ale to właśnie dzięki znajomości hiszpańskiego dostałam dobrą pracę.

– Wiem, że nie powinnam tego mówić, bo prawdopodobnie jest tu dużo pracujących matek, łącznie ze mną, ale naprawdę bardzo lubiłam to, że mama była w domu, kiedy wracałam ze szkoły. Jeśli w szkole przytrafiło mi się coś niemiłego, zawsze mogłam jej o tym opowiedzieć.

– A więc – podsumowałam – dla wielu z was rodzice byli dużym wsparciem w okresie dojrzewania.

– To tylko część prawdy – odezwał się Jim. – Chociaż mój ojciec mówił wiele pozytywnych rzeczy, to jednak często mnie ranił. Nigdy nie mogłem go zadowolić. I dawał mi to odczuć.

Słowa Jima otworzyły tamę. Popłynął potok niedobrych wspomnień.

– Nie mogłam liczyć na wsparcie ze strony matki. Miałam mnóstwo problemów i rozpaczliwie potrzebowałam wskazówek, ale ona wiecznie tylko powtarzała to samo: „Kiedy byłam w twoim wieku...”. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że lepiej nic jej nie mówić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki