Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą - Jan Sowa - ebook

Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą ebook

Jan Sowa

4,0

Opis

Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle, albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, Lacanowskiej psychoanalizy, teorii systemów-światów, studiów postkolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii hegemonii. Tytułowa figura „fantomowego ciała króla” nawiązuje do koncepcji „dwóch ciał króla” przedstawionej niegdyś błyskotliwie przez Ernsta Kantorowicza w książce pod takim samym tytułem. Poprzez metaforę fantomowego ciała Sowa opisuje I Rzeczpospolitą, której kondycję determinował przede wszystkim szereg braków. Pokazuje, że począwszy od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fantomem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Owo nieistnienie położyło się cieniem na losach Polski od wczesnej nowoczesności wieków XVI i XVII, przez rozbiory aż po czasy współczesne. Fantomowe ciało króla nie jest jednak typową pracą historyczną. Jej przedmiot to przede wszystkim współczesna Polska i jej problemy z nowoczesnością. Na kartach książki w zaskakujący i – jak się okazuje – inspirujący sposób Wallerstein spotyka się z Gombrowiczem, Brzozowski z Lacanem, Lefort z Andersonem a Gramsci i Laclau ze staropolskimi sarmatami, aby wyjaśnić zagadkę, jaką była i jest Polska.

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 773

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (2 oceny)
1
0
1
0
0

Popularność




Pu­bli­ka­cja do­fi­nan­so­wa­na przez wy­dział Za­rzą­dza­nia i Ko­mu­ni­ka­cji Spo­łecz­nej oraz In­sty­tut Kul­tu­ry Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go

© Co­py­ri­ght by Jan Sowa and To­wa­rzy­stwo Au­to­rów i Wy­daw­ców Prac Na­uko­wych UNI­VER­SI­TAS, Kra­ków 2011

ISBN 97883-242-1544-7

TA­iWPN UNI­VER­SI­TAS

Re­dak­tor na­uko­wyMał­go­rza­ta Su­gie­ra

Pro­jekt okład­ki i stron ty­tu­ło­wychKa­ta­rzy­na Na­le­pa

Mo­tyw gra­ficz­ny na okład­ce we­dług kon­cep­cji au­to­ra. Wy­ko­rzy­sta­no sche­mat Wy­obra­że­nio­we (I) – Re­al­ne (R) – Sym­bo­licz­ne (S) Ja­cqu­es’a La­ca­na.

Hi­sto­rya wy­two­rzy­ła nas — ma­rzyć o unie­za­leż­nie­niu się od hi­sto­ryi jest to ma­rzyć o sa­mo­uni­ce­stwie­niu, o roz­pły­nię­ciu się w ete­rze fe­eryi i ba­śni. Jest na­szą isto­tą wła­śnie to, że je­ste­śmy Eu­ro­pej­czy­ka­mi, ży­ją­cy­mi w tym, a nie in­nym mo­men­cie. — Na­sze ja — to nie jest coś sto­ją­ce­go na ze­wnątrz hi­sto­ryi, lecz ona sama; nie ma moż­no­ści wy­zwo­le­nia się od niej, gdyż nie ma w nas włók­na, któ­re­by do niej nie na­le­ża­ło. Gdy usi­łu­je­my wy­zwo­lić się od hi­sto­ryi, pa­da­my ofia­rą hi­sto­ryi nie­zro­zu­mia­nej.

Sta­ni­sław Brzo­zow­ski

Po­znaj sa­me­go sie­bie.

mot­to wy­rocz­ni w Del­fach

Podziękowania

Pra­cę nad ni­niej­szą książ­ką uła­twi­ło mi sty­pen­dium ha­bi­li­ta­cyj­ne, któ­re otrzy­my­wa­łem w la­tach 2008–2010. Dzię­ku­ję prof. Krzysz­to­fo­wi Ple­śnia­ro­wi­czo­wi za wspar­cie w sta­ra­niach o nie. In­spi­ru­ją­ce były dla mnie licz­ne dys­ku­sje z ko­le­żan­ka­mi i ko­le­ga­mi zwią­za­ny­mi z Ka­te­drą Kul­tu­ry Współ­cze­snej UJ, gdzie na co dzień pra­cu­ję. Szcze­gól­ne po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się Ewie Ma­jew­skiej, Ja­ku­bo­wi Maj­mur­ko­wi oraz Ku­bie Mi­kur­dzie, któ­ry za­dał so­bie rów­nież trud lek­tu­ry i sko­men­to­wa­nia psy­cho­ana­li­tycz­nych czę­ści książ­ki, gdy była ona jesz­cze w ma­szy­no­pi­sie. Oczy­wi­ście, za wszel­kie błę­dy i nie­do­cią­gnię­cia w tek­ście od­po­wie­dzial­ność mogę po­no­sić tyl­ko ja sam.

 Frag­men­ty Fan­to­mo­we­go cia­ła kró­la re­in­ter­pre­tu­ją­ce hi­sto­rię Pol­ski z per­spek­ty­wy post­ko­lo­nial­nej mia­łem oka­zję przed­sta­wić w cza­sie se­mi­na­rium prof. Krzysz­to­fa Wo­dicz­ki w Wyż­szej Szko­le Psy­cho­lo­gii Spo­łecz­nej w War­sza­wie w lu­tym 2010 roku oraz pod­czas se­me­stral­ne­go kur­su do­ty­czą­ce­go teo­rii post­ko­lo­nial­nej, któ­ry pro­wa­dzi­łem tam w ra­mach stu­diów po­dy­plo­mo­wych Sztu­ka – prze­strzeń pu­blicz­na – de­mo­kra­cja w roku aka­de­mic­kim 2010/11. Dzię­ku­ję uczest­ni­kom tych za­jęć za wszyst­kie dys­ku­sje i uwa­gi, a ich or­ga­ni­za­to­rom, w tym szcze­gól­nie Jo­an­nie War­szy, za za­pro­sze­nie do współ­pra­cy. Last but not le­ast, po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się ze­spo­ło­wi wy­daw­nic­twa Uni­ver­si­tas oraz re­dak­to­rom i re­dak­tor­ce se­rii Ho­ry­zon­ty no­wo­cze­sno­ści, któ­rych kom­pe­ten­cje i życz­li­wość po­zwo­li­ły na szyb­kie i spraw­ne wy­da­nie książ­ki.

Wprowadzenie

Czu­łem się za owych lat w Pol­sce, jak w czymś, co chce być, a nie może, chce się wy­po­wie­dzieć, a nie po­tra­fi…

Wi­told Gom­bro­wicz, Dzien­nik

„Interpol”

W 1996 roku w sztok­holm­skiej ga­le­rii Farb­fa­bri­ken otwar­to or­ga­ni­zo­wa­ną wspól­nie przez Szwe­dów i Ro­sjan wy­sta­wę In­ter­pol. W za­mie­rze­niu ku­ra­to­rów — Jana Ama­na i Vik­to­ra Mi­sia­no — to przy­go­to­wy­wa­ne przez po­nad dwa lata przed­się­wzię­cie mia­ło być prze­strze­nią kul­tu­ro­we­go dia­lo­gu mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem, któ­rych toż­sa­mo­ści i po­zy­cje zo­sta­ły zre­de­fi­nio­wa­ne przez wy­da­rze­nia z prze­ło­mu lat osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Sprzy­jać miał temu spo­sób za­pro­jek­to­wa­nia i aran­ża­cji wy­sta­wy. Za­kła­da­no, że każ­dy z za­pro­szo­nych ar­ty­stów za­go­spo­da­ru­je całą prze­strzeń ga­le­rii, a nie tyl­ko jej wy­ci­nek, jak ma to za­zwy­czaj miej­sce. Ta ko­niecz­ność ne­go­cjo­wa­nia wspól­ne­go uży­cia jed­nej prze­strze­ni — nie tyl­ko me­ta­fo­rycz­nie, ale w spo­sób jak naj­bar­dziej re­al­ny — wy­ra­ża­ła nową sy­tu­ację Wscho­du i Za­cho­du, któ­re prze­sta­ła dzie­lić Że­la­zna Kur­ty­na. Mia­ła skło­nić ar­ty­stów do pod­ję­cia dia­lo­gu i współ­pra­cy. Nie­ste­ty, ta iście Ha­ber­ma­sow­ska wi­zja ko­mu­ni­ka­cyj­nej ra­cjo­nal­no­ści szyb­ko upa­dła, ustę­pu­jąc miej­sca emo­cjo­nal­nym, an­ta­go­ni­stycz­nym ar­ty­ku­la­cjom wio­dą­cym do bez­po­śred­niej, fi­zycz­nej kon­fron­ta­cji. Już od pierw­sze­go spo­tka­nia ar­ty­ści z Ro­sji i Szwe­cji oka­za­li się zbyt od­mien­ni, aby wpi­sać się we wspól­ną prze­strzeń nie­hie­rar­chicz­nej, swo­bod­nej i ra­cjo­nal­nej ko­mu­ni­ka­cji. Pod­czas gdy Ro­sja­nie przy­stą­pi­li do roz­mo­wy z go­to­wy­mi po­my­sła­mi i za­czę­li za­da­wać fun­da­men­tal­ne py­ta­nia do­ty­czą­ce kon­cep­tu­al­nych ram pro­jek­tu oraz jego spo­łecz­no-po­li­tycz­nych zna­czeń, Szwe­dzi wo­le­li wyjść od luź­nych po­my­słów i roz­bu­do­wy­wać je w mia­rę roz­wo­ju pro­jek­tu. Nie chcie­li po­dej­mo­wać dys­ku­sji na te­mat ja­kich­kol­wiek pod­sta­wo­wych i nad­rzęd­nych idei, uzna­jąc, iż wy­po­wie­dzi ar­ty­stycz­ne ukształ­tu­ją się w toku prac nad wy­sta­wą, a nie czczych ich zda­niem de­bat o im­pon­de­ra­bi­liach. Ta pod­sta­wo­wa roz­bież­ność szyb­ko do­pro­wa­dzi­ła do po­wsta­nia po obu stro­nach sil­nych uprze­dzeń: Ro­sja­nie uzna­li, że Szwe­dzi cier­pią na syn­drom nie­zde­cy­do­wa­nej bo­he­my, in­te­lek­tu­al­ną in­er­cję i nie­umie­jęt­ność kon­cep­tu­al­ne­go my­śle­nia; Szwe­dzi od­czy­ta­li za­cho­wa­nie Ro­sjan jako kie­ro­wa­ne kom­plek­sa­mi, sztyw­ne, ty­po­we dla lu­dzi o to­ta­li­tar­nej men­tal­no­ści i agre­syw­ne. Jak pod­su­mo­wał to Vic­tor Mi­sia­no, „pod­sta­wo­wa idea ca­łe­go pro­jek­tu, czy­li za­ło­że­nie, że kon­fron­ta­cja róż­nych idei może pro­wa­dzić do dys­ku­sji i re­ali­za­cji wspól­ne­go pro­jek­tu — po­nio­sła już na wstę­pie spek­ta­ku­lar­ną po­raż­kę” 1.

 Roz­cza­ro­wa­ny tak fa­tal­nym po­cząt­kiem współ­pra­cy Mi­sia­no wy­co­fał się z pro­jek­tu. In­ter­pol stał się przed­się­wzię­ciem pro­wa­dzo­nym wy­łącz­nie przez Szwe­dów, z udzia­łem kil­ku za­gra­nicz­nych ar­ty­stów. Ten ra­dy­kal­ny krok ro­syj­skie­go ku­ra­to­ra oka­zał się uza­sad­nio­ny: pro­ces re­ali­za­cji In­ter­po­lu do­wo­dzić może wie­lu rze­czy, ale na pew­no nie moż­li­wo­ści kon­struk­tyw­ne­go dia­lo­gu mię­dzy ludź­mi ukształ­to­wa­ny­mi przez róż­ne re­alia spo­łecz­ne, hi­sto­rycz­ne i kul­tu­ro­we. Im bar­dziej zbli­żał się mo­ment nada­nia wy­sta­wie osta­tecz­ne­go kształ­tu, tym ja­śniej­szy sta­wał się fun­da­men­tal­ny brak kom­pa­ty­bil­no­ści mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem:

 Dla Ro­sjan by­cie ar­ty­stą oka­za­ło się przede wszyst­kim kwe­stią mo­ral­nej sa­mo­iden­ty­fi­ka­cji. To, co in­te­re­su­je ich w sztu­ce, to in­te­lek­tu­al­ne po­szu­ki­wa­nia i mie­rze­nie się z uni­wer­sal­ny­mi pro­ble­ma­mi on­to­lo­gicz­ny­mi oraz eg­zy­sten­cjal­ny­mi. […] Ar­ty­ści szwedz­cy uzy­sku­ją swo­ją toż­sa­mość dzię­ki me­cha­ni­zmom spo­łecz­nym i in­sty­tu­cjo­nal­nym. Sztu­ka jest dla nich sa­mo­dziel­nym ję­zy­kiem i au­to­no­micz­ną do­me­ną dzia­ła­nia. […] Ro­syj­scy ar­ty­ści mają skłon­ność do eg­zal­ta­cji i po­szu­ku­ją w sztu­ce spo­so­bu na roz­wią­za­nie pro­ble­mów prak­tycz­nej eg­zy­sten­cji, na­to­miast dla Szwe­dów waż­niej­sze jest za­cho­wa­nie pry­wat­no­ści. Dla Ro­sjan sztu­ka jest do­świad­cze­niem ży­cia, dla Szwe­dów — dro­gą do za­ję­cia od­po­wied­niej po­zy­cji w ob­rę­bie sys­te­mu świa­ta sztu­ki 2.

 Do kul­mi­na­cji kon­flik­tu do­szło pod­czas wer­ni­sa­żu wy­sta­wy. Więk­szość ro­syj­skich ar­ty­stów po licz­nych kłót­niach na te­mat spo­so­bu re­ali­za­cji wy­sta­wy wy­co­fa­ła się z przed­się­wzię­cia. W dniu otwar­cia po­zo­sta­ło ich tyl­ko dwóch: Ale­xan­der Bre­ner i Oleg Ku­lig 3. Ich udział oka­zał się jed­nak jesz­cze więk­szym skan­da­lem niż re­zy­gna­cja wszyst­kich po­zo­sta­łych ar­ty­stów. Bre­ner po pół­to­ra­go­dzin­nym bi­ciu w bęb­ny rzu­cił się z krzy­kiem na gi­gan­tycz­ną in­sta­la­cję Wen­dy Gu, któ­ra sta­no­wi­ła ma­te­rial­ny trzon wy­sta­wy, i kom­plet­nie ją znisz­czył. Ku­lig, któ­ry w cza­sie wer­ni­sa­żu miał nago od­gry­wać psa na łań­cu­chu, wy­rwał się z klat­ki, rzu­cił na zwie­dza­ją­cych i po­gryzł kil­ka osób 4. Szwedz­ki ku­ra­tor Jan Aman kop­nął go, we­pchnął z po­wro­tem do klat­ki i we­zwał po­li­cję, któ­ra aresz­to­wa­ła obu ro­syj­skich ar­ty­stów.

 Skan­dal w cza­sie wer­ni­sa­żu nie był by­naj­mniej koń­cem kon­tro­wer­sji. Obu­rzo­nym Szwe­dom za­czę­li wtó­ro­wać go­ście „z in­nych kra­jów za­chod­nich. Z ini­cja­ty­wy fran­cu­skie­go kry­ty­ka sztu­ki Oli­vie­ra Za­hma (któ­re­go do udzia­łu w pro­jek­cie za­pro­sił Włoch Mau­ri­zio Ca­tel­lan, sam za­pro­szo­ny wcze­śniej przez ro­syj­skie­go ar­ty­stę Va­di­ma Fisz­ki­na) kil­ku­na­stu ar­ty­stów na­pi­sa­ło List Otwar­ty do Świa­ta Sztu­ki, w któ­rym pod ad­re­sem Ro­sjan pa­da­ją ta­kie okre­śle­nia i oskar­że­nia, jak „chu­li­ga­nizm i ide­olo­gia skin­he­adów”, „fa­szyzm”, „kla­sycz­ny mo­del za­cho­wa­nia im­pe­ria­li­stycz­ne­go”, „bez­po­śred­ni atak na sztu­kę, de­mo­kra­cję i wol­ność wy­po­wie­dzi” czy „nowa for­ma to­ta­li­tar­nej ide­olo­gii”.

Zderzenie cywilizacji

Cała sy­tu­acja wręcz na­brzmia­ła sym­bo­licz­ny­mi zna­cze­nia­mi. Oto w No­wej Eu­ro­pie, jed­no­czą­cej się po oba­le­niu Że­la­znej Kur­ty­ny, ar­ty­ści z Ro­sji — któ­ra od wie­ków od­gry­wa­ła dla Za­cho­du rolę „bli­skie­go in­ne­go”, ro­dza­ju nie­co nie­prze­wi­dy­wal­ne­go i eks­cen­trycz­ne­go krew­ne­go, odro­bi­nę prze­ra­ża­ją­ce­go, ale rów­nież fa­scy­nu­ją­ce­go i sty­mu­lu­ją­ce­go wy­obraź­nię — zo­sta­ją za­pro­sze­ni, aby na­wią­zać dia­log ze swo­imi ko­le­ga­mi z wy­so­ko cy­wi­li­zo­wa­nej i roz­wi­nię­tej Szwe­cji. Ra­cjo­nal­ne po­ro­zu­mie­nie od razu oka­zu­je się tyl­ko fan­ta­zma­tem or­ga­ni­za­to­rów wy­sta­wy. Re­la­cja sił jest przy tym zde­cy­do­wa­nie asy­me­trycz­na: Szwe­dzi mają za sobą nie­po­mier­nie więk­sze do­świad­cze­nie i spraw­ność w po­ru­sza­niu się po in­sty­tu­cjo­nal­no-dys­kur­syw­nym polu sztu­ki współ­cze­snej. Za ich ple­ca­mi stoi po­tęż­na kul­tu­ra za­chod­nia ze zbio­rem war­to­ści pre­ten­du­ją­cych do uni­wer­sa­li­zmu, dzię­ki cze­mu Szwe­dom od po­cząt­ku uda­je się zdo­mi­no­wać sy­tu­ację na po­zio­mie sym­bo­licz­nym. Stro­na ro­syj­ska zo­sta­je spa­cy­fi­ko­wa­na mię­dzy in­ny­mi dzię­ki wy­ko­rzy­sta­niu sze­ro­kie­go re­per­tu­aru kul­tu­ro­wych ste­reo­ty­pów: Ro­sja jest agre­syw­na, au­to­ry­tar­na, pry­mi­tyw­na, nie po­tra­fi roz­ma­wiać, chce za wszel­ką cenę for­so­wać swo­je roz­wią­za­nie itp. itd. Dwaj ar­ty­ści ro­syj­scy, któ­rzy jako je­dy­ni bio­rą osta­tecz­nie udział w wy­sta­wie, przyj­mu­ją pa­ra­dok­sal­ną stra­te­gię obro­ny przed in­nym, z któ­rym nie są w sta­nie się po­ro­zu­mieć: nad­mier­nie iden­ty­fi­ku­ją się z rolą wy­zna­czo­ną im przez kul­tu­ro­we ste­reo­ty­py. Ku­lig po­sta­na­wia jak dzi­kus gryźć lu­dzi, a Bre­ner ni­czym go­ryl w dżun­gli nisz­czy pra­cę, któ­ra ze wzglę­du na swój roz­miar i lo­ka­li­za­cję w prze­strze­ni ga­le­rii sta­je się ro­dza­jem sy­nek­do­chy re­pre­zen­tu­ją­cej ca­łość wy­sta­wy, a sze­rzej — cały sys­tem za­chod­nie­go świa­ta sztu­ki z jego spek­ta­ku­lar­nym roz­ma­chem i dba­ło­ścią o ma­te­rial­ną re­ali­za­cję dzie­ła sztu­ki. Zda­niem Ro­sjan ta ma­te­rial­na stro­na jest dla za­chod­nich ar­ty­stów waż­niej­sza niż me­ta­fi­zycz­na głę­bia ar­ty­stycz­nych po­szu­ki­wań. Rola Ro­sji zo­sta­je w ten spo­sób zre­du­ko­wa­na do czy­stej ne­ga­tyw­no­ści: cha­rak­ter jej kul­tu­ry okre­śla się przez nie­moż­li­wość wcie­le­nia w ży­cie za­chod­nich norm i war­to­ści, a jej po­sta­wa wo­bec Za­cho­du wy­ra­ża się w agre­sji i nisz­cze­niu.

 Rola kul­tu­ro­wych ste­reo­ty­pów i uprze­dzeń sta­je się bar­dziej wi­docz­na, gdy weź­mie­my pod uwa­gę fakt, że dzia­ła­nia Ku­li­ga czy Bre­ne­ra nie były pod wzglę­dem for­mal­nym czymś no­wym w ob­rę­bie sztu­ki współ­cze­snej. Ge­sty nisz­cze­nia przez jed­nych ar­ty­stów prac in­nych ar­ty­stów po­ja­wia­ły się już wcze­śniej. Co wię­cej, ich au­to­rów zna­leźć moż­na w pan­te­onie kla­sy­ków sztu­ki; przy­kład naj­bar­dziej zna­ny to Era­sed de Ko­oning Ro­ber­ta Rau­schen­ber­ga z 1953 roku. Igor Za­bel, sło­weń­ski ku­ra­tor, pro­po­nu­je, aby skan­dal wo­kół wy­sta­wy In­ter­pol zin­ter­pre­to­wać, od­wo­łu­jąc się do roz­wa­żań ro­syj­skie­go ar­ty­sty, Ilji Ka­ba­ko­wa. Uży­wa on wo­bec sie­bie okre­śle­nia „oso­ba kul­tu­ro­wo prze­miesz­czo­na” i pró­bu­je z tej per­spek­ty­wy opi­sać waż­ną w świe­cie Za­cho­du ten­den­cję do ra­dy­kal­ne­go kry­ty­ko­wa­nia, kwe­stio­no­wa­nia, a na­wet od­rzu­ca­nia wła­snych norm kul­tu­ro­wych. Swój sto­su­nek do tego zja­wi­ska opi­su­je przy po­mo­cy wy­ima­gi­no­wa­nej ale­go­rii, w któ­rej sta­wia sam sie­bie w po­zy­cji sie­ro­ty z domu dziec­ka, od­wie­dza­ją­cej ro­dzi­nę swo­je­go przy­ja­cie­la. Przy­ja­ciel jest wo­bec niej kry­tycz­ny — de­mon­stru­je to wer­bal­ny­mi ata­ka­mi na ro­dzi­ców, pod­czas gdy przy­by­szo­wi wy­da­je się ona mi­łym i to­le­ran­cyj­nym do­mem. Moż­li­wość kry­ty­ko­wa­nia — na­wet agre­syw­ne­go — jest do­wo­dem wy­jąt­ko­wej siły i sta­bil­no­ści ro­dzi­ny przy­ja­cie­la. „Ale — do­da­je Ka­ba­kow — na ten kry­ty­cyzm mogą po­zwo­lić so­bie tyl­ko dzie­ci z tej ro­dzi­ny. Gdy­bym ja za­czął za­cho­wy­wać się w ten sam spo­sób, co ich syn, ro­dzi­ce za­re­ago­wa­li­by ina­czej, a naj­praw­do­po­dob­niej we­zwa­li­by po­li­cję” 5. Taka też jest róż­ni­ca mię­dzy ge­stem Rau­schen­ber­ga a sy­tu­acją Bre­ne­ra i Ku­li­ga: ten pierw­szy na­le­żał do „ro­dzi­ny”, był za­chod­nim ar­ty­stą, a na­wet zna­jo­mym de Ko­onin­ga, więc jego pra­cę, cho­ciaż nie po­zba­wio­ną kon­tro­wer­sji, przy­ję­to jako do­zwo­lo­ną wy­po­wiedź ar­ty­stycz­ną, pod­czas gdy Ku­lig i Bre­ner to „dzi­ku­sy” ze Wscho­du, któ­rych za­cho­wa­nie było wy­łącz­nie „fa­szy­zmem” oraz „bez­po­śred­nim ata­kiem na sztu­kę, de­mo­kra­cję i wol­ność wy­po­wie­dzi”, do­sko­na­le wpi­su­ją­cym się w ste­reo­typ ro­syj­skiej kul­tu­ry i spo­łe­czeń­stwa.

Między Wschodem a Zachodem

Nie trze­ba uży­wać wy­ra­fi­no­wa­nych na­rzę­dzi de­kon­struk­cji, aby za­uwa­żyć, że tak zgrab­nie usta­wio­na para ab­so­lut­nych prze­ci­wieństw — „Za­chód vs. Wschód”, „de­mo­kra­cja vs. to­ta­li­ta­ryzm”, „ro­zum vs. siła”, „in­sty­tu­cja vs. dzi­kość” itd. — może ist­nieć tyl­ko dla­te­go, że oba jej czło­ny mają czy­sto fan­ta­zma­tycz­ną za­war­tość: nie opi­su­ją żad­ne­go sta­nu rze­czy­wi­ste­go i od­po­wia­da­ją je­dy­nie obec­ne­mu po obu stro­nach pra­gnie­niu okre­ślo­nej per­cep­cji sa­me­go sie­bie oraz in­ne­go. A jed­nak te fał­szy­wie zde­fi­nio­wa­ne opo­zy­cje toż­sa­mo­ścio­we dzia­ła­ją i dla­te­go są rze­czy­wi­ste; oczy­wi­ście w sen­sie kul­tu­ro­wym, bo w kul­tu­rze rze­czy­wi­ste jest to, co lu­dzie uzna­ją za ta­kie wła­śnie. Treść, jaką obie stro­ny wy­peł­nia­ją mnie­ma­nie o so­bie i in­nym, moż­na na­zwać nie­po­ro­zu­mie­niem, ra­cję miał jed­nak Bau­de­la­ire, gdy na­pi­sał, że „świat do­ga­du­je się dzię­ki po­wszech­ne­mu nie­po­ro­zu­mie­niu”. Dla­te­go nie war­to mar­no­wać cza­su na udo­wad­nia­nie, że Za­chód nie jest wca­le tak ra­cjo­nal­ny i de­mo­kra­tycz­ny, jak mu się wy­da­je, a Wschód tak emo­cjo­nal­ny i apo­dyk­tycz­ny, jak chcie­li­by nie­któ­rzy. W książ­ce tej in­te­re­so­wać mnie bę­dzie coś zu­peł­nie in­ne­go, cze­go ist­nie­nie i na­tu­ra po­zo­sta­je jed­nak w pew­nym stop­niu zde­fi­nio­wa­ne przez „nie­rze­czy­wi­stą rze­czy­wi­stość” bi­nar­nej opo­zy­cji mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem: to, co ist­nie­je po­mię­dzy. Mię­dzy do­brze okre­ślo­ny­mi bie­gu­na­mi Za­cho­du i dwóch ro­dza­jów Wscho­du — Ro­sji jako „Wscho­du eu­ro­pej­skie­go” oraz Orien­tu jako „Wscho­du ob­ce­go” — roz­cią­ga się sza­ry pas, któ­re­go de­fi­ni­cja i ha­bi­tus 6 wy­my­ka­ją się czar­no-bia­łym ka­te­go­ry­za­cjom. To Eu­ro­pa, ale nie do koń­ca jest to Eu­ro­pa, bo wpły­wy is­lam­skie, ta­tar­skie, azja­tyc­kie i inne były na tym te­re­nie za­wsze wy­star­cza­ją­co sil­ne, aby skon­ta­mi­no­wać ja­ki­kol­wiek czy­sto eu­ro­pej­ski ha­bi­tus. Jest „ani zbyt dzi­ka ani zbyt cy­wi­li­zo­wa­na” 7. To ob­szar zdo­mi­no­wa­ny przez chrze­ści­jań­stwo, ale inne niż to, któ­re może mieć na my­śli Nie­miec lub Fran­cuz, gdy mówi o re­li­gii chrze­ści­jań­skiej: chrze­ści­jań­stwo za­bo­bon­ne, wy­mie­sza­ne ze sta­ry­mi kul­ta­mi po­gań­ski­mi, opie­ra­ją­ce się nie tyl­ko re­for­ma­cji i oświe­co­ne­mu ro­zu­mo­wi — jak pol­ski ka­to­li­cyzm — ale trwa­ją­ce na­wet — jak pra­wo­sła­wie, zwłasz­cza w wer­sji grec­kiej i or­miań­skiej — przy for­mach i dok­try­nach, któ­re resz­ta chrze­ści­jań­skie­go świa­ta od­rzu­ci­ła pra­wie ty­siąc lat temu w cza­sie Wiel­kiej Schi­zmy Wschod­niej. Wy­łącz­nie na tym oso­bli­wym, roz­my­tym i nie­wy­raź­nie zde­fi­nio­wa­nym ob­sza­rze kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go is­lam za­do­mo­wił się tak do­brze i jest w nim od tak daw­na, że nie da się zre­du­ko­wać go do roli nie­po­żą­da­ne­go in­tru­za prze­my­ca­ne­go przez nie­le­gal­nych imi­gran­tów, jak dzie­je się to dzi­siaj w wie­lu kra­jach Za­chod­niej Eu­ro­py. I wresz­cie w glo­bal­nym po­dzia­le na bo­ga­tą Pół­noc i bied­ne Po­łu­dnie zde­cy­do­wa­na więk­szość tego ob­sza­ru — na któ­ry skła­da­ją się re­gio­ny wy­od­ręb­nio­ne geo­gra­ficz­nie jako Eu­ro­pa Środ­ko­wa oraz frag­men­ty Eu­ro­py Wschod­niej i Po­łu­dnio­wej — na­le­ży dzi­siaj do gru­py za­moż­nych państw glo­bal­nej Pół­no­cy 8. Z dru­giej stro­ny nie trud­no jed­nak za­uwa­żyć, że pod wzglę­dem go­spo­dar­czym zna­ko­mi­ta więk­szość tych te­re­nów nie przy­sta­je do bo­ga­tych państw Za­cho­du, ta­kich jak Niem­cy, Szwaj­ca­ria, Fran­cja czy Wiel­ka Bry­ta­nia. Bo­gac­two sza­re­go pasa Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej oraz Po­łu­dnio­wej jest po­wierzch­nio­we i frag­men­ta­rycz­ne, a nie struk­tu­ral­nie ugrun­to­wa­ne i (pra­wie) kom­plet­ne, jak w przy­pad­ku państw za­chod­nich. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi ta bied­niej­sza i pe­ry­fe­ryj­na część Eu­ro­py przy­po­mi­na nie jej bo­ga­ty rdzeń, ale inne te­ry­to­ria pe­ry­fe­ryj­ne, na przy­kład Ame­ry­kę Ła­ciń­ską 9.

 To roz­dar­cie mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem i nie­jed­no­znacz­na sy­tu­acja toż­sa­mo­ścio­wa bar­dzo sil­nie — a być może naj­sil­niej w re­gio­nie — ob­ja­wia się współ­cze­śnie w spo­łe­czeń­stwie ukra­iń­skim. My­ko­ła Riab­czuk w książ­ce pod zna­mien­nym ty­tu­łem Dwie Ukra­iny pi­sze:

 [Sy­tu­ację na Ukra­inie — J. S.] naj­kró­cej moż­na […] okre­ślić jed­nym wspól­nym ter­mi­nem: am­bi­wa­len­cja. Jest to nie tyl­ko brak ja­snej toż­sa­mo­ści ję­zy­ko­wo-kul­tu­ro­wej znacz­nej czę­ści miesz­kań­ców, lecz tak­że ogól­ny brak u nich świa­to­po­glą­do­we­go okre­śle­nia się, dez­orien­ta­cja, któ­ra ka­pry­śnie ujaw­nia się jako jed­no­cze­sna orien­ta­cja jed­nost­ki na wza­jem­nie wy­klu­cza­ją­ce się, nie da­ją­ce się po­go­dzić, sprzecz­ne war­to­ści — taka swe­go ro­dza­ju „schi­zo­fre­nia spo­łecz­na” 10.

 Po­mię­dzy Za­cho­dem a Wscho­dem leży więc pas „zie­mi ni­czy­jej” i „ni­ja­kiej”. Nie przy­na­le­ży on w peł­ni ani do jed­nej, ani do dru­giej stro­ny. Co wię­cej: nie two­rzy rów­nież od­ręb­nej gru­py spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej o wy­raź­nie od­mien­nym i wspól­nym ha­bi­tu­sie. Nie ist­nie­je nic ta­kie­go jak spój­na Eu­ro­pa Środ­ko­wo-Wschod­nio-Po­łu­dnio­wa. Ło­twa i Buł­ga­ria — obie na­le­żą­ce do sza­re­go pasa zie­mi kul­tu­ro­wo ni­czy­jej — są od sie­bie pod wie­lo­ma wzglę­da­mi skraj­nie od­mien­ne. Nie znaj­dzie­my w tej czę­ści świa­ta wspól­nej toż­sa­mo­ści re­li­gij­nej, et­nicz­nej, ję­zy­ko­wej, kul­tu­ro­wej ani ja­kiej­kol­wiek in­nej. Na­wet wspól­ne dla więk­szo­ści kra­jów tego re­gio­nu do­świad­cze­nie so­wiec­kiej do­mi­na­cji w dru­giej po­ło­wie XX wie­ku nie może stać się ele­men­tem kon­sty­tu­tyw­nym wspól­nej pa­mię­ci, bo ze wzglę­du na od­mien­ne hi­sto­rie po­szcze­gól­nych państw, epi­zod ten ma w każ­dym wy­pad­ku inną wagę i zna­cze­nie. Pod­czas gdy z per­spek­ty­wy pol­skiej ła­two wpi­sać go w lo­gi­kę im­pe­rial­no-ko­lo­nial­nej eks­pan­sji Ro­sji, z per­spek­ty­wy buł­gar­skiej nie miał on nic wspól­ne­go ze zja­wi­skiem ru­sy­fi­ka­cji. Dla Buł­ga­rów, hi­sto­rycz­nie rzecz bio­rąc, Ro­sja była za­wsze cy­wi­li­zo­wa­nym wspar­ciem w wal­ce z na­pie­ra­ją­cym od po­łu­dnia is­la­mem, a nie dzi­kim za­gro­że­niem, z ja­kim ko­ja­rzy­ła się i ko­ja­rzy znacz­nej czę­ści na­ro­dów bał­tyc­kich. Do­świad­cze­nie „re­al­ne­go so­cja­li­zmu” jest znów dla jed­nych sy­no­ni­mem upad­ku, dla in­nych — jak na przy­kład dla wie­lu miesz­kań­ców by­łej Ju­go­sła­wii — wią­że się ze wspo­mnie­niem lep­szych cza­sów, w po­rów­na­niu z któ­ry­mi obec­na sy­tu­acja sta­no­wi zde­cy­do­wa­ny re­gres.

 Ta nie­jed­no­znacz­ność zna­la­zła od­zwier­cie­dle­nie w licz­nych de­ba­tach wo­kół wy­od­ręb­nie­nia Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej jako sa­mo­ist­ne­go re­gio­nu i usta­le­nia jego gra­nic 11. Ter­min ten nie jest ka­te­go­rią geo­gra­ficz­ną, bo geo­gra­fia mówi o Eu­ro­pie Za­chod­niej, Wschod­niej, Środ­ko­wej, Pół­noc­nej i Po­łu­dnio­wej. Wy­od­ręb­nie­nie Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej ma jed­nak głę­bo­ki sens cy­wi­li­za­cyj­no-kul­tu­ro­wy. Nie jest to za­da­nie ła­twe, bo tyl­ko w ogra­ni­czo­nym za­kre­sie mo­że­my oprzeć się tu na ja­kich­kol­wiek na­tu­ral­nych ba­rie­rach. Od pół­no­cy bę­dzie nią na pew­no Mo­rze Bał­tyc­kie. Do­rze­cza rzek wpa­da­ją­cych do nie­go od wscho­du two­rzą pół­noc­ne ru­bie­że Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, przy czym mu­si­my wy­zna­czyć tu­taj sztucz­ną gra­ni­cę w oko­li­cach Za­to­ki Fiń­skiej, któ­rej tyl­ko po­łu­dnio­we i wschod­nie wy­brze­że za­li­czyć mo­że­my do tego re­gio­nu. Na po­łu­dnio­wym wscho­dzie na­tu­ral­ną gra­ni­cą Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej jest Mo­rze Czar­ne. Resz­ta jej gra­nic po­zo­sta­je umow­na, ist­nie­ją jed­nak hi­sto­rycz­ne i kul­tu­ro­we pod­sta­wy ich okre­śle­nia. Na za­cho­dzie i po­łu­dniu ich bieg wy­zna­cza­ją daw­ne gra­ni­ce wpły­wów Im­pe­rium Rzym­skie­go. Trwa­łość tej hi­sto­rycz­nej li­nii po­dzia­łu Eu­ro­py oraz wie­lo­wy­mia­ro­wy cha­rak­ter prze­pa­ści, jaką two­rzy, są za­ska­ku­ją­ce. Wę­gier­ski hi­sto­ryk Jenő Szűcs wska­zu­je, że za wy­jąt­kiem nie­wiel­kich róż­nic w Tu­ryn­gii za­chod­nia gra­ni­ca so­wiec­kiej sfe­ry wpły­wów prze­bie­ga­ła w XX wie­ku do­kład­nie tam, gdzie w IX wie­ku znaj­do­wa­ła się gra­ni­ca im­pe­rium Ka­ro­la Wiel­kie­go, a 500 lat wcze­śniej gra­ni­ca wpły­wów Im­pe­rium Rzym­skie­go: na Ła­bie i Li­ta­wie 12. W XV i XVI pe­ry­fe­ryj­ność — cha­rak­ter względ­ny i moż­na by na­zwać ją syn­dro­mem nie­do­ro­zwo­ju, nie­peł­no­ści, nie­sa­mo­ist­no­ści, nie­peł­ne­go ukształ­to­wa­nia, pod­rzęd­no­ści czy wresz­cie — idąc za in­tu­icją Sta­ni­sła­wa Brzo­zow­skie­go i Wi­tol­da Gom­bro­wi­cza —  n i e ­d o j ­r z a ­ł o ś ­c i  spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej. Re­gion ten zaj­mu­ją spo­łe­czeń­stwa nie po­tra­fią­ce okre­ślić swo­je­go ha­bi­tu­su w spo­sób au­to­no­micz­ny, bez oglą­da­nia się na In­ne­go, któ­ry był­by dla nich punk­tem po­zy­tyw­nej lub ne­ga­tyw­nej ide­ali­za­cji: „chce­my być jak Niem­cy, Au­stria­cy, Wło­si, Fran­cu­zi, czy­li Za­chód” lub „nie je­ste­śmy jak Ro­sja­nie, Ukra­iń­cy, Tur­cy, Azja­ci, czy­li Wschód”. To ja­sne, że toż­sa­mość za­wsze okre­śla się w ka­te­go­riach re­la­cyj­nych, to zna­czy wo­bec ko­goś lub cze­goś, jed­nak szcze­gól­na sy­tu­acja państw w tej czę­ści Eu­ro­py po­le­ga na ich wiecz­nym uwię­zie­niu w lo­gi­ce do­ga­nia­nia-ucie­ka­nia, któ­ra nie sto­su­je się do państw Eu­ro­py Za­chod­niej. Wszę­dzie znaj­dzie­my oczy­wi­ście skłon­ność do kon­ku­ren­cji i po­rów­ny­wa­nia się, jed­nak ża­den Nie­miec nie my­ślał ni­g­dy tak ob­se­syj­nie, że chce być jak Ho­len­der, a nie jak Szwaj­car, a ża­den Fran­cuz nie upie­rał się, że bar­dziej jest po­dob­ny do An­gli­ka niż do Hisz­pa­na, jak bar­dzo Po­la­cy chcie­li­by przy­po­mi­nać Eu­ro­pej­czy­ków z Za­cho­du, a nie Ro­sjan, a Wę­grzy Au­stria­ków, a nie Ru­mu­nów.

