Drań - Kowalska-Bojar Agnieszka - ebook + książka
BESTSELLER

72 osoby interesują się tą książką

Opis

 

Magdalena po śmierci męża zostaje sama z dwójką dzieci, całą masą problemów i ogromnymi długami. Grozi jej więzienie i odebranie córek. Niespodziewanie dowiaduje się, że ktoś bardzo bogaty szuka kobiety, która urodziłaby mu dziecko. Tym kimś jest Daniel, trzydziestoczteroletni kawaler, zaręczony ze znaną aktorką. Pragnie potomka, który mógłby odziedziczyć jego finansowe imperium. Mimo dręczących ją wątpliwości, Magda podejmuje się tego zadania, ale pozornie prosty i jednoznaczny układ szybko okazuje się czymś więcej. Piekłem, w którym reguły ustala Daniel…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 329

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (492 oceny)
293
111
49
16
23
Sortuj według:
vivlio87

Nie polecam

“Za­mro­czo­na Magda po­my­śla­ła, że tak wła­śnie mógł­by wy­glą­dać gwałt.” To był gwałt. Tak wyglada gwałt. A to dopiero był początek książki. I po tym wszystkim oni maja się w sobie zakochać? Jeszcze teraz czytam w komentarzach, ze główny bohater zgwałcił swoją siostrę w dzieciństwie… Nie dziwne, ze ciagle żyjemy w patriarchacie, jak kobiety piszą takie coś, a bohaterki ich książek później maja zakochać się w gwalcicielu. Skończyłam na 9% i dalej nie czytam. Nie polecam.
wissienka

Nie polecam

po prostu nie. zbyt kontrowersyjna, bohater zgwałcił swoją siostrę będą dzieckiem. niech to zobrazuje poziom tej powieści.....
93
Tysiulec87

Nie polecam

Pokusiłam się o przeczytanie tej książki, głównie z powodu negatywnych recenzji. Byłam ciekawa co tak poruszyło tyle osób. No cóż, dałam radę przeczytać tylko fragmenty i skłaniam się, ku ludziom, którzy oceniają negatywnie książkę. Zdecydowanie nie polecam.
82
EwelaKar

Z braku laku…

Sposób pisania przez autorkę jest rewelacyjny. Książka jest bardzo wciągająca, natomiast treść budzi niesmak. Nie jest to pozycja, do której chciałoby się wracać, bo ilość degeneratów w niej występujących jest przerażająca. I w ogóle nie przekonuje mnie przemiana głównego bohatera 😒
irlandka22

Nie polecam

Dawno już nie czytałam tak złej książki. Normalnie tragedia
75

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Barbara Milanowska/Lingventa

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Magdalena Zabrocka, Aleksandra Zok-Smoła/Lingventa

Zdjęcie na okładce: © HayDmitriy/Dreamstime.com

© by Agnieszka Kowalska-Bojar

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2022

ISBN 978-83-287-2221-7

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2022

– fragment –

Dla Ani Ignatowskiej, Ani Maj, Darii Głowackiej i Kasi Dołgań – dziękuję, dziewczyny!

Każdy święty ma przeszłość.

Każdy grzesznik ma przyszłość.

2003

Niski sufit, wszechobecna biel i cisza, zakłócana jedynie miarowym dźwiękiem aparatury.

Na szpitalnym łóżku leżała młoda dziewczyna. Włosy miała potargane, oczy przerażone, skórę w nietypowym odcieniu żółci. Obok siedziała elegancka kobieta z twarzą mokrą od łez.

– Przyjedzie? – spytała, odwracając się w kierunku mężczyzny, który właśnie się pojawił.

– Tak, nie martw się. – Podszedł do chorej i pochyliwszy się, pocałował zroszone potem czoło. – Ile mamy czasu?

– Niewiele, naprawdę niewiele. To spore poświęcenie.

– Gabrysia jest jego siostrą.

– Jest. – Kobieta ciężko westchnęła. – Ale sam rozumiesz, jak kruche to pokrewieństwo.

– Dał mi słowo. Wszystko przygotowane do zabiegu?

– Tak. Mirek osobiście będzie nadzorował całą operację. Michał… – Zawahała się. – Wiesz, że jeśli pojawią się komplikacje, mają za zadanie ratować najpierw ją? Nawet kosztem życia Daniela?

– Wiem. – Odchrząknął, chociaż w głębi duszy poczuł ulgę. Nie był przywiązany do syna. Prawie go nie znał. – Rozmawiałem z Mirkiem. Nikt poza nim nie musi nic wiedzieć.

Znów zapadła cisza. Za oknem pierwszy grom zwiastował nadejście burzy. W pokoju pociemniało, o parapet zadudniły ciężkie krople.

– Już powinien być. – Michał spojrzał na zegarek. – Pójdę po niego.

– Dobrze.

W wielkim holu czekał na niego młody chłopak. Niepokorna czupryna, koszulka bez rękawów ukazująca wyrzeźbione mięśnie, pokaźna kolekcja tatuaży oraz błękitne oczy, o odpychającym, pełnym gniewu spojrzeniu, nie wykazywały żadnego podobieństwa do samego Michała. Zresztą Daniel wdał się w matkę, co akurat nie było zaskakujące.

– Jak dobrze, że już jesteś.

– Tak, dobrze – odparł z odrobiną szyderstwa. – Ale nie ciesz się, tatusiu. Rezygnuję.

– Jak to? – Michał momentalnie do niego doskoczył. – Zwariowałeś? Wszystko już gotowe! Jesteś idealnym dawcą!

– Jestem – odparł z obojętnością Daniel. – Byłbym.

– Kurwa! Nie ma mowy! Nie wycofasz się teraz! Chcesz skazać swoją siostrę na śmierć?

– Moja siostra już umarła. Rok temu. Zaćpała się, pamiętasz?

Ileż było jadu w tych słowach! Ileż złośliwej satysfakcji w spojrzeniu błękitnych oczu!

– Daniel, proszę! – Michał od razu zrozumiał, że musi się opanować. – Gabrysia na ciebie liczy.

– A skąd mam pewność, że nie wytniecie mi całej wątroby?

– Jesteś moim synem!

– Tak, jestem. Bo potrzebujesz frajera do tej wątpliwej operacji. – Chłopak spojrzał na niego przenikliwie. – Po to mnie odnalazłeś, prawda? Wiesz, co ci powiem? Z przyjemnością popatrzę, jak twoja ukochana córeczka zdycha bez szans na ratunek! – Ostatnie słowa prawie wykrzyczał.

Po zapadniętych policzkach Michała potoczyły się łzy.

– Daniel, proszę! Nie dla mnie, dla niej! Ona nie jest niczemu winna.

– A Ola była? – spytał z goryczą chłopak. – Wiesz, ile razy ja płakałem z bezsilności? Z głodu? Pamiętasz te zdjęcia, które mi pokazywałeś? Święta w górskim kurorcie, prezenty, suto zastawiony stół. A co miałem ja?

– Daniel…

– Nie! – Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Ani razu nie obejrzał się za siebie. Wiedział, że swoją decyzją skazał niewinną dziewczynę na śmierć, ale wiedział też, że to najlepsza forma zemsty na tym dwulicowym bydlaku.

Przez osiemnaście lat tęsknił za ojcem, którego nie miał.

W końcu się z tego wyleczył.

Obecnie

– Mamusiu! Mamuuusiuuu!

Podniosła głowę znad rachunków i ruchem pełnym znużenia odgarnęła kosmyki włosów opadających na twarz.

– Kto kogo bije i dlaczego? – spytała krótko.

– Ona zabrała moją lalkę. – Tuż obok pojawiła się szczuplutka dziewczynka z rudymi kitkami.

– Ona? – Magda spojrzała na córkę podejrzliwie. To irytujące, że nadal miała problemy, by odróżnić bliźniaczki. Zwłaszcza gdy w danej chwili były ubrane w jednakowe sukienki. Całe szczęście, że dziewczynka szeroko się uśmiechnęła.

– Klara, oddaj siostrze lalkę – zarządziła surowym tonem Magdalena. Przynajmniej usiłowała sprawić, by był surowy. Nade wszystko kochała swoje dzieci i większość drobnych sprzeczek starała się załatwiać polubownie. Nie umiała się na nie złościć. Zwłaszcza teraz, pół roku po tym, gdy ich ojciec zginął w wypadku samochodowym. – Dostałaś przecież identyczną.

– Ale ja wiem, że ta jest moja. – Druga z bliźniaczek przytuliła się do pleców matki. Na szczęście dla Magdy zabrzęczał dzwonek u drzwi. Szybko wstała, prosząc córeczki, by sprzątnęły ze stołu, zanim wprowadzi gościa. Gościa, który wcale nie był mile widziany w ich domu.

– Witaj, Anno – powiedziała krótko na powitanie, wpuszczając do środka elegancką starszą panią. Tamta odpowiedziała tonem pełnym wyższości, jednocześnie rozglądając się dookoła z doskonale widoczną naganą. Nie skorzystała nawet z zaproszenia, by usiąść w fotelu. Zmierzyła tylko wzrokiem wyjątkowo grzeczne dziewczynki i w końcu odwróciła się w kierunku Magdy.

– To jest to wasze nowe mieszkanie?

– Małe, ciasne, ale własne. – Tamta uśmiechnęła się przekornie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że teściową rozjuszą te słowa, ale już dawno przestało jej zależeć na akceptacji czy jakichkolwiek innych cieplejszych uczuciach ze strony tej kobiety. Wraz ze śmiercią Marka ich stosunki przeszły z chłodnych w lodowato zimne.

– Kawalerka z łazienką wielkości schowka na miotły!

– Nie narzekamy.

– Ty nie masz prawa. A ja… Ja nie pozwolę, by moje wnuczki wychowywały się w takiej dziurze. – Mówiąc to, otworzyła torebkę i wyjęła z jej wnętrza oślepiająco białą kopertę. Rzuciła ją na blat stołu, a potem bez słowa pożegnania wyszła z mieszkania. Chyba że za pożegnanie uznać pełne złośliwej satysfakcji spojrzenie, które posłała Magdzie.

– Uff. Dobrze, że ta stara jędza sobie poszła – westchnęła jedna z bliźniaczek.

– Klaro! Zabr…

– Ale, mamusiu, sama tak ją nazwałaś.

– I źle zrobiłam.

– Jednak nie musimy mówić do niej babciu?

– Nie, nie musicie. – Magda sięgnęła po list, czując dziwny niepokój. Anna już dawno temu zapowiedziała, że zrobi wszystko, by odebrać jej prawa rodzicielskie do córek. Chyba właśnie tego dotyczyła dzisiejsza wizyta. Pełna jak najgorszych obaw rozerwała kopertę, w pośpiechu wygrzebała z niej pojedynczą kartkę papieru i zaczęła czytać. Gdy skończyła, drżały jej dłonie, serce waliło jak szalone, a w kącikach oczu pokazały się łzy. Gdyby nie dziewczynki, rozpłakałaby się niczym dziec­ko. Bo tym razem sprawa była poważna, a Anna miała spore szanse zrealizować swój cel. Na szczęście Klara i Iga nic nie zauważyły, zajęte walką o pilota, bo każda chciała obejrzeć bajkę na innym kanale. Magda otarła wierzchem dłoni mokre policzki i szybko umknęła do łazienki. Oparła dłonie o brzeg umywalki i z rozpaczą przyglądała się swemu odbiciu.

Co mogła zrobić? Za Anną stały znajomości, w końcu była emerytowaną sędzią, pieniądze, jak również odrobina racji. A co miała ona? Po śmierci Marka jej już i tak kiepska sytuacja finansowa pogorszyła się jeszcze bardziej. Kredyt, który oboje wzięli na rozpoczęcie biznesu, rozklekotany samochód, który w końcu trafił na złom, wydatki związane z pogrzebem. Długi były jak wodny wir, z nieubłaganą siłą wciągający ją do środka. Mocniej i mocniej, aż na samo dno, skąd nie będzie już ucieczki. Na dodatek ziejąca nienawiścią teściowa, czyhająca na to, by odegrać się na niej za syna. No tak, przecież według niej nie zasługiwała na Marka. Była głupią siksą, która złapała go na fałszywą ciążę. Swego czasu Anna zażądała przecież testu na ojcostwo. A teraz chce jej odebrać córki…

Oczywiście było wyjście z tej sytuacji. Znaleźć porządną pracę, kupić mieszkanie i zatrudnić adwokata. Koniecznie w tej kolejności. Tylko jakim cudem miałaby tego dokonać, gdy w tej chwili usiłowała utrzymać posadę w firmie wysyłkowej, w której co miesiąc zwalniano kilku pracowników? Kto zatrudni kogoś, kto ukończył tak nieżyciowy kierunek jak archeologia? Na dodatek jej doświadczenie obejmowało jedynie wychowywanie dzieci i dorywczą pracę w sklepie.

Magda zacisnęła z całej siły wargi. Nie, nie podda się. Istniało przecież inne rozwiązanie, nad którym zastanawiała się już od wielu tygodni. Nietypowe, być może moralnie wątpliwe, ale z pewnością opłacalne. Mogłaby spłacić długi, wynająć lepsze mieszkanie, ze spokojem poszukać innej pracy. Jednak czy podoła temu, co sobie postanowiła? Musi. Inaczej Anna odbierze jej to, co kochała najbardziej na świecie. Córki.

Dlatego wyjęła z kieszeni skrawek papieru z napisanym na nim koślawymi cyframi numerem telefonu. Patrzyła na niego długą, bardzo długą chwilę. W zasadzie to już zdecydowała. I choć wstydziła się tego, co zamierzała zrobić, choć wciąż miała wątpliwości, to postanowiła, że jutro zadzwoni. Koniecznie z samego rana, gdy dziewczynki pójdą do szkoły, a ona będzie miała akurat dzień wolny. Im szybciej, tym lepiej, bo miała wrażenie, że jeśli będzie zwlekać, to zrezygnuje. A nie mogła, bo gra toczyła się o zbyt wysoką stawkę.

Stała przed drzwiami luksusowego apartamentu, zaciskając pięści i usiłując uspokoić rozszalałe serce. Nadal biła się z myślami, czy postępuje słusznie. Wmawiała sobie, że tak, że to jedyne wyjście, ale cichutki głosik w głębi duszy podpowiadał, iż popełnia wielki błąd. W końcu z kieszeni płaszcza wyciągnęła mocno już zgniecioną kartkę, jeszcze raz przeczytała to, co tam napisano, i po raz kolejny poczuła dławiącą rozpacz.

Drżącą dłonią przygładziła wzburzone włosy, potem odetchnęła głęboko i nacisnęła dzwonek.

Drzwi otworzyły się i zobaczyła sylwetkę mężczyzny. W średnim wieku, wysoki, przystojny i elegancko ubrany, a poza tym dość przeciętny. Z wyjątkiem oczu, bystrych, o ostrym, przeszywającym spojrzeniu.

– Ja… – wyjąkała. – Ja…

– Wiem, kim pani jest – powiedział oschłym tonem. – Proszę wejść. Spodziewaliśmy się pani.

– My?

Bez słowa wskazał długi, wąski korytarz. Przemierzyła go szybkim, nerwowym krokiem, po czym znalazła się w ogromnym salonie, o ultranowoczesnym wystroju. Pod oknem stała kobieta. Piękna, wyniosła, idealna. Magda speszyła się, bo przy tej bogini wydała się sama sobie nic niewartym pyłem.

– Sylwia. – Tamta wyciągnęła na powitanie szczupłą, wypielęgnowaną dłoń. Usiłowała też przybrać serdeczny wyraz twarzy, ale słabo jej to wychodziło. – Przejdźmy na ty. W końcu urodzisz moje dziecko.

Te słowa z trudem torowały sobie drogę do otumanionego umysłu Magdy. Szczerze mówiąc, była przerażona i samym pomysłem, i tym, że się na niego zgodziła. Tak, zgodziła się, bo było to jedyne wyjście, aby zdobyć wystarczające środki finansowe. Liczyła też na coś innego, coś ważniejszego od pieniędzy. Potencjalni rodzice byli bogatą parą, ona znaną aktorką, on jednym z najbardziej wpływowych biznesmenów w kraju. A Magda potrzebowała kogoś, kto zdołałby ją obronić przed Anną.

– Jeszcze nie jestem pewna – wyszeptała, posłusznie zajmując miejsce na kanapie.

– Myślę, że jesteś. – Kobieta zaśmiała się dźwięcznie. – Inaczej byś nie przyszła. To mój prawnik. – Wskazała na mężczyznę, który ją tutaj wprowadził. – Przygotował umowę.

– Prawnik? No tak. – Odchrząknęła, bo głos wciąż odmawiał jej posłuszeństwa.

– Połowę sumy dostaniesz po zapłodnieniu, połowę po urodzeniu dziecka. Słyszałam, że już jesteś matką?

– Tak. Bliźniaczki.

– To dobrze. Poród przebiegł bez zakłóceń?

– Tak. Mam dokumentację medyczną. – Magda nerwowo szarpnęła zapięcie torebki. – Naturalny, w terminie.

– O! Przy bliźniętach? Gratuluję.

Powinna czuć dumę, ale miała wrażenie, że w głosie Sylwii pobrzmiewa drwina. Ta kobieta była jak sopel lodu, a uśmiech, który pojawiał się na jej ustach, nie docierał do oczu. Zimna, wyniosła, niedostępna. Magda z trudem przełknęła ślinę. Ktoś taki miał być matką dla jej dziecka?! Matką? Boże! Nie powinna się na to zgadzać. Może znajdzie inne wyjście, korzystniejsze albo…

– Zbadaliśmy pani przeszłość – odezwał się nieoczekiwanie mężczyzna. – Mąż nie żyje od pół roku, a jego matka właśnie złożyła w sądzie pozew o przyznanie jej praw rodzicielskich nad wnuczkami.

– Tak, to prawda – wyjąkała. – Jest to też główny powód mojej zgody na tę… Na ten interes.

– Podchodzisz do tego prawidłowo. – Sylwia usiadła w fotelu naprzeciwko i założyła nogę na nogę. – Mam znajomości. Nie tknie cię. Jedyny warunek jest taki, że urodzisz mojemu partnerowi dziecko. Dostaniesz pieniądze i gwarancję bezpieczeństwa. W zamian za to zachowasz milczenie. Oficjalnie biologiczną matką będę ja.

– Ale…

– Wiem, czego nie rozumiesz. – Wykrzywiła usta, jakby nagle skosztowała czegoś wyjątkowo kwaśnego. – W tę tajemnicę będą uwikłane cztery osoby. My oraz Daniel, mój narzeczony.

– Sądziłam, że…

– Nie jest przecież idiotą i doskonale wie, że jestem bezpłodna. Poza tym kto, jak nie on, miałby być dawcą nasienia?

Magda zarumieniła się. Ta bezpośredniość i obojętność złościły ją, lecz nie dała tego po sobie poznać. Pomyśl o dziewczynkach, powtarzała sobie w duchu. Pomyśl o dziewczynkach.

– Nie mogę mieć dzieci. – Kobieta wzruszyła ramionami. Było doskonale widoczne, że nie traktowała tego jako problemu czy mankamentu. – I wcale nie mam ochoty na dzieci. Ale Daniel się uparł, zagroził zerwaniem. Zgodziłam się na jedno. Znalazłam ciebie. Teraz pora sfinalizować naszą transakcję.

– Zgadzam się – odezwała się Magda drżącym, przepełnionym emocjami głosem.

– W takim razie… Andrzeju, twoja kolej.

Wciśnięto jej do ręki plik papierów, ale chociaż próbowała się skupić na czytanym tekście, to literki skakały jej przed oczyma. Mężczyzna spokojnie wytłumaczył, na czym będzie polegać umowa, a następnie kazał złożyć w kilku miejscach podpis. Lecz dopiero gdy to zrobiła, dotarł do niej przerażający sens własnego czynu.

Może i mogła się wycofać, ale nie chciała.

Potrzebowała korzyści, jakie płynęły z tej transakcji. Nie tylko finansowych.

– Kiedy…? – zaczęła, wycierając spocone dłonie o materiał spodni.

– Jak najszybciej. Nie ma co zwlekać. Pokoje dla ciebie i dzieci już czekają.

– Pokoje? – Zaskoczona Magda uniosła brwi.

– Tak. Zabieg przeprowadzimy zaraz po tym, jak przejdzie pani pomyślnie badania – tłumaczył prawnik. Wszystko było oczywiście w umowie, ale zauważył, że kobieta nie była w stanie dokładnie jej przeczytać. Była zbyt roztrzęsiona, zdenerwowana. Jemu również się to wszystko nie podobało, ale nie śmiał odmówić Sylwii. – Aż do porodu zamieszkacie w domu na wsi. Nie zobaczy pani swego dziecka, nigdy nie będzie się z nim kontaktowała. Zaraz po cesarce…

– Cesarce?

– Tak będzie łatwiej. No i nie możemy ryzykować. Zaraz po cesarce zostanie pani odwieziona do domu. Córki również. Oprócz wynagrodzenia dostanie pani budżet na codzienne wydatki, opiekunkę, służbę oraz szofera i samochód do dyspozycji.

– Istny raj. – Magda uśmiechnęła się blado. Jakoś nie przekonały jej te wszystkie luksusy. Robiła to z jednego powodu i tylko z jednego.

– Nie muszę chyba przypominać, że obowiązuje panią ścisła tajemnica?

– Nie musi pan.

Udzielił jej jeszcze innych wskazówek. Przez ten czas Magda siedziała nieruchomo, zaciskając dłonie w pięści i usiłując zapanować nad zdenerwowaniem. Czuła się nieswojo pod zimnym, pełnym słabo skrywanej pogardy spojrzeniem Sylwii. Wręcz czytała w jej myślach. I nie było w tym nic przyjemnego.

Odrobinę ulgi poczuła, gdy już wyszła na zewnątrz, gdy opuściła przestronny, ale przytłaczający apartament. Zastanowiła się, czy będzie miała okazję poznać ojca swego dziecka, a zaraz potem znów smak żółci napłynął jej do ust.

To wszystko było takie poniżające, takie…

Otarła wierzchem dłoni mokre oczy. Nie mogła się poddać. Nie teraz, gdy miała szansę, aby naprawdę ułożyć sobie życie, wyjść na prostą. Lecz przede wszystkim z powodu Anny, która czyhała na najmniejsze potknięcie z jej strony.

Nie, nie da tej jędzy satysfakcji!

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz