EEL. Apokalipsa. Nadzieja - Krzysztof Bonk - ebook

EEL. Apokalipsa. Nadzieja ebook

Krzysztof Bonk

3,7

Opis

Apokalipsa – to druga część trylogii o hybrydach – Eel – powieści ukazującej wydarzenia biblijne w nowej perspektywie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 90

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (3 oceny)
1
0
2
0
0

Popularność




Krzysztof Bonk

Apokalipsa

– EEL –

NADZIEJA

CZĘŚĆ II

Projekt okładki: Marta Frąckowiak

Konwersja wydania elektronicznego: e-bookowo

ISBN wydania elektronicznego: 978-83-7859-837-4

Wydawnictwo: self-publishing

Wszelkie prawa zastrzeżone

e-wydanie pierwsze 2017

Kontakt: bookbonk@gmail.com 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie

SIEDEM PIECZĘCI I SIEDEM GRZECHÓW

 

 

Na jałowej ziemi przed silosem rakietowym zbiła się zalękniona ciżba kilkudziesięciu obszarpanych osób: mężczyzn, dzieci i kobiet. Stojący przed nimi Salomon rozłożył szeroko ramiona i uniósł je wysoko. Wbił wzrok w gigantyczną czarną kulą zanurzoną w kosmicznej przestrzeni, wyraźnie odznaczającą się na tle błękitnego nieba i w uniesieniu przemówił:

– „Błogosławiony, który odczytuje, i który słucha słów Proroctwa, a strzeże tego, co w nim napisane, bo chwila jest bliska”1! Oto czas ostateczny nadchodzi! „Królowie ziemscy, wielmoże i wodzowie, bogacze i każdy niewolnik i wolny ukryli się do jaskiń i górskich skał. I mówią do gór i do skał: Padnijcie na nas i zakryjcie nas przed obliczem Zasiadającego na tronie i przed gniewem Baranka, bo nadszedł Wielki Dzień Jego gniewu, a któż zdoła się ostać?”2. Lecz On mówi „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”3! Dlatego nie lękajcie się, otwórzcie drzwi, otwórzcie swe serca i przyjmijcie łaskę u stóp Baranka!

 

*

 

Po krótkim pobycie na Księżycu wahadłowiec Łazarza dokował na pobliskiej chińskiej stacji kosmicznej. Stacja stanowiła zawieszony w próżni gigantyczny twór składający się z obracających się z wolna kolistych konstrukcji. Przymocowane były do przechodzącej przez ich centrum długiej platformy, na której mieścił się szereg zabudowań. Max twierdził, że z pewnej odległości całość żywo przypominała smakowity szaszłyk.

Jakkolwiek to porównanie wydawało mu się całkiem zabawne, to obecna sytuacja wcale nie napawała optymizmem. Z przestrzeni kosmicznej napływały coraz bardziej złowrogie komunikaty. Na domiar złego Max musiał rozstać się z córką. Oświadczyła ona, że w obliczu zaistniałych wydarzeń udaje się samotnie wprost w łono niebiańskiej substancji. Celem Eel była komunikacja z tym niezwykłym kosmicznym tworem, jako jednością, jak również porozumienie się z niemal nieskończoną rzeszą wchłoniętych tam istnień. I cokolwiek miałoby z tego wyniknąć, Maxa trapiły same złe przeczucia.

Tymczasem na stacji kosmicznej miały rozpocząć się obrady reaktywowanej po blisko dwustu latach Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przy czym obecnie powołana organizacja dawną przypominała jedynie z nazwy. W obliczu kosmicznego zagrożenia naprędce ustanowiony statut dawał prawo głosu tylko głównym światowym graczom, w tym niesławnemu dotąd Łazarzowi.

W sali zdolnej pomieścić kilkaset osób zasiadło ich raptem kilkadziesiąt, głównie przedstawicieli generalicji rozlicznych państw. Wśród zaproszonych uczestników znaleźli się także Max i Alla.

– Nie ma co, doborowe towarzystwo – zwrócił uwagę Max, rozglądając się po siedzących wokół prominentach.

– Wypnij pierś – odparła dumnie Alla. – W niczym nie jesteśmy od nich gorsi. A teraz, jako rodziców bogini i zarazem ostatniej deski ratunku dla świata, każdy będzie nas respektował.

– Ciebie. Ja chyba zadowolę się samą obecnością tutaj.

– Zawsze jesteś taki zachowawczy. – Alla krytycznie zmierzyła Maxa wzrokiem.

– Zawsze…? – Ten uniósł do góry podbródek i położył dłoń na udzie kobiety. Ona zaśmiała się kąśliwie:

– Ha! Faktycznie, nie zawsze. Ostatnio w łóżku wyszło z ciebie prawdziwe zwierzę. Podobało mi się…

– Nie wiem czemu, ale w kosmosie podniecasz mnie jeszcze bardziej. – Max przeniósł dłoń na krocze Alli i śmiało zasugerował: – Wyrwijmy się stąd na chwilę przyjemności…

– I znowu pójdziemy na całość…?

– Inaczej już nie potrafię…

W tym momencie z głośników popłynął krzykliwy, kobiecy głos:

– Witam wszystkich zgromadzonych! – Głos ten należał do przewodniczącej obrad. Była nią Rode, która dumnie niczym paw przechadzała się po podwyższeniu u szczytu sali. – Najpierw podsumujemy ostatnie wydarzenia! – Kobieta wskazała ręką na ścienną tablicę, gdzie wyświetlił się obraz Układu Słonecznego. Następnie przytknęła palec do miejsca, gdzie powinien widnieć Mars. – Jak widzimy z Czerwonej Planety nie zostało dosłownie nic! – Obraz powiększył się, ukazując zawieszone w kosmicznej przestrzeni skały. – No, prawie nic! Kupa kosmicznego gruzu! – poprawiła się Rode. – Coś, co nazwaliśmy roboczo Czarną Gwiazdą! Bo za cholerę nie wiemy, czym to kosmiczne kurestwo jest! Rozpiździło Czerwoną Planetę w mgnieniu oka! A wniosek płynie stąd druzgocący! To samo może uczynić z naszą matulą, to jest planetą, Ziemią! Istny armagedon! – Rode zrobiła krótką pauzę i dalej zdzierała gardło: – Żeby było weselej na horyzoncie pojawiły się floty obcych ras! Proszę bardzo! – Kolejne obrazy pokazały mrowie pojazdów kosmicznych najróżniejszego koloru, kształtu i rozmiaru. – Tak, zgadza się, mamy przejebane! I właśnie dlatego współpracujemy! Ale jeżeli istnieje choć cień szansy na przetrwanie dla rodzaju ludzkiego, to szansa ta kryje się w interwencji naszej jaśnie boskiej Eel! Oklaski! – Tym razem Rode pokazała przeszkloną szybę pomieszczenia, za którą jawił się osnuty błękitem Księżyc. Wobec braku reakcji zgromadzonych Rode z pasją kontynuowała: – Nie oszukujmy się! Nasze połączone siły wojskowe mogą jedynie grać wrogowi na nerwach, to jest na czas! I spróbować go spowolnić! Choć podejrzewam, że nawet to jest nierealne! Dlatego jasnym jak słońce jest! – Wzrok Rode powędrował w kierunku także widocznego stąd Słońca – że tylko dowodzona przez Eel niebieska galaretka jest w stanie cokolwiek wskórać z przeciwnikiem o tak absurdalnych gabarytach! Mam tu na myśli Czarną gwiazdę. I przeciwnikiem o tak wysoce zaawansowanej technologii! Mówię o flotyllach obcych. I…

– Wystarczy! – Alla raptem wstała z krzesła i wyprostowała się do pionu. – Koniec tego cyrku, skończyłaś – oświadczyła zdecydowanie.

– Ale!

– Ale teraz przedstawię wszystkim stworzony wspólnie plan obrony i ataku, siadaj.

Kobieta, której bezpardonowo przerwano przemówienie przybrała na twarzy gniewny grymas.

– Powiedziałam siadaj! – warknęła do niej raz jeszcze Alla.

– Masz minutę… – syknęła Rode i z impetem opadła na wolne krzesło pod ścianą. Jej miejsce na podwyższeniu zajęła Alla i od razu przeszła do rzeczy:

– Bezsprzecznie największe zagrożenie stanowi Czarna Gwiazda, która właśnie weszła na ziemską orbitę. Jednak sami nie posiadamy żadnych środków mogących w jakikolwiek sposób przeciwstawić się temu tworowi, czymkolwiek by nie był, a który ma jednoznacznie niszczycielskie zamiary. Jak wspomniała moja poprzedniczka. – Alla zerknęła z ukosa na Rode, która kwaśno się uśmiechnęła. – Możemy polegać jedynie na interwencji Eel i niebiańskiej substancji. Co za tym idzie kluczem jest czas. Musimy przetrwać do wyczekiwanej interwencji. Dlatego obecnie skoncentrujemy się na przeciwniku, który jest w naszym zasięgu. To floty obcych. Wszelkie próby komunikacji z nimi zawiodły, a wysłane partole zostały zestrzelone bez ostrzeżenia. Przekaz jest jasny – obcy to wróg. Nie wiemy czy oni i Czarna Gwiazda współdziałają. Nie wiemy nawet, czy poszczególne rasy obcych są w sojuszu i nie będzie zawracać sobie tym głowy. Natomiast to, co zrobimy, to stworzymy dwie grupy zbrojne: obronną i uderzeniową. W skład pierwszej wejdą floty wszystkich państw, które rozproszą swoje oddziały wokół Ziemi i będą współdziałać w obronie planety. Druga grupa, uderzeniowa, otrzyma zadanie uszkodzenia czterech statków matek kosmicznych najeźdźców. Dowodzenie nad tą grupą obejmę ja. W jej skład wejdzie dwunastu apostołów, oraz Rode wraz z komandosami i naukowcami Łazarza. W ataku użyjemy najnowocześniejszych chińskich jednostek. Kluczowe będą maskowanie się i szybkość. Jakieś pytania? – Alla rozejrzała się po sali, ignorując podniesioną rękę Rode. Lekceważona kobieta zaczęła wymachiwać obiema rękoma. – Nikt nie ma żadnych pytań? Doskonale, zatem… – Naraz Alla urwała zdanie. Ze zgrozą popatrzyła w kosmiczną przestrzeń za szybą i krzyknęła na całe gardło – kryć się!

Nagle całym pomieszczeniem potężnie wstrząsnęło. Na przeszklonych ścianach pojawiły się wyraźne pęknięcia, których z każdą chwilą przybywało. Na zewnątrz bezwładnie unosił się uszkodzony chiński myśliwiec, który przed momentem uderzył w stację. Na jego tle dało się zauważyć nadlatującą eskadrę niezidentyfikowanych obiektów latających.

Alla, która dopiero co padła na podłogę, błyskawicznie się podźwignęła. Podbiegła do Max i chwyciła go za ramię, po czym pociągnęła ze sobą.

Tymczasem w pomieszczeniu wybuchła panika. Przy dwóch znajdujących się naprzeciw siebie wyjściach, stłoczyli się przerażeni ludzie, pragnący jak najszybciej się stąd wydostać.

Naraz kosmiczną stacją ponownie wstrząsnęło raz i drugi, a w jej poszyciu doszło do eksplozji. W sali zgromadzeń jedna ze szklanych ścian pękła i powstała różnica ciśnień zaczęła zasysać ludzi i sprzęt w próżnię. W tym samym czasie po drugiej stronie pomieszczenia otworzyły się drzwi. Grupa osób, w tym Max i Alla przecisnęli się do długiego tunelu i pobiegli nim ile tchu. Za przeszklonymi ścianami towarzyszył im obraz rozgorzałej kosmicznej bitwy.

W pewnym memencie tunel rozgałęział się na kilka pomniejszych, wąskich przejść. Max z Allą skierowali się w jedno z nich. Otworzyli właz i wpadli do hangaru ze statkami kosmicznymi. Przed jednym z nich ustawili się w pogotowiu apostołowie. Przed drugim komandosi i naukowcy z organizacji Łazarz.

– Wsiadać! Natychmiast! Wszyscy! – darła się Alla.

Apostołowie w przeciągu chwili zniknęli w chińskiej fregacie. Jednak ludzie Łazarza ani drgnęli.

– Ogłuchliście?! – wrzasnęła do nich Alla.

– Oczekujemy kapitan Rode! – oznajmił sztywno jeden z wojskowych.

– Ona…

Wtem otworzył się prowadzący z korytarza właz i prześliznęła się przez niego wspomniana kobieta.

– Macie swoją bohaterkę… – zakpiła Alla i porwała się z Maxem do statku z apostołami.

Wewnątrz z zadowoleniem zauważyła, że obsługa fregaty w osobach chińskich pilotów była już na stanowiskach. Dowodząca kobieta bez namysłu wydała im polecenia:

– Wywołać centrum. Niech otworzą hangar i startujemy!

Jeden z pilotów skinął twierdząco głową i kabina statku zajaśniała licznymi światłami informującymi o stanie urządzeń pokładowych.

Alla chwyciła komunikator. Ustawiła odpowiednie połączenie i krzyknęła:

– Rode, ptaszyno, gotowa do odlotu?!

– Wcześniej niż ty! – usłyszała w odpowiedzi.

– Doskonale! Zaraz się pościgamy! – oznajmiła wyzywająco Alla i syknęła do pilotów. – Dlaczego hangar ciągle zamknięty?

Ci wymownie nerwowo rozłożyli ręce.

Wtem znów wstrząsnęło stacją i ta zaczęła przechylać się na bok.

– Kurwa! – wydarła się Alla i wydała kolejny rozkaz: – Torpeda o małej mocy w śluzę zewnętrzną! Musimy jakoś otworzyć tę zardzewiałą puszkę! – Następnie skierowała słowa do Rode – przebijamy się!

Pojedynczy wystrzał uczynił pożądany wyłom i przez powstałą lukę pomknęły z hangaru dwie chińskie fregaty.

– Unikamy