Fear You. Broken Love. Tom 2 - B.B. Reid - ebook
BESTSELLER

Fear You. Broken Love. Tom 2 ebook

B.B. Reid

4,5

35 osób interesuje się tą książką

Opis

Lake oddała mu wszystko, a miała ofiarować tylko rok swojego życia. Zabrał jej niewinność, dzieciństwo, a co najważniejsze… skradł jej serce.

Niepokorny, groźny i pełen sprzeczności Keiran wydaje się nie mieć ciepłych uczuć dla nikogo. Życie złamało go, pożarło żywcem, a potem przeżuło i wypluło.

Lake wierzyła, że to ona go uleczy. Może by jej się udało, gdyby tajemnice z przeszłości nie zaczęły wychodzić na jaw. Gdyby obsesje chłopaka nie brały nad nim góry…

Czy para ma ze sobą więcej wspólnego, niż im się wydaje?

Jakie mroczne sekrety skrywa Keiran i co się stanie, kiedy zażąda od dziewczyny więcej, niż ta jest mu w stanie dać?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 446

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wszystkim, którzy wierzyli w tę książkę, w tę serię i we mnie.

Drogi pamiętniczku,

minęło już dużo czasu i tęsknię za rodzicami. Żałuję, że nie zmienili zdania i nie wzięli mnie ze sobą. Codziennie chodzę do nowej szkoły i codziennie przez niego płaczę. Chyba powinnam go nienawidzić, ale tak naprawdę chcę mu pomóc.

Rozdział 1

• Trzy tygodnie temu •

Keiran

Przez pierwsze czterdzieści osiem godzin przesłuchania próbowałem przekonać głupich detektywów, że wcale nie próbowałem zabić własnego brata.

Byli pewni, że jeśli sam do niego nie strzeliłem, to jakimś cudem byłem odpowiedzialny za to, co mu się przydarzyło.

Kazałem im wszystkim spierdalać.

Przez ostatnie czterdzieści osiem godzin szukaliśmy Mitcha. Mojego pieprzonego ojca.

Wysiadłem ze swojego samochodu na szkolnym parkingu, a oni od razu mnie otoczyli.

Słyszałem niekończące się kondolencje i pytania.

Poklepywali mnie po plecach.

Współczuli mi.

Litowali się nade mną.

Nie chciałem tego wszystkiego.

Już samo to, że wszyscy się mną interesowali, było wkurzające.

Tak bardzo chciałem znaleźć sobie jakieś zajęcie, że już nie myślałem trzeźwo. Zanim się zorientowałem, przekierowałem uwagę na stojącą obok, pełną nadziei dziunię.

Po raz setny zatrzepotała rzęsami. To już była przesada, ale do mojego planu pasowała idealnie.

Błysnęła uśmiechem i od razu znalazła się na mnie. Jej piersi przyciskały się do mojego torsu, gdy ją złapałem. Moje ręce od razu odnalazły jej tyłek, a kiedy wyczułem pod dłońmi miękkie pośladki, dopadło mnie rozczarowanie.

Nic.

Nawet nie drgnął.

Przy tej dziewczynie mój fiut chciał się zabić.

Zacząłem się zastanawiać, jak zmienić zdanie, tak by nie poczuła się urażona, bo nie byłem skończonym dupkiem… a przynajmniej nie byłem nim wobec ludzi, którzy mnie nie obchodzili. To chore i można to zrozumieć tylko wtedy, gdy się jest na moim miejscu.

Dobrze, że zabrałem ręce, bobym je stracił, gdy blondynka została ode mnie odciągnięta i rzucona na ziemię.

Nie chciałem wierzyć własnym oczom, ale kiedy Lake się zamachnęła, wkroczyłem do akcji, by uratować przerażoną dziewczynę, bo jeszcze dostałaby po twarzy za to, że się ze mną obmacywała.

– Co ty wyprawiasz, Lake? – wydusiłem z trudem, mocno trzymając ją za nadgarstek. Furia w jej spojrzeniu była wyraźna. Podnieciłbym się, gdybym nie był taki zaskoczony.

– Co ja wyprawiam? A co ty wyprawiasz? – Wyrwała rękę z mojego uścisku i posłała mi spojrzenie, które mogłoby zabić. Mój fiut drgnął w spodniach.

Ach, więc jednak działa.

– Zniknąłeś na tyle dni, a gdy w końcu cię widzę, obmacujesz pierwszą lepszą szmatę?

– To nic takiego.

To akurat było kłamstwo. Doskonale wiedziałem, co robię, kiedy macałem dziewczynę, która już zdążyła uciec, trzymając się za obolałą głowę. Kto by pomyślał, że Lake jest taką żyletą?

– Gówno prawda, dupku.

Teraz mnie wkurzyła. Moje nozdrza zafalowały, już czułem nadchodzący ból głowy. Musiałem zrobić to, po co tu przyszedłem, i odejść. Taki był plan. Nie powinienem się zajmować obmacywaniem przypadkowych lasek na szkolnym parkingu i kłóceniem się z Lake na oczach wszystkich.

– Idziemy.

Ruszyłem przed siebie, nawet się nie oglądając, bo wiedziałem, że ona za mną podąży. Zatrzymałem się, dopiero kiedy dotarłem do jednej z pustych klas, które służyły jako składzik. Pamiętam, że przez wiele lat pragnąłem zaciągnąć tu Lake i zrobić z jej ciałem wszystkie zakazane i niegrzeczne rzeczy.

– Gdzie byłeś? – zapytała, gdy tylko znaleźliśmy się w środku.

Siłą woli uspokoiłem erekcję i westchnąłem.

– Posłuchaj, przepraszam, że zniknąłem. Jak się trzymasz?

– Jestem wkurzona i… nie wiem, może… zraniona? Gdzie byłeś?

– Musiałem załatwić parę spraw.

Nie zamierzałem jej mówić o dwudniowym przesłuchaniu i niekończących się poszukiwaniach Mitcha, bo nie chciałem widzieć w jej oczach troski. Przez tę dziewczynę zaczynało mi zależeć, wbrew moim staraniom.

Posłała mi rozczarowane spojrzenie.

– Jak mogłeś tak po prostu zniknąć i zostawić Keenana samego w takim stanie?

– Póki mój ojciec jest na wolności, Keenan nie jest bezpieczny. A poza tym ma jeszcze Johna.

– Ale on potrzebuje też ciebie, jesteś jego bra…

– Nie. Nie mów tego.

Od początku wiedziałem, że Keenan jest moim bratem, a to, że inni się o tym dowiedzieli, niczego mi nie ułatwiało. Szczególnie teraz. Fakt, byłem okrutny i oziębły, ale nie chciałem, żeby Keenan dowiedział się w taki sposób. A teraz byłem zmuszony czekać, podczas gdy mój brat umierał w jakimś pieprzonym szpitalu – musiałem czekać, by zobaczyć, jak bardzo przeze mnie ucierpiał i czy mi wybaczy.

– Wiedziałeś o tym od początku?

– Tak. – Ta informacja wprawiła ją w osłupienie.

– Skąd?

– Zobaczyłem jej zdjęcie na szafce nocnej Keenana, gdy John po raz pierwszy zabrał mnie do swojego domu. Keenan powiedział, że to jego matka.

Moje serce waliło szybko, tak samo jak w dniu, gdy odkryłem, że moja matka ma jeszcze jedno dziecko. Takie, które kochała wystarczająco mocno, by go nie zostawić. A przynajmniej tak wtedy czułem. Teraz nie miałem zielonego pojęcia, co czuć. Wiedziałem tylko, że nie podoba mi się to, że moje uczucia zostały obnażone.

– Co kazali ci zrobić? – Drastyczna zmiana tematu nie uszła mojej uwadze. Temat rodziców był dla niej bolesny, chociaż starała się to ukryć.

Dla niej był to temat tabu, tak samo jak dla mnie historia mojego niewolnictwa. Po spotkaniu z ojcem doszedłem do wniosku, że jestem jej winny chociaż wyjaśnienia. Nigdy nie będę w stanie całkowicie się przed nią otworzyć, tak by o wszystkim jej powiedzieć. Poza tym planowałem dzisiaj o niej zapomnieć.

– To już chyba i tak nie ma znaczenia. – Zignorowałem nasilający się w klatce piersiowej ból. To, co zamierzałem zrobić, nigdy nie stałoby się łatwiejsze, niezależnie od przygotowań. – Po raz pierwszy zabiłem, gdy miałem sześć lat.

– Jak? Przecież byłeś taki mały.

Patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Jej reakcja mnie nie zaskoczyła. Ludzie lubią wierzyć w niewinność dzieci i nie dopuszczają do siebie innej myśli, ale w odpowiednich okolicznościach… wszystko jest możliwe. W końcu ignorancja to największy wróg człowieka. To ona sprawia, że jesteśmy słabi i bezbronni, ale jest odbierana lepiej niż wiedza, bo nikt nie chce świadomie wpuścić do swojego życia całego mroku tego świata. Dlatego ludzie wolą ignorować to, co się dzieje tuż przed ich nosem.

– To niesamowite, co człowiek jest w stanie zrobić, gdy głoduje i nie może się uwolnić. Kontrolowali nas na wszelkie możliwe sposoby. Nim się obejrzałem, przestałem odczuwać pragnienie i ból wywołany głodem, a blizn nawet nie zauważałem, bo szybko się goiły.

Pierwsze osiem lat mojego życia nadało nowy kształt pojęciu uprzywilejowania, bo w porównaniu z tym, co przeszedłem, dzieciaki żyjące na ulicach mają szczęście.

Widziałem w jej oczach pytania i współczucie, ale na szczęście mi nie przeszkodziła.

– Zaczynali ze mną powoli. Najpierw kazali mi karać inne dzieci, a potem powoli zacząłem z dorosłymi. Po dwóch latach treningu na zabójcę stałem się ich najlepszym uczniem. A miałem wtedy, kurwa, osiem lat. Przestałem myśleć i czuć. Dzięki temu przeżyłem.

– To nie jest życie – zaprotestowała.

– A ty skąd wiesz?

Widząc jej wzrok i słysząc, jakim tonem wymawia te słowa, przybrałem obronną postawę. Osądzała mój wybór między tym, czy żyć, a tym, czy umrzeć. Czasami się zastanawiałem, dlaczego się wtedy nie poddałem. Czy siłę dawała mi nadzieja na lepsze, o którym tylko słyszałem w opowieściach?

– Przepraszam – wyszeptała.

Pokiwałem głową. Patrząc teraz na nią, wyobrażałem sobie Lily. Zawsze o niej myślałem. Lake była jej duchem i nieważne, jak bardzo się starałem, nigdy nie potrafiłem ich od siebie oddzielić.

– Zjawiła się w nocy nagle, niczym koszmar, tak jak ty, tylko ty byłaś o wiele prawdziwsza. – Przyglądałem się Monroe, by wyryć w pamięci jej obraz, jednocześnie odtwarzając wspomnienie tamtej nocy, która przesądziła o moim losie. – Ignorowałem ją tygodniami, a oni bili ją bez końca. Była taka mała i niewinna. Myślałem, że była słaba, gdy nie chciała zrobić tego, co było konieczne do przeżycia. Któregoś dnia głód chyba musiał wygrać z jej strachem, bo jeden z nadzorujących przyłapał ją na grzebaniu w koszu za resztkami jedzenia i ją pobił. Pobił ją tak bardzo, że wtedy w końcu zrobiłem coś, czego nie powinienem był.

– Co takiego?

– Powstrzymałem go przed kopaniem jej w głowę, jakby była niczym. – Wzdrygnąłem się, chciałem się uwolnić od tego żywego wspomnienia, w którym utknąłem. – Lata pracy poszły się pieprzyć z powodu tego jednego niewłaściwego ruchu. Nie żałowałem tego, a przynajmniej nie na początku. Uczepiła się mnie wtedy tak, jakbym został jej obrońcą. Każdego dnia dostawałem wpierdol za nią i za siebie. Byłem zbyt słaby, by kogoś zabić, więc oni stali się okrutniejsi. Po jakimś czasie zacząłem jej za to nienawidzić. Winiłem ją za to, że znowu stałem się słaby. Ona chciała tylko, żebym się nią opiekował, ale ja tego nie chciałem i nie wiedziałem, dlaczego jej pomogłem. Po prostu to zrobiłem.

Do tej pory siedziałem przy ławce i nawet nie wiem, kiedy się ruszyłem. Wbiłem paznokcie w dłoń, by poczuć ból – bo to mi przypominało, że żyję.

– Co się z nią stało?

– Pewnego dnia po akcji powiedzieli mi, że mam robotę. Niewykonanie tego zadania miałem przypłacić życiem. Nie wiedzieli, że mnie już wtedy nie obchodziło, czy będę żyć, czy umrę. Zgodziłem się. Zabrali mnie do pokoju, którego wcześniej nigdy nie widziałem. I tam zastałem Lily. Była naga i płakała, a całe jej ciało pokrywały siniaki i rany.

– Dlaczego była naga?

– Chcieli, żebym ją zgwałcił w ramach jakiejś chorej fantazji. Chorzy, pojebani starcy płacili kupę siana, by zobaczyć to na nagraniu.

– Mój Boże, Keiran…

Nie pozwoliłem jej skończyć. Zacząłem mówić pospiesznie, żeby nie słyszeć jej słów litości. Nie chciałem myśleć, kim prawie zostałem.

Nie ma mowy.

– Wyglądała na pokonaną i czułem, że już nic jej nie zostało. Nie mogłem tego zrobić. Robiłem w życiu różne rzeczy i zraniłem wielu ludzi, ale tego zrobić nie potrafiłem. Dlatego poczułem ulgę, gdy poprosiła mnie…

– O co?

– Żebym ją uratował.

– Ale przecież ty też byłeś w niebezpieczeństwie.

W końcu spojrzałem jej w oczy.

– Miałem gdzieś, co się ze mną stanie.

– A jak miałeś ją uratować?

– W jedyny skuteczny sposób. – Jej przerażone spojrzenie powiedziało mi, że nie muszę tego tłumaczyć. – Pozbawiłem ją bólu i strachu. Podszedłem do niej, położyłem ją, zamknąłem jej oczy. Przez chwilę szukałem innego sposobu, ale widziałem tylko jedno rozwiązanie.

– Byłeś tylko dzieckiem.

– Ja nigdy nie byłem dzieckiem, Lake. Od dziesięciu lat nawiedza mnie widmo moich decyzji. Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, przypomniałem sobie Lily i myślałem, że mam halucynacje. Byłaś do niej taka podobna. Kiedy w końcu dotarło do mnie, że nie jesteś nią, wiedziałem, że to moja kara. Tak bardzo mi ją przypominałaś. – Nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania. Nie obchodziło mnie, jak ono o mnie świadczyło. – Jesteś tu, by mnie ukarać?

– Nigdy nie chciałam cię ukarać, Keiranie. – Nie umknął mi wyraz zdziwienia na jej twarzy.

– Myślę, że ja sam karałem siebie i szukałem kogoś, kogo można by o to obwinić. – To była prawda tylko po części, ale jak miałem wytłumaczyć, że czułem potrzebę karania jej z powodu ducha?

– Kochałeś ją?

Że co?

– Nie.

Miałem ochotę zaprzeczyć krzykiem. Czułem tylko potrzebę chronienia delikatnego światła Lily, którym była w moim mrocznym świecie. To, co czułem do Lake… było nie do opisania, ale nie musiałem tego nazywać, by wiedzieć, że to niebezpieczne.

– Bo nie wierzysz w miłość?

Błąd. To dlatego, że ktoś taki jak ja nigdy nie będzie zdolny do miłości. Mimo to zapytałem:

– A ty wierzysz?

– Co twój ojciec na to? – zapytała, zamiast odpowiedzieć. – Czy nie chcieli cię zabić za to, że pokrzyżowałeś ich plany?

– Nie zostałem zabity za nieposłuszeństwo tylko dlatego, że miałem szczęście i pojawił się Mario. Wydaje mi się, że jego jedynym występkiem jest prostytucja dzieci i pornografia. Uratował mnie przed śmiercią i wkrótce potem zerwał kontakt ze swoim partnerem biznesowym, ale wcześniej zostawił mi na siebie namiar, w razie gdybym kiedykolwiek czegoś od niego potrzebował, to znaczy gdybym chciał dla niego pracować. Nie byłem na tyle głupi, by sądzić, że mu na mnie zależy.

– A co z twoim ojcem?

– Parę tygodni po śmierci Lily zostałem porwany przez jednego z nadzorujących, którego mój ojciec miał w garści. – To tylko potwierdzało, że każdego da się kupić, nawet za małą cenę. Skoro mój ojciec był spłukany, to nie zapłacił strażnikowi wiele. – Przebywałem u Mitcha od tygodnia, gdy nagle zjawiła się Sophia, chociaż na początku jeszcze nie wiedziałem, kim jest. Mitch od razu powiedział mi, że jest moim wujkiem. Jej tożsamość poznałem dopiero, gdy umarła.

– Naprawdę ją zabiłeś?

– Tak. – Patrzyłem, jak nadzieja w jej oczach umiera. Zazgrzytałem zębami. Ona nie powinna niczego ode mnie oczekiwać. Nadal jestem potworem z jej koszmarów.

– Dlaczego?

– A dlaczego nie?

– Bo była niewinna.

– Naprawdę? – Lake spędziła z Mitchem wiele godzin i wiedziałem, że w tym czasie rozmawiali. Na tę chwilę najpewniej wiedziała o mojej matce więcej niż ja, co nie oznaczało jednak, że może decydować o jej niewinności. To nie miało znaczenia. Nie byłem zainteresowany.

– Ale…

– Nie ma czegoś takiego jak niewinność – przerwałem jej ostrym tonem, aż podskoczyła. – Ile znasz matek, które tak po prostu, bez walki pozwoliłyby, żeby odebrano im dziecko?

– A więc z tego powodu ją zabiłeś? – warknęła.

– Nie wiedziałem, że jest moją matką, kiedy wsadziłem jej kulkę w łeb.

Pokręciła głową i odwróciła wzrok.

– Czy ty w ogóle tego żałujesz?

– Wyrzuty sumienia nie naprawią tego, co zrobiłem. Ona nie żyje. – Poczułem, że mój oddech przyspiesza, dłonie sztywnieją. Musiałem się stąd wydostać jak najszybciej. – Czegoś takiego nie da się cofnąć.

Wstałem i pobiegłem do drzwi. Szybko się domyśliła, co chcę zrobić, i próbowała mnie powstrzymać.

– Dokąd idziesz?

– Mam już dosyć gadania.

– A co z Mitchem? On wie, gdzie jesteś. Wie, gdzie my wszyscy jesteśmy.

– Jestem tego świadomy. – Już trzymałem rękę na klamce, gotowy do ucieczki, ale musiałem spojrzeć na nią jeszcze raz. – Niemal przeze mnie zginęłaś. Ale to mogę naprawić.

– Jak zamierzasz to zrobić? – zapytała podejrzliwie.

Otworzyłem drzwi i w końcu zmusiłem się do powiedzenia słów, które ciążyły mi w miejscu, gdzie powinno się znajdować serce.

– Pozwalam ci odejść.

Szybko, z trzaskiem zamknąłem drzwi. Nie byłbym w stanie spojrzeć jej w oczy i potem wyjść. W końcu puściłem klamkę. To już koniec. Teraz mogłem odejść.

Powinienem był się domyślić, że mi na to nie pozwoli.

Odszedłem ledwie półtora metra i usłyszałem jej pełen bólu głos:

– A więc to koniec? – Wszyscy na korytarzu, łącznie ze mną, zatrzymali się, by poczekać na rozwój sytuacji.

Odwróciłem się niechętnie. To był błąd, którego będę żałować do końca swojego życia. Kiedy spojrzała mi w oczy, zobaczyłem coś, czego nigdy bym się nie spodziewał – nawet wtedy, gdy jej nienawidziłem.

– Tylko tyle jestem w stanie ci dać.

Dzieliło nas kilka metrów, ale i tak widziałem, jak bierze oddech. Zacisnęła szczęki, mimo to w jej oczach błysnęły łzy, gotowe popłynąć i wyryć się w mojej pamięci na zawsze.

– Dręczyłeś mnie przez dziesięć lat, pieprzyłeś do utraty zmysłów przez ostatnie dwa miesiące i sprawiłeś, że się w tobie zakochałam. A jakby tego było mało, przez ciebie i twojego ojca dupka niemal zginęłam, a teraz myślisz, że tak po prostu możesz odejść, bo uważasz, że to właściwa decyzja?

– Gówno mnie obchodzi, czy coś jest właściwe, czy nie. – To przynajmniej była prawda. Gdyby zależało mi na tym, co właściwe, nie marzyłbym, żeby z nią uciec i na zawsze skraść jej przyszłość. – Chodzi o bezpieczeństwo.

– Kto tak twierdzi?

– Ja, a historia mojego brata dowodzi, że mam rację. Przeze mnie leży teraz w szpitalu i walczy o życie!

Kurwa. Nie chciałem się na nią wydrzeć. Miałem gdzieś, że właśnie ujawniłem moją prawdziwą relację z Keenanem.