 Pań­stwa eg­zy­stu­ją­ce w pu­st­ce mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem — nie-ger­mań­skiej, ale też nie-pra­wo­sław­nej, jak re­la­cyj­nie de­fi­niu­je ten re­gion Mi­ro­slav Hroch 13 — moż­na okre­ślić ko­lo­kwial­nym zwro­tem „nie­wy­da­rzo­ne”, bo spra­wia­ją wra­że­nie, jak­by nie mo­gły się do koń­ca wy­da­rzyć, jak­by nie były w sta­nie sa­mo­dziel­nie wy­peł­nić tre­ścią swo­ich nazw i mu­sia­ły wciąż się­gać po wzo­ry za­po­ży­czo­ne z ze­wnątrz, od ide­al­ne­go In­ne­go na Za­cho­dzie. Nie zna­czy to jed­nak, że kra­je te dys­po­nu­ją ja­ki­miś wła­sny­mi, za­po­zna­ny­mi i nie­zwy­kle war­to­ścio­wy­mi osią­gnię­cia­mi kul­tu­ro­wy­mi, któ­re na­le­ża­ło­by wskrze­szać, za­miast się­gać po wzo­ry obce, jak chcą dziś na przy­kład zwo­len­ni­cy pol­skie­go re­pu­bli­ka­ni­zmu 14. Pro­blem po­le­ga mię­dzy in­ny­mi na tym, że nie ma tu wła­śnie żad­nych „wła­snych” wzo­rów, po­nie­waż kul­tu­ry tego ob­sza­ru za­wsze były wtór­ne: Ko­cha­now­ski na­śla­do­wał po­etów wło­skich tak samo, jak pol­scy ko­lo­ry­ści ma­la­rzy fran­cu­skich. W żad­nym wła­ści­wie ob­sza­rze kul­tu­ry — czy bę­dzie mowa o sztu­kach, go­spo­dar­ce, po­li­ty­ce, na­uce czy na­wet kuch­ni — nie znaj­dzie­my po­waż­nych osią­gnięć, któ­re wy­war­ły­by wpływ na kul­tu­rę eu­ro­pej­ską, nie mó­wiąc już o świa­to­wej. Kto uwa­ża, że to oce­na nie­spra­wie­dli­wa, niech spró­bu­je wska­zać przy­kła­dy ta­kich osią­gnięć: styl ar­chi­tek­to­nicz­ny po­cho­dzą­cy z Pol­ski, prąd w ma­lar­stwie po­dyk­to­wa­ny przez Wę­grów, ga­tu­nek li­te­rac­ki wy­my­ślo­ny przez Buł­ga­rów, prze­łom na­uko­wy do­ko­na­ny na Li­twie, re­wo­lu­cyj­ną ide­olo­gię po­li­tycz­ną ro­dem z Ru­mu­nii czy na­wet cze­skie da­nie, któ­re pod­bi­ło re­stau­ra­cje świa­ta.

 W pol­skim kon­tek­ście naj­traf­niej­szą dia­gno­zę tego cy­wi­li­za­cyj­ne­go „nie­wy­da­rze­nia” znaj­dzie­my u mi­strza na­ro­do­wej de­kon­struk­cji, Wi­tol­da Gom­bro­wi­cza:

 Mnie, któ­ry je­stem okrop­nie pol­ski i okrop­nie prze­ciw Pol­sce zbun­to­wa­ny, za­wsze draż­nił pol­ski świa­tek dzie­cin­ny, wtór­ny, uła­dzo­ny i po­boż­ny. Pol­ską nie­ru­cho­mość w hi­sto­rii temu przy­pi­sy­wa­łem. Pol­ską im­po­ten­cję w kul­tu­rze — gdyż nas Bóg pro­wa­dził za rącz­kę. To grzecz­ne pol­skie dzie­ciń­stwo prze­ciw­sta­wia­łem do­ro­słej sa­mo­dziel­no­ści in­nych kul­tur. Ten na­ród bez fi­lo­zo­fii, bez świa­do­mej hi­sto­rii, in­te­lek­tu­al­nie mięk­ki, du­cho­wo nie­śmia­ły, na­ród któ­ry zdo­był się tyl­ko na sztu­kę „po­czci­wą” i „za­cną”, roz­la­zły na­ród li­rycz­nych wier­szo­pi­sów, folk­lo­ru, pia­ni­stów, ak­to­rów, w któ­rym na­wet Ży­dzi się roz­pusz­cza­li i tra­ci­li jad 15.

(Samo)kolonizacja

Buł­gar­ski hi­sto­ryk Ale­xan­der Kios­sev w krót­kim tek­ście z koń­ca lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku pró­bu­je zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej po­zba­wio­ne są wy­ra­zi­stej i wła­snej toż­sa­mo­ści. Na ich okre­śle­nie pro­po­nu­je ter­min „samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry” 16. Ty­po­wa dla spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­no-ko­lo­nial­nych prak­ty­ka im­por­tu ob­cych wzo­rów kul­tu­ro­wych i ich wy­ko­rzy­sta­nia do bu­do­wy wła­snej toż­sa­mo­ści jest przez Kios­se­va zre­in­ter­pre­to­wa­na z uwzględ­nie­niem spe­cy­ficz­nej sy­tu­acji Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, gdzie nie moż­na mó­wić o re­la­cjach bez­po­śred­niej siły wpi­sa­nych za­zwy­czaj w isto­tę pro­jek­tu ko­lo­nial­ne­go. Dla­te­go ba­dacz do­da­je przed­ro­stek „samo-”, sy­gna­li­zu­jąc ten brak przy­mu­su z ze­wnątrz. Od­rzu­ca przy tym wy­ja­śnie­nie niż­szo­ści in­te­re­su­ją­cych nas kra­jów przy po­mo­cy czyn­ni­ków go­spo­dar­czych. Uwa­ża, że go­spo­dar­ka ka­pi­ta­li­stycz­na ma cha­rak­ter uni­wer­sal­no-abs­trak­cyj­ny, na­to­miast pro­ces for­mo­wa­nia się państw to wy­da­rze­nie par­ty­ku­lar­no-kon­kret­ne, któ­re­go ir­ra­cjo­nal­ność naj­peł­niej wy­ra­ża się w ar­bi­tral­no­ści pań­stwo­wych gra­nic i przy­god­no­ści na­ro­do­wej przy­na­leż­no­ści. Dla­te­go jego zda­niem pro­ce­sy go­spo­dar­cze nie mogą de­ter­mi­no­wać cha­rak­te­ru na­ro­do­wych kul­tur. Uwa­ża, że za samo-ko­lo­ni­zu­ją­cą się kon­dy­cję nie­któ­rych spo­łe­czeństw od­po­wia­da ra­czej pew­ne szcze­gól­ne zja­wi­sko z za­kre­su eko­no­mii sym­bo­licz­nej, a mia­no­wi­cie nie­moż­li­wość ani utoż­sa­mie­nia się z war­to­ścia­mi in­nych, któ­re po­strze­ga się jako Uni­wer­sal­ne, ani też od­rzu­ce­nia ich na rzecz war­to­ści wła­snych. Kios­sev pi­sze:

 Pa­trząc z punk­tu wi­dze­nia dzi­siej­sze­go zglo­ba­li­zo­wa­ne­go świa­ta, mu­si­my przy­znać, że ist­niej ą kul­tu­ry, któ­re w po­rów­na­niu z „Wiel­ki­mi Na­ro­da­mi” nie są wy­star­cza­ją­co cen­tral­ne, sta­re i po­tęż­ne. Z dru­giej stro­ny, je­śli po­rów­na się je na przy­kład z ple­mio­na­mi afry­kań­ski­mi, oka­zu­ją się nie­wy­star­cza­ją­co obce, od­le­głe i za­co­fa­ne. Ich roz­wój od sta­dium pro­ble­ma­tycz­ne­go em­brio­na od­by­wał się w prze­strze­ni ge­ne­ra­tyw­nej wąt­pli­wo­ści: „Je­ste­śmy Eu­ro­pej­czy­ka­mi, ale jed­nak być może nie w peł­nym tego sło­wa zna­cze­niu”. Był to wa­ru­nek wstęp­ny po­wsta­nia szcze­gól­ne­go ro­dza­ju toż­sa­mo­ści i szcze­gól­ne­go typu mo­der­ni­za­cji, po­nie­waż kul­tu­ry te ukształ­to­wa­ły się dzię­ki kon­sty­tu­tyw­nej trau­mie, stwier­dza­ją­cej, że Nie je­ste­śmy In­ny­mi (przy czym In­nych uzna­no za przed­sta­wi­cie­li tego, co Uni­wer­sal­ne). Trau­ma ta wy­wo­łu­je w nich po­czu­cie, że po­ja­wi­ły się zbyt póź­no, i że  s t a ­n o ­w i ą   r e ­z e r ­w u ­a r   b r a ­k ó w   w   c y ­w i ­l i ­z a ­c j i  [po­kre­śle­nie moje — J. S.] 17.

 Kios­sev w in­te­re­su­ją­cy spo­sób od­po­wia­da wszyst­kim tym, któ­rzy chcie­li­by szu­kać le­kar­stwa na samo-ko­lo­ni­za­cję we wła­snych, nie­za­po­ży­czo­nych i nie­słusz­nie za­po­mnia­nych wzo­rach kul­tu­ry na­ro­do­wej. Jego zda­niem nic ta­kie­go nie ist­nie­je, po­nie­waż  s a ­m a   k o n ­s ­t r u k ­c j a   n a ­r o ­d o ­w e j   t o ż ­s a ­m o ś ­c i   i   p o d ­m i o ­t o ­w o ś ­c i   w e   w s p ó ł ­c z e s ­n y m ,   n o ­w o ­c z e s ­n y m   s e n ­s i e   z o ­s t a ­ł a   t u   z d e ­f i ­n i o ­w a ­n a   p r z e z   t r a ­u ­m ę   n i ż ­s z o ­ś c i   w y ­n i ­k a ­j ą ­c ą   z e   ś w i a ­d o ­m o ­ś c i   w y ­o b ­c o ­w a ­n i a   z   t e ­g o ,   c o   U n i ­w e r ­s a l ­n e .  Samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry nie dla­te­go sta­ły się niż­sze, że po­pa­dły w za­leż­ność od tego, co obce, ale już źró­dło­wo ukon­sty­tu­owa­ły się jako za­leż­ne na sku­tek roz­po­zna­nia wła­snej niż­szo­ści.

 Przy­kła­du kul­tu­ro­wej samo-ko­lo­ni­za­cji do­star­cza wy­ko­na­na przez Annę So­snow­ską ana­li­za „po­mie­sza­nia” dys­kur­sów we współ­cze­snym pol­skim ży­ciu in­te­lek­tu­al­nym. Jed­nym ze spo­so­bów opi­su obec­nej sy­tu­acji pol­skie­go pań­stwa, spo­łe­czeń­stwa i kul­tu­ry (u So­snow­skiej „Tu”) jest przy­kła­da­nie do nich mia­ry „nor­mal­no­ści”, któ­rą sta­no­wią pań­stwa, spo­łe­czeń­stwa i kul­tu­ry za­chod­nie, zwłasz­cza ame­ry­kań­ska (czy­li „Tam”). Ope­ra­cja ta pod­no­si więc obec­ny stan spo­łe­czeństw Stam­tąd do ran­gi uni­wer­sal­ne­go pro­bie­rza, z któ­rym po­rów­nać na­le­ży to, co dzie­je się Tu. So­snow­ska jako przed­sta­wi­cie­li po­dob­ne­go po­dej­ścia wy­mie­nia ta­kich pol­skich so­cjo­lo­gów, jak Do­mań­ski, Mo­krzyc­ki, Ry­chard, Sztomp­ka i Wnuk-Li­piń­ski 18.

 Ich dzia­łal­ność po­le­ga na opi­sy­wa­niu za­cho­dzą­cych Tu pro­ce­sów zmia­ny spo­łecz­nej czy ko­men­to­wa­niu bie­żą­cych wy­da­rzeń po­li­tycz­nych przy po­mo­cy pa­ra­dyg­ma­tów wy­pra­co­wa­nych przez głów­ny nurt so­cjo­lo­gii za­chod­niej, głów­nie teo­rię mo­der­ni­za­cji i jej kul­tu­ra­li­stycz­nych i in­sty­tu­cjo­nal­nych spad­ko­bier­ców […]. So­cjo­lo­go­wie i po­li­to­lo­go­wie re­pre­zen­tu­ją­cy tę orien­ta­cję są szcze­gól­nie czę­sto i chęt­nie za­pra­sza­ni przez me­dia jako eks­per­ci. W ten spo­sób re­pro­du­ku­je się i upo­wszech­nia w opi­nii pu­blicz­nej wy­obra­że­nie o tym, jak po­win­no być i jak jest „nor­mal­nie” 19.

 Isto­tą samo-ko­lo­ni­za­cji by­ło­by więc nie tyle przy­rów­na­nie sy­tu­acji w jed­nym kra­ju do sy­tu­acji w in­nym, ale po­zor­nie nie­win­ne, a w isto­cie po­sia­da­ją­ce nie­zwy­kłą per­for­ma­tyw­ną siłę słów­ko  „ n o r ­m a l ­n i e ” .  Jego obec­no ść może sta­no­wić pa­pie­rek lak­mu­so­wy, po­zwa­la­ją­cy od­róż­nić przy­pad­ki trans­fe­ru kul­tu­ro­we­go — jak cho­ciaż­by mo­der­ni­za­cja Ja­po­nii w XIX wie­ku lub roz­wój ka­pi­ta­li­stycz­nych sto­sun­ków pro­duk­cji we współ­cze­snych Chi­nach — od sy­tu­acji wpły­wu lub do­mi­na­cji pe­ry­fe­ryj­no-ko­lo­nial­nych. O ile w pierw­szym wy­pad­ku mamy do czy­nie­nia ze świa­do­mym oraz ce­lo­wym za­po­ży­cze­niem ele­men­tów ob­cej kul­tu­ry i in­stru­men­tal­nym wy­ko­rzy­sta­niem ich w celu osią­gnię­cia kon­kret­nych re­zul­ta­tów, o tyle w dru­gim cho­dzi o nor­ma­tyw­ne do­sto­so­wa­nie się. Ja­poń­czy­kom czy Chiń­czy­kom nie przy­szło­by do gło­wy na­zy­wać we­ster­ni­zu­ją­ce re­for­my swo­je­go kra­ju „wpro­wa­dza­niem nor­mal­no­ści”, co dla pol­skich pe­ry­fe­ryj­nych li­be­ra­łów sta­no­wi coś oczy­wi­ste­go. Wi­dzi­my tu więc, jak pra­cu­je do­ko­na­ne przez Kios­se­va od­róż­nie­nie tych, któ­rzy są inni i od­le­gli, od tych, któ­rzy nie są w sta­nie wy­rwać się z or­bi­ty wpły­wów kul­tu­ro­wo-cy­wi­li­za­cyj­ne­go cen­trum.

 Mó­wiąc o tym w Pol­sce, trze­ba pa­mię­tać o do­dat­ko­wym za­strze­że­niu Kios­se­va: al­ter­na­ty­wą dla ob­cej „nor­mal­no­ści” nie jest żad­na „swoj­skość”, ale uzna­nie, że to, co „nie­nor­mal­ne”, zo­sta­ło już jako ta­kie ukon­sty­tu­owa­ne po­przez i dzię­ki roz­po­zna­niu swo­jej niż­szo­ści. Kry­ty­ka do­ty­czy tu więc nie tyle ce­lów, ja­kie sta­wiać może li­be­ral­ny dys­kurs mo­der­ni­za­cyj­ny (pod przy­naj­mniej kil­ko­ma waż­ny­mi wzglę­da­mi są one w sy­tu­acji pol­skiej zbież­ne z po­stu­la­ta­mi kry­tycz­ne­go dys­kur­su eman­cy­pa­cyj­ne­go), ile po­znaw­czo-kon­cep­tu­al­nej ramy, w ja­kiej są one ar­ty­ku­ło­wa­ne. Cho­dzi­ło­by o za­stą­pie­nie opo­zy­cji „nor­ma–pa­to­lo­gia” prze­ciw­sta­wie­niem „cen­trum–pe­ry­fe­rie/ko­lo­nie” oraz po­ka­za­nie, w jaki spo­sób  o b a   c z ł o ­n y   u k s z t a ł ­t o ­w a ­ł y   s i ę   j a ­k o   e l e ­m e n ­t y   z i n ­t e ­g r o ­w a ­n e   w   o b ­r ę ­b i e   j e d ­n e ­g o   s y ­s t e ­m u .  Taki jest też je­den z ce­lów ni­niej­szej książ­ki.

 Teza Kios­se­va o samo-ko­lo­ni­za­cji wy­ma­ga pew­ne­go wy­sub­tel­nie­nia czy też dia­lek­ty­za­cji. Tak jak w przy­pad­ku he­glow­skiej re­la­cji pan–nie­wol­nik, stro­na pod­po­rząd­ko­wa­na peł­ni wo­bec do­mi­nu­ją­cej uży­tecz­ną funk­cję, i to nie tyl­ko jako słu­ga. Pan ocze­ku­je od nie­wol­ni­ka służ­by, ale rów­nież uzna­nia. W kon­tek­ście współ­cze­snej geo­po­li­ty­ki eu­ro­pej­skiej sy­tu­ację tę traf­nie opi­su­je Sla­voj Ži­žek, wy­ko­rzy­stu­jąc po­ję­cia La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy:

 Eu­ro­pa Wschod­nia funk­cjo­nu­je dla Za­cho­du jako ide­ał ja (Ich-Ide­al): jest punk­tem, z któ­re­go Za­chód wi­dzi sam sie­bie w wy­ide­ali­zo­wa­nej, atrak­cyj­nej for­mie jako wart mi­ło­ści. Przed­mio­tem fa­scy­na­cji Za­cho­du jest więc  s p o j ­r z e ­n i e ,  a do­kład­niej — w za­ło­że­niu na­iw­ne spoj­rze­nie, któ­rym Eu­ro­pa Wschod­nia wpa­tru­je się w Za­chód za­fa­scy­no­wa­na jego de­mo­kra­cją. To tak jak­by spoj­rze­nie Wscho­du wciąż do­strze­ga­ło w spo­łe­czeń­stwach za­chod­nich ich agal­mę — skarb, któ­ry jest przy­czy­ną de­mo­kra­tycz­ne­go en­tu­zja­zmu i po któ­rym na Za­cho­dzie po­zo­sta­ło je­dy­nie wspo­mnie­nie 20.

