Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata - ebook + książka

Dziewczyna z konbini ebook

Sayaka Murata

3,9
25,60 zł

lub
Opis

Jedna z najgłośniejszych japońskich powieści ostatnich lat!

Keiko Furukura w wieku trzydziestu sześciu lat wciąż pracuje dorywczo w konbini, jednym z sieciowych sklepów wielobranżowych, w których ekspedientami są zazwyczaj studenci lub imigranci. Lekceważąc presję rodziny, dziewczyna nie dąży do podwyższenia swojego statusu społecznego, nie chce też założyć rodziny. Od dzieciństwa ma problemy z dopasowaniem się do otoczenia oraz zrozumieniem i odczuwaniem emocji. Ściśle określone zasady panujące w konbini zapewniają aspołecznej Keiko poczucie bezpieczeństwa, a uniform, który nosi w pracy, staje się częścią jej tożsamości. Do bólu poukładane życie bohaterki wywraca się do góry nogami, gdy w sklepie pojawia się Shiraha, chłopak z podobnymi problemami.

Dziewczyna z konbini to powieść o społecznym niedopasowaniu i inności, które czasami przyjmują niepokojące oblicze. Udzielając powieściowej Keiko głosu, Murata portretuje kobietę, która świadomie wyrzeka się swojej indywidualności i próbuje się dostosować do obowiązującego systemu. Ironiczna opowieść o tym, co kryje się za fasadą japońskiego społeczeństwa, której filary stanowią – jakże podziwiane na Zachodzie – harmonia, uprzejmość i konformizm. (Adrianna Wosińska,redaktor naczelna magazynu „TORII”)

Ta wielokrotnie nagradzana powieść upaja niczym mojito zaprawione sake ("Vogue”)

Niewielka powieść Muraty, napisana pełnym sarkazmu językiem pokazuje kobietę, która czując, że społeczeństwo uznaje ją za dziwaczkę, wypisuje się z niego zanim ktoś zrobi to za nią… ("New York Times")

Po lekturze powieści Muraty na długo pozostaje w nas jej poetycki język, który skrzy się ekscentrycznym pięknem („The Guardian”)

Dziewczyna z konbini to poruszająca opowieść o tym, co dzieje się, gdy kobieta poddana ogromnej presji społecznej spotka urażonego mężczyznę („Huffington Post”)
Niepozorne arcydzieło („Seattle Times”)

Dziwna i zapadająca w pamięć… Współczesna bajka o wartościach płynących z dostosowania się do społeczeństwa, którą mogła napisać tylko Japonka ( „Times” (UK))

Bohaterka tej powieści Keiko to postać jak z Kafki, do bólu szczera osoba żyjąca w absurdalnym świecie…  („Japan Times”)
Ostry komentarz do rzeczywistości, w której ludzi – zwłaszcza kobiety – wrzuca się do wąskich szufladek, a każde odstępstwo wywołuje u innych zdziwienie, strach a nawet wściekłość…  („Kirkus Reviews”)
Pełna czarnego humoru niepokojąca wizja współczesnego świata… Każdy był kiedyś w takim konbini, niekoniecznie w Japonii  (Viet Thanh Nguyen, autor nagrodzonego Pulitzerem Sympatyka)
Sayaka Murata – najsłynniejsza współczesna pisarka japońska. W 2016 roku zdobyła tytuł kobiety roku japońskiego „Vogue’a”. Rok później znalazła się na liście najważniejszych współczesnych pisarzy prestiżowego czasopisma „Freeman’s: The Future of New Writing”. Mimo literackiego i komercyjnego sukcesu do niedawna dorywczo pracowała w konbini, skąd zaczerpnęła inspirację dla swojej  powieści. Za Dziewczynę z konbini otrzymała Nagrodę Akutagawy w 2016 roku, a sama książka sprzedała się w Japonii w nakładzie 650 tysięcy egzemplarzy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 118

Popularność




Seriaz Żurawiem

Projekt okładki Małgorzata Flis

Tytuł oryginału: Konbini ningen

KONBINI NINGEN by Sayaka Murata

© 2016Sayaka Murata

All rights reserved.

Polish translation copyright © Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Original Japanese edition published by Bungeishunju Ltd., Tokyo.

Polish-language translation rights reserved by Jagiellonian University Press under the license granted by Sayaka Murata arranged with Bungeishunju Ltd. through The English Agency (Japan) Ltd.

© Copyright for the Polish Translation and Edition by Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Wydanie I, Kraków 2019

Niniejszy utwór ani żaden jego fragment nie może być reprodukowany, przetwarzany i rozpowszechnianyw jakikolwiek sposób za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych oraz nie może być przechowywany w żadnym systemie informatycznym bez uprzedniej pisemnej zgody Wydawcy.

ISBN 978-83-233-4624-1

ISBN 978-83-8179-510-4 (e-book)

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Redakcja: ul. Michałowskiego 9/2, 31-126 Kraków

tel. 12-663-23-80, tel./fax 12-663-23-83

Dystrybucja: tel. 12-631-01-97, tel./fax 12-631-01-98

tel. kom. 506-006-674, e-mail: sprzedaz@wuj.pl

Konto: PEKAO SA, nr 80 1240 4722 1111 0000 4856 3325

Sklep wypełniały dźwięki. Melodyjka informująca, że ktoś wchodzi do środka, płynące z głośników głosy celebrytów reklamujących nowe produkty. Formułki wypowiadane przez pracowników, pikanie czytników kodów kreskowych. Odgłos towarów wkładanych do koszyka, szelest folii, gdy ktoś brał z półki pakowany chleb, stukanie obcasów. Wszystkie mieszały się ze sobą, stały się jednym odgłosem konbini1, który ciągle uderzał w bębenki moich uszu.

Podniosłam głowę, słysząc, że ktoś wziął plastikową butelkę, a pozostałe, ułożone za nią, przesunęły się z cichym turkotem do przodu po rolkach na ustawionej pod lekkim kątem półce w chłodziarce. Wielu klientów sięga po schłodzone napoje na koniec zakupów i idzie do kasy, dlatego moje ciało zareagowało samoczynnie. Zobaczyłam jednak, że klientka zastanawia się jeszcze nad słodyczami, więc z powrotem spuściłam wzrok.

Mechanicznie wykładałam onigiri2, które dopiero co przyjechały. Równocześnie chłonęłam przenikające powietrze dźwięki, które niosły ze sobą niezliczone informacje. Rano o tej porze ludzie kupowali onigiri, kanapki i sałatki. Po drugiej stronie sklepu Sugawara, pracownica dorywcza, skanowała produkty. Ja układałam sterylne jedzenieprzygotowane przez maszyny. Na środku półki ustawiałam dwa rzędy nowych onigiri z seremi ikrą makreli, obok onigiri z tuńczykiem i majonezem – te sprzedają się najlepiej. Onigiri z płatkami suszonej ryby bonito, które nie schodzą zbyt dobrze, położyłam z brzegu. Czas jest na wagę złota, więc praktycznie nie myślałam o tym, co robię – moje ręce poruszały się automatycznie, zgodnie z zasadami, które stale miałam z tyłu głowy.

Odwróciłam się i zerknęłam w kierunku kas, słysząc ciche brzęknięcie monet. Wiele osób, które przebiera drobnymi w dłoni lubw kieszeni, chce szybko kupić gazetę bądź papierosy i od razu wychodzi, więc byłam wyczulona na ten dźwięk. Tak jak myślałam, do kasy zbliżył się klient z puszką kawyw dłoni, drugą rękę trzymał w kieszeni. Błyskawicznie przeszłam przez sklep, żeby mężczyzna nie musiał czekać, i wsunęłam się za ladę.

– Dzień dobry! – Ukłoniłam się lekkoi wzięłam od niego puszkę.

– A, i jeszcze papierosy, piątkę3.

– Oczywiście. – W mgnieniu oka wyciągnęłam paczkę mentolowych marlboro lightów i zeskanowałam ich kod.

– Proszę o potwierdzenie4.

Mężczyzna spojrzał na gablotkę z fast foodami, dotykając ekranu, więc zatrzymałam się w pół ruchu. Mogłam zapytać: „Czy podać coś jeszcze?”, ale gdy klient wyglądał, jakby się wahał, zawsze się powstrzymywałam.

– Jeszcze corn doga.

– Już podaję.

Zdezynfekowałam ręce sprejemz alkoholem, otworzyłam gablotkę i zawinęłam corn doga w papier.

– Zapakować osobno ciepłe i zimne produkty?

– Yyy, nie, nie. Proszę razem.

Błyskawicznie włożyłam puszkę kawy, papierosyi corn doga do torebki foliowej w rozmiarze S. W tym czasie mężczyzna, który potrząsał wcześniej drobnymi, włożył dłoń do kieszeni w kurtce, tak jakby nagle sobie o czymś przypomniał. Ten gest pozwolił mi natychmiast stwierdzić, że będzie chciał zapłacić kartą.

– Suicą5 poproszę.

– Oczywiście. Proszę zbliżyć tutaj.

Moje ciało reagowało odruchowo, odczytując drobne gesty i spojrzenia klientów. Uszy i oczy to kluczowe czujniki wychwytujące ich najmniejsze ruchy i intencje. Błyskawicznie poruszałam rękami, zgodniez informacjami, które udało mi się uzyskać; równocześnie dokładałam wszelkich starań, aby nie obserwować klientów bardziej, niż to konieczne, i nie wywoływać u nich dyskomfortu.

– Rachunek dla pana. Dziękuję, do widzenia. – Podałam paragon. Mężczyzna podziękował zdawkowoi odszedł.

– Dzień dobry. – Ukłoniłam się następnej klientce. Czułam, jak czas płynie spokojnie w rozświetlonym wnętrzu przypominającego pudełko sklepu.

Za przeszkloną witryną, z której zmyto odciski palców. widziałam idących pospiesznie ludzi. Początek dnia. Świat się budził; przypominał skomplikowany mechanizm, którego zębatki właśnie zaczynały się kręcić. Miałam wrażenie, że jestem jedną z nich – stanowiłam trybik wielkiej maszyny obracający się wokół własnej osi.

Pani Izumi, koordynatorka pracowników dorywczych, zagadnęła mnie akurat wtedy, gdy chciałam wrócić do układania onigiri.

– Furukura, ile zostało banknotów pięciotysięcznych?

– Tylko dwa.

– Przerąbane, dzisiaj coś dużo ludzi płaci grubymi6, prawda?W sejfie też za bardzo nie ma. Jak przejdzie poranny szczyt i załatwimy dostawy, to przed południem chyba wyskoczę do banku.

– Dziękuję!

Kierownik został poprzedniego dnia na nocną zmianę, bo brakowało pracowników, przez co pani Izumi, kobieta w moim wieku, pracująca w niepełnym wymiarze godzin, zarządzała tego dnia sklepem, jakby była na etacie.

– Pójdę około dziesiątej. A, pamiętaj, że jest zamówienie na inari-zushi7, ktoś przyjdzie je odebrać.

– Dobrze.

Spojrzałam na zegarek. Minęła dziewiąta trzydzieści. Kończył się poranny szczyt, powoli nadchodziła pora, kiedy trzeba było jak najszybciej wypakować dostawy i skończyć przygotowania do szczytu lunchowego. Wyprostowałam się, po czym wróciłam między półki i zaczęłam znowu układać onigiri.

1 Konbini (skrót od japońskiego konbiniensu sutōa, ang. convenience store) to niewielkie sklepy czynne całą dobę, oferujące gamę artykułów pierwszej potrzeby: artykuły spożywcze (przede wszystkim dania gotowe, przekąski i napoje), kosmetyki, przedmioty codziennego użytku oraz prasę. Stanowią stały element miejskiego krajobrazu (przyp. tłum.).

2 Onigiri to bardzo popularna przekąska, składająca się z ugotowanego ryżu (uformowanego w owalny lub trójkątny kształt), często owiniętego w płat sprasowanych suszonych wodorostów nori, z nadzieniem (do najpopularniejszych można zaliczyć tuńczyka z majonezem, wodorosty konbu, kwaśną marynowaną morelę japońską czy łososia) (przyp. tłum.).

3W konbini każdy rodzaj papierosów ma przyporządkowany numer (przyp. tłum.).

4 Przy kupnie papierosów, alkoholu i prasy dla dorosłych na ekranie przy kasie wyświetla się pytanie, czy klient jest pełnoletni. Aby potwierdzić swój wiek, należy dotknąć w odpowiednim miejscu (przyp. tłum.).

5 Suica to jedna z popularnych kart służących do płatności bezgotówkowych i korzystaniaz transportu publicznego (przyp. tłum.).

6 Bohaterka ma na myśli banknot o nominale dziesięciu tysięcy jenów, najwyższym z nominałów funkcjonujących w obiegu(przyp. tłum.).

7 Inari-zushi to ryż zawinięty w kieszonkę ze smażonego, marynowanego tofu o słodkawym smaku (przyp. tłum.).

Czasy sprzed moich narodzin jako sprzedawczyni w konbini były jakieś niewyraźne, nie pamiętałam ich dokładnie.

Urodziłam się w zwykłej rodzinie na przedmieściach, wychowano mnie normalnie, otaczając zwyczajną miłością, ale wszyscy uważali mnie za dziwne dziecko.

Na przykład kiedy miałam kilka lat, znalazłam raz w parku martwego ptaszka. Miał piękne niebieskie piórka, można było pomyśleć, że ktoś hodował go w domu. Inne dzieci płakały, stojąc wokół leżącego na ziemi ptaszka z przekręconym łebkiem i zamkniętymi oczami. „Co z nim zrobimy…?”, zapytała jedna dziewczynka, a wtedy ja błyskawicznie wzięłam go do ręki i zaniosłam mamie, która rozmawiała z kimś na ławce.

– Co się stało, Keiko? Ojej, ptaszek…! Ciekawe, skąd przyleciał… Biedactwo. Zróbmy mu pogrzeb – powiedziała mama łagodnie, gładząc mnie po głowie.

– Zjedzmy go! – odpowiedziałam.

– Co?

– Tata lubi pieczonego kurczaka, a kurczak to ptak, więc dzisiaj upieczmy i zjedzmy tego! – wymówiłam wyraźnie, myśląc, że mnie nie zrozumiała. Mama osłupiała, kobieta obok niej chyba też była zaskoczona, bo nagle otworzyła szeroko oczy i usta, nawet dziurki w nosie miała większe niż przedtem. Zachciało mi się śmiać, bo zabawnie wyglądała, ale zobaczyłam, że wpatruje się w moje ręce. Wtedy zrozumiałam, o co chodzi – przecież jeden ptaszek to za mało.

– Przynieść więcej? – Rzuciłam okiem na dwa czy trzy wróble, które skakały po ziemi niedaleko. Wtedy mama wreszcie doszła do siebie.

– Keiko! – zawołała wzburzona. – Wykopiemy ptaszkowi grób i urządzimy pogrzeb. Wszyscy płaczą, nie widzisz? Przykro im, że takie maleństwo umarło. To smutne, prawda?

– Dlaczego? Przecież dla nas dobrze, że nie żyje.

Mamie zabrakło słów.

Jedyna myśl, która przyszła mi do głowy na widok zdechłego ptaszka, to że zjemy go ze smakiem wszyscy razem – tata, mama, ja i moja młodsza siostrzyczka. Tata uwielbiał pieczone szaszłyki z kurczaka, my dwie przepadałyśmy za karaage8; w parku było dużo ptaków, wystarczyłoby tylko ich nałapać. Nie rozumiałam, dlaczego musieliśmy zakopywać ptaszka, skoro mogliśmy go zjeść.

– Posłuchaj, ten ptaszek jest mały i uroczy, więc idź do dzieci, wykopcie mu grób i połóżcie na nim kwiatki, dobrze? – powiedziała mama tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Koniec końców posłuchałam matki, ale nic nie rozumiałam z tego, co się działo. Dzieci dookoła zaczęły zabijać rosnące w pobliżu kwiaty, przerywając im łodygi. Szlochając, powtarzały, jak biedny jest ptaszek. „Na pewno spodobałyby mu się takie piękne kwiatki”, dodawały jeszcze. Jak dla mnie miały coś nie tak z głową.

Zakopaliśmy ptaszka za ogrodzeniem z napisem „zakaz wstępu”, wbiliśmy w ziemię patyczek po lodzie, który ktoś znalazł w śmieciach, po czym złożyliśmy na grobie stertę martwych kwiatów. „Biedactwo, prawda, Keiko? Smutno, prawda?”, powtarzała mama w kółko, ale ja w ogóle tak nie myślałam.

Takie sytuacje zdarzały się często. Raz na wuefie wybuchło zamieszanie, bo chłopcy zaczęli się bić. Było to jakoś na początku podstawówki. Wszyscy wołali: „Niech ktoś zawoła nauczyciela!”, „Niech ich ktoś powstrzyma!”. „A, czyli trzeba sprawić, żeby przestali”, pomyślałam. Niedaleko był schowek, wyjęłam z niego łopatę, podbiegłam do nich i uderzyłam jednego z chłopców w głowę. Upadł, strasznie krzycząc. Podziałało, więc zamachnęłam się na drugiego, żeby jego też powstrzymać, ale tym razem dziewczynki zaczęły wołać z płaczem:

– Keiko, przestań! Przestań!

Wtedy przyszedł nauczyciel. Przeraził się tym, co zobaczył, i zażądał ode mnie wyjaśnień.

– Wszyscy mówili, że trzeba ich powstrzymać, więc zrobiłam to najszybciej, jak się dało.

Zszokowany nauczyciel zaczął mi tłumaczyć, że nie wolno nikogo bić.

– Ale wszyscy chcieli ich powstrzymać. Ja tylko pomyślałam, że jeśli tak zrobię, to Yamazaki i Aogi przestaną się bić – wyjaśniłam spokojnie. Nie miałam pojęcia, o co się złości. Potem wezwali mamę do szkoły.

Nie wiedzieć czemu miała poważną minę i kłaniała się przed nauczycielami, przepraszając. Pomyślałam, że chyba nie wolno się tak zachowywać, ale nie rozumiałam dlaczego.

Podobnie zainterweniowałam, gdy młoda nauczycielka wpadła w histerię podczas lekcji. Trzęsła się i krzyczała, uderzając dziennikiem o biurko, aż wszyscy zaczęli płakać.

– Proszę pani, przepraszamy!

– Proszę pani, proszę przestać!

Dzieci wołały rozpaczliwie, żeby się uspokoiła, ale na próżno. Wtedy pomyślałam, że ją uciszę. Podbiegłam do niej i mocnym ruchem ściągnęłam jej spódnicę razem z majtkami. Zaczęła płakać i wrócił spokój. Zaraz przybiegł nauczyciel z klasy obok. Zapytał, co się stało, więc wytłumaczyłam mu, że widziałam w telewizji, jak jedna kobieta od razu się uspokoiła, kiedy zdjęto jej ubranie. Oczywiście wezwali mamę do szkoły.

– Dlaczego ty nic nie rozumiesz…? – szepnęła bezsilnie i przytuliła mnie. Wracałyśmy właśnie do domu po rozmowie z nauczycielem. Chyba znowu zrobiłam coś nie tak, ale nie miałam pojęcia co takiego.

Mamę i tatę niepokoiło moje zachowanie, ale kochali mnie mimo wszystko. Nie chciałam, żeby się martwili albo musieli wszystkich przepraszać, dlatego postanowiłam jak najmniej odzywać się poza domem. Przestałam robić cokolwiek z własnej woli. Albo naśladowałam innych, albo wykonywałam czyjeś polecenia.

Wydaje mi się, że dorosłym wtedy ulżyło.

Pod koniec podstawówki problemem okazało się to, że jestem aż zbyt spokojna i cicha, ale milczenie było dla mnie najlepszym rozwiązaniem – najbardziej racjonalnym sposobem na życie. Nie mówiłam nic poza tym, co absolutnie konieczne, i trzymałam się tego postanowienia, nawet gdy wychowawca pisał w komentarzu na wykazie ocen9, że powinnam mieć więcej znajomych i spędzać czas na powietrzu.

Moja o dwa lata młodsza siostra była normalna, nie to co ja. Nie trzymała się jednak na dystans, wręcz przeciwnie – lgnęła do mnie. Kiedy mama złościła się na nią o jakieś zwykłe rzeczy – nie tak jak na mnie – podchodziłam do niej i prosiłam, żeby wytłumaczyła, dlaczego się denerwuje. Mama przerywała wtedy kazanie. Siostra zawsze mi potem dziękowała, myśląc pewnie, że chciałam pomóc. Często oddawałam jej słodycze i zabawki, bo niezbyt za nimi przepadałam, dlatego zawsze trzymała się przy mnie.

Rodzina dbała o mnie i kochała, dlatego tym bardziej się martwili. Usłyszałam kiedyś rozmowę mamy i taty; zastanawiali się, jak można mnie „wyleczyć”. „Aha, czyli trzeba we mnie coś naprawić” – pamiętam, że tak sobie wtedy pomyślałam. Raz zawieźli mnie samochodem do psychologa w innym mieście. Lekarz najpierw podejrzewał, że mamy jakieś problemy w domu, ale tata był spokojnym i obowiązkowym pracownikiem banku, a mama, choć trochę nieśmiała, traktowała nas z siostrą łagodnie i z czułością. Psycholog powiedział rodzicom, aby na razie mnie obserwowali i okazywali mi dużo miłości – co nie mogło mi ani zaszkodzić, ani szczególnie pomóc – a oni posłuchali i wychowali mnie z wielką troską.

W szkole nie miałam przyjaciół, ale też nie byłam prześladowana; nauczyłam się mówić tylko to, co konieczne, i przeszłam jakoś przez podstawówkę, a potem gimnazjum.

Nie zmieniłam się, nawet gdy skończyłam liceum i poszłam na studia. Czas wolny spędzałam w pojedynkę, praktycznie w ogóle nie rozmawiałam z nikim na tematy osobiste. Nie sprawiałam już kłopotów jak w dzieciństwie, ale mama i tata martwili się, że nie dam rady się usamodzielnić. Szybko dorastałam, cały czas myśląc, że coś jest we mnie popsute i muszę to naprawić.

Smile Mart przy stacji kolejowej Hiiromachi otworzył się pierwszego maja 1998 roku. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów.

Dobrze pamiętam, jak zobaczyłam ten sklep jeszcze przed otwarciem. Dopiero co zaczął się rok akademicki. W ramach zajęć byliśmy na spektaklu nō; wracałam potem do domu sama, bo nie miałam znajomych, i chyba pomyliłam drogę – nawet nie wiem, kiedy znalazłam się w nieznanej mi dzielnicy pełnej biurowców. Wokół nie było nikogo. Okolica z białymi, czystymi budynkami przypominała model zrobiony z bloku rysunkowego.

Dzielnica wyglądała jak wymarła. Jak świat wypełniony wyłącznie drapaczami chmur. W to niedzielne popołudnie nie było tam nikogo poza mną.

Poczułam, że trafiłam do innej rzeczywistości. Zaczęłam iść pospiesznie, szukając stacji metra. Kiedy wreszcie znalazłam znak wskazujący wejście i podbiegłam do niego z ulgą, odkryłam, że pierwsze piętro śnieżnobiałego wieżowca jest przeszklone jak akwarium. Nie było żadnego szyldu ani informacji, poza kartką przyklejoną do szyby: „Smile Mart, wkrótce otwarcie! Poszukujemy pracowników!”. Zerknęłam do środka – nie było nikogo, między ścianami gdzieniegdzie zaklejonymi folią stały tylko niczym niezastawione białe regały. Nie mogłam uwierzyć, że ta pusta przestrzeń zmieni się w konbini.

Rodzice wysyłali mi wystarczająco dużo pieniędzy, ale byłam ciekawa, jak to jest pracować dorywczo. Zapisałam numer z ogłoszenia i zadzwoniłam następnego dnia. Potem odbyła się prosta rozmowa kwalifikacyjna i zostałam przyjęta. Powiedziano mi, że w przyszłym tygodniu zacznę szkolenie.

Kiedy stawiłam się na miejscu o wskazanej porze, wnętrze odrobinę bardziej przypominało sklep. Stojaki na prasę były już gotowe, a artykuły papiernicze i chusteczki leżały na swoich miejscach w równych rzędach. W pomieszczeniu zebrały się osoby tak jak ja przyjęte do pracy dorywczej. Po sklepie nieśmiało krążyło około piętnastu osób w różnym wieku, rozmaicie ubranych: studentki, mężczyźni bez stałej pracy, kobiety wyglądające na gospodynie domowe.

Po chwili pojawił się pracownik mający prowadzić szkolenie i rozdał wszystkim uniformy. Włożyliśmy je i zastosowaliśmy się do zaleceń z materiałów szkoleniowych dotyczących wyglądu: kobiety z