Chciałem, żeby cios był jak najłagodniejszy. Już i tak wyrządziłem jej wiele krzywd.

Część mnie wiedziała, że to nie będzie łatwe, ale rozsądek podpowiadał mi, że ona będzie szczęśliwa tylko wtedy, jeśli na zawsze zniknę z jej życia.

– A więc jego też zamierzasz zostawić?

Nie, tylko ciebie, kochanie.

Krew płynąca w żyłach Keenana wiązała go ze mną i z niebezpieczeństwem obecnym w moim życiu. Tego nie da się wymazać.

– Jeśli to będzie konieczne – skłamałem. – On wciąż gdzieś tam jest.

– Bo postanowiłeś uratować życie swojemu bratu!

Skąd ona o tym wiedziała?

Było wtedy ciemno. Wszędzie unosił się pył. Te chwile, gdy nie mogłem jej odnaleźć w mroku, były najgorsze w moim życiu.

Nie, ona nie mogła o tym wiedzieć.

– Kochasz swojego brata, Keiran… – podeszła bliżej, aż poczułem się jak ofiara zagoniona w kozi róg – i kochasz mnie, bo inaczej by ci nie zależało.

Kocham ją? Czy ja kocham Lake Monroe?

Nie, kurwa.

Mowy nie ma.

To niemożliwe.

Pokręciłem głową i obróciłem się w stronę wyjścia.

Poczułem ból w plecach, bo coś twardego uderzyło mnie i spadło na podłogę. Zanim się zorientowałem, co to było, Lake rzuciła się na mnie i zaczęła rozpaczliwie okładać mnie pięściami. Łzy spływały jej po policzkach. Chciałem scałować każdą z nich, pozbyć się wszystkich. Było mi przykro, że przeze mnie płacze.

– Nie masz prawa tak odejść.

Uderzała mnie po torsie i czułem wyraźnie każdy cios, chociaż nie były silne i nie bolały fizycznie.

– Nie masz prawa znikać. – Uchyliłem się przed atakiem osłabionej i załamanej Lake. – Nie możesz – wyszeptała. Jej ciało drżało niekontrolowanie. Musiałem ją powstrzymać, zanim coś by sobie zrobiła.

Pochyliłem głowę, aż moje usta znalazły się tuż nad jej.

– Ja… cię… nie… chcę.

Posunąłem się za daleko.

Odepchnąłem ją.

Dosłownie i w przenośni.

Patrzyłem, jak ląduje na podłodze, i nie zrobiłem nic, by to powstrzymać. Wokół nas rozległy się śmiechy, a ja poczułem chęć mordu. Musiałem się stąd wynieść, zanim sytuacja się pogorszy.

Obracając się do wyjścia, zauważyłem stojącego niedaleko Quentina, który przyglądał nam się w milczeniu. Spojrzałem mu w oczy i wydałem niemy rozkaz: „Pomóż jej”.

Rozdział 2

• Listopad •

Keiran

Skręcę jej, kurwa, kark.

Oczywiście to nie była wina tego biednego głąba, którego właśnie trzymałem za szyję. On po prostu się napatoczył, kiedy miałem już dość jej zapachu, jej obecności, jej głupich drwiących oczu, których obraz nie dawał mi spokoju, i nie mogłam jej mieć.

Szlag. Mocniej zacisnąłem dłonie na jego szyi.

– Osadzony dziewięćset sześćdziesiąt, masz w tej chwili zostawić drugiego osadzonego! – Wyraźnie słyszałem za sobą rozkaz, ale miałem to gdzieś. Oni wszyscy za bardzo bali się do mnie podejść, więc gadali zza krat, gdzie czuli się bezpiecznie. Pizdy.

– Uspokój się, młody. Nie chcesz dać im powodu, by zatrzymali cię tu na dłużej. Weź się ogarnij – odezwał się ponury głos szanowanego, starszego osadzonego.

No właśnie. Znowu siedziałem.

I tym razem to nie był poprawczak.

Tym razem trafiłem do prawdziwego pierdla.

Do więzienia.

Możliwe, że długo nie ujrzę słońca, a ona najpewniej ucieknie ode mnie na zawsze.

Zabawne, że dopiero ostatnia myśl przekonała mnie, żebym odpuścił. Tylko dotarło to do mnie o sekundę za późno, bo moje ciało właśnie przeszył prąd. Puściłem szyję osadzonego. Moje mięśnie się spięły i z jękiem upadłem na podłogę, w myślach odliczając sekundy, aż mi przejdzie. Trwało to dziesięć sekund, ale miałam wrażenie, że raczej dziesięć żywotów. Chyba sobie na to zasłużyłem. Spojrzałem na kolegę z celi, który wciąż dyszał.

Moje łydki płonęły w miejscu, gdzie mnie porazili, a kiedy próbowałem wstać, kolana miałem miękkie. Parsknąłem śmiechem, bo właśnie przypomniałem sobie obietnicę, którą złożyłem, gdy po raz pierwszy się tu zjawiłem.

Ona chyba poniekąd dotrzymała słowa i w tej chwili się zastanawiałem, co mnie podnieca bardziej: myśl o jej cipce czy to, że w końcu mi się postawiła.

Dash twierdził, że moja obsesja na jej punkcie jest niezdrowa. Chyba miał rację, ale to nie oznaczało, że mnie to obchodzi. Ona należała do mnie. Ale kiedy znowu ujrzałem jej twarz, zacząłem się zastanawiać, kto tak naprawdę kogo posiadł. Stłumiłem podniecenie, myślałem o wszystkim, byle nie o niej.

– Niech ktoś go stamtąd wyciągnie – rozkazał jeden ze strażników. Przygotowałem się do walki, bo jednej rzeczy naprawdę nie znosiłem: osób, które myślały, że dadzą mi radę. Kiedy strażnik minął mnie ostrożnie i chwycił Billy’ego, mojego nieszczęsnego kolegę z celi, rozluźniłem się.

Podejrzewam, że nie powinienem był go atakować tylko dlatego, że podziwiał zdjęcie, ale trzy minuty temu nie można było mi przemówić do rozumu. Wszystko przez to, kto znajdował się na tym zdjęciu, które podziwiał. A było to zdjęcie Lake, które zabrałem jej rano po wspólnie spędzonej nocy.

Nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle zabrałem to zdjęcie. Po prostu czułem, że muszę je mieć. Nosiłem je ze sobą wszędzie, zawsze, i nawet się nie zorientowałem, kiedy zapomniałem o naszyjniku Lily. Lake wyglądała na zdjęciu na taką szczęśliwą i intuicja podpowiadała mi, że sfotografowano ją, gdy mnie nie było w mieście. Na myśl o tym, jaka była wtedy szczęśliwa, paliło mnie w gardle. Zacisnąłem pięści, wbijając paznokcie w dłonie. Nie chcę, żeby była szczęśliwa… chcę, by mi zapłaciła.

Ale prawda była taka, że chociaż bardzo chciałem się na niej zemścić za to, że przez nią coś poczułem, gdy przyszło co do czego, nie mogłem się zmusić, by być tak okrutny, za jakiego się miałem. Wiem, że to, co zrobiłem, niektórzy określiliby mianem podłości, ale mogłem i powinienem był się zachować o wiele gorzej. Popełniłem błąd i więcej go nie powtórzę. Tym razem nie zamierzam się hamować.

Monroe się doigra – odczuje cały mój ból, nienawiść i gniew, które na nią przeleję w taki czy inny sposób.

Kurwa, znowu się podnieciłem.

– Co się z tobą dzieje, młody? Myślałem, że masz w głowie więcej oleju niż te zjeby – zganił mnie Rufus, starszy osadzony, stawiając swoją tacę obok mojej.

Minęło kilka godzin od porannego incydentu i, o dziwo, oprócz porażenia paralizatorem wyszedłem z tego bez szwanku. A teraz był lunch i jadłem coś, czego nie ośmieliłbym się podać nawet psu, gdybym go miał.

– Nie powinieneś pokładać we mnie żadnych nadziei – odpowiedziałem. Niezależnie od tego, jak źle traktowałem tego gościa, on zawsze do mnie wracał. Przypominało mi to moją relację z Dashem, bo tak się zaprzyjaźniliśmy. Ja nie chciałem mieć przyjaciół, ale on się uparł, chciał mi pokazać, że się mnie nie boi, co w sumie było zabawne.

Starszy facet zachichotał, więc znowu skupiłem na nim wzrok. Potarł usta palcami, a ja przyjrzałem się symbolom na jego knykciach. Nie rozumiałem ich znaczenia, ale od razu się domyśliłem, że to członek gangu. Kilka razy wpadłem na takich jak on, a paru nawet zabiłem podczas szkolenia. Miałem wrażenie, że to było wieki temu. Poza tym wiedziałem, że ten facet nie pochodzi z tych okolic, więc musiał wpaść.

– Nie jestem twoim wrogiem i nie zamierzam nim być, ale podejrzewam, że poza murami masz kogoś, kto trzymał cię w ryzach.

– Tak, i on też nie chciał się odpieprzyć.

– W takim razie uznaj mnie za swojego anioła stróża.

– Dlaczego? – zapytałem coraz bardziej podejrzliwy i zirytowany.

– Bo go potrzebujesz, a ja nie lubię patrzeć, jak dzieciaki źle kończą tylko dlatego, że są zbyt głupie, by wiedzieć, kiedy powinny odpuścić.

– To tak tu trafiłeś? – zapytałem sarkastycznie.

– Można tak powiedzieć. Ale ja już nie jestem dzieciakiem. Dla mnie jest już za późno, ale dla ciebie nie. – Obróciłem się ku tacy z nietkniętym lunchem i zabrałem się do jedzenia. – A dlaczego ty tu jesteś? – zapytał po chwili milczenia.

– Jestem podejrzany o morderstwo.

– Jeśli trafiłeś tu z aresztu, to muszą mieć jakiś dowód.

– Mają świadka – odpowiedziałem i od razu zacząłem się zastanawiać, dlaczego mu się zwierzam.

– Świadków można się pozbyć. – Wzruszył ramionami.

– Nie tego – odpowiedziałem i usłyszałem niebezpieczną nutę we własnym głosie. Myśl o tym, że ktoś miałby skrzywdzić Monroe, budziła we mnie instynkt opiekuńczy, którego nie czułem od czasów Lily. Dostrzegałem ironię tej sytuacji.

– To ktoś z rodziny? – zapytał, uniósłszy brwi.

– Nie, to… – Zawahałem się, bo opisanie relacji między mną a Monroe nie było łatwe. – Chodzę z nią do szkoły – dokończyłem.

– A więc dziewczyna, tak? Jest dla ciebie ważna?

– Nie. – Złapałem za szklankę i wypiłem wodę duszkiem. Wiedziałem, jak smakuje kłamstwo. Pozbyłem się z języka gorzkiego smaku, a potem zjadłem kawałek… nawet nie wiedziałem, co to było.

– Synu, chcesz powiedzieć, że godzisz się na odsiadkę w więzieniu z powodu dziewczyny, na której rzekomo ci nie zależy?

– To skomplikowane – warknąłem i wziąłem kolejny kęs jedzenia, by nie musieć się dłużej tłumaczyć.

– Miłość zawsze jest skomplikowana, młody. – Odruchowo za szybko przełknąłem jedzenie i zakrztusiłem się. Rufus kilkukrotnie poklepał mnie ciężką ręką po plecach, aż mi przeszło. – Czyli to coś poważnego, tak? – Zaśmiał się zdziwiony.

Zacisnąłem palce na tacy, zastanawiając się, czy powinienem przyłożyć mu nią w twarz. Po chwili jednak puściłem ją, wziąłem kilka głębokich oddechów i stwierdziłem, że obrażanie jedynego sprzymierzeńca w tym miejscu nie byłoby zbyt rozsądne. Musiałem się powstrzymać, dopóki stąd nie wyjdę. Jeśli w ogóle wyjdę.

Nie chodziło o to, że nie byłem w stanie zaufać ludziom – po prostu nie chciałem im ufać. Dlaczego miałbym się przed kimś otwierać, skoro większość osób, które poznałem, byłbym w stanie zabić, jeśli tylko byłoby mi to na rękę?

Może Monroe miała rację i faktycznie byłem chory. Wiedziałem, że pragnęła mnie zmienić. Widziałem to w jej oczach. Patrzyła na mnie z nadzieją i… czymś jeszcze. Nie chciałem jej mówić, że mnie nie da się zmienić, że nie ma dla mnie żadnego lekarstwa poza śmiercią, a w najbliższym czasie nie planuję umierać.

Ale jedno było pewne – nie kochałem Lake Monroe.

– To co mi o sobie powiesz, młody?

– A dlaczego chcesz wiedzieć?

– Bo nigdy nie wiadomo, co będziesz z tego miał, jeśli opowiesz komuś historię swojego życia. Może coś dobrego. Może coś złego. Ale tutaj sprzymierzeńcy są potrzebni.

– Nie jestem zainteresowany.

– Dalej, przekonajmy się.

• Dwanaście lat temu •

– Ty – przysadzisty facet z gęstym zarostem na twarzy wycelował we mnie gruby paluch – ubieraj się. Dzisiaj zaczyna się twoje szkolenie.

– Szkolenie? – zapytałem, starając się ukryć lęk. Widziałem, co się dzieje z innymi, którzy okazują strach. Byli bici, głodzeni albo po prostu znikali.

– Dziś jest twój szczęśliwy dzień. Musisz na siebie zarobić. Może wtedy dostaniesz więcej żarcia. – Zaśmiał się ostro, aż jego brzuch się zatrząsnął.

– Co… Co mam zrobić? – Mężczyzna zmrużył oczy. Kuliłem się na twardej, poplamionej pryczy. Byłoby miło mieć jakąś pościel czy koc, ale powiedzieli nam, że na to jeszcze nie zasługujemy.

– Boisz się, mały? – warknął.

– Nie, proszę pana – odpowiedziałem szybko i zerwałem się na równe nogi.

– To dobrze. – Wyszczerzył się. – Bo dzisiaj się dowiesz, jak cenne jest życie i że odbieranie go jest niezłą zabawą.

