Głowa do góry! - Ewa Stokłosa - ebook + książka

Głowa do góry! ebook

Stokłosa Ewa

4,6

Opis

Wystarczy znaleźć się z dala od miejskich świateł, by móc obserwować niebo. Stefek i Basia mają okazję to robić w towarzystwie cioci astronomki. Uczą się rozpoznawać gwiazdozbiory, dowiadują się, czym jest światło, obserwują planety, mgławice i galaktyki przez teleskop. Śledząc przygody bohaterów, czytelnik dowie się, jak wielki jest kosmos, czym są gwiazdy, jak powstają planety, jak wygląda Układ Słoneczny, jak działa teleskop, czym są pory roku. Doskonałe wprowadzenie do wiedzy o Wszechświecie.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 56

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (9 ocen)
8
0
0
0
1

Popularność




Copyright © Ewa Stokłosa

Copyright © Wydawnictwo BIS 2018

Ilustracje do książki zostały wykonane według pomysłu Autorki.

Konsultacja naukowa dr Piotr A. Dybczyński

ISBN 978-83-7551-676-0

Wydawnictwo BIS

ul. Lędzka 44a

01-446 Warszawa

tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33

bisbis@wydawnictwobis.com.pl

www.wydawnictwobis.com.pl

– Dlaczego tu jest tak ciemno? – zapytał Stefek, ściskając dłoń Basi.

– Bo nie ma miejskich świateł – odpowiedziała ciocia Gabrysia.

Stali we trójkę w ogródku. Nie była to pierwsza wizyta Basi i Stefcia na wsi, ale tym razem mieli u cioci spędzić noc. To Basia zaproponowała, żeby przed spaniem wyjść jeszcze na dwór. Stefek czuł się tu odrobinę nieswojo, ale wcale nie z powodu chłodu. W okolicy nie było żadnych latarń i panowała niemal całkowita ciemność. Zupełnie inaczej niż na ulicy miasta, w którym byli jeszcze dziś rano. Tam oprócz jasno świecących latarni były podświetlone reklamy, paliły się światła w oknach, a samochody oświetlały przechodniów reflektorami.

Stefek nie przepadał za ciemnością. Gdy zasypiał, lubił mieć włączoną małą lampkę przy łóżku. Jednak tutaj, przed domem cioci Gabrysi, było inaczej. Owszem, było ciemno, ale na niebie migotały tysiące gwiazd. Stefkowi przypomniało się ostatnie Boże Narodzenie i stojąca w pokoju choinka. Gdy Basia zgasiła światło, kolorowe lampki zawieszone na drzewku wynurzyły się z mroku. Pamiętał, że siedział wtedy na kanapie koło mamy i niemal czuł bijące od tych jasnych punkcików ciepło. Mógłby się w nie wpatrywać godzinami.

Teraz, spoglądając w górę, czuł się podobnie. Nad jego głową świeciło mrowie gwiazd niczym rozwieszone na niebie lampki ogrzewające świat. Gdy Stefek dłużej przyglądał się niektórym, zdawały się migotać.

– Spójrzcie, widać Wielki Wóz – powiedziała ciocia, wskazując na niebo. Stefek spojrzał tam, gdzie – jak mu się wydawało – wycelowany był palec cioci. Bardzo chciał dostrzec auto, o którym najwyraźniej mówiła, ale niebo było tak ogromne, a gwiazd na nim tyle, że nawet gdyby były tam jakieś koła, Stefkowi i tak niezmiernie trudno byłoby je znaleźć.

– Chyba nie jest zbyt wielki, bo go nie widzę – powiedział.

– Spójrz tam – powiedziała ciocia, pochylając się nad Stefkiem. – Widzisz te jasne gwiazdy tworzące czworokąt? To wóz. A obok niego widać jeszcze trzy gwiazdy. To dyszel.

Kształt opisany przez ciocię rzeczywiście był na niebie. Stefek nie do końca wiedział, czym jest dyszel, ale miał wrażenie, że bardziej pasowałby do lokomotywy niż samochodu. Wyraźnie jednak widział trzy jasne punkty obok czworokąta.

– Widzę! – oznajmiła podekscytowana Basia. – Stefek, wyobraź sobie koła i zaprzęgniętego do wozu konia. Widzisz go? Widzisz konia?

Im dłużej Stefcio wpatrywał się w tych siedem gwiazd, tym wyraźniej dostrzegał wóz z wielkimi kołami. A w wozie siedział on sam i patrzył na konia, który ciągnął go po niebie.

– Widzę – powiedział po chwili zadowolony. – A dlaczego na niebie jest ten wóz?

– No, Stefek, przecież to jest gwiazdozbiór – z niecierpliwością wyjaśniła siostra. – To jest taki kształt z gwiazd.

– Ten gwiazdozbiór to Wielka Niedźwiedzica – poprawiła ją ciocia.

– Dlaczego niedźwiedzica? Przecież tam jest koń – oburzył się zdezorientowany Stefek.

– Wielki Wóz jest częścią Wielkiej Niedźwiedzicy – wyjaśniła ciocia. – Przypatrz się dobrze, a może uda ci się dostrzec jej łeb i łapy. Niedźwiedzica jest jeszcze większa od Wozu.

– Rzeczywiście! – westchnął po chwili zachwycony Stefek. Wóz był brzuchem Niedźwiedzicy, a dyszel jej ogonem.

Zwierzak wyglądał na tyle sympatycznie, że Stefek poczuł się teraz pewniej i nie musiał już tak mocno ściskać ręki siostry. Był bardzo ciekaw, czy na niebie są jeszcze inne zwierzęta, ale nagle usłyszał w oddali wycie psa, a może wilka, i poczuł się odrobinę nieswojo.

– Zimno mi – powiedziała cichutko Basia, bo jej chyba ten odgłos też się nie spodobał. – Wracajmy już.

Ruszyli do drzwi, ale przed wejściem do domu Stefek jeszcze raz spojrzał w niebo na Wielką Niedźwiedzicę i stwierdził, że zwierzak ma strasznie długi ogon.

– Ale kosmiczna ta niedźwiedzica – powiedział, zamykając za sobą drzwi.

Następnego dnia Basię obudziły wpadające przez okno promienie słoneczne. Pomyślała o gwiazdach widocznych poprzedniego wieczoru i o tym, czy Słońce jest do nich podobne.

Gdy przygotowywali śniadanie, zapytała ciocię:

– Czy inne gwiazdy świecą tak jak Słońce?

Ciocia kroiła właśnie pomidora, próbując jednocześnie odgarnąć niesforny lok z czoła.

– Tak, wszystkie świecą bez ustanku – wyjaśniła. – Ale Słońce jest blisko nas, a inne gwiazdy są bardzo, bardzo daleko. Lata świetlne stąd.

– Czyli jak daleko? – zdziwił się Stefcio, wyciągając masło z lodówki.

Ciocia ustawiła miskę z sałatką pomidorową na stole, zastanowiła się chwilę i zapytała:

– Pamiętacie, jak długo jechaliście tu wczoraj z miasta?

– Prawie cały dzień – powiedziała Basia.

– Właśnie. Jechaliście samochodem przez cały dzień. Można powiedzieć, że pokonaliście odległość dnia samochodowego.

– Co?! – wykrzyknął Stefek.

– Dzień samochodowy to odległość, jaką samochód pokonuje w jeden dzień – wyjaśniła ciocia.

– To w takim razie istnieje też miesiąc samochodowy? – zapytała Basia, a Stefek wybuchnął śmiechem.

– Nie gadaj bzdur!

– To wcale nie bzdury – stwierdziła ciocia. – Miesiąc samochodowy to odległość, jaką samochód pokonuje w miesiąc.

– Wobec tego musi też istnieć miesiąc deskorolkowy, czyli odległość, jaką pokonuje się w miesiąc deskorolką! – ponownie roześmiał się Stefcio. – Byłbym po takim miesiącu jechania strasznie zmęczony!

– I tydzień tramwajowy! I rok ślimakowy! – śmiała się Basia.

– Tak, można by w ten sposób mierzyć odległości – powiedziała ciocia i postawiła na stole kubki z herbatą. – Problem w tym, że niektóre samochody jadą szybciej, a inne wolniej. No i Stefcio może jechać na deskorolce szybciej albo wolniej od Basi.

– Wolniej! – krzyknęła Basia.

– Szybciej! – nie zgodził się z nią Stefcio.

– Tu, na Ziemi, odległości łatwiej mierzyć w kilometrach – tłumaczyła ciocia. – Z gwiazdami i ze światłem jest jednak trochę inaczej, bo kosmos jest wielki, a światło porusza się bardzo szybko.

– Jak szybko? – chciała wiedzieć Basia.

– Jak myślicie? – zapytała ciocia.

Oboje chwilę się zastanowili, a po chwili Stefek powiedział:

– Pewnie szybciej niż najszybszy samochód.

– No co ty, Stefek, pewnie, że szybciej – obruszyła się Basia. – Szybciej nawet niż samolot.

– Zdecydowanie szybciej – odparła ciocia. – A z jaką prędkością jeżdżą samochody?

– Sto kilometrów na godzinę – powiedziała Basia, nakładając spory kawałek sera na kanapkę.

– A jak szybko latają samoloty? – dopytywała ciocia.

– Tysiąc kilometrów na godzinę! – wykrzyknął Stefek.

– Tysiąc kilometrów na godzinę to szybko nawet jak na samolot – odparła ciocia. – To teraz wyobraźcie sobie, że światło pędzi z prędkością trzystu tysięcy kilometrów na sekundę!

– To rzeczywiście strasznie szybko – stwierdził Stefek. – Światło pokonuje trzysta tysięcy kilometrów w godzinę.

– Nie w godzinę, tylko w sekundę – poprawiła go Basia.

– A to oznacza, że światło w ciągu jednej sekundy mogłoby okrążyć Ziemię siedem i pół raza! – dodała ciocia i nałożyła Stefkowi kawałek pomidora na talerz.

– Niedaleko od nas, bo jedynie osiem lat świetlnych stąd, świeci gwiazda o nazwie Syriusz – powiedziała ciocia, niespodziewanie wyciągając w górę palec, a Stefcio i Basia spojrzeli na sufit, jakby spodziewali się zobaczyć na nim nocne niebo. – Jest od nas oddalona o osiem lat świetlnych.

– Ja mam osiem lat – oświadczył Stefek.

– To oznacza, że światło Syriusza pędziło do nas całe twoje życie – wyjaśniła ciocia.

– Ojej, to długo – stwierdził Stefek.

– Długo – powiedziała ciocia. – Osiem