 Pro­po­zy­cja Kios­se­va jest in­te­re­su­ją­ca i in­spi­ru­ją­ca, po­nie­waż zwra­ca uwa­gę na zwią­zek dwóch zja­wisk, któ­re nie za­wsze uj­mo­wa­ne są łącz­nie: for­mo­wa­nia się na­ro­do­wej toż­sa­mo­ści oraz za­leż­no­ści przyj­mu­ją­cej qu­asi-ko­lo­nial­ną po­stać. Kios­sev nie­słusz­nie jed­nak wy­łą­cza z rów­na­nia go­spo­dar­kę. Jego dia­gno­za sy­tu­acji ma na­stę­pu­ją­cą po­stać: ist­nie­ją trzy gru­py kul­tur: 1. sil­ne i do­mi­nu­ją­ce, któ­re w ska­li glo­bal­nej pro­mu­ją swo­je war­to­ści jako uni­wer­sal­ne (czy­li kul­tu­ry państw za­chod­nich), 2. słab­sze od nich kul­tu­ry, któ­re nie są w sta­nie wy­pro­mo­wać się na uni­wer­sa­lizm, po­zo­sta­ją jed­nak wy­star­cza­ją­co od­le­głe i au­to­no­micz­ne wzglę­dem kul­tur do­mi­nu­ją­cych, aby za­cho­wać swój par­ty­ku­la­ryzm i samo-okre­ślać się, za­miast samo-ko­lo­ni­zo­wać (czy­li np. kul­tu­ry świa­ta is­lam­skie­go lub czar­nej Afry­ki), i 3. kul­tu­ry nie­wy­star­cza­ją­co od­le­głe i nie­za­leż­ne, aby oprzeć się wpły­wo­wi kul­tur do­mi­nu­ją­cych, zbyt im bli­skie, aby za­cho­wać swój par­ty­ku­la­ryzm, ale rów­nież zbyt sil­ne i od­ręb­ne, aby zo­stać cał­ko­wi­cie wchło­nię­te, dla­te­go w efek­cie zmu­szo­ne do samo-ko­lo­ni­za­cji (czy­li np. kul­tu­ry Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej). Zga­dza­jąc się z taką wi­zją glo­bal­nych za­leż­no­ści kul­tu­ro­wych, moż­na za­py­tać, co spo­wo­do­wa­ło, że nie­któ­re kra­je zdo­ła­ły pod­nieść swo­je war­to­ści do ran­gi tego, co Uni­wer­sal­ne, a inne nie. Nie jest trud­no po­ka­zać, że uni­wer­sa­li­za­cji pod­da­no war­to­ści — es­te­tycz­ne, etycz­ne, spo­łecz­ne i wszel­kie inne — sil­nych, a sil­ni byli ci, któ­rzy byli bo­ga­ci. Go­spo­dar­ka wy­rzu­co­na drzwia­mi, wra­ca oknem, co do­wo­dzi, że Ži­žek słusz­nie na­zy­wa ją „Re­al­nym świa­ta, w któ­rym ży­je­my” (Re­al­ne jest to, co po­wra­ca w każ­dym moż­li­wym świe­cie).

 Je­śli do dwóch ele­men­tów za­pro­po­no­wa­nych przez Kios­se­va — for­mo­wa­nie się no­wo­cze­snych państw i kul­tur na­ro­do­wych oraz kształ­to­wa­nie się re­la­cji pod­le­gło­ści i za­leż­no­ści — do­da­my człon trze­ci, a mia­no­wi­cie roz­wój go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej, za­uwa­ży­my, że pro­ce­sy te prze­bie­ga­ły rów­no­le­gle. Nie jest więc przy­pad­kiem, że te kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, któ­re mają za sobą okres świet­no­ści (cza­sem im­pe­rial­nej), prze­ży­ły go przed na­sta­niem ery no­wo­żyt­no-ka­pi­ta­li­stycz­nej lub ewen­tu­al­nie na sa­mym jej po­cząt­ku: Pol­ska i Li­twa w wie­kach XV i XVI, Wę­gry mię­dzy wie­kiem X i XI, Buł­ga­ria w wie­ku IX i X, Cze­chy — w XIII i XIV. Po­cząw­szy od prze­ło­mu XV i XVI wie­ku, a więc wraz z in­ten­syw­nym roz­wo­jem ka­pi­ta­li­zmu, rolę roz­gry­wa­ją­cych — w Eu­ro­pie i stop­nio­wo co­raz bar­dziej na ca­łym świ­cie — przej­mu­ją pań­stwa za­chod­nie: naj­pierw Hisz­pa­nia i Por­tu­ga­lia, póź­niej Ni­der­lan­dy i Fran­cja, na­stęp­nie An­glia i Niem­cy, a w koń­cu Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Od tego też mo­men­tu w Eu­ro­pie za­czy­na kształ­to­wać się du­alizm roz­wo­jo­wy po­le­ga­ją­cy na wy­raź­nym pio­no­wym pęk­nię­ciu kon­ty­nen­tu mniej wię­cej wzdłuż Łaby: na Za­cho­dzie roz­wi­ja się go­spo­dar­ka ka­pi­ta­li­stycz­na i w siłę ro­sną mo­nar­chie ab­so­lu­ty­stycz­ne, na Wscho­dzie na­to­miast do­mi­nu­je go­spo­dar­ka fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­na w po­łą­cze­niu ze sła­bą wła­dzą cen­tral­ną 21. Rze­czy­wi­ście, jak twier­dzi Kios­sev, samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej ukon­sty­tu­owa­ły swo­ją no­wo­cze­sną toż­sa­mość pań­stwo­wą i kul­tu­ro­wą w sy­tu­acji niż­szo­ści i za­póź­nie­nia wo­bec co­raz po­tęż­niej­sze­go za­cho­du Eu­ro­py, była to jed­nak kon­dy­cja ści­śle zwią­za­na z roz­wo­jem ka­pi­ta­li­zmu. To jed­na z głów­nych tez ni­niej­szej książ­ki, któ­rą będę da­lej szcze­gó­ło­wo roz­wi­jał na przy­kła­dzie jed­ne­go z kra­jów re­gio­nu — Pol­ski.

„Pro domo sua”

Na przy­kła­dzie Pol­ski świet­nie zo­ba­czyć moż­na wpływ, jaki na kształ­to­wa­nie się na­ro­do­we­go ha­bi­tu­su mają dwa wspo­mnia­ne po­wy­żej zja­wi­ska: roz­wój ka­pi­ta­li­zmu oraz przed­się­wzię­cie ko­lo­nial­ne. Pol­ska jest uwi­kła­na za­rów­no w jed­no, jak i w dru­gie. Ame­ry­kań­ski so­cjo­log Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in w swo­jej kla­sycz­nej już pra­cy The Mo­dern World Sys­tem roz­wi­ja tezę — będę ją ob­szer­nie oma­wiał w dal­szej czę­ści — że upa­dek pań­stwa pol­skie­go w XVIII wie­ku spo­wo­do­wa­ny był bez­po­śred­nio ewo­lu­cją ka­pi­ta­li­stycz­nej go­spo­dar­ki i miej­scem, ja­kie zaj­mo­wa­ła w nim Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów. Wal­ler­ste­ina in­spi­ru­je so­cjo­lo­gi­zu­ją­ca hi­sto­ria Fer­nan­da Brau­de­la, któ­ry z ko­lei idzie czę­ścio­wo szla­kiem wy­ty­czo­nym przez pol­skich ba­da­czy hi­sto­rii go­spo­dar­czej: Ma­ria­na Ma­ło­wi­sta, Wi­tol­da Kulę, Je­rze­go To­pol­skie­go i kil­ku in­nych 22. Z tej per­spek­ty­wy los I Rze­czy­po­spo­li­tej po­trak­to­wać moż­na jako pre­fi­gu­ra­cję „roz­wo­ju nie­do­ro­zwo­ju”, opi­sy­wa­ne­go w kon­tek­ście współ­cze­snym przez ta­kich so­cjo­lo­gów i eko­no­mi­stów jak Sa­mir Amin 23 czy An­dré Gun­der Frank 24. Po­ka­zu­je jed­nak rów­nież, że na kształ­to­wa­nie za­leż­no­ści wpływ ma we­wnętrz­na dy­na­mi­ka spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­nych.

 Pol­ska jako przed­miot ba­dań jest tym cie­kaw­sza, że na prze­strze­ni wie­ków była ona w bar­dzo róż­ny spo­sób uwi­kła­na w róż­ne ro­dza­je pro­jek­tu ko­lo­nial­ne­go i im­pe­rial­ne­go. Wy­stę­po­wa­ła w nich jako ofia­ra, ale rów­nież jako stro­na do­mi­nu­ją­ca. Jej upa­dek w XVIII wie­ku moż­na in­ter­pre­to­wać — i tak będę to ro­bił w ni­niej­szej książ­ce — jako po­raż­kę w kon­ku­ren­cji z im­pe­ria­li­zmem i ko­lo­nia­li­zmem jej po­tęż­nych są­sia­dów — Ro­sji, Prus i Au­strii. Rzecz­po­spo­li­ta to­czy­ła z nimi wal­kę o kon­tro­lę te­re­nów znaj­du­ją­cych się we wspól­nej prze­strze­ni wpły­wów. Z Pru­sa­mi o Po­mo­rze i czę­ścio­wo Li­twę oraz Inf­lan­ty, a z Ro­sją o pas sze­ro­ko­ści oko­ło ty­sią­ca ki­lo­me­trów cią­gną­cy się od Mo­rza Bał­tyc­kie­go na po­łu­dnio­wy wschód aż po Mo­rze Czar­ne (Inf­lan­ty, Li­twa, Bia­ło­ruś i Ukra­ina). Au­stria, pod­po­rząd­ko­waw­szy so­bie wcze­śniej Wę­gry, była rów­nież w mo­men­cie anek­sji po­łu­dnio­wych ru­bie­ży I Rze­czy­po­spo­li­tej im­pe­rial­no-ko­lo­nial­ną po­tę­gą. Na te­re­nach, któ­re w na­szej zbio­ro­wej wy­obraź­ni i pa­mię­ci funk­cjo­nu­ją pod na­zwą Kre­sów, Pol­ska wy­stę­po­wa­ła na­to­miast sama w roli ko­lo­nial­nej po­tę­gi, pod­po­rząd­ko­wu­jąc so­bie za­miesz­ku­ją­cą te te­re­ny lud­ność. Kre­sy moż­na na­zwać „pol­ski­mi” tyl­ko wte­dy, gdy zgod­nie z su­ge­stią Nor­ma­na Da­vie­sa „pol­skość” ro­zu­mie­my ana­lo­gicz­nie do „bry­tyj­sko­ści” jako ro­dzaj nad­rzęd­nej, wie­lo­et­nicz­nej i wie­lo­kul­tu­ro­wej toż­sa­mo­ści spo­łecz­no-po­li­tycz­nej 25. To jed­nak ro­zu­mie­nie nowe, któ­re­go prze­no­sze­nie w hi­sto­rycz­ną prze­szłość jest ana­chro­ni­zmem. Pol­skość owa była rów­nież bu­do­wa­na — po­dob­nie do „bry­tyj­sko­ści” — przy uży­ciu siły. W sen­sie et­nicz­nym i kul­tu­ro­wym Po­la­cy sta­no­wi­li na tzw. Kre­sach zde­cy­do­wa­ną mniej­szość. W efek­cie za­rów­no pol­ska obec­ność na tych te­re­nach, jak i spo­sób ich funk­cjo­no­wa­nia w dzi­siej­szej kul­tu­rze oraz dys­kur­sie pu­blicz­nym nosi wszel­kie eko­no­micz­ne, po­li­tycz­ne i spo­łecz­ne zna­mio­na kon­dy­cji post­ko­lo­nial­nej.

 W prze­ci­wień­stwie do za­chod­nich po­tęg ko­lo­nial­nych, ta­kich jak Hisz­pa­nia, Fran­cja czy An­glia, Pol­ska do­sko­na­le po­zna­ła rów­nież dru­gą stro­nę ko­lo­nia­li­zmu i im­pe­ria­li­zmu, a mia­no­wi­cie los lu­dów pod­bi­tych i pod­po­rząd­ko­wa­nych ob­ce­mu pa­no­wa­niu. Na­sza sy­tu­acja przy­po­mi­na pod tym wzglę­dem to, co dzia­ło się w in­nych czę­ściach świa­ta — w Azji, Afry­ce czy Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej. Nie cho­dzi tyl­ko o sam fakt po­zo­sta­wa­nia pod po­li­tycz­ną i mi­li­tar­ną kon­tro­lą in­ne­go kra­ju. Waż­niej­sze, kie­dy mia­ło to miej­sce. W Pol­sce, ni­czym w eu­ro­pej­skich ko­lo­niach na in­nych kon­ty­nen­tach, no­wo­cze­sny na­ród kształ­to­wał się w XIX wie­ku w sy­tu­acji im­pe­rial­no-ko­lo­nial­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia ob­cym po­tę­gom. Fakt ten od­ci­snął nie­moż­li­we do wy­ma­za­nia pięt­no za­rów­no na pol­skiej ide­olo­gii na­ro­do­wej, jak i na kształ­cie i spo­so­bie funk­cjo­no­wa­nia in­sty­tu­cji pań­stwo­wych, któ­re pod wie­lo­ma wzglę­da­mi przy­po­mi­na­ją bar­dziej to, co od­na­leźć moż­na w post­ko­lo­nial­nych kra­jach Afry­ki i Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej niż w wy­so­ko roz­wi­nię­tych spo­łe­czeń­stwach świa­ta za­chod­nie­go.

 Do tego post­ko­lo­nial­ne­go kra­jo­bra­zu do­ło­żyć na­le­ży jesz­cze je­den ele­ment, a mia­no­wi­cie miej­sce, ja­kie w okre­sie po­prze­dza­ją­cym jej upa­dek zaj­mo­wa­ła Rzecz­po­spo­li­ta w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy. Kwe­stia ta była dro­bia­zgo­wo i ob­szer­nie ba­da­na przez pol­skich hi­sto­ry­ków już w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Po­ka­zu­ją oni, jak mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem ukształ­to­wa­ły się i utrwa­li­ły re­la­cje mię­dzy wscho­dem a za­cho­dem Eu­ro­py po­sia­da­ją­ce ty­po­we ce­chy go­spo­dar­czych re­la­cji cen­trum–pe­ry­fe­ria 26. Wschód eks­por­to­wał na Za­chód su­row­ce na­tu­ral­ne oraz pro­duk­ty rol­ni­cze, im­por­to­wał na­to­miast do­bra luk­su­so­we, pro­duk­ty rze­mieśl­ni­cze i na­rzę­dzia. To do­kład­nie wzo­rzec „nie­rów­nej wy­mia­ny”, o któ­rej w od­nie­sie­niu do post­ko­lo­nial­nych kra­jów tzw. Trze­cie­go Świa­ta mó­wią eko­no­mi­ści z tra­dy­cji de­pen­dy­stycz­nych i świa­to­wo-sys­te­mo­wych 27. Osob­ną kwe­stią jest od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go do tego do­szło. Jak po­sta­ram się po­ka­zać w Roz­dzia­le 2, wca­le nie trze­ba przyj­mo­wać dla wy­ja­śnie­nia tej sy­tu­acji Le­ni­now­skiej tezy o im­pe­ria­li­zmie jako naj­wyż­szej for­mie roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu. Wo­bec ol­brzy­miej ilo­ści za­rów­no ma­te­ria­łu fak­to­gra­ficz­ne­go, jak i jego teo­re­tycz­nych in­ter­pre­ta­cji, nie spo­sób jed­nak za­ne­go­wać fak­tu, że nie­rów­na wy­mia­na mia­ła miej­sce oraz prze­ro­dzi­ła się w struk­tu­rę dłu­gie­go trwa­nia, po­wo­du­jąc chro­nicz­ne za­co­fa­nie Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Kra­je tego re­gio­nu do dzi­siaj pró­bu­ją się z nie­go wy­do­być, jak na ra­zie bez peł­ne­go po­wo­dze­nia.

Projekt i metoda

W róż­nych miej­scach ni­niej­szej książ­ki po­ja­wia­ją się teo­re­tycz­no-me­to­do­lo­gicz­ne dy­gre­sje przy­bli­ża­ją­ce na­rzę­dzia teo­re­tycz­ne, któ­ry­mi się po­słu­gu­ję. Jed­nak już na sa­mym po­cząt­ku chciał­bym wspo­mnieć o trzech pod­sta­wo­wych ele­men­tach przyj­mo­wa­nej prze­ze mnie per­spek­ty­wy ba­daw­czej.

 Po pierw­sze, sto­su­ję me­to­do­lo­gię  d ł u ­g i e ­g o   t r w a ­n i a  (franc. lon­gue du­rée) roz­wi­nię­tą przez fran­cu­ską szko­łę hi­sto­ry­ków sku­pio­nych wo­kół wy­da­wa­ne­go od 1929 roku pi­sma „An­na­les d’hi­sto­ire, éco­no­mi­que et so­cia­le” (od 1964 roku nosi ono ty­tu­łu „An­na­les. Éco­no­mies, so­ci­étés, ci­vi­li­sa­tions”). Trzy naj­waż­niej­sze dla tej szko­ły po­sta­cie to Marc Bloch, Lu­cien­ne Fe­bvre oraz Fer­nand Brau­del. W prze­ci­wień­stwie do „punk­to­wej” hi­sto­rio­gra­fii sku­pia­ją­cej się na wiel­kich wy­da­rze­niach (woj­ny, re­wo­lu­cje, trak­ta­ty, akty usta­wo­daw­cze itp.) i wy­bit­nych po­sta­ciach (wład­cy, po­li­ty­cy, przy­wód­cy woj­sko­wi itd.), po­stu­lo­wa­li oni ba­da­nie pro­ce­sów spo­łecz­nych w dłu­go­okre­so­wych per­spek­ty­wach, przy jed­no­cze­snej kon­cen­tra­cji na po­wol­nej ewo­lu­cji tych struk­tur, któ­re wy­ka­zu­ją upo­rczy­we, hi­sto­rycz­ne trwa­nie. W per­spek­ty­wie dłu­gie­go trwa­nia mi­ni­mal­ny okres sen­sow­nej ana­li­zy to oko­ło dwu­stu lat, jed­nak ba­da­cze sto­su­ją­cy tę me­to­do­lo­gię zaj­mu­ją się cza­sem prze­dzia­ła­mi obej­mu­ją­cy­mi na­wet pięć wie­ków. Jed­no­cze­śnie szko­ła „An­na­les” do­ko­na­ła prze­su­nię­cia ak­cen­tów, uzu­peł­nia­jąc hi­sto­rię po­li­tycz­ną, któ­ra wcze­śniej do­mi­no­wa­ła w ba­da­niach hi­sto­rycz­nych, hi­sto­rią go­spo­dar­czą i spo­łecz­ną, nie­zbęd­ną dla zro­zu­mie­nia za­sad rzą­dzą­cych dłu­go­okre­so­wy­mi pro­ce­sa­mi trwa­nia i zmia­ny. Struk­tu­ra dłu­gie­go trwa­nia, któ­ra sta­no­wi tu przed­miot mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia, to przede wszyst­kim pęk­nię­cie kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go na dwie czę­ści — wschod­nią i za­chod­nią — oraz uza­leż­nie­nie Wscho­du od Za­cho­du.

 Dru­gim waż­nym ele­men­tem mo­jej per­spek­ty­wy ba­daw­czej jest  g e o ­g r a ­f i c z ­n y   h o ­l i z m .  Za­ło­że­nie to po­dzie­lam z przy­wo­ły­wa­ny­mi po­wy­żej ba­da­cza­mi, ta­ki­mi jak Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in, Fer­nand Brau­del czy pol­ska szko­ła hi­sto­rii go­spo­dar­czej. Gło­si ono, iż nie da się zro­zu­mieć dy­na­mi­ki prze­mian za­cho­dzą­cych we­wnątrz da­ne­go pań­stwa, re­gio­nu czy spo­łecz­no­ści, nie umiesz­cza­jąc ich w kon­tek­ście szer­sze­go sys­te­mu po­wią­zań i od­dzia­ły­wań. Los po­szcze­gól­nych, lo­kal­nych ele­men­tów jest za­wsze czę­ścią więk­szej, cza­sem na­wet glo­bal­nej ukła­dan­ki. Dla­te­go uwa­żam, że nie da się w peł­ni zro­zu­mieć prze­mian za­cho­dzą­cych w ob­rę­bie pań­stwa pol­skie­go czy Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej bez zdia­gno­zo­wa­nia za­leż­no­ści, w ja­kie były one uwi­kła­ne na prze­strze­ni wie­ków. Za­leż­ność, jak po­sta­ram się po­ka­zać da­lej, nie­ko­niecz­nie trze­ba ro­zu­mieć jako bez­po­śred­nie pod­po­rząd­ko­wa­nie czy też „stłam­sze­nie” przez ze­wnętrz­ną po­tę­gę po­li­tycz­ną lub eko­no­micz­ną, cho­ciaż może ono przyj­mo­wać taką po­stać. Ogól­nie jed­nak ka­te­go­rię za­leż­no­ści pro­po­nu­ję poj­mo­wać jako po­wią­za­nie lo­kal­nych re­aliów z szer­szym kon­tek­stem.

 Po trze­cie wresz­cie, cho­ciaż moje do­cie­ka­nia mają cha­rak­ter spo­łecz­no-kul­tu­ro­wy i moż­na naj­pro­ściej za­kla­sy­fi­ko­wać je jako kul­tu­ro­wo-hi­sto­rycz­ną so­cjo­lo­gię za­co­fa­nia, zde­cy­do­wa­nie nie zga­dzam się na ogra­ni­cze­nie me­tod ba­daw­czych do ko­szy­ka na­rzę­dzi (kon­cep­tu­al­nych i me­to­do­lo­gicz­nych) jed­nej tyl­ko dys­cy­pli­ny. Wąt­pię w ogó­le w to, czy sama so­cjo­lo­gia jest w sta­nie być tym, co gło­si jej na­zwa — czy­li na­uką o spo­łe­czeń­stwie — je­śli zgod­nie z dys­cy­pli­nar­nym pu­ry­zmem bę­dzie­my uni­kać „wy­cie­czek” na „cu­dze” te­ry­to­ria: eko­no­mii, hi­sto­rii, psy­cho­lo­gii, fi­lo­zo­fii czy teo­rii kul­tu­ry. Po­dział wie­dzy na dys­cy­pli­ny po­wstał jako in­sty­tu­cjo­nal­ny ar­te­fakt wy­ni­ka­ją­cy ze spo­so­bu or­ga­ni­za­cji przed­się­wzię­cia, ja­kim jest na­uka. Gra­ni­ce dys­cy­plin nie od­zwier­cie­dla­ją ja­kich­kol­wiek obiek­tyw­nych po­dzia­łów w świe­cie na zja­wi­ska eko­no­micz­ne, spo­łecz­ne, psy­cho­lo­gicz­ne itd. Na­wet samo od­róż­nie­nie nauk spo­łecz­nych i hu­ma­ni­stycz­nych wy­da­je się wąt­pli­we, bo czy ist­nie­je spo­łe­czeń­stwo bez lu­dzi albo czło­wiek bez spo­łe­czeń­stwa? W związ­ku z tym sta­ram się też kon­se­kwent­nie uni­kać okre­śle­nia „in­ter­dy­scy­pli­nar­ny”, któ­re pod płasz­czy­kiem me­to­do­lo­gicz­ne­go po­stę­pu kry­je de fac­to re­ak­cyj­ną obro­nę ist­nie­ją­cych dys­cy­plin. Nie mo­gła­by ist­nieć in­ter­dy­scy­pli­nar­ność, gdy­by rów­no­le­gle nie ist­nia­ły od­ręb­ne dys­cy­pli­ny. O wie­le bliż­sze by­ły­by mi okre­śle­nia ta­kie jak  u n i ­d y ­s ­c y ­p l i ­n a r ­n o ś ć  czy  p o s t ­d y ­s ­c y ­p l i ­n a r ­n o ś ć .

Zmagania z nowoczesną formą

No­wo­żyt­na hi­sto­ria Pol­ski uję­ta w tej trój ele­men­to­wej per­spek­ty­wie — a więc z punk­tu wi­dze­nia dłu­gie­go trwa­nia, ho­li­stycz­nie i przy po­mo­cy apa­ra­tu­ry po­ję­cio­wej wy­cho­dzą­cej poza cia­sne ramy jed­nej dys­cy­pli­ny — sta­no­wi pew­ne­go ro­dza­ju exem­plum. Oczy­wi­ście, zda­ję so­bie spra­wę z ry­zy­kow­no­ści wpi­sa­nej w każ­dą ge­ne­ra­li­za­cję. Uni­wer­sal­ne dia­gno­zy sta­wia­ne przez so­cjo­lo­gów czy po­li­to­lo­gów nie­bez­piecz­nie zbli­ża­ją się do dzien­ni­kar­sko-pu­bli­cy­stycz­nych spe­ku­la­cji i by­wa­ją zbyt czę­sto fal­sy­fi­ko­wa­ne przez an­tro­po­lo­gów i hi­sto­ry­ków, któ­rzy w swo­ich ba­da­niach kła­dą wiel­ki na­cisk na syn­chro­nicz­ną oraz dia­chro­nicz­ną róż­no­rod­ność spo­łe­czeństw ludz­kich. Jed­nak na pod­sta­wie ob­szer­nych ba­dań nad po­li­tycz­ną trans­for­ma­cją spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­nych 28 po­łą­czo­nych z po­głę­bio­ny­mi stu­dia­mi nad hi­sto­rią, kul­tu­rą i ha­bi­tu­sem Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, któ­re przed­sta­wiam w ni­niej­szej książ­ce, mogę po­sta­wić tezę, że ist­nie­je coś w ro­dza­ju „post­ko­lo­nial­ne­go syn­dro­mu pe­ry­fe­ryj­ne­go”. Ob­ja­wia się on — mó­wiąc znów ka­te­go­ria­mi Gom­bro­wi­cza — w mo­zol­nych zma­ga­niach z for­mą. Ro­zu­miem przez to trud­ność, czy też na­wet nie­moż­li­wość, ta­kie­go ukształ­to­wa­nia naj­ogól­niej­szych ram ży­cia spo­łecz­ne­go, któ­re po­zwo­li­ły­by z jed­nej stro­ny do­sto­so­wać się do wy­ma­gań epo­ki i do­go­nić mo­der­ni­za­cyj­ny pe­le­ton (jego czo­łów­kę sta­no­wią dziś wy­so­ko­ro­zwi­nię­te kra­je glo­bal­nej Pół­no­cy), z dru­giej zaś w ja­kiś spo­sób „wy­ra­zić sie­bie”. No­wo­cze­sność wi­dzia­na z pe­ry­fe­rii wy­da­je się z jed­nej stro­ny nie­zwy­kle war­to­ścio­wa i atrak­cyj­na, z dru­giej jed­nak co­kol­wiek obca. Ten ka­ta­to­nicz­ny cza­sem uwiąd po­mię­dzy dwie­ma sprzecz­ny­mi ten­den­cja­mi Clif­ford Ge­ertz na­zy­wa kon­flik­tem mię­dzy „epo­cha­li­zmem” a „esen­cja­li­zmem” 29. Pierw­szy z tych ter­mi­nów ozna­cza „pra­gnie­nie pój­ścia z du­chem cza­su” i do­rów­na­nia ide­ałom epo­ki. Duch cza­su to de­mo­kra­cja li­be­ral­na i no­wo­cze­sność, czy­li po­wszech­ne pra­wo gło­su, nowe środ­ki ko­mu­ni­ko­wa­nia, roz­bu­do­wa in­fra­struk­tu­ry prze­my­sło­wej i ogól­ny do­bro­byt. Obok tego ist­nie­je jed­nak esen­cja­lizm — pra­gnie­nie za­cho­wa­nia wła­snej kul­tu­ry, od­ręb­no­ści, lo­kal­nej spe­cy­fi­ki i ca­łej gru­py zwią­za­nych z tym norm kul­tu­ro­wych oraz spo­łecz­nych in­sty­tu­cji. Nie cho­dzi tyl­ko o ta­kie sztan­da­ro­we kwe­stie spo­łecz­ne, jak np. pra­wa ko­biet czy rów­no­upraw­nie­nie mniej­szo­ści sek­su­al­nych. Pro­blem jest o wie­le szer­szy. No­wo­cze­sność to zło­żo­ny amal­ga­mat war­to­ści i wzo­rów dzia­ła­nia do­pa­so­wa­nych tak, aby współ­gra­ły z ka­pi­ta­li­stycz­ną go­spo­dar­ką (obec­nie w jej wy­da­niu tur­bo, czy­li z ka­pi­ta­li­zmem neo­li­be­ral­nym). Do­ty­czą one okre­ślo­nej kon­struk­cji pod­mio­to­wo­ści, kon­fi­gu­ra­cji pra­gnie­nia, sty­lu ży­cia, spo­so­bu spę­dza­nia wol­ne­go cza­su itd. Zwo­len­ni­cy tzw. kul­tu­ra­li­zmu, prze­ko­na­ni, że wzo­ry kul­tu­ry są jed­ną z głów­nych prze­szkód w bu­do­wa­niu do­bro­by­tu, twier­dzą, iż lo­kal­ne nor­my i war­to­ści kul­tu­ro­we po­win­ny być zmie­nia­ne tak, aby umoż­li­wić wzrost go­spo­dar­czy. Pro­blem po­le­ga jed­nak na tym, że cho­ciaż od­rzu­ce­nie pew­nych norm kul­tu­ro­wych (np. ła­pów­kar­stwa) rze­czy­wi­ście jest nie­zbęd­ne dla ja­kie­go­kol­wiek roz­wo­ju, to jed­nak samo w so­bie nie jest ono gwa­ran­tem spo­łecz­no-eko­no­micz­ne­go po­stę­pu. Do prze­zwy­cię­że­nia po­zo­sta­ją bo­wiem jesz­cze inne, zde­cy­do­wa­nie głęb­sze i bar­dziej glo­bal­ne uwa­run­ko­wa­nia struk­tu­ral­ne przy­czy­nia­ją­ce się do trwa­nia nie­do­ro­zwo­ju, np. bra­ki w ka­pi­ta­le spo­łecz­nym — któ­re­go nie da się im­por­to­wać z za­gra­ni­cy rów­nie ła­two, jak ka­pi­ta­łu ma­te­rial­ne­go — nie­ko­rzyst­na po­zy­cja da­ne­go kra­ju w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy lub złe wa­run­ki wy­mia­ny han­dlo­wej. Pod ma­ską mo­der­ni­za­cji i roz­wo­ju na pe­ry­fe­riach czę­sto ukry­wa się  t r w a ­n i e   z a ­c o ­f a ­n i a   ­i ­  u n o ­w o ­c z e ś ­n i e ­n i e   n ę ­d z y ,  aby użyć ter­mi­nu Iva­na Il­li­cha 30. Zja­wi­ska te nie są ła­two do­strze­gal­ne w ma­kro­sta­ty­sty­kach eko­no­micz­nych, ta­kich jak wzrost PKB, po­ziom bez­ro­bo­cia czy kur­sy wy­mia­ny wa­lut, któ­re do­mi­nu­ją w me­dial­nej de­ba­cie na te­mat go­spo­dar­ki. Po­zor­nie świet­nie pro­spe­ru­ją­ce przed­się­wzię­cia mogą ukry­wać w so­bie za­rze­wie przy­szłej ka­ta­stro­fy. Trud­no na przy­kład w sa­mym tyl­ko ob­ra­zie szes­na­sto­wiecz­nej go­spo­dar­ki fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­nej w Pol­sce do­strzec przy­czy­ny przy­szłe­go upad­ku Rze­czy­po­spo­li­tej. Moż­na by na­wet wy­ka­zy­wać — jak ro­bią to nie­któ­rzy pol­scy hi­sto­ry­cy, na przy­kład An­drzej Wy­czań­ski 31 — że spo­łecz­ne kon­se­kwen­cje sys­te­mu fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­ne­go były w XVI wie­ku lep­sze niż kon­se­kwen­cje ro­dzą­ce­go się w Eu­ro­pie Za­chod­niej ka­pi­ta­li­zmu. Jed­nak miej­sce w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy, któ­re za­ję­ła Pol­ska na sku­tek zdo­mi­no­wa­nia jej go­spo­dar­ki przez sys­tem fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­ny, oka­za­ło się na dłuż­szą metę fa­tal­ne. Dzi­siaj z im­pe­rium zbo­żo­wo-ziem­nia­cza­ne­go Pol­ska prze­ro­dzi­ła się w mini-im­pe­rium AGD i mon­tow­ni sa­mo­cho­do­wych (nie są to na­wet fa­bry­ki, po­nie­waż w spo­rej czę­ści auta skła­da się w nich z im­por­to­wa­nych z za­gra­ni­cy czę­ści). Po­mi­mo miejsc pra­cy i PKB, któ­re ge­ne­ru­je tego ro­dza­ju pro­duk­cja, w epo­ce, gdy awan­gar­dą prze­my­sło­wą są ta­kie dzie­dzi­ny jak wy­so­ka tech­no­lo­gia elek­tro­nicz­no-in­for­ma­tycz­na czy in­ży­nie­ria ge­ne­tycz­na, ka­rie­ra, jaką ro­bią w Pol­sce tech­no­lo­gie prze­my­sło­we sta­re, a na­wet prze­sta­rza­łe, jest do­wo­dem nie tyle suk­ce­su roz­wo­jo­wo-mo­der­ni­za­cyj­ne­go, co ra­czej „roz­wo­ju nie­do­ro­zwo­ju”, o któ­rym pi­sa­li teo­re­ty­cy za­leż­no­ści.

 W ni­niej­szej książ­ce nie przed­sta­wiam kom­plet­nej i spój­nej teo­rii post­ko­lo­nial­ne­go syn­dro­mu pe­ry­fe­ryj­ne­go. Sta­ram się ra­czej — na przy­kła­dzie Pol­ski — od­ma­lo­wać pe­wien pej­zaż, w któ­rym się on roz­wi­nął. Dla­te­go kon­cen­tru­ję się na kil­ku wy­bra­nych pro­ble­mach, zja­wi­skach i okre­sach z no­wo­żyt­nej i naj­now­szej hi­sto­rii Pol­ski. Dla przej­rzy­sto­ści wy­wo­du zo­sta­ły one uło­żo­ne z grub­sza chro­no­lo­gicz­nie, cho­ciaż w każ­dym przy­pad­ku mó­wić moż­na o trwa­niu pew­nych wzor­ców i struk­tur nie tyl­ko w prze­szło­ści, ale rów­nież obec­nie. Ho­ry­zon­tem mo­ich za­in­te­re­so­wań nie jest jed­nak wca­le hi­sto­ria, ale współ­cze­sność i no­wo­cze­sność, któ­rych ge­ne­alo­gię — czy też  s c e ­n ę   p i e r ­w o t ­n ą  — po­sta­ram się zre­kon­stru­ować. Uwa­żam — co po­sta­ram się udo­wod­nić — że to go­spo­dar­ka była dzie­dzi­ną ży­cia, w któ­rej ro­zej­ście się dróg roz­wo­jo­wych wscho­du i za­cho­du Eu­ro­py na­stą­pi­ło naj­wcze­śniej i mia­ło ogrom­ne kon­se­kwen­cje dla środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich pro­ble­mów z no­wo­cze­sno­ścią. Dla­te­go po­świę­ci­łem Roz­dzia­ły 1 i 2 od­ma­lo­wa­niu kon­tra­stu w spo­łecz­no-go­spo­dar­czym roz­wo­ju obu czę­ści eu­ro­pej­skie­go kon­ty­nen­tu, kon­cen­tru­jąc się przede wszyst­kim na przy­pad­ku Pol­ski. Ko­lej­ne dwa roz­dzia­ły uzu­peł­nia­ją ten pej­zaż o ele­men­ty po­li­tycz­ne, przy czym nie­wie­le miej­sca po­świę­cę w nich za­chod­niej no­wo­cze­sno­ści po­li­tycz­nej, czy­li de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej 32. Będę ra­czej in­te­re­so­wał się spe­cy­fi­ką po­li­tycz­nej sy­tu­acji pań­stwa pol­skie­go, czy też — mó­wiąc do­kład­niej — bra­kiem tego pań­stwa. Istot­nym aspek­tem ana­li­zy po­zo­sta­nie py­ta­nie o ko­lo­nia­lizm za­da­ne w kon­tek­ście Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. W przy­pad­ku go­spo­dar­ki bę­dzie to kwe­stia uza­leż­nie­nia Pol­ski — a po­śred­nio in­nych kra­jów re­gio­nu — od ro­dzą­cej się go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej. Zaj­mę się jed­nak rów­nież ko­lo­nia­li­zmem, któ­re­go wek­tor zwró­co­ny był w prze­ciw­ną stro­nę — pol­skim pro­jek­tem ko­lo­nial­nym na wschod­nich kre­sach Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów. Roz­dział 5 po­świę­co­ny zo­stał dra­ma­tycz­ne­mu ze­rwa­niu w pro­ce­sie bu­do­wy pol­skiej pod­mio­to­wo­ści, ja­kim były roz­bio­ry. Po­sta­ram się za­pro­po­no­wać tam psy­cho­ana­li­tycz­ną re­kon­cep­tu­ali­za­ję tego de­cy­du­ją­ce­go zwro­tu. Pod ko­niec książ­ki po raz ko­lej­ny po­ja­wi się pro­ble­ma­ty­ka (post)ko­lo­nial­na, bo w XIX wie­ku Eu­ro­pa Środ­ko­wo-Wschod­nia do­świad­czy­ła ko­lo­nia­li­zmu po­dob­ne­go do tego, jaki stał się udzia­łem pe­ry­fe­ryj­nych spo­łe­czeństw w Afry­ce, Azji czy Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej. W efek­cie re­ak­tyw­ny na­cjo­na­lizm, któ­ry do dzi­siaj wy­wie­ra ogrom­ny wpływ na pol­ską świa­do­mość na­ro­do­wą, ma wie­le cech cha­rak­te­ry­stycz­nych dla kon­dy­cji post­ko­lo­nial­nej. Po­sta­ram się je wy­do­być w ostat­nim, pod­su­mo­wu­ją­cym roz­dzia­le.

W stronę nowej konceptualizacji polskiego habitusu narodowego

Ni­niej­sza książ­ka jest tak­że pró­bą uzu­peł­nie­nia luki, jaką w pol­skiej my­śli spo­łecz­nej sta­no­wi brak sys­te­ma­tycz­nej i kom­plek­so­wej re­in­ter­pre­ta­cji pol­skiej hi­sto­rii spo­łecz­nej, kul­tu­ro­wej, go­spo­dar­czej i po­li­tycz­nej — czy też, mó­wiąc ogól­nie, pol­skie­go ha­bi­tu­su — przy wy­ko­rzy­sta­niu ta­kich na­rzę­dzi teo­re­tycz­nych jak stu­dia post­ko­lo­nial­ne, teo­rie za­leż­no­ści, teo­lo­gia po­li­tycz­na, psy­cho­ana­li­za oraz teo­ria he­ge­mo­nii. To więc pró­ba  p r z e ­p i ­s a ­n i a  fak­tów i nar­ra­cji, któ­re są po­wszech­nie zna­ne, in­ter­pre­to­wa­ne jed­nak — w mo­jej opi­nii — w nie­kom­plet­ny, a cza­sem błęd­ny spo­sób. Ce­lem, któ­ry so­bie tu sta­wiam, jest zba­da­nie spe­cy­fi­ki pol­skie­go ha­bi­tu­su na­ro­do­we­go. W tym punk­cie na­rzę­dzia teo­rii za­leż­no­ści i teo­rii post­ko­lo­nial­nej wy­ma­ga­ją uzu­peł­nie­nia. Róż­ne­go ro­dza­ju pro­ce­sy ko­lo­ni­za­cji i uza­leż­nie­nia to je­den ele­ment gry, któ­rej wy­ni­kiem była  i   j e s t  kul­tu­ro­wa, spo­łecz­na, po­li­tycz­na oraz go­spo­dar­cza po­zy­cja Pol­ski. Dru­gi wy­da­je się trud­niej­szy do uchwy­ce­nia, po­nie­waż ze swo­jej de­fi­ni­cji po­zo­sta­je nie­wi­docz­ny: jest nim  b r a k ,  któ­ry moż­na na­zwać rów­nież pust­ką, ne­ga­tyw­no­ścią, luką czy nie­obec­no­ścią. Nie cho­dzi mi tu by­naj­mniej tyl­ko o przy­cho­dzą­cy na myśl okres roz­bio­rów, kie­dy Pol­ska na pół­to­ra wie­ku znik­nę­ła z mapy. Wy­da­rze­nie to było je­dy­nie kon­se­kwen­cją luk i bra­ków, któ­re po­ja­wi­ły się o wie­le wcze­śniej. Wo­kół nich od sa­me­go za­ra­nia bu­do­wa­ła się na­sza pod­mio­to­wość. Był to naj­pierw  b r a k   d z i e ­d z i c ­t w a   r z y m ­s k i e ­g o .  Gra­ni­ce wpły­wów rzym­skie­go im­pe­rium wy­zna­cza­ją li­nię de­mar­ka­cyj­ną od­dzie­la­ją­cą eu­ro­pej­ski Za­chód od Wscho­du, a tym sa­mym sta­no­wią za­chod­nią gra­ni­cę Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Na pod­sta­wie da­nych ar­che­olo­gicz­nych, świa­dectw hi­sto­rycz­nych i ana­liz fi­lo­lo­gicz­nych moż­na z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem stwier­dzić, że Eu­ro­pa na pół­noc od Alp przed przy­by­ciem Rzy­mian sta­no­wi­ła w mia­rę jed­no­rod­ną prze­strzeń spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą 33. Na sku­tek kon­tak­tu z cy­wi­li­za­cją rzym­ską na za­cho­dzie do­szło do syn­te­zy dwóch sys­te­mów spo­łecz­nych — pół­noc­no­eu­ro­pej­skie­go i rzym­skie­go — cze­go efek­tem stał się feu­da­lizm. Na Wscho­dzie do po­dob­nej syn­te­zy nie do­szło i dla­te­go dy­na­mi­ka spo­łecz­na, go­spo­dar­cza i po­li­tycz­na wy­zna­czo­na zo­sta­ła przez  b r a k  in­sty­tu­cji i roz­wią­zań cha­rak­te­ry­stycz­nych dla Za­cho­du. Na po­zio­mie go­spo­dar­czym ob­ja­wi­ło się to bra­kiem przej­ścia do ka­pi­ta­li­zmu w wie­ku XV i XVI, za­miast któ­re­go na te­re­nach po­ło­żo­nych na wschód od Łaby i Li­ta­wy po­ja­wi­ło się za­ostrzo­ne pod­dań­stwo to­wa­rzy­szą­ce go­spo­dar­ce fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­nej (nie była ona jed­nak hi­sto­rycz­nym no­vum, ani pró­bą stwo­rze­nia po­zy­tyw­nej i pro­gre­syw­nej al­ter­na­ty­wy wo­bec go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej, ale re­gre­sem do form, któ­re za­chód Eu­ro­py trwa­le prze­kro­czył już wte­dy w swo­im roz­wo­ju).

 Na po­zio­mie po­li­tycz­nym brak kon­sty­tu­ują­cy pod­mio­to­wość Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej za­ma­ni­fe­sto­wał się jako nie­obec­ność w wie­ku XVII i XVIII sil­nych mo­nar­chii ab­so­lu­ty­stycz­nych. Pa­ra­dyg­ma­tycz­nym przy­kła­dem tej ułom­no­ści jest Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów. Naj­pierw w Kró­le­stwie Pol­skim, a póź­niej w I Rze­czy­po­spo­li­tej na­stę­po­wa­ło sys­te­ma­tycz­ne  o s ł a ­b i e ­n i e  wła­dzy cen­tral­nej. Zmia­na na­stę­po­wa­ła więc w kie­run­ku do­kład­nie prze­ciw­nym, niż mia­ło to miej­sce na Za­cho­dzie i w czę­ści kra­jów ościen­nych. Inne kra­je re­gio­nu albo do­świad­czy­ły po­dob­nej kon­dy­cji, albo sta­ły się czę­ścią ob­cych mo­nar­chii ab­so­lu­ty­stycz­nych (jak Cze­chy i Wę­gry) 34.

 Pań­stwem, któ­re na pierw­szy rzut oka nie pa­su­je do tak prze­pro­wa­dzo­nej li­nii po­dzia­łu, są Pru­sy: po­ło­żo­ne na wschód od Łaby, mo­der­ni­zo­wa­ły się i roz­wi­ja­ły po­dob­nie do za­cho­du kon­ty­nen­tu, prze­szły przez fazę ab­so­lu­ty­zmu w XVIII wie­ku, uprze­my­sło­wie­nie w XIX i stwo­rzy­ły sil­ną for­ma­cję pań­stwo­wo-na­ro­do­wą. Dla­te­go nie jest za­sko­cze­niem, że np. An­drzej Wa­lic­ki prze­pro­wa­dza li­nię po­dzia­łu na Wschód i Za­chód Eu­ro­py nie na Ła­bie, ale wzdłuż gra­ni­cy Prus i I Rze­czy­po­spo­li­tej 35. Kon­tro­wer­sja jest tu jed­nak po­zor­na. Spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa ge­ne­za pań­stwa pru­skie­go pro­wa­dzi bo­wiem do Za­ko­nu Krzy­żac­kie­go, któ­ry wy­wo­dzi się z te­re­nów po­ło­żo­nych o wie­le bar­dziej na za­chód (im­pul­sem do jego po­wsta­nia była ini­cja­ty­wa miesz­czań­stwa Bre­my i Lu­be­ki), a jego ak­tyw­ność ści­śle wią­że się zwią­za­na ze spo­łecz­ną i po­li­tycz­ną hi­sto­rią Eu­ro­py Za­chod­niej. W tym sen­sie w Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej Pru­sy jako spad­ko­bier­ca Krzy­ża­ków były cia­łem ob­cym. Jego prze­szcze­pie­nie z Za­cho­du od­kształ­ci­ło li­nię po­dzia­łu Wschód-Za­chód prze­bie­ga­ją­cą na Ła­bie. Geo­gra­fia spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa nie za­wsze zga­dza się w 100% z geo­gra­fią fi­zycz­ną i tu mamy tego wła­śnie przy­kład.

 De­cy­zja pol­skiej i li­tew­skiej szlach­ty pod­ję­ta po śmier­ci Zyg­mun­ta II Au­gu­sta, aby prze­kształ­cić Rzecz­po­spo­li­tą w mo­nar­chię elek­cyj­ną, a więc jed­no­cze­śnie uczy­nić z kró­la ro­dzaj „pro­to-pre­zy­den­ta”, ogra­ni­cza­jąc w dra­stycz­ny spo­sób jego wła­dzę, była brze­mien­na w skut­kach. Po­cząw­szy od tego mo­men­tu Rzecz­po­spo­li­ta nie mia­ła w za­sa­dzie mo­nar­chy i ten ko­lej­ny brak stał się głów­nym czyn­ni­kiem de­ter­mi­nu­ją­cym jej losy w XVII i XVIII wie­ku 36. Jak po­sta­ram się po­ka­zać w Roz­dzia­le 3, wy­ko­rzy­stu­jąc teo­rię Ern­sta Kan­to­ro­wi­cza i Clau­de’a Le­for­ta, po­cząw­szy od 1572 roku nie było już w ogó­le cze­goś ta­kie­go jak pań­stwo pol­skie (i li­tew­skie). Za­miast nich po­ja­wi­ła się oso­bli­wa jak na Eu­ro­pę tego okre­su fe­de­ra­cja ma­gnac­kich do­mi­niów dzia­ła­ją­ca zgod­nie z ul­tra­de­mo­kra­tycz­ny­mi za­sa­da­mi de­mo­kra­cji uczest­ni­czą­cej. Była to jed­nak pa­ro­dia de­mo­kra­cji w no­wo­cze­snym sen­sie tego sło­wa, po­nie­waż z za­sa­dy wy­klu­cza­ła z udzia­łu w rzą­dze­niu ra­dy­kal­ną więk­szość spo­łe­czeń­stwa (nie tyl­ko chło­pów, ale rów­nież miesz­czań­stwo). Fe­de­ra­cja ta była ro­dza­jem „zrze­sze­nia przed­się­bior­ców” — da­wa­ła wiel­kiej szlach­cie i ma­gna­tom moż­li­wość go­spo­dar­czej eks­plo­ata­cji za­rów­no ziem rdzen­nie pol­skich, jak i gi­gan­tycz­nych te­re­nów na sko­lo­ni­zo­wa­nej przez Pol­skę Ukra­inie. Przez ana­lo­gię z in­sty­tu­cja­mi po­wo­ła­ny­mi nie­co póź­niej w ka­pi­ta­li­stycz­nych kra­jach Eu­ro­py Za­chod­niej — jak Ho­len­der­ska Kom­pa­nia Za­chod­nio­in­dyj­ska czy bry­tyj­ska Kom­pa­nia Le­wan­tyń­ska — na­zwać by ją moż­na  P o l ­s k ą   K o m ­p a ­n i ą   K r e ­s o ­w ą .  Po­sta­ram się po­ka­zać, że jak­kol­wiek ra­dy­kal­nie i pa­ra­dok­sal­nie brzmieć może taka teza, ma ona swo­je uza­sad­nie­nie. Do­star­czy go ana­li­za za­cho­wa­nia po­li­tycz­ne­go ma­gna­tów (w tym szcze­gól­nie ob­rad sej­mi­ko­wych i użyt­ku czy­nio­ne­go z li­be­rum veto), zba­da­nie struk­tu­ry i mo­de­lu pol­skiej pro­duk­cji go­spo­dar­czej, geo­po­li­tycz­nej orien­ta­cji I Rze­czy­po­spo­li­tej oraz de­kon­struk­cja jej ide­olo­gii — sar­ma­ty­zmu.

 Pod­mio­to­wość Pol­ski jako spo­łe­czeń­stwa, pań­stwa i na­ro­du ukon­sty­tu­owa­ła się więc na trzech suk­ce­syw­nych bra­kach:  b r a k   d z i e ­d z i c ­t w a   r z y m ­s k i e ­g o  po­cią­gnął za sobą  b r a k   n o ­w o ­ż y t ­n e j   o r ­g a ­n i ­z a ­c j i   s p o ­ł e c z ­n e j  opar­tej na kom­bi­na­cji ab­so­lu­ty­zmu i ka­pi­ta­li­zmu. Ogra­ni­cze­nie po­zy­cji mo­nar­chy po­szło w Rze­czy­po­spo­li­tej tak da­le­ko, że moż­na mó­wić o  b r a ­k u   k r ó ­l e w ­s k i e j   w ł a ­d z y .  Efek­tem tego wszyst­kie­go oka­zał się  b r a k   p a ń ­s t w o ­w o ­ś c i ,  zna­ny w pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii pod na­zwą roz­bio­rów. Ta osta­tecz­na po­raż­ka bywa trak­to­wa­na jako trau­ma kon­sty­tu­tyw­na dla współ­cze­snej pol­sko­ści i wo­bec niej re­la­ty­wi­zo­wa­ne są róż­ne ele­men­ty współ­cze­sne­go pol­skie­go ha­bi­tu­su. Jak po­sta­ram się jed­nak po­ka­zać, roz­bio­ry ujaw­ni­ły tyl­ko coś, co w re­je­strze Re­al­nym trwa­ło już przez do­kład­nie 200 lat przed pierw­szym roz­bio­rem Pol­ski: jej  n i e ­i s t ­n i e ­n i e .  Okres mię­dzy 1572 a 1795 ro­kiem mo­że­my w hi­sto­rii Pol­ski na­zwać epo­ką  p a ń ­s t w a   f a n ­t o ­m o ­w e ­g o .  Ter­min ten od­wo­łu­je się do kon­cep­cji koń­czy­ny fan­to­mo­wej, czy­li koń­czy­ny, któ­ra zo­sta­ła utra­co­na, ale wciąż ist­nie­je na po­zio­mie re­pre­zen­ta­cji psy­chicz­nej. Czło­wiek od­czu­wa jej ból, wy­da­je mu się, że jest uło­żo­na w ja­kiś spo­sób itd., cho­ciaż w rze­czy­wi­sto­ści jej już nie ma 37. In­ter­pre­tu­jąc ten fakt w świe­tle Ern­sta Kan­to­ro­wi­cza teo­lo­gicz­no-po­li­tycz­nej teo­rii dwóch ciał kró­la 38, pro­po­nu­ję ową uro­jo­ną pań­stwo­wość I Rze­czy­po­spo­li­tej na­zwać  f a n ­t o ­m o ­w y m   c i a ­ł e m   k r ó ­l a .

 Owe kon­sty­tu­tyw­ne bra­ki obu­do­wy­wa­ne były za­wsze w pol­skiej hi­sto­rii od­po­wia­da­ją­cy­mi im ide­olo­gia­mi. W okre­sie la­tent­ne­go nie­ist­nie­nia Pol­ski (zwa­nym Rzecz­po­spo­li­tą Oboj­ga Na­ro­dów) ide­olo­gią tą był sar­ma­tyzm. Jego de­kon­struk­cją zaj­mę się w Roz­dzia­le 3. Prze­pusz­cze­nie sar­ma­ty­zmu przez filtr teo­rii post­ko­lo­nial­nej daje in­te­re­su­ją­ce re­zul­ta­ty, od­naj­dzie­my w nim bo­wiem dwa mo­men­ty fun­du­ją­ce ko­lo­nia­li­zmu jako ide­olo­gii. Pierw­szy w sa­mej de­fi­ni­cji szlach­ty jako gru­py nie tyl­ko lep­szej, ale isto­to­wo od­mien­nej od resz­ty po­pu­la­cji. Ta gru­pa — zgod­nie z sar­mac­kim mi­tem — po mi­gra­cji ze wscho­du ob­ję­ła pa­no­wa­nie nad Eu­ro­pą Środ­ko­wo-Wschod­nią, pod­po­rząd­ko­wu­jąc so­bie za­miesz­ku­ją­cą te re­gio­ny lud­ność rol­ni­czą. Dru­gi w spo­łecz­no-po­li­tycz­nym funk­cjo­no­wa­niu sar­ma­ty­zmu jako ide­olo­gii uza­sad­nia­ją­cej ko­lo­nial­ną eks­pan­sję na Kre­sy oraz ca­ło­ścio­wy spo­sób ży­cia kre­so­wej szlach­ty (mam tu na my­śli ta­kie ele­men­ty ide­olo­gii sar­mac­kiej, jak apo­te­oza go­spo­dar­czej sa­mo­dziel­no­ści i au­to­no­mii ży­cia wiej­skie­go, od­cię­cia od cy­wi­li­za­cji miej­skiej, przy­wią­za­nie do zie­mi i jej upra­wy, nie­chęć do tzw. cu­dzo­ziemsz­czy­zny itd.). Pol­scy ma­gna­ci kre­so­wi do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją pod tym wzglę­dem la­ty­no­ame­ry­kań­skich la­ty­fun­dy­stów.

 W XIX wie­ku, gdy trau­ma sta­je się sil­niej­sza, ro­śnie rów­nież kor­pus ide­olo­gii ma­ją­cy za­ma­sko­wać kon­sty­tu­tyw­ny brak, w tym szcze­gól­nie unie­moż­li­wić zbio­ro­wej świa­do­mo­ści roz­po­zna­nie fak­tycz­nych źró­deł upad­ku Pol­ski, któ­rym było Re­al­ne 39 nie­ist­nie­nie pań­stwa pol­skie­go od koń­ca XVI wie­ku. W grze mię­dzy obu­do­wa­ną w ten spo­sób ide­olo­gicz­nie trau­mą a ko­lo­nial­nym uza­leż­nie­niem Pol­ski od trzech mo­carstw za­bor­czych kształ­tu­je się w tym okre­sie pol­ski na­ród. To klucz do zro­zu­mie­nia za­rów­no lo­sów Pol­ski w XX wie­ku, jak i współ­cze­snej kon­dy­cji pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa oraz kul­tu­ry, któ­re na­dal de­ter­mi­nu­je dia­lek­tycz­ny wę­zeł kon­sty­tu­ują­cej nas pust­ki oraz prób po­zy­tyw­ne­go okre­śle­nia się wo­bec ob­cych wpły­wów i wzo­rów.

 Tak za­ry­so­wa­ny sche­mat kon­struk­cji pol­skiej pod­mio­to­wo­ści daje się w dość do­bry spo­sób opi­sać przy wy­ko­rzy­sta­niu psy­cho­ana­li­tycz­nej teo­rii pod­mio­tu, zwłasz­cza w wer­sji La­ca­now­skiej. Zgod­nie z nią pod­mio­to­wość kon­sty­tu­uje się po­przez od­po­wiedź na bo­le­sny i trau­ma­tycz­ny brak. Nie­ist­nie­nie pań­stwa po 1572 roku oraz po­stę­pu­ją­ce spo­łecz­ne, kul­tu­ro­we i go­spo­dar­cze za­póź­nie­nie I RP w po­rów­na­niu z Za­cho­dem było Re­al­nym pol­skiej kon­dy­cji w epo­ce no­wo­żyt­nej. Ka­te­go­rię „Re­al­ne­go” na­le­ży zgod­nie z in­ten­cją La­ca­na ro­zu­mieć tu  s t r u k ­t u ­r a l ­n i e  jako to, cze­go nie da się w ża­den spo­sób do­strzec ani przed­sta­wić w ob­rę­bie da­ne­go sys­te­mu (u La­ca­na sym­bo­licz­ne­go, tu­taj — spo­łecz­ne­go i kul­tu­ro­we­go), ale co jed­no­cze­śnie peł­ni kon­sty­tu­tyw­ną rolę w jego funk­cjo­no­wa­niu jako ca­ło­ści. Taki był wła­śnie sta­tus owych dwóch fak­tów — nie­ist­nie­nia pań­stwa oraz spo­łecz­no-kul­tu­ro­wo-go­spo­dar­cze­go za­póź­nie­nia — po­mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem. Sar­ma­tyzm, jak na ide­olo­gię przy­sta­ło, miał  p o ­k a ­z a ć ,   ż e   t e ­g o   b r a ­k u   n i e   m a  i że pań­stwo szla­chec­kie po­sia­da wła­sną, po­zy­tyw­ną toż­sa­mość spo­łecz­ną, kul­tu­ro­wą i po­li­tycz­ną, w peł­ni kon­ku­ren­cyj­ną i ekwi­wa­lent­ną wo­bec tego, co wy­stę­pu­je na Za­cho­dzie. Nie może być mowy o ja­kiej­kol­wiek niż­szo­ści lub za­póź­nie­niu Rze­czy­po­spo­li­tej wo­bec są­sia­dów, po­nie­waż bez­względ­nie prze­wyż­sza ich ona pod każ­dym wzglę­dem. Oba twier­dze­nia były oczy­wi­ście fał­szy­we, jed­nak — jak moż­na by spo­dzie­wać się na pod­sta­wie La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy — w sar­ma­ty­zmie znaj­dzie­my kon­struk­cje o cha­rak­te­rze Sym­bo­licz­nym oraz Wy­obra­że­nio­wym, pod­trzy­mu­ją­ce ide­olo­gicz­ne fik­cje i prze­sła­nia­ją­ce ten kon­sty­tu­tyw­ny brak.