• Obecnie •

Obudziłem się gwałtownie, spocony i wkurzony. Koc i pościel jak zwykle leżały zwinięte w nogach łóżka. Rzadko czułem potrzebę, by się w nocy przykrywać. Złapałem za koc i wytarłem twarz z potu, próbując rozluźnić obolałe mięśnie szczęki. Chyba zaciskałem ją przez sen.

Otrząsnąłem się ze wspomnień o Franku. Podły skurwiel, teraz już martwy. To była jedyna osoba, którą zabiłem z przyjemnością. Jak zwykle czekałem na przypływ wyrzutów sumienia lub poczucia winy – i jak zwykle nie nadchodziły.

Poczułem nagłą, lecz znajomą potrzebę, by zobaczyć się z Monroe. Gdy do tego dojdzie, zrobię jedną z dwóch rzeczy: albo ją zabiję, albo przelecę.

Rozdział 3

Lake

To chyba nie jest dobry pomysł. – Przesunęłam rozgorączkowanym wzrokiem po otoczeniu, chociaż wiedziałam, że nie znajdę tam źródła swojego niepokoju.

– Przestań, Lake. – Willow westchnęła. – Myślałam, że już się go nie boisz. Powiedziałaś, że od teraz tak będzie.

– Kiedy tak powiedziałam? – Posłałam oskarżycielskie spojrzenie najlepszej przyjaciółce, którą znałam od dziesięciu lat.

– Pięć minut temu – zażartowała Sheldon.

Powiedziała aż trzy słowa.

Stan Keenana się pogorszył, a teraz szybko zbliżał się do krytycznego. Dwa tygodnie temu zadzwoniła do mnie rozhisteryzowana Sheldon i powiedziała, że jedyne działające płuco Keenana zaczyna się zapadać. Co gorsza, po sprawdzeniu zgodności Johna i Sophii, rodziców Keenana, pod kątem dawców okazało się, że grupy krwi się nie zgadzają, i zalecono test na ojcostwo.

Kim w ogóle jest Sophia Blackwood?

To jedyna tajemnica w tej poplątanej sieci, w której utknęłam.

Po aresztowaniu Keirana oddychanie nie stało się dla mnie tak łatwe, jak tego oczekiwałam. Właściwie martwiłam się tak samo jak kiedyś. Kiedy kilka miesięcy temu Keiran wrócił do mojego życia, chciał się na mnie zemścić. Okazało się, że wtedy nie miał powodów do zemsty. Tym razem jednak sobie na to zasłużyłam.

Wsypałam go.

Postanowiłam z nim walczyć.

Mimo wszystko jakimś cudem czułam, że to jeszcze nie koniec. Że on wróci.

– Tak, więc daj już spokój. Będzie dobrze, bo o to zadbamy – zapewniła Willow. Willow nie przyjmowała odmowy. Przez ostatnie dwa tygodnie ona i Sheldon nakłaniały mnie, bym została. Możliwe, że raz czy dwa wręcz mi groziły…

Koniec końców uległam, bo co innego mogłam zrobić. Za bardzo je kochałam. A teraz stałam tutaj i po raz pierwszy od trzech tygodni miałam ponownie wejść do szkoły Bainbridge. Dobrze, że byłam do przodu z materiałem, bo w przeciwnym razie nie ukończyłabym liceum w tym roku, a to po prostu nie wchodziło w rachubę.

– Poza tym – dodała Sheldon – on już nie może cię dopaść. Jesteś bezpieczna.

– A co będzie jutro? Co się stanie, jeśli wyjdzie?

– Spalił żywcem dwie osoby. Nie wyjdzie.

Tylko czy naprawdę to zrobił? To pytanie paliło mnie w gardle i już niemal je zadałam, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili. Dopiero po fakcie dotarło do mnie, że nie mam na winę Keirana żadnego dowodu. Oczywiście to on ostatni widział ich żywych…

Pisk telefonu Sheldon wyrwał mnie z zamyślenia. Odebrała natychmiast, a na jej twarzy pojawił się jednocześnie wyraz cierpienia i ulgi. Odpowiadała krótkimi, pełnymi napięcia słowami. Wbijając wzrok w stopy, co jakiś czas kiwała głową. Gdyby słońce nie wyjrzało w tej chwili zza chmur, pewnie nie zauważyłabym samotnej łzy spływającej po jej gardle.

– Nie mogę, Dash. Po prostu nie dam rady. Przepraszam. Nie. Tak. Jezu… – Załkała i rozłączyła się. Willow i ja natychmiast rzuciłyśmy się w jej stronę, gdy ugięły się pod nią kolana.

– Co się stało? – zapytałam pełna obaw. Z całych sił próbowałyśmy ją podtrzymać, ale koniec końców opadła na podłogę, a my do niej dołączyłyśmy.

– Lekarze załatali fragment dziurawego płuca, ale to rozwiązuje problem tylko na chwilę. Będzie potrzebował przeszczepu, bo inaczej nie pożyje długo.

– O nie… – wyszeptała Willow ze łzami w oczach.

– Chryste. On… – Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej i zaczęła się kołysać w przód i w tył. W tym momencie nie obchodziło nas, że siedziałyśmy pośrodku szkolnego parkingu. Większość uczniów już znajdowała się w szkole, ale paru z nich nadal nam się przyglądało i szeptali między sobą, zakrywając usta dłońmi.

– Co? – ponagliłam ją.

– Obudził się – wydusiła drżącymi wargami.

– To chyba dobra wiadomość… prawda? – zapytała Willow.

– Tak, ale… – Nerwowo pokręciła głową. – Dash twierdzi, że ledwie mówi, ale poprosił o jedną rzecz.

– O co? – zapytałam, walcząc ze łzami. W jej oczach dostrzegłam smutek i kompletne wycieńczenie.

– Żeby się ze mną zobaczyć.

– Jak ci minął pierwszy dzień szkoły po powrocie? – zapytała ciocia Carissa, gdy tylko przekroczyłam próg domu.

– Nic się nie wydarzyło.

Jeśli nie liczyć załamania nerwowego Sheldon na środku parkingu. Próbowałam uciec do swojego pokoju, ale następne słowa cioci natychmiast mnie powstrzymały.

– Odwiedził mnie dzisiaj detektyw Daniels.

– Naprawdę? Ciekawe, czego mógł… – udawałam odruchowo.

– Bóg mi świadkiem, jeśli naprawdę chcesz mnie okłamać, to… – warknęła, wstała z kanapy i oparła ręce na biodrach.

– Miałabym cię okłamać bardziej niż ty mnie? – Przełknęłam gorycz w ustach.

– Lake…

– Nie, ciociu. Nie mogę teraz tego słuchać.

– Kiedyś musisz – oponowała.

– Wiem, po prostu… nie teraz. – Pokiwała głową na zgodę, ale po chwili w jej oczach pojawił się gniew i już wiedziałam, że nasza kłótnia dopiero się zaczyna.

– Dlaczego policja cię tu szukała?

