Facet na wakacje - Antologia - ebook
BESTSELLER

Facet na wakacje ebook

Antologia

4,1

Opis

Jedenaście pikantnych miłosnych historii, które zapewnią niezapomnianą podróż do krainy rozkoszy. Niezobowiązujący flirt z atrakcyjnym nieznajomym w barze, namiętny seks w hotelowym pokoju, romantyczne zachody słońca na włoskiej Sycylii, mocno zakrapiana impreza w domu gwiazdora rocka zakończona zmysłową nocą spędzoną w jego łóżku… To tylko niektóre wakacyjne przygody, na które zapraszają mistrzynie gatunku. Z tą książką lato będzie wyjątkowo gorące!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 429

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (447 ocen)
221
108
84
30
4
Sortuj według:
Ani_Ma

Z braku laku…

Najlepsze, a właściwie jedyne warte na końcu...
10
aglogowska10

Nie oderwiesz się od lektury

polecam 🌟🌴☀️
00
GumiBunia

Nie oderwiesz się od lektury

:)
00
graphix

Dobrze spędzony czas

Przeczytane ale rewelacji nie ma. Jak to zwykle bywa w antologiach to są różne opowiadania różnych autorów jednak tu mogę powiedzieć że raczej większość fajnych - część po prostu bo pisane przez autorów których lubię. Nawet postanowiłam na podstawie opowiadania przeczytać książkę autorki której jeszcze nie miała okazji książek czytać. Można przeczytać ;)
00
olennkab

Nie oderwiesz się od lektury

Świst jest the Best :-D
00

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Dorota Piekarska, Barbara Milanowska (Lingventa)

Zdjęcie na okładce:

© FXQuadro/Shutterstock

Elementy graficzne w tekście:

© Ekaterina Tutynina/Dreamstime.com

© Diana Meleshchuk/Dreamstime.com

Przygoda z rockmanem © Kinga Litkowiec

Obietnica © K.C. Hiddenstorm

Chłopak na wakacje © Magdalena Winnicka

Brzoskwinie i wisienki © Charlotte Mils

Hotel © Marta W. Staniszewska

Trzy tygodnie na miłość © J.B. Grajda

Kwestia honoru © Agata Suchocka

Wspieraj mnie © Patrycja Strzałkowska

Focus © Agnieszka Siepielska

Palermo © Anna Wolf

Sprawa Mariusza K. © Paulina Świst

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1725-1

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

To bardzo głupi pomysł, Maggie – mówi sceptycznie moja przyjaciółka.

– Zoe ma rację. Zobaczysz, że wylądujemy w areszcie – popiera ją Katie.

– Nie wierzę, że otaczam się takimi tchórzami – odzywam się zniesmaczona. – Nic się nie wydarzy!

Muszę to zrobić. Skoro doszłam pod samą rezydencję, to do niej wejdę. Przynajmniej spróbuję, bo sobie to obiecałam.

Kilka dni temu skończyłam dwadzieścia jeden lat, a dziś uczciłam to w towarzystwie moich najlepszych przyjaciółek. Wypiłyśmy trochę więcej, niż miałyśmy w planie, i właśnie przez to powstał ten szalony pomysł.

– Rodzice chybaby mnie zabili! Ledwo ich przekonałam, żeby wypuścili mnie do tego klubu, ale to jest już przesada. Mag, chcesz wejść do domu gwiazdy rocka! Kiedy tylko nas zobaczy, zawiadomi policję!

– Tam jest mnóstwo ludzi, a połowy pewnie w ogóle nie zna. Daj spokój, Zoe. Jesteśmy ubrane w kiecki za pięćset dolarów, wyglądamy jak jedne z dzianych lalek, którymi otacza się Dark Souls – wybuchnęłam, próbując przekonać przyjaciółkę.

Naprawdę chcę tam wejść. Muszę to zrobić i po raz pierwszy zobaczyć na żywo Adama Danielsa, wokalistę mojego ulubionego zespołu rockowego. Rzadko bywa w New Jersey, a teraz urządza prywatną imprezę w swojej willi. Dlaczego miałabym nie spróbować spełnić jednego ze swoich największych marzeń?

– Przypominam ci, że jutro musimy oddać te kiecki do sklepu, bo nas na nie nie stać. Jeśli je zniszczymy, będziemy miały problemy.