 To, co wy­da­rzy­ło się pod ko­niec XVIII wie­ku, czy­li tzw. roz­bio­ry, to do­bry przy­kład in­wa­zji Re­al­ne­go: wy­pie­ra­na praw­da sta­je się tak sil­na, że prze­bi­ja ba­rie­rę ide­olo­gii i w nie­moż­li­wy do opa­no­wa­nia spo­sób wdzie­ra się w ob­szar świa­do­mo­ści (in­dy­wi­du­al­nej lub zbio­ro­wej). Roz­bio­ry udo­wod­ni­ły, że  P o l ­s ka  n i e  b y ­ł a   p a ń ­s t w e m   w   ż a d ­n y m   w ł a ś ­c i ­w i e   a s ­p e k ­c i e   u w z g l ę d ­n i a ­n y m   p r z e z   j a ­k ą ­k o l ­w i e k   d e ­f i ­n i ­c j ę   p a ń ­s t w o ­w o ­ś c i .  Fakt ten, z po­wo­dów oczy­wi­stych dla psy­cho­ana­li­zy, nie był do­strze­ga­ny przez pro­ta­go­ni­stów no­wo­żyt­nej hi­sto­rii Pol­ski, czy­li szlach­tę, i na­wet dzi­siaj bywa cza­sem igno­ro­wa­ny przez pol­skich hi­sto­ry­ków. Utra­tę pań­stwo­wej su­we­ren­no­ści przez I RP na dłu­go przed za­bo­ra­mi dia­gno­zu­ją na­to­miast czę­sto za­gra­nicz­ni hi­sto­ry­cy. Tak na przy­kład Ro­bert F. Le­slie nie ma wąt­pli­wo­ści, że już od pierw­szej po­ło­wy XVIII wie­ku Rzecz­po­spo­li­ta była cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wa­na przez Ro­sję, któ­ra po trak­ta­cie ze Szwe­cją pod­pi­sa­nym w 1721 roku i Au­strią w 1726 sta­ła się nie­po­dziel­nym wład­cą Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Dla­te­go pierw­szy roz­biór Pol­ski w 1772 roku był po­raż­ką Ro­sji, któ­ra mu­sia­ła po­dzie­lić się swo­im „nie­wi­dzial­nym im­pe­rium” z Au­strią i Pru­sa­mi. Mia­ła inne pla­ny — utrzy­mać Rzecz­po­spo­li­tą w ca­ło­ści jako swój pro­tek­to­rat. Nie­ste­ty, po­zo­sta­li gra­cze w re­gio­nie oka­za­li się zbyt sil­ni i osta­tecz­nie Ro­sja mu­sia­ła od­dać im część Rze­czy­po­spo­li­tej. Aby utwier­dzić swą wła­dzę nad resz­tą, wcie­li­ła ją for­mal­nie do swo­je­go pań­stwa 40. W tym do­pie­ro mo­men­cie nie­ist­nie­nie Rze­czy­po­spo­li­tej — Re­al­ne, w sen­sie La­ca­now­skim, od po­nad dwóch wie­ków — nie dało się już ukryć, przez co mu­sia­ło dojść do ta­kie­go prze­kształ­ce­nia re­je­strów Sym­bo­licz­nych i Wy­obra­że­nio­wych, aby mo­gło ono za­ma­ni­fe­sto­wać się w mię­dzy­na­ro­do­wym po­rząd­ku państw na­ro­do­wych.

 In­nym po­ję­ciem psy­cho­ana­li­tycz­nym uży­tecz­nym przy ba­da­niu hi­sto­rycz­nych pro­ce­sów, któ­re ukształ­to­wa­ły pol­ską pod­mio­to­wość, jest kon­cep­cja fan­ta­zma­tu. W psy­cho­ana­li­zie jest on de­fi­nio­wa­ny jako „wy­obra­żo­ny sce­na­riusz, w któ­rym pod­miot jest obec­ny, a któ­ry przed­sta­wia w spo­sób mniej lub bar­dziej znie­kształ­co­ny przez pro­ce­sy obron­ne speł­nie­nie ja­kie­goś pra­gnie­nia” 41. Kon­cep­cja ta do­brze opi­su­je za­rów­no sar­mac­kie sny o po­tę­dze, jak i póź­niej­sze wi­zje wy­obra­żo­nych ról od­gry­wa­nych przez Pol­skę (Chry­stu­sa na­ro­dów, Win­kel­rie­da na­ro­dów itd.). Ter­min ten zo­stał już zresz­tą wpro­wa­dzo­ny do pol­skiej kry­ty­ki kul­tu­ry w zna­ko­mi­tej książ­ce Ma­rii Ja­nion Pro­jekt kry­ty­ki fan­ta­zma­tycz­nej42.

 Naj­szer­szą ramą, w któ­rej chciał­bym umie­ścić ca­łość pro­ble­ma­ty­ki ni­niej­szej książ­ki, sta­no­wi pro­ces  z m a ­g a ­n i a   s i ę   z   f o r ­m ą ,  w jaki uwi­kła­na była (i jest) Pol­ska oraz inne kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Mam tu na my­śli ta­kie ro­zu­mie­nie ter­mi­nu „for­ma”, o ja­kie cho­dzi Le­for­to­wi, gdy pi­sze, że „no­wo­cze­sna de­mo­kra­cja to świa­dec­two  s p e ­c y ­f i c z ­n e ­g o   u f o r ­m o ­w a ­n i a  (mise en for­me) spo­łe­czeń­stwa [pod­kre­śle­nie moje — J. S.]” 43. To samo po­wie­dzieć moż­na o ca­łej no­wo­cze­sno­ści — go­spo­dar­czej, spo­łecz­nej, kul­tu­ro­wej, ar­ty­stycz­nej. No­wo­cze­sność jest pew­ną for­mą czy też ze­spo­łem form. Nie są one jed­nak by­naj­mniej wy­na­laz­kiem XIX wie­ku, a tym mniej osią­gnię­ciem wie­ku XX. No­wo­cze­sność ma już za sobą dłu­gie trwa­nie. Pod każ­dym wzglę­dem — po­li­tycz­nym, spo­łecz­nym i go­spo­dar­czym — jest za­ko­rze­nio­na w wy­jąt­ko­wych dla Eu­ro­py zja­wi­skach się­ga­ją­cych przy­naj­mniej póź­ne­go śre­dnio­wie­cza i wcze­snej no­wo­żyt­no­ści. To w tam­tym okre­sie z po­wo­du de­fi­ni­tyw­ne­go ro­zej­ścia się dróg roz­wo­jo­wych wscho­du i za­cho­du Eu­ro­py oraz po­stę­pu­ją­cej pe­ry­fe­ry­za­cji Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej roz­po­czy­na się w Pol­sce dra­ma­tycz­ne zma­ga­nie z for­mą, któ­re trwa do dzi­siaj. Moją am­bi­cją nie jest prze­śle­dze­nie tego pro­ce­su w jego ca­łej hi­sto­rycz­nej roz­cią­gło­ści. Sta­wiam so­bie skrom­niej­sze za­da­nie: in­te­re­su­je mnie przede wszyst­kim zba­da­nie tego, co przy po­mo­cy ję­zy­ka psy­cho­ana­li­tycz­ne­go na­zwać moż­na jego  s c e ­n ą   p i e r ­w o t ­n ą .  Obej­mu­je ona okres od prze­ło­mu śre­dnio­wie­cza i no­wo­żyt­no­ści do koń­ca XIX wie­ku (w sen­sie spo­łecz­no-kul­tu­ro­wym, a nie ka­len­da­rzo­wym, czy­li do wy­bu­chu I woj­ny świa­to­wej). Pa­ra­dok­sal­nie więc, cho­ciaż przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia jest tu no­wo­cze­sność, o te­raź­niej­szo­ści bę­dzie w tej książ­ce bar­dzo nie­wie­le. My­li­ła­by się jed­nak ta, któ­ra uzna­ła­by, że trzy­ma w ręku książ­kę hi­sto­rycz­ną. To w ca­ło­ści tyl­ko i wy­łącz­nie książ­ka o współ­cze­sno­ści oraz no­wo­cze­sno­ści, któ­re ani na chwi­lę nie zni­ka­ją z ho­ry­zon­tu. Nie jest to jed­nak książ­ka o współ­cze­sno­ści i no­wo­cze­sno­ści jako tym-co-się-wła­śnie-wy­da­rza, ale o ich ge­ne­alo­gii. I ich sce­nie pier­wot­nej ta­kiej, jaką zo­ba­czyć moż­na z ostat­nich rzę­dów środ­ko­wo-eu­ro­pej­skich pe­ry­fe­rii. To uję­cie bli­skie temu, któ­re przyj­mu­je An­drzej Wa­lic­ki i któ­re An­drzej Men­cwel na­zy­wa hi­sto­rycz­nym re­ali­zmem: no­wo­cze­sny po­rzą­dek spo­łecz­ny i kul­tu­ro­wy sta­no­wi efekt pew­nej kon­struk­cji (na ta­kiej za­sa­dzie, na ja­kiej na­ród jest wspól­no­tą wy­obra­żo­ną), jed­nak o jej kształ­cie de­cy­du­ją hi­sto­rycz­ne wy­da­rze­nia się­ga­ją­ce cza­sem bar­dzo da­le­ko w prze­szłość, na­wet do okre­su przed­no­wo­cze­sne­go 44.

 Na ko­niec jed­na istot­na uwa­ga: tak za­ry­so­wa­ny pro­jekt na­le­ży wy­raź­nie od­róż­nić od wszel­kie­go ro­dza­ju do­cie­kań do­ty­czą­cych pro­ce­su kształ­to­wa­nia się pol­skie­go  n a ­r o ­d u  i pro­ble­mów pol­skie­go  n a ­c j o ­n a ­l i ­z m u .  Nie są one w tej książ­ce głów­nym przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia. Kwe­stie te są bar­dzo ob­szer­nie oma­wia­ne i ana­li­zo­wa­ne w pol­skiej hu­ma­ni­sty­ce i na­ukach spo­łecz­nych. Jak jed­nak za­uwa­żył kla­syk ba­dań nad na­cjo­na­li­zmem Hans Kohn, no­wo­cze­sne pań­stwa na­ro­do­we są „wy­ni­kiem fu­zji pew­ne­go sta­nu umy­słu z pew­ną po­li­tycz­ną for­mą” 45. W pol­skiej na­uce i de­ba­cie pu­blicz­nej mamy do czy­nie­nia z nad­re­pre­zen­ta­cją za­in­te­re­so­wa­nia owym sta­nem umy­słu (pro­ble­ma­ty­ka toż­sa­mo­ści na­ro­do­wej) przy re­la­tyw­nym za­nie­dba­niu pro­ble­mu po­li­tycz­nej for­my. „Po­li­ty­kę” na­le­ży tu ro­zu­mieć za­rów­no w wą­skim sen­sie jako or­ga­ni­za­cję i spra­wo­wa­nie wła­dzy, jak i w szer­szym, o któ­ry upo­mi­na­ją się czę­sto my­śli­cie­le fran­cu­scy, czy­li jako pe­wien spo­sób kon­sty­tu­owa­nia wspól­no­ty i by­cia ra­zem 46. W ni­niej­szej książ­ce będę in­te­re­so­wał się przede wszyst­kim tą wła­śnie za­nie­dba­ną kwe­stią for­my. Nie­do­ce­nia­nie jej roli w dzie­jach Pol­ski i ca­łe­go re­gio­nu jest po­waż­nym błę­dem, bo — jak prze­ko­nu­je Ivan T. Be­rend — to wła­śnie brak struk­tur pań­stwo­wych skie­ro­wał w XIX wie­ku środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie na­cjo­na­li­zmy na za­in­te­re­so­wa­nie et­nicz­no­ścią, ję­zy­kiem i in­ny­mi eks­klu­zyw­ny­mi kry­te­ria­mi wy­zna­cza­nia zbio­ro­wej toż­sa­mo­ści oraz gra­nic wspól­no­ty 47. Stan umy­słu był więc i jest w znacz­nej mie­rze de­ter­mi­no­wa­ny po­li­tycz­ną for­mą. Kwe­stia for­my to rów­nież za­sad­ni­cze wy­zwa­nie prak­tycz­ne. Wbrew po­zo­rom skon­stru­owa­nie na­ro­du jest sto­sun­ko­wo pro­ste — wy­star­czy so­bie coś wy­obra­zić, o czym prze­ko­nu­je Be­ne­dict An­der­son w zna­nej książ­ce Wspól­no­ty wy­obra­żo­ne. Nie jest więc ni­czym dziw­nym, że Po­la­cy i inne na­ro­dy oraz gru­py et­nicz­ne Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, po­zba­wio­ne przez dłu­gi czas wła­snej pań­stwo­wo­ści lub ska­za­ne na za­leż­ność od ob­cych mo­carstw, chęt­nie ucie­ka­ły do kró­le­stwa wy­obraź­ni. Zde­cy­do­wa­nie więk­szym wy­zwa­niem jest kon­struk­cja no­wo­cze­snej for­my po­li­tycz­nej. Wy­ma­ga to za­ra­zem za­bie­gów na po­zio­mie dys­kur­syw­nym — a więc ma­ni­pu­lo­wa­nia spo­so­ba­mi, w ja­kie na­da­je­my świa­tu sens — jak i gi­gan­tycz­ne­go wy­sił­ku ma­te­rial­ne­go oraz or­ga­ni­za­cyj­ne­go: stwo­rze­nia in­fra­struk­tu­ry, ad­mi­ni­stra­cji, spraw­ne­go sys­te­mu edu­ka­cji, ar­mii, me­cha­ni­zmów go­spo­dar­czych, in­sty­tu­cji spo­łecz­nych itd. Je­stem prze­ko­na­ny, że to wła­śnie kwe­stia for­my de­ter­mi­nu­je obec­ną kon­dy­cję Pol­ski i Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, dla­te­go przede wszyst­kim jej chciał­bym po­świę­cić uwa­gę w ni­niej­szej książ­ce.

*

Mini-przewodnik: Jak czytać „Fantomowe ciało króla”?

Za­in­spi­ro­wa­ny wy­ro­zu­mia­ło­ścią, z jaką Bru­no La­to­ur trak­tu­je czy­tel­ni­ków i czy­tel­nicz­ki, pod­su­wa­jąc im na koń­cu Po­li­ty­ki na­tu­ry zwię­złe stresz­cze­nia każ­de­go roz­dzia­łu, pro­po­nu­ję kil­ka wska­zó­wek do­ty­czą­cych lek­tu­ry Fan­to­mo­we­go cia­ła kró­la. Jego układ i roz­mia­ry są uza­sad­nio­ne na­tu­rą oraz za­kre­sem po­dej­mo­wa­nej prze­ze mnie te­ma­ty­ki, więc naj­lep­szym spo­so­bem czy­ta­nia książ­ki jest po­dą­ża­nie za ko­lej­no­ścią roz­dzia­łów. Tym, któ­rzy i któ­re nie mają na to dość cza­su, po­móc może ni­niej­szy mini-prze­wod­nik.

 Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki, któ­rzy chcą po­znać isto­tę mo­jej ar­gu­men­ta­cji, po­świę­ca­jąc na to jak naj­mniej cza­su, po­win­ni prze­czy­tać Wpro­wa­dze­nie oraz ty­tu­ło­wy Roz­dział 3 (Fan­to­mo­we cia­ło kró­la), gdzie wy­ło­żo­na zo­sta­ła głów­na teza książ­ki. Do­ko­nu­je się to przy po­mo­cy na­rzę­dzi teo­lo­gii po­li­tycz­nej (Kan­to­ro­wicz i Le­fort) i tam też po­win­ni za­gląd­nąć ci i te, któ­rych szcze­gól­nie in­te­re­su­je ta wła­śnie per­spek­ty­wa.

 Roz­dzia­ły 1 i 2 po­świę­co­ne są w ca­ło­ści go­spo­dar­czej hi­sto­rii Za­cho­du i Wscho­du Eu­ro­py. Oso­by za­zna­jo­mio­ne z dys­ku­sją na te­mat ge­ne­zy ka­pi­ta­li­zmu i tzw. wcze­snej no­wo­cze­sno­ści (XVI i XVII wiek) mogą spo­koj­nie po­mi­nąć Roz­dział 1. Po­cząw­szy od Roz­dzia­łu 2 książ­ka do­ty­czy wy­łącz­nie Pol­ski i Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej.

 Jed­nym z głów­nych wąt­ków Fan­to­mo­we­go cia­ła kró­la jest hi­sto­ria ko­lo­nia­li­zmu i im­pe­ria­li­zmu we wschod­niej czę­ści Eu­ro­py. Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki za­in­te­re­so­wa­ne przede wszyst­kim tą kwe­stią znaj­dą jej roz­wi­nię­cie w Roz­dzia­le 2, po­cząw­szy od sek­cji Za­leż­ność a spra­wa pol­ska, w Roz­dzia­le 3 od sek­cji Sar­mac­ki fan­ta­zmat, w Roz­dzia­le 4 od sek­cji Eks­pan­sja! oraz w Roz­dzia­łach 6 i 7, któ­rych do­mi­nu­ją­cy wą­tek sta­no­wi post­ko­lo­nial­na in­ter­pre­ta­cja hi­sto­rii i współ­cze­sno­ści Pol­ski.

 Oso­by za­in­te­re­so­wa­ne re­kon­cep­tu­ali­za­cją po­li­tycz­nej hi­sto­rii I Rze­czy­po­spo­li­tej przy uży­ciu współ­cze­snych na­rzę­dzi teo­re­tycz­nych po­win­ny za­gląd­nąć przede wszyst­kim do Roz­dzia­łu 4, gdzie de­mo­kra­cja szla­chec­ka zo­sta­ła prze­ana­li­zo­wa­na przy po­mo­cy kon­cep­cji po­pu­li­zmu Er­ne­sta Lac­lau, oraz do Roz­dzia­łu 5. W tym dru­gim wy­ko­rzy­stu­ję ob­szer­nie na­rzę­dzia psy­cho­ana­li­zy La­ca­now­skiej. Po­ja­wia­ją się one po­now­nie w Roz­dzia­le 7, gdzie w sek­cji Dom, któ­re­go ni­g­dy nie było, do­mknię­ty jest te­mat (post­ko­lo­nial­nej) no­stal­gii roz­po­czę­ty w Roz­dzia­le 5.

 Przez całą książ­kę prze­wi­ja się wą­tek no­wo­cze­sno­ści za­sy­gna­li­zo­wa­ny w pod­ty­tu­le. Jego pod­su­mo­wa­nie znaj­du­je się na koń­cu książ­ki, w sek­cji Poza post­ko­lo­nia­lizm i pe­ry­fe­rie za­my­ka­ją­cej Roz­dział 7.

1. V. Mi­sia­no, In­ter­pol. The Apo­lo­gy of De­fe­at, „Mo­scow Art Ma­ga­zi­ne”, Di­gest 1993–2005. Cy­tu­ję za wer­sją elek­tro­nicz­ną po­zba­wio­ną nu­me­ra­cji stron: http://xz.gif.ru/num­bers/mo­scow-art-ma­ga­zi­ne/in­ter­pol/. Wszyst­kie ad­re­sy in­ter­ne­to­we zo­sta­ły spraw­dzo­ne w czerw­cu 2011 roku.

2. Tam­że.

3. Nie przy­pad­kiem obaj ar­ty­ści to przede wszyst­kim per­for­me­rzy. Ro­sja­nie do­szli do wnio­sku, że ne­go­cja­cja ze Szwe­da­mi na te­mat fi­zycz­nej or­ga­ni­za­cji i for­my wy­sta­wy nie ma żad­nych szans po­wo­dze­nia i je­dy­ny wy­miar eks­pre­sji, jaki im po­zo­stał, to sama cza­so­prze­strzeń wy­sta­wy jako miej­sca i wy­da­rze­nia.

4. Frag­ment tego per­for­men­su zo­ba­czyć moż­na w ser­wi­sie YouTu­be: http://www.youtu­be.com/watch?v=jGlwrWs­D2ZU&hl=pl.

5. I. Ka­ba­kov, A Sto­ry Abo­ut a Cul­tu­ral­ly Re­lo­ca­ted Per­son, od­czyt na XVIII kon­gre­sie AICA, Sztok­holm, 22 wrze­śnia 1994, prze­druk w: „Mars” 1996, nr 3–4. Cyt. za: I. Za­bel, Dia­log, tłum. K. Bo­jar­ska, w: A. Le­śniak, M. Ziół­kow­ska (red.), Ty­tuł ro­bo­czy: ar­chi­wum, nr 1, Mu­zeum Sztu­ki, Łódź 2009, s. 7.

6. Tu i da­lej uży­wam po­ję­cia „ha­bi­tus” w sen­sie, jaki nadał mu Pier­re Bo­ur­dieu. Jest to więc ze­spół względ­nie trwa­łych dys­po­zy­cji do dzia­ła­nia, my­śle­nia, po­strze­ga­nia świa­ta oraz prze­ży­wa­nia emo­cji w okre­ślo­ny spo­sób (zob. P. Bo­ur­dieu, Szkic teo­rii prak­ty­ki, tłum. W. Kro­ker, Kęty 2007; P. Bo­ur­dieu, Re­gu­ły sztu­ki, tłum. A. Za­wadz­ki, Kra­ków 2001; P. Bo­ur­dieu, Dys­tynk­cja. Spo­łecz­na kry­ty­ka wła­dzy są­dze­nia, tłum. P. Bi­łos, War­sza­wa 2005, oraz L. Pin­to, Pier­re Bo­ur­dieu et la théo­rie du mon­de so­cial, Pa­ris 2002). Po­nie­waż to stan­dar­do­wy ele­ment współ­cze­snej so­cjo­lo­gii, do­sko­na­le omó­wio­ny w licz­nych opra­co­wa­niach, nie po­świę­cam mu tu­taj wię­cej miej­sca. Po­ję­ciem „ha­bi­tus” zde­cy­do­wa­łem się za­stą­pić tam, gdzie jest to moż­li­we, wąt­pli­wą pod wie­lo­ma wzglę­da­mi ka­te­go­rię „toż­sa­mo­ści”. „Ha­bi­tus”, co pod­kre­ślał sam Bo­ur­dieu, po­zwa­la wznieść się po­nad ja­ło­wy spór mię­dzy zwo­len­ni­ka­mi struk­tur de­ter­mi­nu­ją­cych pod­miot i pod­mio­tu de­ter­mi­nu­ją­ce­go struk­tu­ry (wię­cej na ten te­mat P. Bo­ur­dieu, Re­gu­ły sztu­ki, cz. II, Pod­sta­wy na­uki o przed­mio­tach kul­tu­ro­wych, s. 271–431), po­nie­waż jest ustruk­tu­ry­zo­wa­ną struk­tu­rą po­sia­da­ją­cą zdol­ność struk­tu­ro­wa­nia. Mó­wiąc tu o ha­bi­tu­sie kra­ju lub re­gio­nu, idę śla­dem wy­zna­czo­nym przez Gay­atri Cha­kra­vor­ty Spi­vak, któ­ra opi­su­jąc kul­tu­ro­wą ewo­lu­cję Tur­cji, sta­ra się po­ka­zać, jak „re­or­ga­ni­za­cja w świa­to­wym han­dlu za­czę­ła pod ko­niec XVIII w. re­kon­sty­tu­ować  h a ­b i ­t u s  re­gio­nu w for­ma­cję dys­kur­syw­ną bliż­szą Za­chod­niej Eu­ro­pie” [pod­kre­śle­nie moje — J. S.] (G. Cha­kra­vor­ty Spi­vak, Scat­te­red Spe­cu­la­tion on the Qu­estion of Cul­tu­ral Stu­dies, w: S. Du­ring (red.), The Cul­tu­ral Stu­dies Re­ader, Lon­don 1993, s. 177). Ka­te­go­ria toż­sa­mo­ści po­ja­wiać się bę­dzie jed­nak tam, gdzie przy­wo­łu­ję lub oma­wiam po­glą­dy in­nych au­to­rów, któ­rzy ją wy­ko­rzy­stu­ją.

7. L. Neu­ger, Cen­tral Eu­ro­pe as a Pro­blem, w: J. Ko­rek (red.), From So­vie­to­lo­gy to Po­st­co­lo­nia­li­ty. Po­land and Ukra­ine from a Po­st­co­lo­nial Per­spec­ti­ve, Stoc­kholm, 2007, s. 26.

8. Więk­szość kra­jów tego re­gio­nu na­le­ży do Unii Eu­ro­pej­skiej, część do OECD i NATO, a PKB więk­szo­ści państw wy­no­si wię­cej niż świa­to­wa śred­nia sza­co­wa­na współ­cze­śnie na 6,5 tys USD (per ca­pi­ta); zob. J. Brad­ford De­Long, Es­ti­ma­ting World GDP, One Mil­lion B.C. — Pre­sent, http://eco­n161.ber­ke­ley.edu/TCEH/1998_Draft/Worl­d_GDP/Es­ti­ma­ting _Worl­d_GDP.html.

9. Zob. P. Wiel­gosz, Od za­co­fa­nia i z po­wro­tem. Wpro­wa­dze­nie do eko­no­mii po­li­tycz­nej mia­sta pe­ry­fe­ryj­ne­go, w: M. Kal­twas­ser, E. Ma­jew­ska, K. Szre­der, (red.) Fu­tu­ryzm miast prze­my­sło­wych. 100 lat No­wej Huty i Wol­fs­bur­ga, Kra­ków 2007.

10. M. Riab­czuk, Dwie Ukra­iny, tłum. M. Dy­has i inni, Wro­cław 2004, s. 23.

11. Zob. np. O. Ha­lec­ki, Hi­sto­ria Eu­ro­py — jej gra­ni­ce i po­dzia­ły, tłum. J. M. Kło­czow­ski, Lu­blin 1994; J. Szűcs, Trzy Eu­ro­py, tłum. J. M. Kło­czow­ski, Lu­blin 1995; I. T. Be­rend, Hi­sto­ry De­ra­iled. Cen­tral and Eastern Eu­ro­pe in the Long Ni­ne­te­enth Cen­tu­ry, Ber­ke­ley 2003, s. XII–XIII.

12. Rzy­mia­nie ni­g­dy, co praw­da, nie prze­kształ­ci­li te­re­nów po­ło­żo­nych mię­dzy Re­nem a Łabą w pro­win­cję swo­je­go im­pe­rium, jed­nak na prze­ło­mie po­przed­niej i obec­nej ery sil­nie spe­ne­tro­wa­li te­re­ny pół­noc­nej Ger­ma­nii. W roku 9 n.e. pod­ję­li pró­bę osta­tecz­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia tego te­re­nu, za­koń­czy­ła się ona jed­nak sro­mot­ną po­raż­ką. Che­ru­sko­wie pod wo­dzą Ar­mi­niu­sa w bi­twie w Le­sie Teu­to­bur­skim roz­gro­mi­li 3 rzym­skie le­gio­ny, za­bi­ja­jąc pra­wie 20 tys. żoł­nie­rzy. Wię­cej na ten te­mat zob. P. Ro­cha­la, Las Teu­to­bur­ski. 9 r. n.e, War­sza­wa 2008. Mimo tego kul­tu­ra i in­sty­tu­cje rzym­skie prze­ni­ka­ły przez gra­ni­cę Renu i do­cie­ra­ły aż do Łaby, co 4 wie­ki po upad­ku Rzy­mu zna­la­zło po­twier­dze­nie w fak­cie, że na tej rze­ce usta­li­ła się wschod­nia gra­ni­ca im­pe­rium Ka­ro­la Wiel­kie­go. Zob. rów­nież Pu­bliusz Kor­ne­liusz Ta­cyt, Ger­ma­nia, tłum. A. Na­ru­sze­wicz, San­do­mierz 2009.

13. Zob. M. Hroch, Cen­tral Eu­ro­pe — The Rise and Fall of an Hi­sto­ri­cal Re­gion, w: Ch. Lord (red.), Cen­tral Eu­ro­pe: Core or Pe­ry­phe­ry?, Co­pen­ha­gen 2000, s. 31.

14. Te­mat ten po­ja­wia się czę­sto na przy­kład w ese­isty­ce Zdzi­sła­wa Kra­sno­dęb­skie­go. Zob. Z. Kra­sno­dęb­ski, De­mo­kra­cja pe­ry­fe­rii, Gdańsk 2005 oraz te­goż, Drzem­ka roz­sąd­nych. Ze­bra­ne ese­je i szki­ce, Kra­ków 2006. Inny przy­kład po­dob­ne­go my­śle­nia zob. K. Ma­zur, Pol­skość ej­de­tycz­na, „Pres­sje” 2010, nr 22–23. Cały po­dwój­ny nu­mer cza­so­pi­sma „Pres­sje” słu­żyć może za przy­kład wręcz wzo­ro­wej ar­ty­ku­la­cji prze­ko­na­nia o ist­nie­niu za­po­mnia­nych i nie­zwy­kle war­to­ścio­wych wzo­rów pol­skiej or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nej, po­li­tycz­nej i kul­tu­ro­wej.

15. W. Gom­bro­wicz, Dzien­nik 1953–1956, Kra­ków 1986, s. 280.

16. Zob. A. Kios­sev, No­tes on Self-Co­lo­ni­zing Cul­tu­res, w: B. Pe­jic, D. El­liott (red.), After the Wall. Art and Cul­tu­re in post-Com­mu­nist Eu­ro­pe, Stoc­kholm 1999. W cy­ta­tach ko­rzy­stam z elek­tro­nicz­nej wer­sji tek­stu do­stęp­nej pod ad­re­sem: http://ica.cult.bg/ima­ges/raz­ni/Fi­le/A_Kios­se­v_en.doc.

17. Tam­że.

18. A. So­snow­ska, Tu, Tam — po­mie­sza­nie, „Stu­dia So­cjo­lo­gicz­ne” 1997, 4 (147), s. 62.

19. Tam­że.

20. S. Ži­žek, Tar­ry­ing with the Ne­ga­ti­ve. Kant, He­gel, and the Cri­ti­que of Ide­olo­gy, Dur­ham 1993, s. 200.

21. Zja­wi­sko to będę ob­szer­nie opi­sy­wał i ana­li­zo­wał w dal­szej czę­ści książ­ki. Wię­cej na ten te­mat zob. np. K. Brzech­czyn, Od­ręb­ność hi­sto­rycz­na Eu­ro­py Środ­ko­wej, Po­znań 1998.

22. Zob. np. M. Ma­ło­wist, Wschód a Za­chód Eu­ro­py w XIII–XVI wie­ku, War­sza­wa 2006, W. Kula, Hi­sto­ria, za­co­fa­nie, roz­wój, War­sza­wa 1983 oraz J. To­pol­ski, Go­spo­dar­ka pol­ska a eu­ro­pej­ska w XVI–XVIII wie­ku, Po­znań 1977.

23. Zob. S. Amin, Ac­cu­mu­la­tion on a World Sca­le. A Cri­ti­que of the The­ory of Un­der­de­ve­lop­ment, New York 1974.

24. Zob. Ja­mes D. Cock­croft, An­dré Gun­der Frank, Dale L. John­son (red.), De­pen­den­ce and Un­der­de­ve­lop­ment. La­tin Ame­ri­ca’s Po­li­ti­cal Eco­no­my, An­chor Bo­oks 1972.

25. Zob. N. Da­vies, Boże igrzy­sko. Hi­sto­ria Pol­ski, Roz­dział 2, Pol­ska. Kraj, tłum. E. Ta­ba­kow­ska, Kra­ków 1990, s. 51–97.

26. Wię­cej na ten te­mat zob. I. Wal­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem. I: Ca­pi­ta­list Agri­cul­tu­re and the Ori­gins of the Eu­ro­pe­an World-Eco­no­my in the Si­xte­enth Cen­tu­ry, II: Mer­can­ti­lism and the Con­so­li­da­tion of the Eu­ro­pe­an World-Eco­no­my, 1600–1750, III: The Se­cond Era of Gre­at Expan­sion of the Ca­pi­ta­list World-Eco­no­my, 1730–1840’s, New York, 1974–1988.

27. Zob. np. Amin, Ac­cu­mu­la­tion…, dz. cyt.

28. Zob. J. Sowa, Ciesz się, póź­ny wnu­ku. Ko­lo­nia­lizm, glo­ba­li­za­cja i de­mo­kra­cja ra­dy­kal­na, Kra­ków 2008.

29. C. Ge­ertz, After the Re­vo­lu­tion: The Fate of Na­tio­na­lism in the New Sta­tes, w: te­goż, The In­ter­pre­ta­ition of Cul­tu­res, New York 1993.

30. Zob. I. Il­lich, Od­szkol­nić spo­łe­czeń­stwo, tłum. Ł. Moj­sak, War­sza­wa 2010.

31. Da­lej zaj­mę się ob­szer­niej tą kwe­stią. Wię­cej na ten te­mat zob. np. A. Wy­czań­ski, Pol­ska w Eu­ro­pie XVI stu­le­cia, Po­znań 1999.

32. Do­ty­czy jej w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści moja po­przed­nia książ­ka Ciesz się, póź­ny wnu­ku…, dz. cyt.

33. Zob. np. P. An­der­son, Pas­sa­ges from An­ti­qu­ity to Feu­da­lism, Lon­don 1974, s. 230–231.

34. Wię­cej na ten te­mat zob. G. Sto­kes, The So­cial Ori­gins of East Eu­ro­pe­an Po­li­tics, w: D. Chi­rot (red.), The Ori­gins of Bac­kward­ness in Eastern Eu­ro­pe. Eco­no­mics and Po­li­tics From the Mid­dle Ages Until the Ear­ly Twen­tieth Cen­tu­ry, Ber­ke­ley 1989, s. 210–251.

35. Zob. A. Wa­lic­ki, Sar­ma­cja. Pol­ska mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem, w: te­goż, Na­ród, na­cjo­na­lizm, pa­trio­tyzm. Kul­tu­ra i Myśl Pol­ska, Kra­ków 2009, s. 31–32.

36. W pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii tezę taką sta­wia np. Z. Wój­cik, Mię­dzy­na­ro­do­we po­ło­że­nie Rze­czy­po­spo­li­tej, w: J. Ta­zbir (red.), Pol­ska XVII wie­ku. Pań­stwo – spo­łe­czeń­stwo – kul­tu­ra, War­sza­wa 1974, s. 50. Wśród hi­sto­ry­ków za­chod­nich, któ­rzy w bra­ku ab­so­lu­ty­zmu wi­dzą głów­ną przy­czy­nę upad­ku Rze­czy­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów, wy­mie­nić na­le­ży przede wszyst­kim Per­ry’ego An­der­so­na.

37. Wię­cej na ten te­mat zob. np. J. W. Ka­lat, Bio­lo­gi­cal Psy­cho­lo­gy, Pa­ci­fic Gro­ve 1998, s. 193–194.

38. Zob. E. Kan­to­ro­wicz, Dwa cia­ła kró­la. Stu­dium ze śre­dnio­wiecz­nej teo­lo­gii po­li­tycz­nej, tłum. M. Mi­chal­ski, A. Kra­wiec, War­sza­wa 2007.

39. Gdy uży­wam sło­wa „Re­al­ne” w zna­cze­niu, ja­kie nadał mu Ja­cqu­es La­can, pi­szę je z du­żej li­te­ry dla od­róż­nie­nia od „re­al­ne­go” w sen­sie „rze­czy­wi­ste­go”. To istot­ne, po­nie­waż dla La­ca­na „rze­czy­wi­stość” wca­le nie była toż­sa­ma z „tym, co Re­al­ne”, a kon­sty­tu­owa­ła się na­wet w pew­nej mie­rze po­przez za­prze­cze­nie Re­al­ne­go.

40. Zob. R. F. Le­slie, The Po­lish Qu­estion. Po­land’s Pla­ce in Mo­dern Hi­sto­ry, Lon­don 1971, s. 7–12.

41. J. La­plan­che, J.-B. Pon­ta­lis, Słow­nik psy­cho­ana­li­zy, tłum. E. Mo­dze­lew­ska, E. Woj­cie­chow­ska, War­sza­wa 1996, s. 52. Zob. też S. Ho­mer, Ja­cqu­es La­can, New York 2005, s. 85.

42. M. Ja­nion, Pro­jekt kry­ty­ki fan­ta­zma­tycz­nej. Szki­ce o eg­zy­sten­cjach lu­dzi i du­chów, War­sza­wa 1991, s. 14.

43. C. Le­fort, The Per­ma­nen­ce of the The­olo­gi­co-Po­li­ti­cal?, s. 159. Na ten te­mat zob. rów­nież te­goż, La qu­estion de la démo­cra­tie, w: te­goż, Es­sa­is sur le po­li­ti­que. XIXe–XXe si­èc­le, Pa­ris 1986, s. 20.

44. A. Men­cwel, Od hi­sto­rii idei do ide­owe­go pro­jek­tu. (An­drze­ja Wa­lic­kie­go hi­sto­rycz­na teo­ria na­ro­du), w: A. Wa­lic­ki, Na­ród…, dz. cyt., s. XXII.

45. H. Kohn, The Idea of Na­tio­na­lism, New York 1945, s. 18.

46. Zob. np. J. Ran­ci­ère, Na brze­gach po­li­tycz­ne­go, tłum. I. Bo­ja­dżi­je­wa i J. Sowa, Kra­ków 2008 lub B. La­to­ur, Po­li­ty­ka na­tu­ry, tłum. A. Czar­nac­ka, War­sza­wa 2009.

47. I. T. Be­rend, Hi­sto­ry De­ra­iled, dz. cyt., s. 119.