Dobre pytanie. Detektyw na pewno wiedział, że jestem w szkole. Wiedziałam, jaką grę prowadzi. Wsypałam Keirana, a oni go aresztowali, ale nic na niego nie mieli, dopóki nie złożę zeznań. Gdy doszłam do siebie po wstrząsie związanym z tym, że doniosłam na Keirana, i gdy stan Keenana się poprawił, zaczęłam mieć wątpliwości. Nawet próbowałam wrócić na posterunek i wycofać oskarżenie, ale im się to nie spodobało.

Keiranowi uniemożliwiono wyjście za kaucją, bo miał już kartotekę, a także kiepskie relacje z Trevorem Reynoldsem, jedną z ofiar, które spłonęły żywcem. Drugą ofiarą była Anya Risdell, była Keirana… czy coś.

Gdy na spokojnie się nad tym zastanowiłam, dotarło do mnie, że nie jestem w stanie zeznawać przeciwko Keiranowi, bo nie chcę, by okazał się winny. Był ostatnią osobą, która widziała Anyę i Trevora żywych – na festynie, gdy Trevor próbował mnie porwać i dostarczyć Mitchowi, ojcu Keirana, który chciał mnie wykorzystać, by zabić własnego syna dla pieniędzy.

Ech, poniedziałek wieczór, a tu takie myśli…

– Lake? – odezwała się ciocia, unosząc brew, bo długo nie odpowiadałam.

Niech to szlag.

– Eee… Zapomniałam ci powiedzieć… że miesiąc temu włamano się do domu. Tak bardzo przepraszam, ciociu – wypaliłam, gdy dostrzegłam jej zaniepokojone spojrzenie.

– Co? Nic ci się nie stało? – Podbiegła do mnie szybko i zaczęła oglądać.

– Nie, zamknęłam się w pokoju do przyjazdu policji.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? – wrzasnęła. Nie byłam przygotowana na taką ostrą reakcję. Dotarło do mnie, że to ciągle tylko cisza przed burzą.

– Nie chciałam, żebyś się martwiła. Myślałam, że byłaś w trasie i promowałaś książkę – rzuciłam.

– Lake, musisz wiedzieć, że miałam dobre intencje. Nie chciałam, żebyś robiła sobie nadzieję, jeśli wróciłabym z pustymi rękami.

– Teraz już jest za późno. Moja nadzieja umarła dawno temu.

– Kochanie, nie mów tak. Twoja nadzieja nie umarła. Po prostu musisz ją znowu w sobie odnaleźć.

– Przepraszam, że nie powiedziałam ci o włamaniu – zmieniłam temat.

– Najważniejsze, że nic ci nie jest. Ale nie próbuj więcej wykorzystywać tej wymówki. Nie obchodzi mnie, co według ciebie jest dla mnie najlepsze. Jestem dorosłą osobą, nie możesz podejmować za mnie decyzji. Ja wybieram dla nas najkorzystniejsze rozwiązania, jasne?

Kiedy skończyła, poczułam się trochę nieswojo. Ciocia miała cięty język i potrafiła sprowadzić człowieka do parteru, choć jej wygląd zupełnie o tym nie świadczył.

– Jasne. – Przytuliłyśmy się, a potem w końcu mogłam uciec na górę. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju, westchnęłam głośno.

Jeden dzień za mną, jeszcze sześć miesięcy. Wtedy będę wolna.

Tylko… czy będę wolna tak naprawdę?

Keiran powiedział mi kiedyś, że nieważne, jak daleko ucieknę, on nigdy nie da mi odejść. Zaczynałam sądzić, że będę mieć szansę na nowy początek, tylko jeśli Keiran zostanie w więzieniu.

A poza tym Mitch był na wolności. Czaił się gdzieś, czekał, by zabić swoich synów.

Wow. Jeszcze kilka miesięcy temu Keiran i Keenan Mastersowie byli kuzynami, a teraz są braćmi. Kiedy prawda wyszła na jaw, wszystko nabrało sensu. Oczywiście, że byli braćmi. Byli do siebie bardziej podobni, niż się wydawało na pierwszy rzut oka. Keirana otaczała mroczna aura, którą wszyscy wyczuwali, a Keenan bardziej się kojarzył z cieniem.

Przemierzyłam pokój i rzuciłam się na łóżko. Czekałam na sen, ale gdy tylko zatopiłam się w miękkiej pościeli, powróciły wspomnienia. Nagle wszędzie czułam jego zapach, który wgryzł się w materiał.

Kiedy postanowiłam wrócić do Six Forks, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by pozbyć się go zupełnie. Zaczęłam od pościeli. Nie chciałam mieć z nim żadnych wspomnień. Nie chciałam pamiętać, jak to jest, gdy doprowadza mnie na szczyt i każe mi błagać o więcej. Ale czułam go każdego dnia. Kiedy starałam się być silna, on zawsze był obok, więc musiałam z tym walczyć.

Już nie mogłam się ukrywać.

Nawet nie wiem, kiedy przesunęłam rękę, ale po chwili poczułam ją w swoich majtkach. Rozkazałam sobie przestać, ale to nic nie dało.

Jęcząc głęboko z podniecenia, przewróciłam się na plecy, rozpięłam guzik spodni i zsunęłam je do bioder, tak jak on zrobił, gdy dotykał mnie po raz pierwszy.

O tak.

Moje palce w końcu dosięgły miejsca, w którym potrzebowałam ich najbardziej, przesunęły się po wilgoci wywołanej jego wspomnieniem. Tylko że potrzebowałam czegoś więcej niż wspomnienia, potrzebowałam jego dotyku. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że to jego palce dotykają mojej łechtaczki, że to dzięki nim robię się jeszcze bardziej mokra.

Że to nie ja siebie dotykam, tylko on.

– Keiran – wyszeptałam głosem przesyconym pożądaniem.

W głowie usłyszałam jego głos: „Pragniesz mnie, skarbie?”. Brzmiał tak jak wcześniej, gdy byliśmy razem.

– Tak, chcę więcej – jęknęłam, jakby naprawdę tu był. Bez zastanowienia wsunęłam palce do środka, zaczęłam dyszeć i wić się do ich rytmu. To niesamowite, jak Keiran potrafił mnie pieprzyć, nawet gdy go tu nie było.

Moja łechtaczka domagała się więcej, więc wyciągnęłam drugą rękę i zaczęłam ją gorączkowo pocierać. Wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Komórka znajdowała się za głęboko, bym miała odebrać, ale kiedy rozdzwoniła się po raz drugi, pomacałam kieszeń jedną ręką, drugą dalej się dotykając. Nie miałam nastroju na żadną rozmowę, więc postanowiłam, że od razu się rozłączę, chyba że będzie to coś pilnego.

– Halo? – warknęłam, próbując stłumić jęk frustracji. Z jakiegoś powodu orgazm nie chciał nadejść. Później na pewno będzie mi wstyd za to, że dotykałam się podczas rozmowy telefonicznej, ale teraz miałam to gdzieś.

– Więzienie stanowe w Bainbridge – przywitał mnie automatyczny głos.

Pieściłam się szybciej, nieświadoma tego, co się dzieje.

– Masz oczekujące połączenie od…

Moje uda mimowolnie rozsunęły się na tyle, na ile pozwoliły mi dżinsy, nasilające się napięcie szybko stało się nie do wytrzymania, a potem usłyszałam jego głęboki głos…

– Keirana.

Doszłam.

Mocno.

Z mojego gardła wydobył się niemy krzyk, wyrażający zniecierpliwienie, frustrację i potrzebę.

– Czy akceptujesz połączenie?

– Tak! – krzyknęłam w ekstazie po spełnieniu, którego potrzebowałam. Nie słyszałam szumiącej ciszy w słuchawce. Skupiałam się tylko na dzwonieniu w uszach i blednącym w myślach obrazie Keirana. Wraz z nim zniknął jego wyimaginowany dotyk na mojej skórze.

Przez minutę leżałam na łóżku, próbując złapać oddech, i dopiero wtedy dotarło do mnie, że telefon leży obok mojej głowy. Upokorzona podniosłam go, mój palec zawisł nad przyciskiem, ale coś mi mówiło, bym tego nie robiła. Gdy przed chwilą słyszałam jego głos, brzmiał bardzo realistycznie i blisko. Ale to na pewno tylko moja wyobraźnia. Przecież on był w więzieniu. Był…

„Więzienie stanowe w Bainbridge”.

Dzwonił do mnie.

Boże.

– H-halo? – odezwałam się z wahaniem. Proszę, oby to nie był on. Proszę, oby to nie był on.

– Dotykałaś się? – Jego chłodny głos uderzył we mnie jak podmuch wiatru, a mimo to moje ciało wciąż płonęło.

Byłam tak zszokowana i upokorzona, że nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– A ty?

Wiedziałam, że będzie ze mnie drwić i uśmiechać się arogancko, dlatego moje upokorzenie od razu przeszło w gniew.

– Nie. – Zaśmiałam się kpiąco. – Ktoś mi pomógł. – Odsunęłam telefon od ucha i rzuciłam w stronę pustego pokoju: – Dzięki, skarbie. Byłeś boski.

Usłyszałam niski pomruk. Był jak miód dla moich uszu.

– Całe szczęście, że mam jeszcze jakieś poczucie humoru, bo inaczej musiałbym w tej chwili się stąd wydostać – zagroził.

– Po co dzwonisz?

– Nie chciałem, żebyś o mnie zapomniała.

– Za późno. Już zapomniałam o tobie i twoim poczuciu humoru. – Zaczerwieniłam się ze wstydu, poprawiając majtki.

– I to dlatego właśnie się dotykałaś?

– Ja wcale… się nie dotykałam.

– Zapominasz… że dzięki mnie doszłaś nie raz, więc wiem, jak brzmisz, gdy dochodzisz. I potrafię poznać, kiedy kłamiesz. Myślałaś o mnie?

– Co? – krzyknęłam i niemal upuściłam telefon.

– Czy myślałaś o mnie? – powtórzył, podkreślając każde słowo. – Kiedy robiłaś sobie dobrze.

Prychnęłam i przewróciłam oczami. Na szczęście mnie nie widział, tylko słyszał.

– Rzeczywiście masz niezłe poczucie humoru.

– Kurde, ale ty jesteś dzisiaj odważna!

– Odnoszę wrażenie, że ta rozmowa zmierza ku końcowi, więc się rozłączam. Miło było pogadać.

– To dzięki mojemu głosowi doszłaś, prawda? Tak bardzo się starałaś, tyle z siebie dałaś, a jednak nie mogłaś znaleźć tego, co by cię…

– Nawet sobie nie…

– Nie pochlebiaj? Ja bym nie śmiał, ale ty mi pochlebiasz. Czy ty wiesz, co się ze mną dzieje, gdy słyszę, że dotykasz się przeze mnie? Robi mi się gorąco, Lake, i się podniecam.

– Cóż, brzydki nie jesteś, więc na pewno znajdzie się tam masa facetów, którzy dotrzymają ci towarzystwa – warknęłam. Prawdę powiedziawszy, chciałam tym tekstem pozbyć się z głosu nerwowego podniecenia, które poczułam na myśl, że zrobiło mu się gorąco i się podniecił.

Milczał przez chwilę, potem zapytał:

– Czyli wróciłaś?

Wiedziałam, o co mu chodziło, i nie musiałam dopytywać.

– Nie powinnam była.

– To co się zmieniło?

– Na przykład to, że jesteś w więzieniu?

Jego oschły śmiech uderzył we mnie tak, jakby nie dzieliły nas telefon i więzienie.

– Nie zostanę skazany, skarbie.

– Nie jestem twoim skarbem – rzuciłam rozdrażniona.

– Mówiłaś inaczej, kiedy ostatnio w tobie byłem.

– Czeka cię odsiadka – stwierdziłam.

– Skąd ta pewność?

– Bo ich zabiłeś, Keiran. – Wstałam, zaczęłam krążyć po pokoju, próbując wziąć się w garść. Nie boisz się go. Nie boisz się go. – Jesteś chory.

– Z tym się zgodzę, ale ich nie zabiłem.

– Nie wierzę ci.

– Mam to gdzieś.

– Dlaczego to zrobiłeś?

– Co cię to obchodzi? Im nawet by nie drgnęła powieka, gdybyś to ty płonęła.

– Chyba nie powinnam z tobą rozmawiać – odparłam wymijająco. Miał rację, wkurzało mnie to. Ale to nie znaczyło, że tamtych można było torturować i zabić.

– A to dlaczego?

– Bo cię wsypałam? – Zaśmiałam się bez humoru. – Bo będę przeciwko tobie zeznawać?

– Nie będziesz.

– Naprawdę? – Zatrzymałam się pośrodku pokoju.

– Nie będziesz – powtórzył z zadowoleniem.

– Skąd ta pewność?

– Jak inaczej poczujesz mnie znowu między nogami, jeśli zostanę skazany?

– Nie ma mowy – syknęłam.

– Tak właśnie będzie. A chcesz wiedzieć, jak do tego dojdzie?

Nie pytaj. Nie pytaj.

– Jak? – zapytałam, po raz setny ignorując złe przeczucie.

– Przyjdę po ciebie, Lake – obiecał cicho. W jego głosie wyczułam uśmiech. – Jesteś na mnie gotowa?

Nie, w żadnym razie nie byłam gotowa. Wiedziałam, po co przyjdzie, jeśli go wypuszczą. Keiran był mściwy i nie lubił tracić kontroli. Odebrałam mu ją, kiedy na niego doniosłam. Przełknęłam znajomy strach, wmówiłam sobie, że jeśli znowu po mnie przyjdzie, tym razem będzie inaczej.

Ja byłam inna.

– Hej, Keiran?

– Tak?

– Tylko nie upuść mydła pod prysznicem.

Rozdział 4

KEIRAN

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tytuł oryginału:

Fear You

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Katarzyna Kusojć

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © OlegUsmanov / iStockphoto.com

Projekt okładki: © Amanda Simpson of Pixel Mischief Design

Wyklejka: © PrasongTakham/Shutterstock.com

GGrafika na stronach rozdziałowych: © Dragan Milovanovic,

© Sunny studio / Shutterstock.com

Copyright © 2015. Fear Me by B.B. Reid.

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Sylwia Chojnacka, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66718-47-0

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek