Droga Szamana. Etap 4: Zamek Widmo - Wasilij Machanienko - ebook

Droga Szamana. Etap 4: Zamek Widmo ebook

Machanienko Wasilij

4,6

17 osób interesuje się tą książką

Opis

Barliona – wirtualny świat tak namacalny, że pewnie można by wziąć go za rzeczywisty, gdyby nie to, że jest od realu o wiele ciekawszy! I nie dość, że zapewnia przygody, którym towarzyszą niepowtarzalne emocje, to jeszcze daje się w nim nieźle zarobić.

Barliona to nie tylko relaks i rozrywka na najwyższym poziomie; to również całkiem znośna kasa. Warunek jest prosty: wylevelowana postać przyzwoitej klasy, należąca do prężnego klanu. A, jeszcze jedno: wszystko to cię nie dotyczy, jeżeli jesteś więźniem. Tak, ktoś wpadł na pomysł, że zamykanie ludzi w kapsułach graczy to idealny sposób na odciążenie więzień. A każdy odsiadujący wyrok w Barlionie zamiast czerpać przyjemność z gry i jeszcze na tym zarabiać, musi wykonywać niewolniczą pracę i walczyć o przetrwanie. Tak jak skazany na osiem lat pozbawienia wolności Dmitrij Machan, w Barlionie – Szaman. „Zamek widmo” to już czwarta odsłona jego niesamowitych przygód.

Czymże jest klan bez własnego zamku? No właśnie! To dlatego głównym celem każdego przywódcy jest pozyskanie bazy operacyjnej nie do zdobycia. Machan, Szaman Najwyższy, stojący na czele Legend Barliony, przyjmuje propozycję Imperatora – ma unicestwić armię Upiorów zamieszkującą Altamedę, zamek widmo. Pozornie zwyczajna misja daje początek tak niespodziewanej lawinie wydarzeń, że Szaman może zaufać już tylko swojej intuicji i zdać się na instynkt. Ten, na kogo polują trzy najlepsze klany kontynentu, naprawdę nie jest w stanie zrobić nic więcej…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 524

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (348 ocen)
239
81
25
3
0
Sortuj według:
Maniolcv

Nie oderwiesz się od lektury

wciągająca, trzymająca poziom kolejna część.
00
gorasp

Nie oderwiesz się od lektury

kozak
00
DargonEldar

Nie oderwiesz się od lektury

Wow, wow I jeszcze raz Wow Polecam.
00
kasia861117

Nie oderwiesz się od lektury

uwielbiam ta serię
00
rumbur

Nie oderwiesz się od lektury

Godna kontynuacja, intryga goni intrygę, widać, że autor nie wypalił się jeszcze z pomysłów.
00

Popularność




Tytuł oryginału Путь Шамана. Шаг 4: Призрачный замок

Copyright © W. Machanienko 2016–2021

This book is published in collaboration with Magic Dome Books

Przekład z języka rosyjskiegoGabriela Sitkiewicz, Joanna Darda-Gramatyka

Redakcja i korekta Dominika Rychel, Marcin Piątek

OkładkaPiotr Sokołowski

Skład Tomasz Brzozowski

Konwersja do wersji elektronicznej Aleksandra Pieńkosz

Copyright © for this editionInsignis Media, Kraków 2021Wszelkie prawa zastrzeżone

ISBN pełnej wersji 978-83-66575-53-0

Insignis Media ul. Lubicz 17D/21–22, 31-503 Kraków tel. +48 (12) 636 01 90biuro@insignis.pl, www.insignis.pl

facebook.com/Wydawnictwo.Insignis

twitter.com/insignis_media (@insignis_media)

instagram.com/insignis_media (@insignis_media)

ROZDZIAŁ 1

KRWAWE ŁZY TAWII

– Wystarczy już tego wylegiwania się! – Drwiący głos Anastariji przedarł się do mojej przyćmionej świadomości i zmusił do powrotu do rzeczywistości.

Przez chwilę mój mózg odmawiał pracy, jakby nie ufał zmysłom, ale tama nieufności pękła, a myśli napłynęły jak rwąca rzeka. Otóż… leżałem na ziemi, czyli lot się nie udał. Wszystko mnie bolało, jakby moje wnętrzności popękały – miałem twarde lądowanie. Cieszyło jedno: sądząc po czasie systemowym, od fatalnego pikowania minęło zaledwie dziesięć minut, więc nie zostałem wysłany na odrodzenie.

– Może szturchnąć go kijem, żeby go ocucić? – Plinto przyłączył się do Anastariji.

A on tu po co? Sam nie opanował jeszcze swoich umiejętności, a tu się wcina. Skoro jestem Smokiem, to przecież muszę nauczyć się latać.

– Za chwilę ja cię szturchnę! – odburknąłem, po czym zebrałem siły i usiadłem. Oparłem się o drzewo, w które, jak usłużnie podpowiadała mi pamięć, wpadłem kilka minut wcześniej. – Co z Ciapą?

– A co ma być? Chyba żyję! – Gdzieś zza drzewa rozległ się ochrypły głos, który wskazywał, że jego właściciel oberwał nie mniej niż ja, ale i tak odetchnąłem z ulgą. Okazuje się, że moje nieudane lądowania na drzewie nie wysłało mojego jeźdźca na odrodzenie. To mnie ucieszyło!

– Długo zamierzasz tak leżeć? Zostało jeszcze czterdzieści minut treningu; bądź tak dobry i go dokończ! – odezwała się Anastarija, jakby w ogóle nie dbała o mój stan.

Źle się czuję, jestem obolały i zagniewany, ale ona myśli tylko o tym, jak przedłużyć pobyt u naszego wspólnego dręczyciela. Lala bez serca! Ten, kto powiedział, że jest idealna, był kretynem.

Dobiegł końca pierwszy miesiąc naszego pobytu u Patriarchy Wampirów i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to był najmroczniejszy miesiąc w moim gamingowym życiu! Zarówno życiu Łowcy, jak i Szamana!

Pierwsze dwa dni okazały się zaskakująco spokojne i przyjemne – Patriarcha częstował nas rozmaitymi wzmacniającymi smakołykami, opowiadał różne historie, wraz z Jednorożcem Iszni oprowadzał nas po najciekawszych zakamarkach Mrocznego Lasu. Już samo zobaczenie Zielonego Wodospadu było warte wszystkiego! Spod ogromnego głazu, wysokiego na około pięćdziesiąt metrów i otoczonego wybujałymi i – dzięki Iszni – żyjącymi drzewami, rozpoczynał swoją wędrówkę strumień. Trzysta kilometrów dalej przechodził w jeden z wielu dopływów Neldy – drugiej co do wielkości rzeki Malabaru. Źródło, które ujrzały nasze oczy, uderzało swoim pięknem. Przejrzysta i smaczna woda, od razu uzupełniająca Energię i Punkty Życia, spadała z kamienia, którego obecność w Mrocznym Lesie budziła wiele pytań. Na przykład – skąd on się tu wziął? To właśnie z powodu takich detali tworzonych przez grafików Barliony są gracze, którzy całą grę poświęcili podróżom. Kilka dni lotu na gryfie, żeby na własne oczy zobaczyć takie arcydzieła, to dla nich nic! I Zielony Wodospad, i idealnie okrągłe jezioro, w którym w zgrabnych rzędach rosły lilie wodne o zielonych, białych oraz czerwonych kwiatach, i odnowiona polana Strażnika Lasu… W ciągu dwóch dni zobaczyliśmy tyle niesamowitych i pięknych rzeczy, że byliśmy kompletnie nieprzygotowani na to, co miało nastąpić. Po powrocie do zamku Patriarchy wszystkimi zawładnęły ambiwalentne uczucia. Spojrzenie Patriarchy wyrażało dumę z doskonale wykonanej pracy jego wojowników, Iszni wyglądała na zaintrygowaną, a Wampiry cieszyły się, że potrafiły zadowolić swojego pana. A ja oraz wszyscy inni gracze ze smutkiem uświadamialiśmy sobie, co nas czeka. Z potężnej fortyfikacji, która przez dwadzieścia lat wytrzymywała ataki Upadłych, zamek zamienił się w ogromny poligon. Tory przeszkód, wahadła, manekiny treningowe, symulatory bossów, kolejne wahadła i tory przeszkód… Nawet nie znałem nazw większości tych przyrządów wchodzących w skład ćwiczebnego instrumentarium głównego krwiopijcy Barliony, ale zadowolone spojrzenie Wampira mówiło mi, że w najbliższej przyszłości zapełnię z naddatkiem tę lukę w edukacji. Cieszyło mnie jedno – jestem Szamanem, więc bieżnie i tory z przeszkodami mi nie grożą. Uznałem, że są przeznaczone dla Łotrzyków i Wojowników, a Barsine, Anastarija i ja będziemy zgłębiać nasze magiczne zdolności.

Jak bardzo się myliłem…

Na początku przydzielono nam jedno zadanie zatytułowane „Trening”. Rzadkie, prawie unikalne, które zapowiadało, że przez cztery tygodnie będziemy szkoleni według specjalnej metody opracowanej przez pewnych mnichów, co miałoby pozwolić naszej świadomości przenieść część umiejętności udoskonalonych w grze z powrotem do rzeczywistości.

Zgodnie z warunkami zadania w trakcie jego wykonywania gracze mieli prawo trzykrotnie w ciągu dnia wyjść z gry na maksymalnie dwie godziny – jeśli wychodziliby częściej i na dłużej, zadanie zakończyłoby się niepowodzeniem. Ponieważ nagrodą za wykonanie misji była jednorazowa premia +15 do wszystkich głównych parametrów, nikt nie chciał ryzykować utraty takiego bonusu. Trójka wolnych graczy wykorzystała po jednym wyjściu do rzeczywistości i dosłownie po godzinie była już z powrotem, jak partyzanci, w pełnej gotowości do tego, by łatwo i bezboleśnie otrzymać należną im nagrodę. Naiwni jak dzieci!

Dwadzieścia osiem dni gry pod przewodnictwem Patriarchy zamieniło się w jedno nieustające zmęczenie, ból, cierpienie i jeszcze więcej zmęczenia. Poranny trening, po którym następował trening z przerwą na trening. Następnie obiad w formie treningu oraz pełnowymiarowy solidny trening w ciągu dnia, po którym był odpoczynek w formie treningu przed wieczornym treningiem. Przed zgaszeniem świateł odbywała się rozgrzewka i trzykrotna pobudka w nocy na krótkie, godzinne treningi… Nawet pierwszy miesiąc w Kopalni „Pryka” nie wykończył mnie tak bardzo, jak udało się to sługom Patriarchy.

Drako, którego wzywałem przy każdej sposobności, po kilku dniach od rozpoczęcia treningu najchętniej pojawiał się schowany w krzakach. Bał się, że w pobliżu czyhają oprawcy. Patriarcha natychmiast wyjaśnił nam, jak kluczowe jest ulepszanie umiejętności Totemu, i osobiście przeznaczył ze swojego czasu dwie i pół godziny dziennie na pracę ze Smokiem. Czego on tylko z nim nie robił – zmuszał do ziania ogniem, doprowadził go do bezbolesnego czwartego przyspieszenia, rozwijał koordynację, celność uderzenia, uczył latać na małych wysokościach. Dwa tygodnie takiego szaleństwa doprowadziły mój Totem do poziomu czterdziestego ósmego i załamania nerwowego. Kiedy Drako po raz kolejny pojawił się w krzakach, stanowczo odmówił zrobienia czegokolwiek, jeśli ponownie zostanie oddany w ręce „pijącego krew i duszę przeklętego zębatego”. Patriarcha, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, tylko chrząknął z satysfakcją i oznajmił, że odtąd szkolenie jednego Smoka dobiegło końca. Po chwili namysłu dodał:

– Ale teraz zaczyna się szkolenie drugiego! Za dwie godziny masz się stawić przy wahadłach w postaci Smoka, będę na Ciebie czekał. Teraz marsz pobiegać!

Resztę czasu spędziłem na nauce latania. Innymi słowy, oprócz szkoleń na poligonie dodali mi jeszcze loty. Trzeba przyznać, że „szczęście” w postaci dodatkowego treningu trafiło się nie tylko mnie – Patriarcha miał też czas dla Anastariji i Plinto. Syreny i Wampira. Podczas zajęć z jednym z nas reszta biegała po torach z przeszkodami lub rozwijała główne parametry. Ja, Barsine i Anastarija pracowaliśmy z Intelektem, reszta zajmowała się Wściekłością lub Zręcznością.

– Machanie, załóż diadem – oświadczył kategorycznie Patriarcha podczas jednego z kolejnych treningów. – Ciapo! Przestań biegać i chodź tutaj! Będziesz szczurem doświadczalnym!

Po dwóch tygodniach treningu w postaci Smoka byłem w stanie jako tako utrzymać swój tułów w powietrzu przez dwadzieścia pięć minut, czyli cały przeznaczony na to czas. Na dłużej nie pozwalała zdobyta do tego czasu piąta ranga Smoka. Według Patriarchy, aby przejść przez przełomowe wartości – pięć, dziesięć i dalej co pięć jednostek – muszę porozmawiać z Renoksem. Tylko głowa Smoków może zdecydować, czy kandydat jest godny wzmocnienia, czy jest dla niego jeszcze za wcześnie. Jednocześnie Patriarcha stanowczo odmówił nauczenia mnie otwierania portalu do świata Smoków. Jak mi powiedziano, kiedy nadejdzie czas, sam się tam znajdę…

– Czy rozumiesz już, gdzie popełniasz błąd? – zapytał Patriarcha, zmierzając w moim kierunku.

– Nie popełniłem żadnych błędów – odparłem, rozcierając obolałe nogi obolałymi rękami. – Czy to moja wina, że Ciapa jest gruby i ciągle próbuje upaść? Nie mogłem nawet normalnie unieść się w powietrze, ponieważ on panikował i żądał opuszczenia go na ziemię. Chociaż nie, moim błędem jest to, że zgodziłem się przewieźć na sobie innego wolnego obywatela! Od tego są chowańcy!

– Siła, Machanie! – zaczął prawić Patriarcha, jakby nie słysząc mojej odpowiedzi. – Masz za niskie wskaźniki! I trzeba to zmienić! Nie jesteś tylko Szamanem; jesteś Smokiem, który musi być silny! Chociaż mamy już tylko dwa dni szkolenia, to spędzimy je z pożytkiem. Reandrze! – Patriarcha wezwał jednego ze swoich pomocników. – Machan będzie odpoczywał jeszcze przez dwie minuty, po tym czasie zaczniemy zintensyfikowany trening Siły. Zrobimy prawdziwego Smoka z jaszczurki! – Po chwili milczenia pełnej dramaturgii wampir spojrzał na uśmiechnięte twarze graczy i ciągnął: – Anastarijo, za dwie minuty czekam na ciebie, masz być pod postacią Syreny. Pozostali: marsz na tor przeszkód numer dwa! Ciapo, przestań chować się za drzewem! Nie jesteś totemem Machana! Udawanie chorego i słabego nic ci nie da! Do dzieła, czeka na was tor przeszkód!

Zadanie „Trening” zostało zakończone. Wszystkie główne parametry zostały zwiększone o +15 jednostek. Energia została zwiększona o +10.

Nigdy bym nie pomyślał, że zakończenie zadania w grze może wzbudzić we mnie tyle pozytywnych emocji. Szczerząc się jak wariat, pozwoliłem wahadłu wypchnąć mnie z toru przeszkód, upadłem na ziemię, zamknąłem oczy i nawet nie myślałem, żeby się podnieść.

– Przesuń się! – Usłyszałem ochrypły głos Anastariji, po czym obok mnie upadło kolejne ciało.

Nie miałem siły, żeby protestować. Co za „przesuń się”, skoro cały las jest wolny i może się uwalić dosłownie wszędzie? Nie – ona koniecznie musi paść tam, gdzie mnie jest dobrze!

– Machaneczku! – Jeśli udało mi się poprawnie zidentyfikować drugi głos, gdzieś obok zaległ Plinto. – Masz jeszcze kilka takich zadań, co? W ciągu dwunastu lat grania narobiłem sobie wielu wrogów, chętnie im je zaoferuję. Niech też się trochę pobawią!

Prawdopodobnie oczekiwał ode mnie jakiejś odpowiedzi, ale nie miałem już siły, żeby ruszyć językiem. A może nawet nie siły, tylko ochoty. Z jękiem przekręciłem się na plecy i przez wierzchołki drzew spojrzałem na błękitne niebo, wyświetliłem swoje właściwości i zacząłem analizować wyniki treningu. Cierpiałem nadaremnie czy może jednak nie?

Spójrzmy…

No tak…

Może poprosić Patriarchę o kolejne cztery tygodnie tresury? Gdy tylko pojawiła się ta myśl, przeszedł mnie dreszcz. Ciało kategorycznie odmówiło poddania się raz jeszcze tej próbie. Odwróciwszy głowę, zobaczyłem leżącą obok mnie Syrenę – Anastarija po skończonym treningu nie miała siły wyjść z drugiej postaci.

– Nastjo, co zrobimy z barbarzyńcami? Za kilka dni musimy wezwać Zwiastuna, a jeszcze nie omówiliśmy, jak zdobędziemy zamek.

– Naprawdę nie musisz z nimi nic robić. – Dziewczyna zaskoczyła mnie swoją odpowiedzią. – Imperator nie mógł po prostu dać ci zamku; to za duży prezent. Za to wszystko jednak, co zrobiliśmy dla Barliony, nie mógł też ci go nie podarować. Gieranika jest teraz śmiertelnikiem i jestem pewna, że wkrótce pojawi się aktualizacja, która utworzy trzecie Imperium. Głupotą byłoby zakładać, że krasnoludy nie mogą sobie poradzić z jakimiś najazdami. Wystarczy zebrać siły, wejść na wojenną ścieżkę i odbić zamek. A może myślałeś, że zrezygnuję z mojego tytułu? Już od dawna wiem wszystko, ale przez ten trening nie było absolutnie czasu, żeby ci o tym opowiedzieć. Dawno nie byłam tak zmęczona… Wiedziałeś, że podkręcili nam wrażenia na sto procent? Prawdopodobnie to jedyny sposób, żeby przenieść umiejętności do rzeczywistości…

– Nic mnie to nie obchodzi! – mruknął Plinto. – Po jaką cholerę grubemu, staremu i schorowanemu człowiekowi umiejętność wspinania się po drzewach? Co mam zrobić z tak bezcenną sprawnością? Straszyć ludzi?

– No pewnie! – uśmiechnęła się Nastja. – Gdy tylko zaczniesz łazić po drzewach, zawstydzisz samego Tarzana! Ach, co to był za trening…

– To zaledwie poziom podstawowy – przerwał jej Patriarcha. – Teraz odpocznijcie, nabierzcie sił, później będziemy kontynuować. Myślę, że dwa miesiące wystarczą aż nadto. Drugi poziom będzie znacznie ciekawszy!

Dostępne zadanie: „Trening. Poziom 2”.

Na polanie ćwiczebnej zapadła cisza. Leżąc na ziemi, kilkakrotnie zamykałem i otwierałem oczy, próbując odpędzić wiszące powiadomienie o kolejnej porcji koszmaru i bólu. Drugi poziom, trwający sześć tygodni, miał gwarantować zwiększenie wszystkich głównych parametrów o sześćdziesiąt jednostek. Trening rozpocznie się za dwa miesiące od dzisiaj. W zadaniu była adnotacja: Patriarcha osobiście przybędzie po każdego z nas, gdziekolwiek w Barlionie będziemy. Choćby na innym kontynencie!

– Cieszę się, że za dwa miesiące zobaczę was wszystkich! – powiedział wampir uradowanym głosem jakby na potwierdzenie, że niezależnie od tego, jak bardzo gracze przeklinają zmęczenie i ból, nikt z nich nie odmówi takiego zadania. – A teraz pozwólcie, że was zostawię, ale jeśli chcemy być gotowi na czas, przygotowania do drugiej sesji treningowej powinny rozpocząć się już teraz!

Tuż przy uchu usłyszałem chrupnięcie – moja projekcja, do której przyzwyczaiłem się przez te cztery tygodnie i już praktycznie nie zwracałem na nią uwagi, wspięła się na moje ramię i zacząłem pożerać jabłko widmo. Jak udało się nam ustalić, tylko ja słyszałem to chrupnięcie, dla reszty graczy projekcja była niema. Z jednej strony to dobrze, z drugiej – źle, bo nie mogliśmy usłyszeć pieśni małej widmowej syreny Anastariji, która uwielbiała krążyć przed lustrem i układać swoje włosy lub przeklinać wampira Plinto, wymachującego dwoma jadowicie zielonymi kindżałami i robiącego tak groźną minę, że na sam widok chciało się śmiać.

– Nie wierzę! – krzyknęła zdziwiona Anastarija i w tym samym momencie moim oczom ukazała się wiadomość:

Drogi Graczu! Prosimy o wyrażenie zgody na wykorzystanie twojego wizerunku w filmie o wydarzeniach w Kołotowce i Mrocznym Lesie. W ramach wynagrodzenia za wykorzystanie twojego wizerunku oferujemy 0,5% tantiem od każdego wypożyczonego filmu. Rozliczenia dokona Imperator, a należna ci kwota zostanie automatycznie przelana na twoje konto w Banku Barliony.

– A więc film… – powiedziałem, przeciągając sylaby. – Kto chce zostać gwiazdą filmową?

– Ja – odpowiedziały Anastarija i Barsine niemal jednocześnie. – Korporacja nieczęsto robi filmy, żeby odmawiać takiej okazji!

– Ja też się zgodziłem – dodał Plinto. – Granie to jedno, ale wchodzenie w historię gry to już zupełnie coś innego.

Leyte’a, Eryka i Ciapy nie było w pobliżu, a nie chciałem pisać na czacie, więc ja również nacisnąłem przycisk Akceptuj. Już sam fakt, że chciano zrobić taki film, mnie przekonał. Gdy tylko zniknęło pierwsze powiadomienie systemowe, natychmiast pojawiło się drugie:

Drodzy Gracze! Ukończono scenariusze tworzenia nowego wrogiego Imperium. Odtąd między Malabarem a Kartosem ustala się zawieszenie broni, które będzie trwało aż do pokonania Gieraniki. Zasady interakcji między graczami z dwóch różnych Imperiów znajdziesz w przewodnikach.

Sugerujemy zapoznanie się z filmami o uruchomieniu scenariuszy „Gambit Kartosa” i „Tajemnica Mrocznego Lasu”. Życzymy miłego oglądania! (Koszt obejrzenia jednego filmu to 50 Złotych Monet).

– To było oczywiste – stwierdziła Anastarija z satysfakcją – pomogliśmy w powstaniu trzeciego Imperium, więc z barbarzyńcami nie będzie problemów. Oni praktycznie oddadzą nam zamek i tytuł! Baronessa Anastarija… Brzmi ładnie! Proponuję obejrzeć filmy! Nieźle! Po dwie godziny każdy!

Nigdy nie myślałem, że będę oglądać swoje przygody z otwartymi ustami ze zdziwienia. Kołotowka, ocalenie wilków, wabienie mrocznych goblinów, poszukiwanie Sklika, zamek Kartosa, zaproszenie Anastariji, spór z Elżbietą, bitwa, wyprawa do Mrocznego Lasu, Polana Strażnika, Zamek Upadłych, próby Gieraniki, sąd bogini… Korporacja stworzyła arcydzieło! Cztery godziny minęły w jednej chwili, pozostawiając przyjemne uczucie dobrze wykonanej pracy. Szkoda, że nie ma już żadnych aktywnych scenariuszy – nie miałbym nic przeciwko wzięciu udziału w kolejnym filmie!

Dzyń! Masz 1 439 288 wiadomości. Czy chcesz je przeczytać?

– Już się zaczęło! – uśmiechnęła się Anastarija, wyjmując przenośną skrzynkę pocztową. – Dwa miliony wiadomości w trzydzieści minut! Jeszcze trochę i mój osobisty rekord liczby wiadomości otrzymanych w godzinę pójdzie w zapomnienie!

– I ja mam półtora – powiedziałem zmieszany, otwierając pocztę. Nie przywykłem do takiej popularności, więc nie wiedziałem, co odpowiedzieć ludziom na tego typu propozycje:

Cześć! Świetnie to rozegrałeś! Jeśli potrzebujesz Maga, pisz!

Lub:

Machanie, weź mnie do swojego klanu! Razem pogramy! Musisz mnie poznać z Anastariją!

Ludzie najwyraźniej postradali zmysły, skoro udało im się napisać tyle wiadomości w trzydzieści minut!

– Sądząc po takiej popularności, w tym roku to właśnie ty powinieneś wziąć udział w konkursie Miss Malabaru. Rozniesiesz konkurencję! – powiedział radośnie Plinto i wstał. – Wracamy do Anchursu czy od razu wzywamy Zwiastuna?

– Mamy jeszcze dwa dni, więc wróćmy do Anchursu i pozałatwiajmy nasze sprawy. Później sprawdzimy, co słychać u barbarzyńców. Na przykład ja muszę zdobyć drugą rangę Jubilera…

– Zgadzam się z tobą: najpierw musimy zatrzymać się w Anchursie! – powiedziała Anastarija. – Ja się zajmę portalem…

– W takim razie od razu się umówmy: zbiórka dziś o ósmej wieczorem w „Złotej Podkowie”. Omówimy, jak dalej rozwijać nasz klan. Nastjo, od ciebie jako najbardziej doświadczonego gracza oczekuję pomysłów. Przedyskutujemy je razem. Jeśli ktoś jeszcze ma jakieś przemyślenia i może się nimi podzielić, to będzie zawsze mile widziane. Teraz zbieramy nasze rzeczy i lecimy do stolicy…

– Jak mogę ci pomóc? – Nauczyciel Jubilerstwa, którego cała uwaga była skupiona na obróbce Opalu, odburknął, nie podnosząc głowy. Gnom ostrożnie ciął mikron po mikronie i próbował nadać kamieniowi kształt serca. Sądząc po leżącej obok koronie z pustymi miejscami na kamienie i ogromnym stosem nieobrobionych kamieni, Jubiler miał sporo pracy. – Z góry proszę o wybaczenie: absolutnie nie mam czasu. Księżna chce dziś odebrać diadem dla swojej córki, a zamówienie dotarło do mnie dopiero wczoraj. Nie mam czasu…

– Mogę pomóc – wymsknęło mi się machinalnie, gdy tylko wyczułem, że mowa jest o zadaniu. Pomoc nauczycielowi jubilerów w szlifowaniu serc nic mnie nie kosztuje, za to mam szansę zdobyć bonusy.

– Naprawdę? – Gnom podniósł na mnie oczy i od razu rozpromienił się jak słońce. – Machanie! – krzyknął radośnie nauczyciel i natychmiast zerwał się ze swojego miejsca. – Dawno cię nie widziałem! Słyszałem, że ktoś stworzył Krasnoludzkich Wojowników z Zestawu Karmadonta, podejrzewam, a nawet jestem pewien, że to ty! Zrobisz tę przyjemność starcowi?

Wyciągnąłem figurki i podałem je gnomowi, który natychmiast zaczął je oglądać z każdej strony, uważnie wypatrując wad. Niedoczekanie jego!

– Bardzo dobra robota – wycedził jubiler, zwracając mi krasnoludów. – Powiedziałbym nawet, że znakomita. Powtórz: co cię do mnie przywiodło?

– Muszę zdobyć kolejną rangę Jubilerstwa. Jestem już na sto piątym poziomie i nadal biegam z pierwszym stopniem specjalizacji. Chcę się też dowiedzieć, jak poszła sprzedaż receptury na Kamienną Różę.

– Z recepturą wszystko przebiegło dobrze, sprzedałem ją za siedemdziesiąt trzy tysiące Złotych Monet. Oto twoje pieniądze. – Gnom wręczył mi woreczek z brzęczącymi monetami, który natychmiast rozpłynął się w moich rękach.

Trzydzieści procent Złotych jak zwykle wpłynęło do kasy Imperium, przypominając mi, że jestem obywatelem z ograniczonymi prawami.

– Jeśli zaś chodzi o drugą rangę Szlifierza Kamieni, wyszkolę cię. Ale posłuchaj! Albo zapłacisz mi dziesięć tysięcy w złocie i później pójdziesz swoją drogą, albo nauczę cię za darmo, ale za to pomożesz mi z Opalami. Co powiesz?

– Na czym ma polegać moja pomoc? – Nie chciałem odmawiać zadania związanego z moją specjalnością, dlatego byłem gotów poświęcić trochę czasu na obróbkę kamieni.

– Wiem, że nie zdążę zrobić diademu i wyszlifować czterech kamieni w czasie określonym przez Księżną. Jeśli ty zgodzisz się mi pomóc, ja wyszkolę ciebie. Jeśli się zgodzisz, ale sobie nie poradzisz, będziesz musiał zapłacić, ale wówczas cena wzrośnie dwukrotnie. Co ty na to?

Dostępne zadanie: „Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej w opałach”. Opis: … Klasa zadania: Rzadkie. Ograniczenia: Tylko dla Jubilerów…

– Biorę!

– Bardzo dobrze! – Radośnie zacierając ręce, gnom awansował mnie w Szlifowaniu Kamieni o jedno oczko. – Kolejną rangę zdobędziesz, gdy uzyskasz poziom sto pięćdziesiąty. Dopóki będziesz miał Rzemiosło, dopóty będziesz w stanie wytwarzać rzeczy zwiększające sumarycznie statystyki nawet o tysiąc jednostek. Przypomnę tylko, że w tym momencie twój maksymalny bonus do statystyk dla jednego przedmiotu wynosi sto osiemdziesiąt. Siadaj, to jest wzór; za godzinę czekam na cztery takie serca. Ja w tym czasie zajmę się diademem…

– Patrz! To Machan! Włącz kamerę!

Stłumiony szept dochodzący przez otwarte okno prawie wytrącił mnie z równowagi. Czy im chodzi o mnie? Wyjrzałem przez okno i omal nie upuściłem narzędzi – na małym placu w pobliżu domu Jubilera zgromadziło się około czterdziestu gapiów, którzy przyglądali się mojej pracy. Dwóch Magów, opierając się o okno, rzucało projekcję na ścianę domu, tak aby zebrany tłum mógł na żywo zobaczyć moje starania. Ręce zaczęły zdradziecko drgać – nie nawykłem do pracy pod bacznym okiem krytyków, którzy później będą chodzić i głosić, że oni wszystko zrobiliby lepiej. Okazuje się, że zbyt duży rozgłos przynosi między innymi spory ból głowy.

Dobrze! Chcą oglądać – niech patrzą! Najważniejsze, żeby mi nie przeszkadzali!

Próbując wyrzucić z głowy obraz gapiących się na mnie graczy, przeanalizowałem szablon Serca z Opalu i ponownie przeczytałem opis zadania. Panna młoda w opałach… Już samo sformułowanie sugerowało, że coś tu śmierdzi: skąd nagle w Barlionie NPC-e, którzy popadli w niełaskę? A tym bardziej panny młode.

– Mistrzu – zwróciłem się do nauczyciela – rozumiem, że czas działa na moją niekorzyść, ale powiedz mi, kim jest panna młoda w opałach? Jak to się stało, że popadła w niełaskę i dlaczego w diademie powinny być koniecznie serca?

– A co innego można zrobić z ognistego Opalu? Myślę, że serca będą pasować; mam nawet gotowy prototyp. Jeśli bardzo chcesz, możesz zrobić coś swojego. Najważniejsze jest, żeby mocowanie było standardowe jak w prototypie. A jeśli chodzi o pannę młodą… Pomiędzy Malabarem a Kartosem po raz pierwszy zawarty został pokój, choć dość fikcyjny. Otóż księżna Kaltanoru zaproponowała jednemu z książąt Kartosa, zwanemu chyba Urwaliksem, zawarcie sojuszu poprzez zaślubiny jej córki Tawii z Trediolem. Dziewczyna ma dopiero osiemnaście lat, nigdy nie widziała tego Kartosjanina na oczy, więc zrobiła awanturę, stwierdziwszy, że nie wyjdzie za niego, i kropka. Potem się opamiętała albo ktoś przemówił jej do rozsądku i zgodziła się wyjść za Trediola, pod warunkiem że w dniu ślubu będzie miała na głowie Diadem Wysadzany Opalami. Wie, diablica, że w tym momencie w Anchursie nie ma takich, nawet w całym Malabarze nie można ich znaleźć. Dzisiaj przyjeżdża Kartosjanin, a za trzy godziny służba Księżnej przyjdzie tu po gotowy diadem. Pomyślałem, że serca będą wyglądać najlepiej. W końcu będzie panną młodą! Dość gadania, nie mam czasu! Wciąż muszę wykonać podstawę diademu. Machanie, zrób wszystko, co w twojej mocy!

– Czy konieczne są cztery kamienie? – dopytałem, zanim zacząłem je formować.

– Tak, spójrz, co zaplanowałem.

Gnom pokazał mi prototyp, który można było śmiało nazwać koroną. Srebrne listki, perłowa rama i cztery mocowania ułożone praktycznie w jednej linii. Spędziłem około minuty, próbując wpaść na to, co mi się nie podobało w diademie zaprojektowanym przez gnoma, kiedy nagle mnie olśniło. Serca! Czerwone serca ustawione w rzędzie nie będą pasować do tego arcydzieła, a Tawia, gdy zobaczy rezultat, wpadnie w szał i odeśle Trediola z powrotem do domu. Chociaż, cholera, o czym ja mówię? To tylko NPC-e odgrywający scenariusz pojednania stron. Oni nie mogą się nie pobrać! Ale serca w diademie na pewno nie będą dobrze wyglądać, daję głowę!

Przyjrzałem się uważnie wykrojowi serca, kupce krwawych Opali i zamknąłem oczy. Kopiowanie nie jest dobrym wyjściem! Dziewczyna wychodzi za mąż, ale nie chce tego zrobić. Cóż, to się zdarza. À propos, dlaczego ma poślubić Kartosjanina? Ponieważ tak rozkazała Księżna? Chwilunia! Dziewczyna ma prawo zwrócić się do Imperatora – on unieważniłby decyzję matki. Gdyby tylko… Gdyby tylko to małżeństwo nie miało przynieść korzyści Imperatorowi i samemu Mrocznemu Władcy… Pierwsze pojednanie, pierwsza jaskółka, pierwsze ofiary, które zjednoczyłyby oba państwa w walce z Gieraniką… Dlaczego nie? Aspekt społeczny w Barlionie jest wysoce rozwinięty, dwóch NPC-ów w roli ofiar, którą odgrywają dla wyższego celu, to doskonały scenariusz. Jestem przekonany, że o weselu wszędzie będzie głośno, a ci młodzi zostaną okrzyknięci bohaterami. Męczennicy, którzy cierpieli dla swojego kraju… Stop!

Moje oczy zatrzymały się na pierwszym Opalu. Po ostrożnym wycięciu kamienia najpierw od strony mocowania zawahałem się, ale od razu przystąpiłem do realizacji mojego pomysłu. Chcesz serc? Tylko poczekaj…

Cztery kamienie umieszczone w jednej linii. Cztery krwawe symbole ofiary, jaką składa panna młoda dla dobra swojego kraju.

Stworzyłeś przedmiot: Krwawa Łza Tawii. Opis: Ból i beznadziejne położenie, w jakim znalazła się dziewczyna, zamieniły się w łzy. Jedna z nich spadła na Opal, który wchłonął łzę, przybierając jej postać. Wymagane do ukończenia zadania.+4 do Jubilerstwa. Łącznie 109.+1 do Rzemiosła. Łącznie 8.

– Proszę! – powiedziałem zadowolony, gdy zgasło światło w moich rękach, a satysfakcja związana z poprawą głównej specjalności opuściła moje styrane ciało. Nieważne, jak bardzo było to miłe, muszę się skoncentrować. Muszę jeszcze dziś iść na spotkanie z klanem! Podałem kamienie gnomowi i dodałem: – Jeśli wysadzisz nimi diadem, to…

– Machanie, już nie mam czego nimi wysadzać… – przerwał mi gnom, patrząc na kamienie oczami pełnymi smutku. – Wczoraj słudzy Księżnej przyszli po diadem… Za dwie godziny rozpocznie się ślub i Tawia weźmie w nim udział w ozdobie miernej jakości… Kiedy przyszła służba Księżnej, było już jasne, że nie uda ci się zrobić serc na czas. Byłeś zbyt zajęty tworzeniem… Można by rzec, że to postawa godna podziwu. Jednak nie wykonałeś tego, co było najważniejsze dla Jubilera w tym zadaniu, bo zabrakło ci na to czasu. W pośpiechu stworzyłem cztery kamienie, nie mając nawet chwili, żeby je porządnie oszlifować i wstawić… Łzy wyszły przepiękne, idealnie wyglądałyby w diademie, ale… Wybacz mi, młody kolego, muszę teraz pobyć sam. Jesteś mi winien dwadzieścia tysięcy Złotych Monet, tak jak się umówiliśmy; nie udało ci się wykonać zadania.

Zadanie „Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej w opałach” zostało zakończone porażką.

– Jak to: wczoraj zabrali? – dopytałem, gdy tylko zrozumiałem słowa gnoma i powiadomienie. – Czyli pracowałem dłużej niż jedną dobę?

– Dokładnie dwadzieścia dwie godziny – odparł Jubiler. – Byli tu przedstawiciele twojego klanu, próbowali przywrócić cię do rzeczywistości, ale im się to nie udało. Zupełnie tak jak mnie.

Oblałem się zimnym potem i odruchowo zacisnąłem dłonie – przecież wczoraj miałem spotkanie klanu!

– Mistrzu, ja…

– Machanie, ja wszystko rozumiem! Jesteś genialnym twórcą, ale poleganie na tobie, gdy trzeba zrobić coś na czas, jest ryzykowne. Pozwól, że cię zostawię; nie chcę spotkać się z Księżną, gdy przyjdzie tu narzekać na moją pracę…

Gnom, kręcąc głową, wyszedł do innego pomieszczenia, nawet nie zamykając pracowni. Nie ma tu czego kraść – z wyjątkiem kilku Drogocennych Kamieni na poziomie podstawowym, a i to wyłącznie przez ludzi z Podłością lub Kradzieżą. Przed wyjściem na zewnątrz wyjąłem amulet i wezwałem Anastariję.

– Nastjo, cześć! Tu Machan…

– O, królewna się obudziła! – Usłyszałem odpowiedź, w której, sądząc po tonie, radość mieszała się z kąśliwością. – Wybacz, ale nie mogę teraz rozmawiać. Może wieczorem? Obiecaj mi tylko, że do tego czasu znów nie wpadniesz w trans.

– Gdzie ty jesteś? – wymsknęło mi się, chociaż nie zamierzałem o to pytać. Przesłuchiwanie Nastji nie było z mojej strony zbyt uprzejme, ale zżerała mnie ciekawość, gdzie się podziewa.

– Na ślubie NPC-ów. Dzisiaj jest wielkie wydarzenie: Imperator i Władca organizują w pałacu imprezę. Nawiasem mówiąc, bardzo piękne wydarzenie, szkoda, że cię tu nie ma; twoje zaproszenie przepadło.

– Czekaj, ale ślub jest dopiero za dwie godziny! – Błysnąłem. – Jeszcze mogę zdążyć; dobiegnę stąd do pałacu w dziesięć minut.

– Byłoby świetnie, ale tu obowiązują surowe zasady dotyczące ubioru. Masz smoking?

– Nie… Ale… Jestem niedaleko sklepu Reandra! Czekaj na mnie za dwadzieścia minut pod pałacową bramą!

Gnom Reander jest jednym z handlarzy NPC, którego deweloperzy opracowali wyłącznie w jednym celu – żeby tworzyć arcydzieła i wykorzystywać je do wyciągania pieniędzy od graczy. Te arcydzieła mają różne formy – ktoś maluje obrazy, ktoś rzeźbi, a Reander robi ubrania. W Barlionie była niezliczona liczba krawców, zarówno wśród graczy, jak i NPC-ów – nie każdego było stać na drogie ciuchy, ale każdy chciał być piękny. Dlatego Reander nie był monopolistą na rynku ubiorów dla graczy. On był monopolistą na rynku doskonałych ubiorów dla graczy. Sukienki, smokingi, czapki, buty – Reander potrafił zrobić wszystko! I robił to tak, że sam Imperator nie wahał się zamawiać u niego swoich szat.

– W czym mogę pomóc? – zapytał mnie właściciel sklepu, poprawiając okulary na nosie. W postaci Reandra programiści zawarli wszystkie swoje wyobrażenia na temat wyglądu szanowanego mistrza krawiectwa, który jest świadomy swojej wartości, ale się z nią nie obnosi. Gnom ubrany w kraciasty garnitur własnej produkcji robił bardzo przyjemne wrażenie. – Chciałby pan zamówić garnitur?

– Wybacz, mistrzu, ale nie mam na to czasu – powiedziałem, doskonale rozumiejąc, że koszt garnituru właśnie wzrósł dwu- lub nawet trzykrotnie. – Potrzebuję smokingu na przyjęcie u Imperatora, i to na teraz.

– Przykro mi! – Gnom pokręcił głową, gdy Symulator wymyślał plan rozmowy. – Wszystkie garnitury są robione na zamówienie i…

– Szanowny Reandrze… – kontynuowałem pogrążanie się w dołku ogromnych wydatków. To, co zamierzałem zrobić, było szaleństwem, zwykłym marnotrawieniem pieniędzy, ale nie mogłem stracić szacunku mojego nauczyciela Jubilerstwa. Może kierowało mną przeczucie, ale w tym momencie byłem psychicznie przygotowany na spore wydatki. – Proszę o wybaczenie, ale mam tylko dziesięć minut. Doskonale rozumiem, że garnitury robione są na specjalne zamówienie, że może nie ma pan gotowych, ale muszę spróbować. Muszę dostać się na imprezę w pałacu, żeby uratować dobre imię Jubilera, które sam naraziłem na szwank!

– Magiczne przyspieszenie zamówienia kosztuje czterdzieści tysięcy Złotych Monet – rzekł gnom po chwili namysłu. – Sam smoking to dwieście tysięcy, buty: czterdzieści, laska: dziesięć. Razem to trzysta tysięcy. Jeśli kwestią jest pilna pomoc jednemu z moich kolegów rzemieślników, zawsze jestem gotowy się dogadać!

– Przepraszam, wymienił pan towar za dwieście dziewięćdziesiąt tysięcy!

– Jak mogłem zapomnieć – uśmiechnął się Reander. – Muszka! Do smokingu musi być muszka! Kosztuje dziesięć tysięcy.

– Ile czasu zajmie przygotowanie stroju? – zapytałem, starając się nie okazywać uczuć. Trzysta tysięcy Złotych Monet za kawałek kodu oprogramowania, który mój mózg zobaczy w postaci ekskluzywnych ciuchów! Trzysta tysięcy stracone z powodu przeczucia… Jeśli się mylę i niczego na tym nie ugram, będę musiał ponownie przemyśleć mój stosunek do moich zdolności przewidywania!

– Dwie minuty. Zgadza się pan? – Zobaczyłem okienko z akceptacją przelewu z konta. Po chwili wahania nacisnąłem przycisk Tak. – W takim razie zostawię pana, proszę sobie usiąść. Wracam za chwilę…

– Machanie, nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać! – powiedziała Anastarija, gdy przywieziono mnie do pałacu. Trzeba oddać Reandrowi: nie dość, że przyspieszył realizację zamówienia, to jeszcze zagwarantował mi eskortę do pałacu. Chociaż za to jestem mu winien wdzięczność! – Nawet nie zapytam, ile właśnie wydałeś. Wiem, jakie ceny ma Reander! Idziemy?

– Chodźmy – odparłem i odprawiłem eskortę. – Nastjo, muszę się zobaczyć z Tawią.

– Z kim?

– Z panną młodą. I to jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii.

– To niemożliwe! Nie wiemy nawet, czy jest już w pałacu.

– Nastjo, to ważne! Pomóż mi, proszę!

Dziewczyna zrobiła głęboki wdech, głośno nabierając powietrza w płuca. Zamknęła oczy i zastanawiała się przez kilka chwil, po czym zapytała:

– Jak ważne?

Ukrywanie przed nią prawdy nie miało sensu, więc opowiedziałem jej o zadaniu Jubilera, stworzeniu kamieni i o porażce. Nastja obejrzała cztery Łzy z Opalu i zdumiona ich pięknem, wymamrotała coś w stylu: „dla mnie nigdy nie zrobiłeś czegoś takiego”, po czym dodała:

– Machanie, Machanie… Jak ty lubisz włazić tam, gdzie logika zakazuje! Umówmy się tak: pomogę ci, ale pod jednym warunkiem: pokażesz mi swoje właściwości, zadania, worek… I wszystko, cokolwiek zechcę! Mam dość zastanawiania się, co masz, a czego nie. Chcę wiedzieć wszystko na pewno!

– Nie ma problemu, ale od ciebie chcę tego samego. Właściwości i worek… cóż, to zbyt osobiste, żeby można je było po prostu udostępnić. Chcę wiedzieć, z kim mam do czynienia.

– Ty cwaniaku! – Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym wyciągnęła do mnie rękę. – Zgoda?

– Zgoda – odpowiedziałem, potwierdzając słowa uściskiem dłoni.

Udostępniłeś swoje właściwości graczowi Anastarija.Gracz Anastarija udostępnił ci jego właściwości.

– Co to za znaki na twojej mapie? – Prawie natychmiast usłyszałem pytanie od dziewczyny. – Jeden jest od Iszni, to pamiętam. Skąd się wzięły pozostałe dwa?

– Pomówimy o tym później. Obiecałaś mi pomóc. Ceremonia już za godzinę – przypomniałem Nastji, która była zajęta zgłębianiem moich wirtualnych wnętrzności.

– Nudziarz! Odbierasz mi taki kąsek! Wzywam Zwiastuna! Potrzebuję twojej pomocy!

– Wzywałaś mnie, a ja przybyłem. – Obok nas otworzył się portal i wyszedł z niego wysłannik Imperatora, który wygłosił standardowe upomnienie: – Jeśli twoje wezwanie jest bezzasadne, zostaniesz ukarana.

– Znam zasady, Zwiastunie! Zgodnie z prawem przyznanym mi przez Imperatora proszę o pilne spotkanie z nim! Chodzi o honor Imperium!

– Zapraszam do portalu – odpowiedział Zwiastun, nawet nie próbując dowiedzieć się więcej. Muszę koniecznie dopytać Nastję, w jaki sposób zdobywa się takie prawa; to bardzo przydatna rzecz! – Imperator jest gotowy, żeby panią przyjąć.

– Chodźmy – oznajmiła kategorycznie Anastarija, zwracając się do mnie. – Dałam ci szansę. Spróbuj jej nie zmarnować!

– To ty jesteś Jubilerem, który stworzył to obrzydlistwo? – zapytała młoda dziewczyna, patrząc z niesmakiem w moją stronę.

Imperator był niezwykle zaskoczony moją prośbą o spotkanie z Tawią, jednak gdy tylko opowiedziałem mu całą historię, zgodził się dać mi szansę na poprawienie diademu. Wyłącznie diademu, ponieważ według Imperatora Tawia była niereformowalna. Nawet dostarczenie jej do pałacu musiało odbyć się pod eskortą Zwiastunów, ponieważ dziewczyna stanowczo odmawiała wyjścia za mąż. Jak usłużnie poinformował mnie Zwiastun, który zabrał mnie do niej, diadem leży w prawym rogu pokoju, pod stosem ubrań. Dziewczyna stwierdziła, że wolałaby rzucić się w otchłań, niż założyć na ceremonię to paskudztwo, które przyniosła jej matka.

– Ma pani prawo uważać niedokończoną rzecz za brzydką, Księżniczko. – Pochyliwszy głowę, pozdrowiłem dziewczynę. – Jeśli jednak pani pozwoli, mogę udowodnić, że…

– Udowodnić? – przerwała mi dziewczyna. – Udowodnić, że po prostu koniecznie muszę zostać niewolnikiem? Że moja mama zmówiła się z Imperatorem i razem zdecydowali poświęcić moje życie?

– Niewolnictwo? – Byłem zaskoczony i najwyraźniej zdziwienie na mojej twarzy malowało się tak wyraźnie, że dziewczyna raczyła odpowiedzieć.

– Tak. Niewolnictwo! Dysponują mną jak rzeczą! Nikt nigdy nie zapytał mnie, czy chcę teraz wyjść za mąż, czy tego potrzebuję… Ani razu nie pokazano mi podobizny Trediola; zgodnie z prawem Kartosa małżeństwa aranżowane są tak, aby młodzi nie widzieli się przed ceremonią! A jeśli to stary i pomarszczony dziwak, z którym będę musiała żyć przez resztę moich dni? Czy to nie jest niewolnictwo? Nie takiego ślubu chciałam, marząc o księciu na białym koniu, ale skoro wszyscy zdecydowali za mnie… Ślubu nie będzie! Wymyśliłam wymówkę z diademem, mając nadzieję, że opóźnię ceremonię, a potem coś jeszcze wykombinuję, ale nie udało mi się! Zwiastuni obserwowali każdy mój krok, nie pozwalając mi uciec! Nienawidzę tego! Jak ja wszystkich nienawidzę!

– Proszę mi wybaczyć, lecz… – zacząłem, ale natychmiast zamilkłem.

Co można powiedzieć w sytuacji, w której znalazła się Tawia? Wesprzeć? Teraz tego potrzebuje jak pies piątej nogi. Współczuć jej? Wyjaśnić, że dla dobra Imperium powinna zapomnieć o własnych uczuciach? Jasne… Najlepiej zacząć tymi słowami: „Jesteś programem. Powiedziano ci, żeby wyjść za mąż – to dlaczego łamiesz algorytmy? Lepiej uważaj, bo mogą cię usunąć!”.

– Idź już! – oznajmiła dziewczyna. – Ceremonia rozpocznie się lada chwila, a jeśli jestem skazana na niewolnictwo, to ostatnie minuty wolności chciałabym spędzić w samotności.

To tyle, jeśli chodzi o społeczny aspekt gry…

– Tawio, ja…

Nie chciałem wychodzić mimo bezpośredniej prośby Księżniczki o opuszczenie pokoju. Nawet nie w tym rzecz – ja nie powinienem wychodzić! Deweloperzy wymyślili scenariusz ponownego zjednoczenia Imperiów poprzez moralną ofiarę dwojga młodych ludzi. A dokładniej dwóch młodych programów, których nie będzie szkoda. Później, naturalnie, Tawia zrozumie, jaką jest fuksiarą, i będzie szczęśliwa i zadowolona. Jej historię będą pokazywać we wszystkich kanałach, żeby ożywić w graczach dawno zapomnianą chęć samodoskonalenia się i rozwoju. Wszystko to jednak nadejdzie później, teraz dziewczyna musi poświęcić swoją przyszłość.

Chwilunia!

– Księżniczko, nie mogę uratować pani przed przeznaczeniem: za godzinę przyjedzie tu Zwiastun i zabierze panią na ceremonię. Zostanie pani żoną Trediola i tego nie można zmienić. Ale w mojej mocy… – Zawahałem się, sam nie do końca wiedziałem, co chcę zrobić, ale zebrałem się w sobie i pewnie kontynuowałem: – W mojej mocy jest pomóc wam się spotkać! Zwyczaje Kartosa mnie nie dotyczą…

– Spotkać się? – Dziewczyna ożywiła się i już zapomniała, że przed chwilą chciała zostać sama. – Ale jak? Nie wypuszczają mnie z tego pokoju, a ja nawet nie wiem, gdzie go trzymają… Machanie… To, co proponujesz, jest wspaniałe, ale niemożliwe… Przyznaję, chciałam… Cóż, nie mam po co tego ukrywać: mam sztylet, chciałam się zabić przed ceremonią, bo tylko tutaj mam taką możliwość… Nie zdołam żyć z człowiekiem, którego widok będzie przyprawiać mnie o mdłości, i jeśli nie zobaczę go przed ceremonią, to nie dowiem się, czy mogę się do niego przyzwyczaić. Dla mnie to ważne… – Łzy popłynęły po policzkach dziewczyny. Wyszeptała jeszcze: – …ale niemożliwe…

– Z jednej strony tak, to niemożliwe – zgodziłem się, uśmiechając się do dziewczyny. – Ale nikt tu nie obiecywał czegoś zwyczajnego. Czas na bajki! Żeby się znaleźć w jednej z nich, trzeba będzie mi zaufać…

– Co mam zrobić? – Zawahawszy się dosłownie przez chwilę, dziewczyna spytała stanowczo.

– Proszę zamknąć oczy i podać mi rękę. Ja zrobię resztę…

„Astral”… Jak to słowo gra w sercu Szamana… Pewnie nie brzmi tak pięknie ani nie jest tak gładkie jak u Puszkina w Onieginie, ale teraz tylko ono mogło pozwolić mi zrealizować mój plan. Nawet jeśli państwo młodzi są przetrzymywani w swoich pokojach, to nikt nie odważy się zabronić ich Duchom spotkać się w Astralu. Mam nadzieję, że Trediol wyjdzie nam naprzeciw i podejmie wyzwanie…

– Witaj, bracie! – przywitały mnie Najwyższe Duchy Świata Górnego i Dolnego z ciemnością nad głowami i światłem pod stopami. W przeciwieństwie do swoich inkarnacji w „naszym” świecie w swoim domu Duchy były w stanie mówić zwykłym głosem, nikogo nie przerażając ani nie przytłaczając. – Jako Szaman Najwyższy masz prawo wchodzić do Astralu! Wznosić się na szczyty Szamanizmu, zgłębiać przyzywanie Duchów, chłonąć nasze wskazówki; po to jest Astral! ALE NIKT NIE ŚMIE PRZYPROWADZAĆ TU GOŚCI! A TYM BARDZIEJ GOŚCI, KTÓRZY NIE SĄ SZAMANAMI!

– Skłaniam głowę przed wielkością moich Mistrzów – powiedziałem z szacunkiem, pochylając głowę. – Za swoją zuchwałość jestem gotów ponieść każdą karę, ale proszę, abyście wysłuchali powodu, dla którego podjąłem taki krok. Chodzi o to, że dzisiaj odbędzie się ślub tej dziewczyny… – Wskazałem na Tawię, która chowała się za moimi plecami jak nieśmiała myszka. – I…

Wskazałem i zamarłem. Gracz wchodzi do Astralu w takiej formie, w jakiej funkcjonuje w zwykłym świecie. W każdym razie tak było ze mną i Wiercipiętką. Do tej pory nie miałem okazji sprawdzić, co dzieje się z NPC-ami. Teraz już wiem…

Obok mnie stał słup absolutnie białego ognia. Tak czystego, szczerego, promiennego, że od razu było jasne – Duch tej osoby jest wyjątkowy. Jest czysty! Mimowolnie zrobiłem krok w jego kierunku i dotknąłem tego niesamowitego ognia – delikatne, prawie nieuchwytne ciepło otoczyło moją dłoń. Odczucia podpowiadały mi, że dziewczyna właśnie chwyciła mnie za rękę, szukając wsparcia i wierząc, że w ten sposób uda nam się wrócić, ale z zewnątrz musiało to wyglądać, jakby moja dłoń tonęła w białym mirażu.

– Potrzebuję waszej pomocy, Najwyższe! – Właśnie w tej chwili pojąłem, co trzeba zrobić! Kiedy Duchy obu Światów słuchały mnie, nie wyrzucając nas z Astralu, opowiedziałem im wszystko od samego początku. Począwszy od stworzenia diademu, skończywszy na chęci przedstawienia sobie przyszłych nowożeńców. Ponieważ nie jest sprawiedliwe, aby wiązać swoje życie z kimś, kogo nigdy nie widziało się na oczy. Przecież chodzi tu o życie dwóch osób. Nawet jeśli to wszystko dla dobra obu Imperiów! To nie jest szamańskie, nie jest szamańskie!

– TWOJE SŁOWA ZOSTAŁY USŁYSZANE, NAJWYŻSZY SZAMANIE! A TERAZ ZACZEKAJ NA NASZĄ DECYZJĘ!

– Machanie, może w ogóle nie powinieneś był tego zaczynać? – zapytała cicho Tawia, wciąż trzymając mnie za rękę.

Szczerze mówiąc, miałem ochotę poprzytulać się z dziewczyną i poczuć jej przyjemne ciepło nie tylko ręką, ale całym ciałem. Powstrzymałem się jednak – teraz nie czas na to. Kiedy będę w Domu Schadzek, pozwolę Symulatorowi pokopać trochę w moich doznaniach i odtworzyć tę chwilę. Mówią, że tam to jest możliwe!

– Księżniczko, nie zdołam sobie wybaczyć, że nie spróbowałem pani jakoś pomóc! – odparłem z odrobiną patosu, a dwie jednostki Atrakcyjności, na które liczyłem, wpadły na moje konto.

Jeszcze trochę i będzie trzydzieści pięć! A to już znacząca liczba – ponad jedna trzecia skali!

– PODJĘLIŚMY DECYZJĘ! – Duchy wróciły. – POŚWIĘCENIE SWOJEGO ŻYCIA DLA DOBRA KRAJU JEST ZAISTE DZIAŁANIEM PATRIOTÓW! NIE BĘDZIEMY SIĘ SPRZECIWIAĆ TEMU MAŁŻEŃSTWU! JEDNAK TY PRZYWIODŁEŚ PANNĘ MŁODĄ DO ASTRALU NA SPOTKANIE Z JEJ PRZYSZŁYM MĘŻEM! NIE MAMY POWODU, ABY W TYM PRZESZKADZAĆ! Tawio! – Zwracając się do dziewczyny, Duchy nagle przeszły na normalną komunikację. – Będziesz miała tylko minutę, aby poznać Ducha Trediola. Wezwiemy go!

Światło Tawii rozbłysło jeszcze jaśniej, manifestując emocje jego właścicielki – cała minuta na to, żeby…

– MACHANIE! – Najwyraźniej Duchy nie bardzo mnie lubiły, ponieważ znowu zaczęły dudnić. – NARUSZYŁEŚ ZASADY ASTRALU I ZOSTANIESZ UKARANY! KARĘ USTALIMY PÓŹNIEJ, TERAZ PRZYWITAJ SIĘ Z GOŚCIEM!

Wiedziałem, że i tak zrobią ze mnie kozła ofiarnego! Nie pomogę – źle, pomagam – jeszcze gorzej! Jak mam grać w tę grę w takich warunkach?

Dosłownie kilka kroków od nas pojawił się kolejny NPC. Jeśli dobrze rozumiem, Trediol – niekwestionowany syn Kartosa, ponieważ jego Duch był kruczoczarny.

– Co to ma być? Kolejna próba mojego ojca, żeby przekonać mnie do małżeństwa? – rozległ się miły męski głos. – Chce mnie nastraszyć Astralem i… – Prawdopodobnie w tym momencie zobaczył mnie z Tawią.

Nie mogę znaleźć słów, żeby opisać to, co stało się później. Po włączeniu kamery – bo gdybym tego nie nagrał, klan by mnie zabił – byłem świadkiem, jak dwa słupy ognia stanęły naprzeciw siebie, a potem połączyły się, tworząc całość. W powstałym ognistym wichrze zmieszała się cała paleta kolorów, chwilę później nastąpiła eksplozja i w Astralu zostałem sam. Tawia i Trediol zniknęli.

– DWIE POŁÓWKI SIĘ ZJEDNOCZYŁY! – uroczyście wygłosiły Duchy. – SZAMANIE NAJWYŻSZY, MACHANIE! OTO TWOJA KARA! MUSISZ ZABRAĆ Z ASTRALU NOWO NARODZONY KAMIEŃ! ZABRANIA CI SIĘ GO SPRZEDAWAĆ, ZMIENIAĆ, ODDAWAĆ, WYRZUCAĆ. YIN-YANG BĘDZIE Z TOBĄ DO KOŃCA TWOICH DNI LUB DO CZASU, KIEDY ZROZUMIESZ, CO Z NIM ZROBIĆ! POWIEDZIELIŚMY JUŻ WSZYSTKO!

Yin-Yang?

Uważnie przyjrzałem się miejscu, w którym nastąpiła eksplozja światła, i zobaczyłem leżący na ziemi mały dwukolorowy kamień. Wstrzymałem oddech – to Yin-Yang… Kamień, który w rzeczywistości nie ma odpowiedników, z którego, jak usłużnie poinformował mnie przewodnik, zrobione było berło Imperatora, część korony Władcy, jakiś trudny do wymówienia przedmiot należący do Najwyższej Żerczyni Eluny, a także ołtarz główny naszej bogini. Miejsce jego produkcji było nieznane, metoda obróbki również. To, kto może go używać, też pozostawało niewiadomą. Zasadniczo o kamieniu – poza nazwą i miejscami, w których go użyto – nic nie było wiadomo. Może poza tym, że był niesamowicie piękny. Nie wiem, w jaki sposób deweloperzy osiągnęli taki efekt, ani, co ważniejsze, dlaczego w ogóle go potrzebowali, ale musiałem im to oddać – tym kamieniem zachwycali się wszyscy.

W zasadzie nie było w nim nic nadzwyczajnego – zwykły kamień, którego dwa kolory nieustannie się poruszały jak kłęby mgły w butelce, które ze sobą się nie mieszały. Widok białego paska zmieniającego się w plamę, następnie w kleks, a potem jeszcze w coś innego, był tak hipnotyzujący, że z trudem oderwałem wzrok od kamienia dopiero po kilku minutach. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że gracze mogą zdobyć Yin-Yang. Zaskakujące, że w Barlionie – grze, która wyciągała jak najwięcej pieniędzy od jej użytkowników – było coś, czego nie dało się kupić. Sytuacja z kamieniem Yin-Yang była właśnie taka. On nie był na sprzedaż!

– Machanie, dziękuję! – rozległ się radosny okrzyk i Tawia rzuciła mi się na szyję. Tym razem dostałem przytulaska! Szkoda, że nie w Astralu; gdy tylko podniosłem kamień, Duchy natychmiast mnie wyrzuciły jak kota, który właśnie nabroił. Poczciwe Duchy! – Teraz jestem absolutnie pewna, że Trediol jest mi pisany! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! – Dziewczyna odsunęła się i pocałowała mnie w policzek. – Zapamiętaj! Jeśli będziesz czegoś potrzebować i będzie to w mojej mocy, koniecznie zwróć się do mnie! Nigdy nie zapominam o moich przyjaciołach!

Zdobyłeś osiągnięcie „Ktoś mnie polubił”: zdobyłeś 100 punktów do Atrakcyjności u NPC-a. Wszystkie operacje handlowe z Tawią będą o połowę tańsze.

Sto do Atrakcyjności! Kto by pomyślał! Gdybym był pewien, że Tawia i Trediol nie są jednością, to już teraz mógłbym zacząć całować dziewczynę i oczekiwać, że odwzajemni moje pocałunki. Okazuje się jednak, że teraz Księżniczka kocha mnie jak… nawet nie wiem… jak brata. Chwila! O czym ja myślę! Za chwilę odbędzie się ślub, a trzeba jeszcze załatwić kwestię wyglądu panny młodej!

– Tylko z diademem wyszło nie najlepiej – powiedziała Tawia, jakby czytając w moich myślach, i uwolniła mnie ze swoich objęć. – Naprawdę nie mogę się doczekać rozpoczęcia ceremonii, ale nie chcę zakładać tego chłamu, który stworzył twój nauczyciel… Ale zaraz! Mówiłeś, że przyszedłeś coś naprawić!

– Mam tylko takie kamienie – powiedziałem zmieszany, wyciągając cztery fasetowane Opale. – Jest mało prawdopodobne, że będą się dobrze prezentować w diademie, biorąc pod uwagę obecne okoliczności…

– Nie uda ci się stworzyć nowych?

– Zrobienie tych zajęło mi dwadzieścia dwie godziny… Jeśli mamy tylko trzydzieści minut, to obawiam się, że… Teraz to zdecydowanie niemożliwe…

– Zaledwie kilka minut temu ktoś mówił mi, że nie ma rzeczy niemożliwych! A ja mu uwierzyłam! Wstaw w diadem swoje łzy. I tak wyglądają o wiele ładniej niż te okropne serca! Uznamy je za łzy radości!

Wyciągnąłem diadem ze stosu ubrań, włączyłem tryb konstruowania i odtworzyłem cztery kamienie „Krwawa Łza Tawii”. Dodałem rzut diademu, mając nadzieję, że nie będę mieć problemów z czasem, wstawiłem moje wirtualne kamienie do oprawy i otworzyłem oczy. Zobaczmy, co z tego wyszło…

Otrzymałeś zadanie: „Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej z kamienną wolą”. Zadanie „Diadem Wysadzany Opalami dla panny młodej z kamienną wolą” zostało wykonane.Poprawiony przedmiot: Krwawą Łzę Tawii przemieniłeś w Łzę Radości Tawii. Opis: Nawet kolor krwi, przemocy i agresji może przekazywać radość i szczęście. Trzeba tylko naprawdę tego chcieć! Wymagany do wykonania zadania.

Jeśli ktoś mi wyjaśni, dlaczego to zadanie zmieniło nazwę, dostanie ode mnie prezent. Logika stojąca za tą nagłą zmianą całkowicie mi umykała.

ROZDZIAŁ 2

SZAMAŃSKIE TAŃCE Z TAMBURYNEM

 – Księżniczka Kaltanoru! – rozniósł się głos sługi, po czym do sali majestatycznie weszła Tawia.

Nigdy bym nie pomyślał, że człowiek potrafi tak chodzić, ale z boku wydawało się, że dziewczyna płynie – ani jedna fałdka jej długiej sukni, w pełni skrywającej nogi, nie wskazywała na to, że Tawia stawia kroki. Wydawało się, jakby została podniesiona na kilka centymetrów ponad podłogę i za sprawą magii pociągnięta do ołtarza, ale byłem przekonany, że żadnej magii tu nie było. Trening i doświadczenie!

Trediol – przystojny młody człowiek z wojskową postawą – stał przy ołtarzu i z nieukrywanym zachwytem patrzył na zbliżającą się niewiastę. Wystarczyło mi kilka chwil, żeby zrozumieć, że tych dwoje zaskakująco do siebie pasuje. Młodzi, piękni, niezależni… Staną się wspaniałymi władcami którejś Prowincji.

Zgodnie z protokołem Tawia zatrzymywała się co drugi krok, otrzymując błogosławieństwo od kolejnych gości ceremonii, i (na moje niewprawne oko) sprawdzała cierpliwość swojego przyszłego narzeczonego. Oczekiwane spotkanie z marzeniem całego twojego życia czasem bywa bardzo męczące. Nie wiem, jakie tradycje były związane z tym błogosławieństwem, ale Trediol postanowił je naruszyć – wbrew ostrzegawczemu głosowi mistrza ceremonii ruszył na spotkanie z Tawią. Dziewczyna zatrzymała się na krótką chwilę i odrzuciwszy na bok welon, trzymany przez dwóch paziów, pobiegła w kierunku Trediola…

Ledwie dwoje młodych ludzi objęło się, zajaśnieli mocniej niż słońce i w samym centrum sali nastąpił wybuch, który przewrócił niemal wszystkich gości na podłogę i rozrzucił wszystkie ozdoby. Ale co najbardziej interesujące – Tawia i Trediol zniknęli!

– Szanowni goście, nie denerwujcie się! – rozległ się spokojny głos Imperatora, który właśnie podnosił się z podłogi. Kto by pomyślał, że fala uderzeniowa dosięgnie także jego! – Młodym nic nie jest! Znajdują się na Wyspie Nowożeńców!

W sali rozległ się pomruk zszokowanych postaci, a stojący obok mnie NPC, sądząc po właściwościach – Gubernator jednej z Prowincji – wyszeptał:

– Od ponad stu lat nikt nie dostąpił takiego zaszczytu! Czyżby tym dwojgu udało się stworzyć Yin-Yang?

 – Machanie… – Odwróciłem się i zobaczyłem podekscytowaną twarz Anastariji. Dawno nie widziałem tej dziewczyny tak poruszonej! – Powiedz, proszę, że ty wiesz, co się dzieje!

– Co znaczy: „że wiem”? Sama umówiłaś mnie na spotkanie, żebym wszystkiego się dowiedział. Odbierz film. Wydaje mi się, że wszystko zrozumiesz bez zbędnych wyjaśnień…

– Yin-Yang – nabożnie powiedziała dziewczyna, wyciągając kamień z mojej torby. Cholera! Nieco przesadziłem z dostępem… – Wiesz, do czego on jest potrzebny?

– Nie mam pojęcia – odparłem szczerze. – Według mnie to po prostu ładny kamień.

– To nie jest zwyczajny kamień. Mam na jego temat tylko kilka komentarzy, ale ich sens sprowadza się do jednego: nikt nie wie, do czego ten kamień służy… To niemożliwe… Machanie, dlaczego ty zawsze znajdujesz się w takich sytuacjach? Skąd ci się to bierze?

Z całą pewnością było to pytanie retoryczne, ponieważ Anastarija wzięła mnie pod rękę i poprowadziła z powrotem na ceremonię. Chociaż młodzi już nas opuścili, to goście zostali i nadszedł czas na zabawę.

– Machanie, czy ta dziewczyna nie wydaje ci się znajoma? – zapytała mnie po kilku minutach Anastarija.

Spojrzałem w kierunku, który wskazywała, i omal nie upuściłem na podłogę kieliszka. Mirida Przewidująca, poziom sto trzydziesty trzeci! Przyczyna moich ośmiu lat w Barlionie!

– Tak, razem w Kołotowce zabiliśmy Sklika – odpowiedziałem, starając się zachować obojętność.

Z jednej strony Marina – jak miała na imię w realnym świecie – kilka razy mi pomogła, nawet znalazła mnie w Kołotowce. Z drugiej – nieszczególnie miałem ochotę ją oglądać. A tym bardziej z nią rozmawiać. Było, minęło i wracanie do tego, próba zrozumienia przyczyny i znalezienia winnego nie mają sensu. Mnie i tak nie wypuszczą, dopóki dziewczyna nie zgłosi się na policję z wyjaśnieniami.

– Widzę, że w Kołotowce zdążyliście się nagadać na całą resztę życia, szczególnie biorąc pod uwagę jej ostatnie słowa, że to ona jest Mariną, i twoją reakcję na to imię – rzekła Anastarija nieco ironicznie, nie spuszczając przy tym ze mnie wzroku.

Co to ma być – jeszcze moje emocje zamierza kontrolować?

– Władzą, którą dała mi Eluna… – przemówiła w tym samym momencie Elżbieta, a ja udałem, że jestem w pełni skupiony na ceremonii. Tylko wyciągnąłem wniosek dla siebie: będę unikać wszelkiego kontaktu z Miridą. Nie ma powrotu do przeszłości i nie należy w niej grzebać. – …ogłaszam nieobecnych tutaj Tawię i Trediola mężem i żoną! Niech niebiosa będą im przychylne!

Czego nie można odmówić Anastariji, to spostrzegawczości. Przez resztę ceremonii nie powiedziała na temat Miridy ani słowa. Ale coś mi podpowiadało, że wcześniej czy później wróci do tej kwestii. Musiałem być na to przygotowany…

– Opowiadaj, co wczoraj wieczorem ustaliliście? – zapytałem Nastję, kiedy ceremonia dobiegła końca.

– Spotkaliśmy się, posiedzieliśmy, poczekaliśmy na ciebie i się rozeszliśmy. To tak w skrócie.

– To się naopowiadałaś! Poproszę nieco dokładniej.

– Mogę dokładniej. Już wcześniej wiedzieliśmy, że nie będzie cię na spotkaniu; wszystkie fora dudniły o tym, że przywódca Legend Barliony siedzi nieruchomo w Sklepie Jubilerskim. Barsi i Eryk próbowali przywrócić ci świadomość, ale nic nie działało. Wówczas spotkaliśmy się bez ciebie. Niewiele ustaliliśmy. Barsine zacznie szukać ludzi do rajdów. Z nas wszystkich tylko ona kiedykolwiek wyszukiwała ludzi, poza tym ma już stronę, na którą nie trzeba będzie tracić czasu i pieniędzy. Ja zajmę się znalezieniem rzemieślników i wydobywców; postaram się znaleźć dla klanu dobrych i niedrogich graczy. Do mnie na pewno dołączą.

– Do ciebie? – zdziwiłem się.

– Tak, teraz do mnie. Dla wielu ty jesteś nieprzewidywalny: możesz zniknąć tak szybko, jak się pojawiłeś. Ja jestem w Barlionie od dawna i na długo, gracze to doceniają. Leyte zgłosił się do pomocy w kwestiach finansowych i w temacie wszelkich rozliczeń; zajmował się tym na wolności. Plinto zadba o treningi, Ciapa będzie kontynuował treningi ze mną, Eryk z Plinto. Szczerze mówiąc, to tyle. Mam jeszcze jedną propozycję: zalecam zdjęcie mnie z funkcji zastępcy przywódcy klanu.

– Zdjęcie? – zdziwiłem się ponownie.

Ta rozmowa przerodziła się w serię niespodzianek.

– Żeby być prawdziwym zastępcą, muszę pracować, a na to nie mam ani czasu, ani, wybacz, ochoty. Nasyciłam się tym po samo gardło jeszcze w Feniksie. Jestem gotowa do pomocy, do konsultowania, wymyślania, rozwiązywania zagadek, ale pełnić funkcji wice nie dam rady. Do tego potrzebny jest człowiek, który jest gotowy poświęcić praktycznie osiemdziesiąt procent swojego czasu w grze. W tym momencie nie wiem, komu można by powierzyć tę funkcję: albo Ciapie, albo Barsi, albo w ogóle komuś z zewnątrz. Pozostali zupełnie nie nadają się do tej roli.

– Bardzo wesoło – wymamrotałem, trawiąc te wieści.

Anastarija chce zrezygnować z funkcji kierowniczej! Kto by się tego spodziewał?

– Aha, koń by się uśmiał! Dzisiaj o dziewiątej powtórzymy zebranie, łap zaproszenie. Wtedy omówimy moje odejście. Tak! Jeśli nie jestem ci pilnie potrzebna, to pozałatwiam swoje sprawy!

– Pędź, ja też mam się czym zająć! – odpowiedziałem, przyjmując zaproszenie na spotkanie w „Złotej Podkowie”.

– Bylebyś tylko znowu nie zajął się tworzeniem czegoś, artysto! – Nastja uśmiechnęła się i dała mi pstryczka w nos, po czym poszła w stronę domu aukcyjnego.

Dobrze, niech idzie – o pstryczku przypomnę jej później. A teraz do Banku!

Grzebiąc w ustawieniach zaktualizowanego Symulatora Pocztowego, ze smutkiem wspominałem swoją przeszłość programistyczną. Zaznaczyłem zaproponowane przez system standardowe szablony, po czym zacząłem wgryzać się w głąb logiki rozpoznawania listów. Tak… Nie zmieniałem ustawień skrzynki odbiorczej: e-maile od znajomych i tych, którzy znajdują się w promieniu stu metrów ode mnie, przychodzą natychmiast, listy od pozostałych – raz na dwie godziny. Bezcelowe jest ciągłe atakowanie mnie wiadomościami. Kolejna sprawa…

Cześć, nazywam się bla-bla-bla, umiem bla-bla-bla, chcę wstąpić do klanu na warunkach…

Listy dotyczące naboru do klanu przekierowałem do Barsine. Jeśli wczoraj wybrano ją szefową od zatrudniania, niech od razu zobaczy, z czym będzie się musiała mierzyć. Zastosować filtr…

Dziwne, według moich szacunków z dwóch milionów wiadomości, które nazbierały się w ostatnim czasie, jakaś połowa powinna była zniknąć, jednak moje marzenia maleńkim żaglowcem rozbiły się o rafę realności. Minus dwanaście tysięcy… Nawet nie czułem zbytnich emocji, kiedy zorientowałem się, że na pozostałe będę musiał odpowiedzieć samodzielnie… Jak mało osób chce wstąpić do mojego klanu!

Nie rozumiem, czy ty mnie ignorujesz? Znajdę cię w realu, mam już twój adres… Oczekuj nas jutro, gnoju! Nauczę cię, jak należy szanować porządnych chłopaków!

Takich typów prosto na czarną listę bez prawa do przywrócenia. I co jeszcze – już mają mój adres! Oj, ależ się boję! Zastosować filtr…

Minus trzydzieści procent. Do diabła! Miałem nadzieje, że znikną praktycznie wszystkie wiadomości… Czego dotyczą pozostałe?

Cześć! Widziałem twój filmik z Mrocznego Lasu! Super wszystkich roznieśliście! Naprawdę mega, giganci! Przy okazji – macie odjazdowe projekcje!

Kiedy ustawiłem automatyczną odpowiedź na takie wiadomości, a także usunąłem reklamy i spam, liczba nieprzeczytanych wiadomości zmniejszyła się do przystępnych trzech tysięcy. Dalej musiałem skorzystać z usług Symulatora, ponieważ kolejne e-maile były czymś w rodzaju:

Cześć! Twój klan świetnie sobie radzi, tak trzymać! Pożycz trzydzieści tysięcy Złotych – oddam za tydzień…

W pozostałej masie znaleźli się wielbiciele darmoszki, Anastariji i zwyczajnie niezbyt mądrzy ludzie, których tekstów nawet Symulator nie umiał rozpoznać. Na przykład: Świniałeczki ulepufnęły się trywtanić o kolano!

Co ten człowiek chciał wyrazić tak miażdżącym komunikatem, pojęcia nie mam. Takie e-maile musiałem sam usuwać, a autorów dodawać do czarnej listy. Efektem praktycznie dwugodzinnej pracy były trzydzieści trzy nieprzeczytane wiadomości, które nie kwalifikowały się do żadnej z kategorii. Zastosowałem jeszcze kilka ustawień, które posortowały listy według tego, czy znam nadawcę czy też nie, i zakończyłem pracę nad pocztą. Z pozostałych trzydziestu trzech wiadomości trzydzieści jeden było doskonale ukrytą reklamą i tylko dwie mnie zainteresowały. Z dwóch milionów! Mocne!

Cześć, Machanie!Nie wiem, skąd dowiedziałeś się o zwoju. O tym, że go mam, wiedział tylko pośrednik, od którego dostałem zamówienie. Zresztą nieważne. Potrzebujesz go, dlatego trzymaj. Musisz tylko wiedzieć, że zwój ukradłem z Pałacu Imperatora, więc jakoś szczególnie się nim nie chwal przed NPC-ami. Mogą pojawić się niepotrzebne problemy. Teraz jesteśmy kwita. Powodzenia! Reptil.

Otrzymałeś zwój:„Szachy Karmadonta. Legendy i mity”.Chcesz przeczytać?

Niniejszy zwój stanowi własność Imperatora Malabaru.

Tekst, który jest dostępny dla wszystkich:

Szachy Karmadonta – unikalny artefakt, przeznaczony do uzyskania dostępu do grobowca Stwórcy Barliony. Dwudziestu śmiałków, zdolnych do pokonania wszystkich trudności i udręk związanych z poszukiwaniem grobowca, otrzyma niewyobrażalne przedmioty napełnione siłą Stwórcy. Bohaterowie będą mogli dostąpić nieziemskiej łaski i staną się najpotężniejszymi bojownikami świata. W całej historii Malabaru nie było i nie będzie równych ich potędze.

Artefakt stanowi łamigłówkę, stopniowo odkrywającą sekretne współrzędne grobowca. Wejście do grobowca można znaleźć bez Szachów, ale wejście może otworzyć jedynie właściciel sześciu i więcej typów figur.

Tekst, który jest dostępny tylko dla graczy:

Autor zestawu szachów powinien należeć do klanu. Samotnikom (gracze bez klanu) pozwala się na stworzenie nie więcej niż dwóch figur poziomu podstawowego. Gdy tylko zestaw będzie w pełni gotowy, zadanie dotyczące poszukiwania grobowca Stwórcy otrzymają następujący gracze:

• autor zestawu szachów

• przywódca klanu, w którym powstała ostatnia figura zestawu szachów. Przywódca powinien piastować swoją funkcję przynajmniej przez dwa miesiące w dowolnym okresie istnienia klanu. Wyjaśnienie: klan został utworzony w styczniu i GRACZ_1 kierował nim do marca włącznie. Następnie GRACZ_1 opuścił klan, przekazując pałeczkę GRACZOWI_2. W maju do klanu dołączył autor zestawu, który ostatnią figurę stworzył w sierpniu. Zadanie otrzymają następujący gracze: autor zestawu, GRACZ_1, GRACZ_2.

• zastępca przywódcy klanu, w którym powstała ostatnia figura zestawu szachów. Zastępca przywódcy klanu powinien piastować swoją funkcję przynajmniej przez dwa miesiące w dowolnym okresie istnienia klanu. Wyjaśnienie: zobacz komentarz do Przywódcy klanu.

Gracz, który otrzyma zadanie, ma prawo przyprowadzić do grobowca dwudziestu ludzi, włączając siebie. Nie ma możliwości przekazania zadania innym graczom.

Tekst, który jest dostępny tylko dla autora zestawu:

Czas na stworzenie pełnego zestawu szachów jest ograniczony i nie może być dłuższy niż półtora roku. Jeśli w tym czasie zestaw nie powstanie – znika, o czym zostaną poinformowani wszyscy mieszkańcy Malabaru w specjalnym komunikacie. Liczba prób stworzenia kompletu: 3 (aktualny twórca – Machan).

Figury szachowe można wykonać tylko z materiałów wydobytych samodzielnie lub otrzymanych w rezultacie wykonania zadania.

Jeśli właścicielem zwoju jest autor zestawu, prawdopodobieństwo stworzenia figur wzrasta o 25%.

Życzymy przyjemnej gry!

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 3

ZAGADKA ZAMKU

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 4

PRZYGOTOWANIA DO RAJDU

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 5

PIERWSZE PODZIEMIE SMOKÓW

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 6

RYTUAŁ KRWI

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 7

NARLAK

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 8

SPOTKANIE Z ALTAMEDĄ

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 9

PRZYGOTOWANIE DO MANEWRÓW KLANOWYCH

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 10

SZTURM ZAMKU

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 11

TAJEMNICA TRÓJLISTNIKÓW

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 12

LABIRYNT PRAGNIEŃ

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 13

NIESPODZIEWANE SPOTKANIE

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ 14

URUSAJ ALBO TAJEMNICA ALTAMEDY

Rozdział dostępny w wersji pełnej.

O Autorze

Wasilij Michajłowicz Machanienko urodził się 20 kwietnia 1981 roku w Siewierodwińsku w Rosji. W 2004 roku ukończył studia na wydziale fizyki i matematyki Biełgorodzkiego Narodowego Uniwersytetu Badawczego. Następnie przeniósł się do Moskwy, gdzie pracował w branży IT.

Obecnie koncentruje się na twórczości literackiej, a w szczególności na LitRPG – nowym, dynamicznie rozwijającym się podgatunku fantasy i science fiction. Jest też zapalonym graczem i wielkim fanem World of Warcraft – gra oczywiście Szamanem, podobnie jak główny bohater jego powieści.

Swoją pierwszą książkę – o perypetiach Szamana i jego towarzyszy, którzy utknęli w surowym, nieznającym litości wirtualnym świecie Barliony – opublikował w 2012 roku na stronie Samizdat. Droga Szamana dała początek całej serii, która liczy obecnie siedem tytułów i jest tłumaczona na angielski, niemiecki, czeski, koreański i polski.

Machanienko opublikował także dwie części cyklu Tiomnyj paładin (ang. The Dark Paladin) oraz zapoczątkował serię LitRPG o tematyce science fiction zatytułowaną Galaktiona.