Dni, które zmieniły moje życie. Świadectwa - red. Joachim Stencel SDS, red.Piotr Szyrszeń SDS, red. Piotr Ślęczka SDS - ebook

Dni, które zmieniły moje życie. Świadectwa ebook

red. Joachim Stencel SDS, red.Piotr Szyrszeń SDS, red. Piotr Ślęczka SDS

5,0

Opis

Książka „Dni, które zmieniły moje życie” zawiera świadectwa uczestników różnego typu spotkań organizowanych w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie.

Odważne świadectwa osób, które dzieląc się swoim doświadczeniem wiary, często piszą o tym, jak Słowo Boże stopniowo przygotowywało je do poznania siebie i dokonania wyborów zmieniających ich życie. Choć akcentują różne elementy formacji, niemal zawsze odnoszą się do drogi modlitwy lectio divina.

Zamieszczone teksty, w których zachowano formułę osobistego świadectwa każdej z piszących osób, składają się na pewien obraz działania Boga tam, gdzie jest On słuchany z żywą wiarą. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 138

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Korekta

Wydawnictwo SALWATOR

 

Redakcja techniczna

Anna Olek

 

Projekt okładki

Artur Falkowski

 

 

Imprimi potest

ks. Piotr Filas SDS, prowincjał

l.dz. 493/P/2012

Kraków, 5 września 2012

 

 

© 2012 Wydawnictwo SALWATOR

 

 

ISBN 978-83-7580-759-2

 

Skład wersji elektronicznej

Monika Lipiec /Woblink

Wydawnictwo SALWATOR

ul. św. Jacka 16, 30-364 Kraków

tel. (12) 260-60-80, faks (12) 269-17-32

e-mail: wydawnictwo@salwator.com

www.salwator.com

Wstęp

Centrum Formacji Duchowej w Krakowie istnieje od roku 1997, w roku 2012 świętuje więc swój mały jubileusz1. Trzeba przyznać, że kiedy 15 lat temu odbywały się w domu w Krakowie pierwsze sesje i rekolekcje, trudno było przewidzieć dalszy rozwój tego dzieła. Apostolat czy dom rekolekcyjny rozwija się przecież tylko wówczas, gdy swoim programem odpowiada na rzeczywistą potrzebę duchową ludzi wierzących. Uchwycenie tej potrzeby już samo w sobie jest dziełem Bożego Ducha. Jaka więc potrzeba stanęła u podstaw tak bujnego – już dzisiaj możemy tak powiedzieć – rozkwitu nowego dzieła formacji duchowej w polskim Kościele?

Potrzebą tą był i nadal jest głód Słowa Bożego. Odkrywają go w sobie kapłani i osoby konsekrowane, ale też małżonkowie i osoby żyjące samotnie. Wszyscy żyjemy w kulturze coraz bardziej spłaszczonej, która mnoży słowa odarte z prawdy, słowa puste i duchowo jałowe. Przenikają one zarówno do relacji, które tworzymy z osobami bliskimi, jak i do naszego dialogu z Bogiem, do naszej modlitwy. Słowo puste nie pomaga nam rozumieć. Takiego słowa nie chcemy słuchać od męża, od żony czy od brata lub siostry w życiu zakonnym. Tęsknimy za słowem pełnym treści i prawdziwym, wypowiadanym z miłością, przystającym do naszych nadziei, planów na przyszłość, ale i do naszych obaw, lęków i pytań o jutro. Jakie jest najgłębsze źródło tej naszej tęsknoty za słowem mocnym, treściwym i ważnym?

„Bóg uczynił każdego z nas zdolnym do słuchania słowa Bożego i odpowiadania na nie. Człowiek jest stworzony w Słowie i w nim żyje; nie może zrozumieć samego siebie, jeśli nie otwiera się na ten dialog”2. Słowa Benedykta XVI tak prosto wyjaśniają przyczynę dzisiejszego głodu Słowa w świecie pełnym słów. Jesteśmy stworzeni do dialogu z Bogiem, zdolni Boga słuchać i odpowiadać na Jego słowo. Dopiero w tym dialogu poznajemy siebie. Zabiegani w pracy zawodowej czy w apostolacie, zanurzeni w rodzinnych obowiązkach, łatwo tracimy wrażliwość na słowo – i ludzkie, i Boże. Zaczynamy tęsknić za miejscem, gdzie w ciszy i bez pośpiechu zaczniemy znów słyszeć głos Pana Boga. Podczas sesji weekendowych, rekolekcji ignacjańskich i rekolekcji lectio divina przeżywanych w Centrum Formacji Duchowej wiele osób właśnie dzięki klimatowi pustyni odkryło moc Słowa Bożego. Działo się to także podczas kierownictwa duchowego, które tak często okazywało się miejscem, gdzie można przyjść ze swoim życiem i po prostu być uważnie wysłuchanym.

Zdolność słuchania to cecha także dobrego formatora, czyli kogoś odpowiedzialnego za ludzki i duchowy rozwój osób powołanych do kapłaństwa czy życia zakonnego. W programie pracy Centrum Formacji Duchowej ważne miejsce zajmują kursy formacyjne dla księży posługujących w seminariach (dwuletnia Szkoła Wychowawców Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych działa od roku 2001 w Krakowie) i dla sióstr odpowiedzialnych za formację podstawową (dwuletnia Szkoła Formatorek Zakonnych – w latach 1999–2005 w Krakowie, od roku 2007 w Trzebini). Uczestnicy i uczestniczki tych kursów często podkreślają, że cały program wykładów, warsztatów i rozmów indywidualnych integruje się, scala w jedną całość właśnie za sprawą modlitwy słowem Bożym, lectio divina. Poznając siebie, poniekąd ucząc się siebie, księża i siostry stają się gotowi towarzyszyć innym w ich drodze rozeznawania powołania.

W książce Dni, które zmieniły moje życie zebraliśmy świadectwa uczestników i uczestniczek różnego typu spotkań organizowanych w Centrum Formacji Duchowej. Osoby te, odważnie dzieląc się swoim doświadczeniem wiary, często piszą o tym, jak Słowo Boże stopniowo przygotowywało je do poznania siebie i dokonania wyborów zmieniających ich życie. Choć akcentują różne elementy formacji, niemal zawsze odnoszą się do drogi modlitwy lectio divina. Zamieszczone teksty, w których zachowaliśmy formułę osobistego świadectwa każdej z piszących osób, składają się na pewien obraz działania Boga tam, gdzie jest On słuchany z żywą wiarą.

Jubileusz, nawet mały, skłania do wdzięczności Bogu i do wdzięczności ludziom, zwłaszcza tym, którzy nie pracując na stałe w Centrum Formacji, ofiarowali swój czas i cierpliwie towarzyszyli innym w ich drodze ze Słowem lub przygotowywali sesje, konferencje czy prowadzili spotkania formacyjne. Chcemy o nich pamiętać nie tylko przy okazji jubileuszu… W duchu wdzięczności za dotychczasową opiekę, Maryi, Matce Zbawiciela i Matce Słowa, zawierzamy dalszy rozwój salwatoriańskiego dzieła Centrum Formacji Duchowej.

 

Piotr Ślęczka SDS

Ten weekend był inny.Świadectwa uczestników sesji weekendowych

Ciekawa przygoda

 

Moja przygoda z Centrum Formacji Duchowej rozpoczęła się od poznania jego bogatej fonoteki. Dzięki życzliwej i uczynnej koleżance, która posiada sporą kolekcję płyt tej fonoteki, dane mi było wysłuchać wielu bardzo interesujących nagrań. Nie mając do tej pory zbyt dużo czasu na czytanie książek i nie przykładając wcześniej zbyt dużo wagi (wstyd mi to pisać…) do konieczności ciągłej pracy nad sobą i potrzeby dbania o swój rozwój, właśnie te płyty z nagranymi sesjami stały się dla mnie „oknem na świat”, a raczej „oknem na życie”. Zaczęły otwierać mi oczy na mnóstwo spraw związanych z Bogiem, ze mną i moją wiarą, naszymi wzajemnymi spotkaniami i relacjami. Zachęcały i pokazywały, jak zbliżać się do Boga, jak przez Niego zbliżać się do ludzi, jak budować dobre relacje i pogłębiać więzi miłości, jak pokonywać najprzeróżniejsze życiowe trudności. Tłumaczyły różne kwestie związane z sakramentami, modlitwą, ciszą, cierpieniem…

Dlaczego zdecydowałam się przyjechać do ośrodka i brać bezpośredni udział w sesji? Czasami zdarza się, że po usłyszeniu czyjegoś głosu lub czyjejś wypowiedzi czujemy nieodpartą potrzebę poznania go i chęć spotkania się z nim. Tak było i w moim przypadku. Po wysłuchaniu dwóch płyt z sesji prowadzonych przez ojca Krzysztofa Wonsa (o Marii i Marcie oraz o Kainie i Ablu) byłam pewna, że chcę usłyszeć ojca na „żywo”, że chcę go poznać, chcę zrozumieć, skąd i jak czerpie całą tę wiedzę, którą przekazywał na sesjach; byłam pod wrażeniem treści wypowiadanych przez niego, ale również dźwięku słów przepełnionych dobrocią, łagodnością, ciepłem i spokojem. Temat sesji nie był już taki istotny, wybrałam najbliższą sesję prowadzoną przez ojca (Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego, 15–17 IV 2011). Z perspektywy czasu widzę, jak dziwne są drogi, którymi jesteśmy prowadzeni… To, czego doświadczyłam na miejscu, przerosło moje oczekiwania.

Po pierwsze – serdeczność, otwartość i gościnność, z którą spotykali się przybywający, naprawdę tworzyła klimat przyjaznego, rodzinnego domu, którego nie chce się opuszczać, a do którego chce się wracać.

Po drugie – zaskoczyło mnie to, co usłyszałam na początku, że najważniejsze nie będzie to, co usłyszymy na sesjach, ale to, co dokonywać się będzie pomiędzy sesjami, w czasie modlitwy i adoracji, w czasie naszego spotkania z Bogiem, spotkania sam na sam… I po trzecie – klimat pustyni i cisza panująca w czasie sesji rzeczywiście doskonale ułatwiają skupienie się, wyciszenie, głębokie zanurzenie w modlitwie i rozważaniu Słowa Bożego.

Po czwarte – wcześniej niechętnie myślałam o wzięciu udziału w spotkaniu liczącym tak wielu uczestników; wolałam spotkania w mniejszym gronie. Jednak miało to i swoje dobre strony – patrząc na twarze tych wszystkich ludzi, obserwując ich zachowania, doświadczało się w jakiś sposób głębi tego, co się w nich działo, współdoświadczało się ich spotkania z Bogiem. Kiedy obserwowałam tak liczną grupę osób gorąco i głęboko modlących się, przypominały mi się słowa Jezusa: „Gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam i Ja będę pośród nich” – tam to bycie pośród miało miejsce…

Życzę, by Centrum – rozwijając się prężnie – mogło docierać ze swoim cennym przesłaniem do jak największej liczby osób i by mogło coraz lepiej wspierać wszystkich w ich poznawaniu Boga, zacieśnianiu z Nim relacji i życiu pełnią wiary. Szczęść Boże!

Ewa S.

 

Jeśli ojciec Jordan potrafił, to może i ja dam radę

 

Moja refleksja po lekcji w Szkole Ojca Jordana

 

„Witamy w domu” – usłyszeliśmy na początek, a potem zaproszenie, aby w ciszy przeżyć ten czas sesji i przyjąć go. Promieniujący pokój serca i ciepło rekolekcjonistów i… czas podarowany mi przez Boga.

Minęło kilkanaście dni, a ja wciąż myślami wracam do tego dobrego czasu, pogłębiam wiadomości (Od apatii do pasji duchowej ks. Alessandro Pronzato, Niewysłuchana cisza ks. Krzysztofa Wonsa SDS). Rozmawiam ze znajomymi o tym wszystkim, czego właściwie nie da się streścić słowami, bo… Tam trzeba być, trzeba wyłączyć telefon, trzeba za drzwiami chociaż na tę chwilę pozostawić troski dnia codziennego, aby w ciszy serca popatrzeć na siebie, na swoją relację z Tym, który nieustannie mi towarzyszy. Kocha pomimo…

Ja… nieuporządkowana, zabiegana, zatroskana, często łudząca się, że sama muszę to czy tamto. Tak naprawdę sama niewiele, a właściwie nic nie mogę (niepełnosprawność dodatkowo sprowadza do parteru niemożności). Muszę do tego nieustannie wracać. Znowu nazbierało się trochę bałaganu w moim sercu, a przecież można inaczej: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Lęk nie jest potrzebny, trzeba zaufać, nie lękać się, a wierzyć tylko. Wciąż na nowo muszę to sobie uświadamiać. Muszę uporządkować myśli, rozeznać to, co dobre, a co złe, co wartościowe, a co bez wartości, żeby potem z większą mocą przechodzić ponad tymi troskami, niemożnością i zadziwiać innych, że jeszcze mogę się uśmiechać… Pomimo.

Rekolekcyjne wyciszenie, dużo adoracji Najświętszego Sakramentu, podpowiedź, co mówi Słowo Boże, podpowiedź, by zauważyć gesty, jakie okazuje Jezus w stosunku do człowieka, by zauważyć, jak bardzo Jezusowi na każdym człowieku zależy. Jeśli ojciec Jordan, którego postrzegam jako świętego, potrafił iść przez życie z nieustającym zaufaniem, w zawierzeniu Bożej Opatrzności, to może i ja dam radę. Kilkanaście lat temu ojciec Jordan mnie zauroczył, a teraz na nowo przypomniał mi o tym ks. Piotr i księża z nim współpracujący, w czasie tego pięknego dla mnie czasu sesji.

Po tym podarowanym mi czasie, pięknym czasie, na nowo mogę powiedzieć: Jezu, kocham Cię! Zamieszkaj w moim sercu i prowadź mnie, działaj we wszystkim, co stawiasz na mojej drodze. Z Tobą wszystko jest możliwe, bo moja słabość i kruchość jest wielka.

Codzienność jest bardzo trudna, ale lekka, jeśli mam takiego Ojca, jeśli mam tak wspaniałą Matkę w niebie, jeśli tutaj, jeśli w tym dniu i w dniach kolejnych mam wokół siebie tak „pięknych” ludzi. Wielbi dusza moja Pana!

Dziękuję Wam za ten czas w Waszym ciepłym, przyjaznym domu. Jesteście bardzo potrzebni ludziom i Bogu.

Janina

 

 

Ciągle zadawałam Bogu pytanie: dlaczego?

 

Były dla mnie prawdziwą ucztą weselną! Zapisałam się na nie „tak sobie”, a kiedy stwierdziłam, że mogę jechać – znaczy to, że powinnam. Jedyną intencją była prośba o Boże błogosławieństwo w czasie zbliżającego się wyjazdu do Niemiec. Wcześniej nic nie wiedziałam o salwatorianach. I takie są owoce:

Zrozumiałam, iż przeżywałam kryzys relacji z Bogiem. Ciągle zadawałam Bogu pytania: „dlaczego?”. Towarzyszył mi upór inżyniera, który musi wszystko zrozumieć, aby zbudować bezpieczne urządzenie. Poza tym trzymałam się tego, iż wiara ma być rozumna… itd. Wszystko się zgadza, ale to Bóg jest Panem historii, a ja mam Go wielbić i zaufać, niewykluczone, że pozwoli mi zrozumieć, ale ta wiedza nie jest konieczna teraz.

Salwatorianie – jak pięknie wszystko w Kościele się łączy… Wspólnoty zakonne. Nie mogłam zapamiętać nazwy kościoła św. W. Pallotiego, a teraz ona „gra w moim sercu”: San Salvatore in Onda.

I założyciel salwatorianów. Już kilka stron z jego Dziennika duchowego zachwyciło mnie. I to, że on jest Niemcem… Skoro chodzi mi o błogosławieństwo w relacjach z Niemcami, nie mogłam lepiej trafić. Chwała Panu!

N.N.

 

W tych ramionach znalazłam Miłość

 

„Są takie czasy i takie miejsca, które Bóg sam wybiera, aby człowiek mógł w sposób szczególny doświadczyć Jego miłosierdzia” – te słowa Jana Pawła II same cisną mi się na usta, gdy staję w obliczu doświadczenia Szkoły Modlitwy Słowem Bożym pt. Grzech i przebaczenie w świetle Słowa Bożego.

Słowo Boże poprowadziło mnie bolesną, lecz uzdrawiającą drogą do odkrycia istoty grzechu i jego mechanizmów w moim życiu. Z wielką radością i dzięki łasce Bożej ściągnęłam z siebie „opaski” lęku i złości, by w nagiej prawdzie o sobie rzucić się w ramiona Jego miłosierdzia. W ramiona, które od zawsze były dla mnie otwarte, nawet wtedy, gdy błąkałam się po mieliznach tego świata. Jak dobrze być umiłowanym dzieckiem Boga! Jak dobrze doświadczyć Jego przebaczenia, bo żaden grzech i żadna słabość nigdy nie zamknie mi drogi powrotu do domu Ojca! W szkole Słowa Bożego odkryłam własną nicość jako miejsce szczególnego spotkania z Bogiem, który zna mnie najlepiej i sam chce sterować łodzią mojego życia. Razem z Piotrem wyznałam: „Panie, Ty przecież o mnie wszystko wiesz, Ty wiesz, jak bardzo Cię kocham…”.

Z pewnością atmosfera ciszy i skupienia poparta życzliwością i serdecznością ze strony ekipy CFD ułatwiły mi wejście w głęboki dialog serca z Sercem.

N.N.

 

Wystarczy na modlitwie po prostu „być”

 

Centrum Formacji Duchowej w Krakowie (a od niedawna także w Trzebini) nie potrzebuje reklamy. Prowadzący je księża salwatorianie nie narzekają na brak zgłoszeń, a w przypadku niektórych sesji czy rekolekcji informacja o braku wolnych miejsc pojawia się na kilka miesięcy przed ich terminem. Ale może ktoś z naszych Czytelników, tak jak ja przed niespełna ośmioma laty, po raz pierwszy usłyszy o tym, że można wyjechać na weekend lub tydzień, wyłączyć telefon i w klimacie ciszy i modlitwy spotykać się z Bogiem i z samym sobą. Dlaczego? – Bo, drogi Czytelniku, jesteś tego wart!

Kiedyś sądziłam, że to pewien luksus, na który mogą pozwolić sobie nieliczni. Oderwać się od codziennych obowiązków, zostawić wszystko po to, żeby się modlić. Może księża i siostry zakonne, bo mają taki obowiązek. Ale świeccy? – oni przecież mają inne zadania. A jednak to nie luksus, to ludzka potrzeba. To troska o siebie, która nie jest egoizmem. To także troska o innych – bo gdy ja będę „lepsza”, skorzystają na tym też ci, z którymi żyję i się spotykam.

A wszystko zaczęło się od Słowa Bożego. Pierwsza sesja, na którą pojechałam do Krakowa, miała temat: Jak żyć Słowem Bożym na co dzień. Pamiętam chwile spędzone w kaplicy, gdy moją modlitwą było samo bycie tam i mówienie Bogu, bardziej obecnością niż słowami: „Oto jestem”. Z perspektywy czasu widzę, jak Bóg tę dziwną modlitwę przyjął i wielokrotnie na nią odpowiadał, zapewniając mnie o swojej miłości i o tym, że nie muszę być „kimś”, ani zrobić „czegoś szczególnego”, żeby mną się interesował. Wystarczy być.

CFD nieprzypadkowo nazywane jest domem (przez niektórych nawet duchowym domem). Każdy od progu może poczuć się tu jak u siebie – przyjęty i oczekiwany. To niewątpliwa zasługa pracujących w recepcji sióstr salwatorianek – bo przecież pierwsze wrażenie zostaje na długo. Niestrudzenie odpowiadają na każde pytanie. Są chyba w stanie zaradzić każdej potrzebie przybywających tam uczestników – w każdym razie mnie nigdy nie zdarzyło się odejść stamtąd z kwitkiem.

Salwatorianie dzielą się tym, co mają. Nie przepraszają więc, że np. nie dla każdego wystarczy pokoi jednoosobowych. Goszczą jak potrafią.

Czas na weekendowej sesji mija szybko. Dzielony jest pomiędzy konferencje, osobistą modlitwę, adorację Najświętszego Sakramentu, codzienną Eucharystię i oczywiście posiłki. Coś dla ciała to także spacer w ogrodzie. Zdecydowanie konieczny!

Pod wpływem treści konferencji i modlitwy budzą się różne myśli i uczucia. Czasem dobrze z kimś o nich porozmawiać – z kimś, kto na tej drodze zażyłości ze Słowem Żywym jest nieco dalej. Dlatego na każdej sesji jest możliwość rozmowy z kierownikiem duchowym, a także spowiedzi.

A potem powrót do codzienności. Bo to ona jest uprzywilejowanym miejscem spotykania Boga. A ten czas szczególny – czas pustyni – ma do niej przygotowywać. Dlatego nie rozpisuję się dłużej. Idę się modlić, bo… jestem tego warta!

Anna

Przypisy

1 W roku 2006 w Trzebini k. Krakowa rozpoczął działalność drugi dom dzieła Centrum Formacji Duchowej.

2 Benedykt XVI, Adhortacja apostolska Verbum Domini, nr 22.