– Oddamy je jutro w idealnym stanie i odzyskamy swoje pieniądze – zapewniam spokojnie.

Każda z nas wydała wszystkie swoje oszczędności na sukienki, na które normalnie nie mogłybyśmy sobie pozwolić. Zostawiłyśmy metki i schowałyśmy je pod materiałem, by jutro móc zwrócić je pod pretekstem złego rozmiaru czy też dlatego, że zwyczajnie się rozmyśliłyśmy. Nawet pod wpływem alkoholu zdaję sobie sprawę z tego, że muszę uważać na cudo, które opina moje ciało niczym druga skóra.

Zoe jednak nie wygląda na przekonaną. Jest nieśmiała i nawet drinki nie potrafią przerwać jej wiecznych wątpliwości co do każdej podejmowanej decyzji. Patrzy na mnie z wściekłością i żalem, jakbym ją zawiodła. Zupełnie nie rozumiem, o co jej teraz chodzi. Mam jednak nadzieję, że chociaż Katie przestanie mieć wątpliwości. Skupiam się teraz na niej i biorę na siebie zadanie przekonania jej do mojego, może szalonego, pomysłu.

– Obie słyszałyście, o czym rozmawiały te dziewczyny w klubie. Adam przyjechał tu na kilka dni z całym zespołem. Niedługo rusza dalej w wakacyjną trasę koncertową i cholera wie, kiedy znów tu będzie. Taka okazja pewnie nigdy więcej się nie powtórzy. Zgodziłyście się tu przyjść, więc po prostu zróbmy to i chociaż raz nie przejmujmy się konsekwencjami każdej podejmowanej przez nas decyzji – wygłaszam tę przemowę tonem polityka.

– Powiedzmy, że uda nam się tam wejść. A co, jeśli są tam tylko osoby z jego najbliższego otoczenia? Wtedy będziemy spalone. Nie masz przecież pewności, że to nie jest kameralne przyjęcie.

– To rockmani! Mają przyjaciół, którzy kochają kobiety, zresztą tak samo jak oni. Każdy z nich pewnie przyprowadził kilka panienek! – rzucam nerwowo, mając już dość ciągłego tłumaczenia, że wszystko będzie w porządku.

– Ale nie będziemy się wychylać? – pyta niepewnie Katie.

– Co?! Ty chyba sobie żartujesz! – krzyczy oburzona Zoe. – Myślałam, że tylko Mag zwariowała!

– Hej! Nie zwariowałam! Możesz tego nie rozumieć, bo słuchasz tylko mdłego popu, a twoim największym marzeniem jest autograf Justina Biebera!

Dopiero teraz dochodzi do mnie, że przegięłam. Zoe nigdy nie oceniała nas na podstawie upodobań muzycznych, my też nie odzywałyśmy się, gdy puszczała swoją playlistę. Teraz powiedziałam za dużo. Jest mi strasznie głupio i zaczynam czuć się winna.

– Nie każdy marzy o facecie, który nie pamięta, ile lasek zaliczył – rzuca kąśliwie.

W innych okolicznościach z pewnością coś bym odburknęła, jednak teraz jest mi po prostu wstyd za mój długi język.

– Przepraszam, Zoe – mówię ze skruchą.

– Wiecie co? Ja odpuszczam. Pójdę do domu i posłucham sobie mdłego popu przed snem. Na dziś wystarczy mi wrażeń. A wy idźcie i postarajcie się nie wpaść.

– Poczekaj! Na pewno nie chcesz wybrać się z nami? – pyta ją Kat.

– Nie. Nawet nie lubię ich muzyki. – Uśmiecha się krzywo i macha nam krótko na pożegnanie.

– Jutro ją przeproszę jak należy – odzywam się po chwili. – Nie chciałam jej urazić, po prostu wiem, że ona nigdy tego nie zrozumie.

– Nie musisz mi się tłumaczyć – odpowiada ze zrozumieniem Katie. – Nie jestem przekonana, czy to dobry pomysł, ale jeśli tego nie zrobię, do końca życia będę żałowała – dodaje, uśmiechając się nieznacznie. – Jaki jest plan?

– Przy drzwiach jest tylko jeden ochroniarz, wystarczy odwrócić jego uwagę.

– Jak chcesz to zrobić?

– Jak na filmach? – Szczerzę się do przyjaciółki, na co ona unosi brwi, posyłając mi pytające spojrzenie. – Rzucimy coś, żeby narobiło hałasu. Facet pójdzie zobaczyć, co się dzieje, a my wtedy wejdziemy.

– Mówisz poważnie? Co chcesz rzucić i jakim cudem? – Patrzy na mnie jak na idiotkę, na co tylko wzruszam ramionami. – Nie powinnaś oglądać tylu filmów.

– No dobrze, może nie do końca to przemyślałam – przyznaję z pokorą.

– Poczekajmy. To nie robot, może pójdzie za potrzebą.

Kiwam głową, choć wciąż zastanawiam się nad innym planem. Niedługo północ. Chcę jak najdłużej cieszyć się z pobytu w domu człowieka, który swoim głosem namieszał mi w głowie. Przysięgam, że kiedyś byłam inna. Przypominałam trochę Zoe. Skryta dziewczyna, nieczująca potrzeby wychylania się. I tak oto pewnego dnia przypadkiem trafiłam na jedną z piosenek Dark Souls. Tak właśnie zaczęła się moja obsesja. Do tamtego momentu oglądałam się za chłopakami o dziecięcej urodzie. Teraz nie rozumiem, dlaczego mi się podobali. Gdy pokochałam kawałki tego zespołu, zmieniły się moje preferencje, nie tylko muzyczne. Chciałam odnaleźć mężczyznę przypominającego Adama. Wysokiego, o szczupłej sylwetce, z wyraźną rzeźbą mięśni. Wytatuowanego i najlepiej z kilkoma kolczykami. O ostrych i męskich rysach twarzy. Z ciemnymi włosami i oczami barwą przypominającymi szmaragdy skąpane w mroku. Bardzo późno zrozumiałam, że nie ma drugiego takiego. Spotykałam się więc z facetami, którzy chociaż w niewielkiej części przypominali Adama. Nie związałam się jednak z nikim na poważnie. Nie dlatego, że nie byli moim ideałem mężczyzny. Problemem nigdy nie był wygląd, a charakter. Wiem, że dziś może się okazać, że Adam został przeze mnie bardzo wyidealizowany i czar szybko pryśnie. Może tak nawet byłoby dla mnie lepiej.

– Mag! – Katie mnie szturcha. – Idziesz?!

Wracam na ziemię i zauważam, że ochroniarz zniknął. Nie zastanawiam się, gdzie poszedł i ile mamy czasu. Po prostu podciągam sukienkę aż do talii i przeskakuję przez bramę. Dokładnie to samo robi moja przyjaciółka, a kiedy jesteśmy po drugiej stronie, biegniemy prosto do drzwi i bez zastanowienia wchodzimy, a raczej wpadamy do środka. Uderza w nas głośna muzyka, dochodząca z przeciwnej strony domu.

– Obyśmy tego nie żałowały – szepcze nerwowo Katie.

– Już tu jesteśmy. Za późno na wątpliwości.

Idziemy za dźwiękami muzyki, aż w końcu znajdujemy się na tyłach willi. Impreza wydaje się podzielona. Część gości znajduje się w ogromnym salonie. Piją, rozmawiają lub tańczą do rytmu. Przeszklone drzwi prowadzące na taras są otwarte i właśnie tam przebywa reszta ludzi. Kilka osób znajduje się w basenie, reszta bawi się wokół niego.

– Nasze sukienki wyglądają tu bardzo marnie – zauważa cierpkim tonem Kat.

Rozglądam się dookoła, przyglądając się wszystkim dziewczynom. Niektóre z nich wyglądają tak, jakby przyszły tu prosto z wybiegu. Kiedy urosły mi piersi, a pośladki się zaokrągliły, byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Teraz jednak zaczynam się czuć jak brzydkie kaczątko.

– Wtopmy się w tłum – sugeruję przyjaciółce, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo się wyróżniamy.

Przez przeszkloną ścianę zauważam Adama. Stoi tyłem, ale nie ma na sobie koszulki, więc bez problemu rozpoznaję go po tatuażu przedstawiającym zionącego ogniem smoka. Nagle czuję niepokój, przez który zamiast na taras podchodzę do stolika z alkoholem. Wypijam trzy shoty w ciągu dziesięciu sekund, po czym zerkam na Katie, która wlewa w siebie kieliszek wina.

– To się źle skończy – niemal warczy.

Spoglądam przez ramię i od razu zauważam pozostałych członków zespołu. Sean Cave, basista, rozmawia z kilkoma dziewczynami, które dosłownie pożerają go wzrokiem. Urodą przypomina napakowanego włoskiego modela, a jego jasnoszare oczy wydają się hipnotyzować, nawet gdy patrzą jedynie z plakatu. Nic dziwnego, że kobiety za nim szaleją. Tuż obok, na skórzanej białej kanapie, siedzi Harry Tena, perkusista, do którego Kat ma słabość. Blondyn z nieco przydługimi włosami i kolczykiem w wardze wygląda na znudzonego. Szturcham Katie i daję jej dyskretnie znać kiwnięciem głowy. Dziewczyna od razu spogląda we wskazanym przeze mnie kierunku, a po chwili na jej twarzy pojawiają się rumieńce.

– Boże, jaki on jest seksowny – piszczy mi do ucha.

– Idź do niego – nakłaniam przyjaciółkę.

– Zwariowałaś! Jestem zbyt trzeźwa, a to oznacza, że jeszcze myślę. – Po tych słowach od razu odwraca się w stronę baru i sięga po kolejną lampkę wina. – Poza tym wolałabym nie zbliżać się do niego nawet na odległość dwóch metrów. Nie mam zamiaru ryzykować.

– Przystopuj – mówię poważnie. – Jeśli przesadzisz i zalejesz się w trupa, zwrócisz na sobie zbyt dużą uwagę.

– Masz rację. – Zerka przez moje ramię i zamiera na moment. – Ale chyba to już nieważne, bo zbliża się tu Adam – dodaje drżącym głosem.

– Uśmiechnij się i nie mów niczego głupiego – nakazuję cicho.

Kat posyła mi wymuszony uśmiech, to musi wystarczyć. Sama robię to samo i zaczynam mamrotać coś o swoich paznokciach, a moja przyjaciółka udaje, że słucha, i zgrywa przejętą, choć na pewno nie słyszy niczego, co wychodzi z moich ust. Tak naprawdę nawet ja nie wiem, co przed sekundą powiedziałam. Szybko dolatuje do mnie mocny i cholernie seksowny zapach. Czuję obecność Adama za swoimi plecami i niemal mdleję. Walczę sama ze sobą, żeby się nie odwrócić. Pewnie przyszedł po coś do picia i zaraz odejdzie. Najchętniej zagadałabym do niego, jednak to nie wchodzi w grę z dwóch powodów. Po pierwsze, zaczęłabym pewnie mówić od rzeczy. A po drugie, istnieje prawdopodobieństwo, że naprawdę zna tu wszystkich.

Nagle ociera się ramieniem o moje nagie plecy, a w moim ciele wybucha tysiąc fajerwerków. Zaraz zacznę piszczeć z podniecenia. Boże, jestem taką idiotką.

– Shoty są niezłe, ale to jest znacznie lepsze.

Niepewnie odwracam głowę w kierunku mężczyzny, mając nadzieję, że mówi do kogoś innego, jednak on skupia swoje spojrzenie na mnie. Przez kilka pierwszych chwil patrzę na niego jak zahipnotyzowana, ale gdy unosi rękę wyżej, wracam do rzeczywistości. Odwracam się w kierunku Adama i sięgam po kieliszek wypełniony żółto-czerwonym alkoholem. Nie spuszczając z mężczyzny wzroku, upijam łyk, a w myślach krzyczę na siebie, że nie mogę tak się na niego gapić.

– Dobre, co to? – pytam, próbując zachować opanowany ton.

– Sex on the beach – mówi gardłowo.

Znów czuję, jakbym miała za chwilę zemdleć albo dostać orgazmu. Jego oczy błądzą po moim ciele, ma moment zatrzymują się na ustach, aż w końcu ponownie nawiązujemy kontakt wzrokowy.

– Widzę cię… Widzę was po raz pierwszy – odzywa się po chwili.

– Nie masz pamięci do twarzy – mówi zestresowana Katie.

– Wręcz przeciwnie. Mam dobrą pamięć – odpowiada, przyglądając się nam z zadumą. – Na pewno widzimy się po raz pierwszy.

Serce zaczyna walić mi jak szalone. Nie chcę stąd wychodzić. Próbuję znaleźć dobrą wymówkę, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Na szczęście do mężczyzny zbliża się Sean i odwraca jego uwagę.

– Stary, muszę cię na chwilę porwać.

Adam rzuca nam przelotne spojrzenie, po czym odchodzi ze swoim kolegą, a ja już ledwo trzymam się na nogach.

– Powinnyśmy stąd spierdalać – mówi przerażona Katie.

– Powinnyśmy, ale tego nie uczynimy – odpowiadam zdeterminowana. – Gdyby nasza obecność mu przeszkadzała, od razu coś by z tym zrobił.

– Głupia wymówka – karci mnie oschłym tonem.

– Jeśli chcesz, to idź. Jednak ja zostanę i mam nadzieję, że ty również. Możemy pójść nad basen. Tam jest ciemniej.

– Mag, jesteś postrzelona.

– Chcę jeszcze z nim porozmawiać – przyznaję podekscytowana. – Jego głos jest cholernie podniecający.

– Ciebie wszystko w nim podnieca i nawet to rozumiem, ale boję się, że będziemy mieć przez to kłopoty.

– Jeśli coś się stanie, wezmę wszystko na siebie. Obiecuję. Mogę powiedzieć, że szantażem zmusiłam cię do przyjścia tutaj. – Składam dłonie w błagalnym geście. – Proszę.

– Dobrze – odpowiada bez przekonania Katie.

Niemal skaczę z radości, gdy to słyszę. Zabieram drinka, którego podał mi Adam, i ciągnę przyjaciółkę w stronę basenu. Kiedy wychodzimy na zewnątrz, rześkie powietrze sprawia, że czuję się jeszcze lepiej. Choć ludzie, którzy nas otaczają, mają wszystko, o czym my możemy jedynie marzyć, teraz są tacy sami jak ja i Katie. Przez te kilka godzin chcę udawać, że tu pasuję. Nie twierdzę, że marzę o takim życiu, ale nie pogardziłabym kilkoma dodatkowymi zerami na koncie, pozostając przy tym wciąż anonimowa. Moja przyszłość jednak nie wróży bogactwa. Skończyłam bardzo zwykłą i bardzo przeciętną szkołę, nie mam znajomości i zbyt wielu perspektyw. Po wakacjach zaczynam pracę jako asystentka dyrektora w biurze rachunkowym. Będę mieszkać u rodziców przez kolejne pięć lat, póki nie uzbieram wystarczającej sumy, by móc wynająć mieszkanie, urządzić je i wciąż mieć oszczędności.

Kiedy alkohol zaczyna działać, bez problemu odrzucam myśli, którymi z pewnością zacznę przejmować się po wytrzeźwieniu. Poruszam biodrami w rytm muzyki i zaczynam naprawdę dobrze się bawić. Już po kilku minutach podchodzi do nas dwóch mężczyzn. Nie mam pojęcia, kim są, widzę ich po raz pierwszy w życiu, ale wyglądają na obrzydliwie bogatych i bardzo pewnych siebie. Zbyt pewnych.

– Kiedy zgodziłem się tu przyjść, nie spodziewałem się, że będę miał takie niesamowite widoki – stwierdza jeden z nich.

Uśmiecham się grzecznie, choć mam ochotę wywrócić oczami.

– Piękne kobiety to nasz nałóg – dodaje drugi.

Zaczyna robić mi się niedobrze. Sposób, w jaki mówią, a nawet ich najdrobniejsze gesty, sprawiają, że mam mdłości. Zachowują się, jakby robili nam przysługę, że z nami rozmawiają, i jakby chcieli coś w zamian.

– Przepraszam, ale muszę do toalety – odzywa się Kat. – Chodź ze mną, chyba za dużo wypiłam.

Przyjaciółka łapie moją dłoń i ciągnie mnie w stronę domu. Rzucam szybkie „przepraszam” facetom, którzy wyglądają na zaskoczonych tym, że nie błagamy ich o zainteresowanie. Czy wszyscy nadziani ludzie są tak zakochani w sobie? Kiedy wydaje mi się, że mogę na chwilę odetchnąć z ulgą, ponownie trafiam na mężczyznę, którego z oczywistych przyczyn powinnam unikać.

– A więc jak się tu znalazłyście? – pyta Adam, na którego niemal wpadam w wejściu.

Cholera.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz