Chrystus Król. Podążając za Zbawicielem - Jan Łopuszański - ebook

Chrystus Król. Podążając za Zbawicielem ebook

Jan Łopuszański

0,0

Opis

W roku 2016 Polska dokonała Jubileuszowego Aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.

Po raz pierwszy Akt ten odczytany został 15 października na Jasnej Górze w czasie Wielkiej Pokuty Narodowej a już 19 listopada w Łagiewnikach, uroczyście przyjęty w obecności Episkopatu Polski, Prezydenta Rzeczypospolitej i dwustutysięcznej rzeszy Polaków. Następnego dnia, w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, został powtórzony w diecezjach i parafiach w całej Polsce.

Kto jest przeciwnikiem intronizacji? Kto jest wrogiem Chrystusa Króla? Na ogół - niewierzący. Skoro według nich Bóg jest ludzkim wymysłem, nie można mu oddawać władzy nad narodem . Jego kompetencje nie zostały zweryfikowane w wyborach powszechnych.

Czy odważymy się stanąć pod sztandarem Chrystusa Króla? Jubileuszowy Akt nie stanowił zwieńczenia, lecz dopiero początek dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w Polsce i w narodzie polskim. Co my, którzy uznajemy w Chrystusie naszego Króla i Pana powinniśmy zrobić, żeby naprawdę podążać za Zbawicielem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 164

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




OkładkaFahrenheit 451

Korekta i redakcjaAnna Feliga

Dyrektor projektów wydawniczychMaciej Marchewicz

 

ISBN 9788380795457

 

Copyright © Jan Łopuszański© Copyright for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2020

WydawcaWydawnictwo Fronda Sp. z o.o.ul. Łopuszańska 3202-220 Warszawatel. 22 836 54 44, 877 37 35 faks 22 877 37 34e-mail: fronda@fronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

 

KonwersjaEpubeum

Przedmowa Arcybiskupa Andrzeja Dzięgi

A wy – za kogo Mnie uważacie?

Na tym pytaniu, skierowanym przez Chrystusa do Jego uczniów, pragnę oprzeć te kilka słów, jako krótkie wprowadzenie do lektury niniejszej książki. Krótkie, gdyż szkoda tu czasu na wprowadzenia – lepiej przejść od razu do lektury Tekstu. Masz bowiem w ręku, Drogi Czytelniku, Tekst wart kilkakrotnego odczytania, a nawet medytacji. Tekst, powstały z wiedzy, z modlitwy i z serca. Także z tęsknot serca. Tekst podejmujący kwestie dla naszego pokolenia najważniejsze, a jednocześnie inspirujące i ożywcze. Kwestie dające światło i mądrość, przywracające logikę i proporcje spraw. Kwestie dające nadzieję na nowy Czas.

Autora znam od lat. Jest dla mnie w pełni wiarygodny jako katolik i jako polityk. Porusza się swobodnie w obu tych przestrzeniach, używając precyzyjnego języka. Zadziwia mnie od lat nie tylko ostrożną precyzją teologicznego oglądu i opisu pewnych kwestii, także czysto ziemskich, ale również sposobem przechodzenia, z łagodną skutecznością, do języka duchowych analiz i medytacji. Potrafi patrzeć integralnie na pozornie odległe sprawy. Potrafi pytać i studiować, myśleć i weryfikować, a gdy temat dojrzeje – mówić.

Sprawy ujęte w tej książce też się tak rodziły. Przez kilka lat. W niektórych fragmentach czytelnik będzie musiał się o kilka lat cofnąć w czasie, by uchwycić istotę lub kontekst myśli, która wtedy dojrzewała, ale aktualna jest do dzisiaj.

Książka była gotowa już jakiś czas temu. Chcę niniejszym przeprosić Autora oraz Wydawnictwo, że dopiero teraz kończę to Wprowadzenie. Może jednak musiały te wątki czekać na Rok 2020 – Rok wielkich duchowych kumulacji, podobnie jak wielokrotnie przywoływany w tekście Rok 2016? Wtedy Rok Miłosierdzia w Kościele powszechnym przeniknął nasz Jubileusz 1050. Rocznicy Chrztu Polski, a Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i Przybycie Papieża Franciszka wyzwoliły potrzebę dodatkowego Dziękczynienia Bogu, Przebłagania i Uznania Go za Pana i Króla. Dokonało się to na Jasnej Górze i w Krakowie - Łagiewnikach. A obecny Rok 100. Rocznicy urodzin Świętego Papieża Jana Pawła II, złączony z 100. Rocznicą Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą, przeniknięty nadzieją wytęsknionej Beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia, czyż nie niesie również ogromnego ładunku duchowych pytań o Polskę jako Polski Dom? Jako Naród i Państwo? Wtargnęła nam w te wielkie Rocznice i duchowe Nadzieje tzw. pandemia, z całym dramatem, ale i dynamiką pytań o wiarę i kult Boga, o Najświętszą Eucharystię, o prawo wiernego do świątyni, o granice kompetencji władzy świeckiej na terenie miejsca świętego, o praktyczną odpowiedzialność duchowieństwa za zbawienie dusz, o oczekiwanie świadectwa wiary aż do heroizmu. Doszło nam także pozytywne zdumienie z racji na zdynamizowaną modlitwę rodzinną, na szeroką ewangelizację poprzez media, na nowe formy realnego budowania wspólnoty modlitwy i działania poprzez tzw. komunikację zdalną, a wreszcie także z racji na wielkie ożywienie postaw heroicznej służby bliźniemu w kwarantannie lub w szpitalu, w potrzebie. Do tego doszedł nieformalny, ale realny rozwój studiów i analiz nowych zjawisk zarządzania społeczeństwem, transparentności lub przemilczania pewnych informacji, etc. Gdzie w tym jest miejsce dla Chrystusa? Czy się coś zmieniło w naszej odpowiedzi na pytanie Jezusa, za Kogo jest uważany? Czy Jezus musiał „na chwilę zejść do boku”, aż sobie znowu poukładamy naszą trudną rzeczywistość i wtedy Go zaprosimy, czy też z Nim w centrum próbowaliśmy i próbujemy te nowe konteksty rzeczywistości jakoś rozeznać, ponazywać i opanować? 

Jestem głęboko przekonany, że lektura tej książki, z tak znamiennym Tytułem: „Chrystus Król. Podążając za Zbawicielem” stanie się silnym głosem w debacie obecnego czasu. Nawet silniejszym, niż byłaby np. rok temu. Jesteśmy bowiem dzisiaj lepiej przygotowani do uchwycenia i zastosowania (daj, Boże!) tej szczególnej metodologii stawiania pytań, dochodzenia do logicznych i oczywistych odpowiedzi, za którą pozostaje już tylko konieczność udzielenia osobistej odpowiedzi: Czy ja idę tą Drogą?  Czy chcę iść tą Drogą? Czy jako rodzina (wspólnota) chcemy iść tą Drogą? Czy jako Naród, jako Polski Dom, chcemy iść tą Drogą?

Chcę podziękować Autorowi za wielką pokorę, z jaką relacjonuje minione, niełatwe dyskusje i sytuacje. Za ich syntetyczną, acz wystarczająco pełną prezentację. Za szacunek do różnych osobistych stanowisk i poglądów wielu osób. Za pełen wiary i zaufania szacunek do Kościoła Bożego. Także do biskupów. Za podkreślanie, że to wszystko jest Drogą, czyli Procesem oraz że my wszyscy powinniśmy ciągle iść Drogą.  Że zaledwie w tę Drogę wyruszyliśmy, a jednocześnie za przypomnienie, że Kościół od dwóch Tysiącleci idzie tą Drogą. I nasz Naród idzie tą Drogą od 1054 lat. I że tylko na tej Drodze możemy dalej istnieć jako Polacy. Jako Naród. I że tylko na tej Drodze nasze Państwo może być naszym Domem.

Chcę osobiście podziękować za kilka wątków, szczególnie za ten medytacyjno-ikonograficzny: „Oto Chrystus…”. Pragnę także podziękować za ciekawą, pouczającą analizę obecnej sytuacji Polski w kontekście katolickiej nauki społecznej, również tej o prawie i o sprawiedliwości. Ale najbardziej chcę Autorowi podziękować za podjęcie i subtelne doświetlenie tematu: „Chrystus - Król Polski”. Bardzo mnie poruszają dwie kwestie, jak avers i revers tej samej rzeczywistości. Chrystus jest Królem. To nie my Go ustanawiamy Królem. Ale to właśnie my powinniśmy, więcej - musimy Go przyjąć jako naszego Króla naszym osobistym Aktem uznania Go przez NAS jako naszego Króla, a nie jako jakiegoś Króla. Skoro więc dokonuje się tego aktem osobistym, podmiotowym, to pozostaje już tylko odpowiedzieć, czy naród istnieje także jako podmiot? Naród jako Wspólnota. Naród jako Jedność. Czy też naród jest tylko jakimś zjawiskiem kulturowo-społecznym? Bo wtedy jest czymś przejściowym. Przecież naród staje się narodem dopiero wobec Boga. W odniesieniu do Boga. W szerokim rozumieniu nawet z racji na Boga. „Ja uczynię z ciebie naród”. Gdy Chrystus powróci, „zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów”. Bo całe narody też będą osądzane. Nie tylko każdy człowiek indywidualnie. Dlatego narody mają też swoich Patronów wobec Boga. Mają swoje zadania. Mają swoje charyzmaty. Dlatego Jan Paweł II mógł powiedzieć, że dziejów naszej Ojczyzny nie sposób zrozumieć do końca bez Chrystusa.

Ja osobiście nie mam już wątpliwości, że określenie: „Chrystus – Król Polski”, jeśli oznacza w rzeczywistości także: „Chrystus – Król Polaków”, „Chrystus – Król Narodu Polskiego”, nie nosi w sobie teologicznego niebezpieczeństwa.  Tak się modliliśmy i modlimy: „W całym narodzie i państwie polskim – Króluj nam, Chryste!”. Ostatnim pytaniem może być, czy zaczynać od tytulatury? Czy też tytulaturę zatrzymać dopiero na koniec, gdy faktycznie Chrystus już będzie panował w życiu Narodu? Taką dyskusję kiedyś przerabialiśmy w szkołach, wobec pytania: czy już wieszać krzyż w klasie, by nam było łatwiej zachować postawę chrześcijańską, czy czekać z powieszeniem krzyża w klasie, aż wszyscy będą postępować po chrześcijańsku. Odpowiedź była wtedy oczywista.  Krzyże wówczas zawisły, zgodnie z wolą uczniów i rodziców. Jeśli więc któraś ze Wspólnot, np. intronizacyjnych, w Polsce chciała by (jak kiedyś poszczególne klasy w odniesieniu do krzyża) używać tego Tytułu: „Chrystus Król Polski”, zgodnie z jego teologicznym rozumieniem oraz zgodnie z charyzmatem swojej Wspólnoty, to czy się temu sprzeciwiać? Tym bardziej, gdy zechcą kolejne. 

Minęły trzy lata od Uroczystego Jubileuszowego Aktu uznania Jezusa Chrystusa za Pana i Króla. Można powoli iść ku 100. Rocznicy Roku 1925 – Quas primas. To tylko kolejny etap do nadchodzącego Dwutysiąclecia Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana. Także Zesłania Ducha Świętego i Misji Kościoła w świecie. Także Eucharystii i Kapłaństwa. Ten Czas nas zaprasza, wzywa i mobilizuje.

Zabrzmiało pytanie Jezusa: „A wy – za kogo Mnie uważacie?”. Odpowiedzi publicznie odważył się udzielić Szymon: „Ty jesteś  Mesjasz, Syn Boga żywego”. Może nawet sam był zdumiony swoją odwagą, że to głośno wypowiedział. A może tylko przywołał, ciągle brzmiące w jego pamięci, słowa swojego brata Andrzeja, który – po pierwszym dniu spędzonym przy Jezusie – z emocją wołał do niego prywatnie: „Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy Chrystusa”. Po swoim oświadczeniu Szymon usłyszał, że jest Opoką, Piotrem.

To niezwykłe wyznanie: „Jezu - Ty jesteś Panem i Królem”. To jest właściwe Imię Jezusa: „Pan” i „Mesjasz”. To jest cicha, często nieświadoma tęsknota całego świata, ale też tęsknota Boga: „Aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku Chwale Boga Ojca”. Aby Człowiek pośrodku Świata także dokonał Intronizacji Jezusa Chrystusa. To jest przecież Konstytucja człowieczego życia, człowieczej doczesności i wieczności.

O tym jest niniejsza książka. Ja przeczytałem ją kilka razy. Do wielu myśli warto jeszcze dodatkowo powracać. Wiele myśli warto rozszerzać i rozwijać, zgodnie ze wskazanymi kierunkami interpretacyjnymi.

Niech i Tobie, Drogi Czytelniku, lektura pozwoli odpowiedzieć nie tylko na pytanie: Czy i wy chcecie odejść?

Bo przed nami Chrystus Król….

Zamiast wstępu

Trwały rozważania, który z wizerunków Chrystusa mógłby być symbolem dzieła intronizacji. Padały różne propozycje. Po dłuższych naradach w swym gronie biskupi zapytali przedstawicieli ruchów intronizacyjnych - co sądzimy o wizerunku Ecce Homo? Byłem chyba jedynym, który pomysł biskupów uznał za dobry. Obraz św. Brata Alberta jest tak przejmujący. Namalowany przez wielkiego Polaka, wielkiego malarza i wielkiego świętego. Namalowany w czasach, w których nasza Polska była jak Ten udręczony Chrystus. Ponoć św. Brat Albert latami poprawiając ten obraz, wołał do Chrystusa: „O, jakiś Ty piękny!” Ten obraz jest modlitwą.

Ostatecznie postanowiono nie wiązać Aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana z żadnym konkretnym wizerunkiem. Każde środowisko może używać w dziele intronizacji ten wizerunek Jezusa Chrystusa, który ma za najbliższy sobie, byle tylko był to wizerunek zatwierdzony przez Kościół do kultu publicznego. Ponad wszelkie zaś wizerunki należy przełożyć samego Jezusa Chrystusa, obecnego wśród nas w Najświętszym Sakramencie - naszego Króla i Pana, godnego przebłagania, uwielbienia, dziękczynienia i nieustającej adoracji.

Kilka lat temu pisałem1: „Jaka korona przystoi Królowi królów i Panu panujących? Temu, od którego wszystko i przez którego wszystko, oraz dla którego wszystko? Tę jedyną prawdziwą koronę chwały i władzy Króla wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych poznają ci, którzy staną przed Nim, gdy pozwoli się poznać. Czy jednak już dziś nie byłoby czynem w najwyższym stopniu godziwym, aby - adorując z najwyższą czcią i uniżeniem Jego ukoronowaną cierniem Głowę - zdejmować ten szyderczy i bolesny cierń, a w to miejsce kłaść chwalebny znak władzy królewskiej? Czy nie byłoby rzeczą w najwyższym stopniu godziwą, aby w ten sposób wyrazić nasze pragnienie i mocne postanowienie woli oraz uznać panowanie nad nami jedynego prawdziwego Króla królów i Pana panujących? Tego, który nas stworzył, Tego, który nas zbawił, Tego, który nas prowadzi, Tego, który na nas czeka ze swoim miłosierdziem, Tego, który będzie nas sądził, Tego, który nas miłuje z głębin swego otwartego Najświętszego Serca”.

Podtrzymuję te słowa. Dziś obawiam się jednocześnie, że bardzo, bardzo wiele musimy jeszcze uczynić, aby Jezus Chrystus, nasz prawowity Król i Pan, nie był w naszej Ojczyźnie znieważany i abyśmy nie przysparzali Jemu strapień - także ciasnotą naszych serc, stawiającą bariery Jego łasce. Jesteśmy na początku drogi czyli na początku dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w polskich sercach, w Polsce, w całym narodzie i w Państwie Polskim. Zdejmowanie korony cierniowej ze skroni Pana jest jeszcze przed nami. Stąd ośmielam się prosić Wydawcę, aby - jeśli to możliwe - zechciał wizerunek Ecce Homo umieścić na okładce. Właśnie dlatego, żeby obraz św. Brata Alberta przypominał nam to nasze polskie zadanie do wypełnienia.

I. Panie, do kogo pójdziemy?

Polska dokonała Jubileuszowego Aktu przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana. Po raz pierwszy Akt ten odczytany był publicznie na Jasnej Górze w czasie Wielkiej Pokuty narodowej 15 października 2016 roku. Arcybiskup Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, zapraszał wtedy wszystkich do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, gdzie 19 listopada Akt dokonany został bardzo uroczyście i właśnie pod jego przewodem. W obecności kilkudziesięciu członków Episkopatu Polski, około tysiąca kapłanów, pana Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i blisko dwustutysięcznej rzeszy Polaków.

Następnego dnia, w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, Akt został powtórzony w diecezjach i w licznych parafiach w całej Polsce. Ufamy, że przed tronem Pańskim w sposób bardziej doskonały i z radością większą niż nasza, uczyniło to całe polskie niebo, z Królową Polski i męczennikami polskimi na czele. Akt został uroczyście ponowiony w Łagiewnikach w jego pierwszą, drugą i trzecią rocznicę, oraz w licznych parafiach. Z tych okazji odbyły się kolejne sympozja, poświęcone królowaniu Chrystusa i gromadzące przedstawicieli ruchów intronizacyjnych. Przygotowywane są kolejne odnowienia Aktu.

1. Znak sprzeciwu

W Komentarzu do Aktu biskupi wyraźnie powiedzieli, że nie jest on „zwieńczeniem, lecz początkiem dzieła intronizacji Jezusa Chrystusa w Polsce i w narodzie polskim. Przed nami wielkie i ważne zadanie. Jego realizacja zakłada szerokie otwarcie drzwi Jezusowi, oddanie Mu swego życia, przyjęcie tego, co nam oferuje i dzielenie się Nim z innymi. Chodzi o umiłowanie Jezusa do końca, zawierzenie Mu naszych rodzin, podejmowanie posługi miłości miłosiernej oraz realizację Ewangelii we wszelkich wymiarach życia, nie wykluczając jego aspektu ekonomicznego, społecznego i politycznego.”

Mimo to spotykamy się wciąż jeszcze z oporem wobec myśli intronizacyjnej, a zwłaszcza wobec jej społecznych konsekwencji. Wypowiadane argumenty nie do końca zdają się wyrażać powody tego oporu. Wygląda to trochę tak, jakby istotne powody oporu leżały gdzieś obok racji teologicznych. Przykładowo, ktoś stwierdził, że kult Chrystusa jako Króla to wyraz idei monarchicznej, a świat poszedł w kierunku demokracji i monarchie już nie wrócą. Opinia ta przede wszystkim stwierdza zmiany zachodzące w świecie i diagnozuje przyszłe ustroje. Czas pokaże, czy diagnoza jest prawdziwa. Być może jej głoszenie jest rodzajem poprawności politycznej i próbą dostosowania Kościoła do zmian zachodzących w świecie.

Opinia ta nie jest jednak częścią apostolskiego depozytu wiary i nijak ma się do prawdy o królowaniu Jezusa Chrystusa. Panowanie Chrystusa nie jest bowiem królowaniem na wzór królowań ludzkich. Odwrotnie. Tam, gdzie pod wpływem Ewangelii formował się ład chrześcijański, tam starano się też kształtować panowania ludzkie na wzór panowania Chrystusowego. Oczywiście różnie to wychodziło, skoro władcy, ich współpracownicy i poddani byli tylko zwykłymi, grzesznymi ludźmi. Ideały, które przyświecały ich panowaniu, były jednak wzniosłe, a Kościół o tych ideałach przypominał zarówno władcom, jak poddanym.

Nie jest przypadkiem, że w wielu językach słowa „król” i „królestwo”, będące odpowiednikiem łacińskich „rex” i „regnum”, wywodzą się od imienia bł. Karola Wielkiego, króla Franków, którego w 800 roku koronował na cesarza św. Leon III, Papież. Natomiast w czasach nowożytnych kontestacja królestw, a zwłaszcza tych katolickich, była najściślej związana z kontestacją Kościoła katolickiego i cywilizacji chrześcijańskiej - właśnie po to miały upaść trony, aby Kościół stracił doczesnych obrońców i aby upadła cywilizacja chrześcijańska.

Biskupi polscy w ostatnich latach włożyli sporo wysiłku w przypomnienie właściwego rozumienia królowania Chrystusa. Ma ono źródło w Boskiej Naturze Syna Bożego i w Bożym akcie stworzenia, we wcieleniu Syna Bożego i w Jego najświętszej Ofierze, w wiekuistym kapłaństwie Jezusa Chrystusa. Rozważanie tych tajemnic wiary osadza nas w najgłębszym nurcie teologii.

Usposabia do miłowania Boga, a to wyraża się posłuszeństwem Jego nauce. Broni też przed pokusą nadużywania Najświętszego Imienia Jezusa do celów niezwiązanych z kultem oraz głoszeniem katolickiej i apostolskiej nauki wiary i dobrego obyczaju.

To właśnie z przyjęcia tej nauki wyrosła cywilizacja chrześcijańska. Z jej uwielbieniem Boga, szacunkiem dla godności osób ludzkich, rodzin i całych narodów.

Cywilizacja ta rodzi się i rozwija dzięki Kościołowi, wypełniającemu misję apostolską. Chrystus posłał przecież swój Kościół „na cały świat” (Mk 16,15), „do wszystkich narodów” (Mt 28,19). W obszarze cywilizacji chrześcijańskiej odnalazła też bezpieczną przestrzeń Polska.

Ojczyzna nasza jest dzieckiem tej cywilizacji, ale także jej współtwórcą i obrońcą. W Polsce wielkie rzesze dobrze rozumieją, że nie jest możliwa realizacja dobra wspólnego wbrew prawdzie o naturze ludzkiej, określonej przez Stwórcę. Tu jeszcze powszechnie pamiętamy o grzechu i o tym, że nadzieją grzeszników jest Chrystus. W oparciu o Ewangelię próbujemy rozwijać naukę o panowaniu ludzkim na wzór panowania Chrystusa. Z nauką moralności i prawa jako owocami prawdy o człowieku. Z pojęciem ładu i pokoju, który nastaje, gdy ludzie starają się żyć „po Bożemu”. Z pojęciem władzy jako służby.

2. Postęp rzekomy

Kto zatem mógłby sądzić, że nauka Kościoła o Chrystusie zmienia się w miarę jak znikają monarchie, a upowszechniane są demokracje? Takie opinie wyrażać mogą przede wszystkim niewierzący. O Bogu mówią jako o ludzkim wymyśle, a wymysły ludzkie oczywiście mogą być uwarunkowane okolicznościami dziejów. Wiara okazywana publicznie często razi niewierzących. Być może jest dla niektórych rodzajem wyrzutu sumienia, który chcieliby zagłuszyć? Niby głoszą tolerancję, ale w istocie chcą usunąć z dziejów ludzkich Kościół katolicki i cywilizację chrześcijańską.

W ich oczach często samo trzymanie się nauki katolickiej i apostolskiej jest wyrazem nietolerancji. Chcą zatem wymóc na członkach Kościoła, byśmy nawet wierząc, nie bronili publicznie prawd wiary oraz tak żyli i tak działali, jakby wiara nie zobowiązywała do określonych postaw i zachowań w życiu społecznym.

Niestety bywają w tym skuteczni. Oto cytat: „Musimy z serca zaakceptować kulturę pluralistyczną, w której przyszło nam pełnić naszą misję - zsekularyzowane społeczeństwo”. To niestety wypowiedź wysokiego przedstawiciela Kościoła z kraju europejskiego, zdominowanego przez laicyzm. Autor tej wypowiedzi przejął się, jak widać, wymogiem zarzucenia cywilizacji chrześcijańskiej. Wypowiedź ta, bez jednego słowa komentarza, została upowszechniona w katolickich środkach społecznego przekazu w Polsce. Miało to miejsce w roku 1050-lecia Chrztu Polski i dokładnie w dniach, w których Polska modliła się nowenną poprzedzającą Jubileuszowy Akt przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana.

W czasach nowożytnych sukcesy odnoszą ruchy odrzucające prawdę o człowieku jako istocie stworzonej na obraz i podobieństwo Boże, przez Boga umiłowanej i powołanej do życia z Nim. Kiedyś, w rozwiniętej Christianitas, publicznie uwielbiano Boga w Trójcy Świętej Jedynego, a trony były zobowiązane do „obrony wiary, prawa i ubogich” (Ps 45,4), czyli do powstrzymywania zła. Tymczasem wdrożono program zniesienia tronów i ołtarzy, a pojęcie prawa związano wyłącznie z ludzkim stanowieniem reguł społecznych. Zastosowano wielorakie rodzaje terroru jako broń przeciw ludziom i narodom opierającym się złu. Obalano państwa, zniewalano i rozdzierano narody. Rozebrano także Polskę. Głównie dlatego, że była katolicka. Głównie po to, aby „wyłamać jeden róg Papieżowi”. To sformułowanie z listu gratulacyjnego, który protestancki dyktator Anglii, Olivier Cromwell, wysłał do protestanckiego króla Szwecji Karola Gustawa, gdy ten w 1655 roku najechał Polskę.2

Rozpoczynano ludobójcze rewolucje i wojny. Wdrożono procedury zarządzania rodziną ludzką niczym pogłowiem jakiegoś stada. Wymyślono globalizm, czyli budowanie nowej, światowej wieży Babel na ruinie wolnych narodów, ich kultur i państw. Wymyślono zniesienie własności indywidualnej i zadłużenie powszechne, aby zabrać ludziom, rodzinom i narodom tę część wolności, która wypływa z życia i pracy na swoim. Wymyślono też zniesienie rodzin, aby nie były one ostoją prawdy i wolności wobec niegodziwych dążeń rządzących. Demoralizację uznano za celowy i dopuszczalny sposób niszczenia ludzkich sumień i woli. Łatwiej przecież zniewolić ludzi bez sumienia i bezwolnych. To wszystko postępuje. Ten anty-Boży, a w konsekwencji anty-ludzki postęp trwa z ogromną intensywnością. Pomimo tej gigantycznej manipulacji wmawia się manipulowanym narodom, że to ponoć one same rządzą swą przestrzenią publiczną.

To nie znaczy, że narody nie przyczyniają się do swego losu poprzez mnogie grzechy, z lenistwem i brakiem troski o dobro wspólne włącznie. W języku Pisma Świętego „nierząd” to odrzucenie Boga, by wstawiać w Jego miejsce to, co zaspokaja ludzkie pożądania, by czynić je „bóstwami” kierującymi naszym życiem. Nierząd to szukanie personifikacji tych pożądań w różnych „bóstwach” wymyślonych przez ludzi, czy raczej podpowiedzianych przez złego. Spotkałem ciekawe określenie „sił zła”. To ludzie, którzy sądzą, że wypełniają swoje własne zamysły, a nie pojmują, że stali się narzędziami w ręku demonów, które omotały ich swymi kłamstwami. Która z głównych idei, dominujących współczesny świat, nie nosi w sobie śladów tego omotania? Która nie prowadzi do detronizacji Chrystusa?

3. Ty masz słowa życia wiecznego

W miarę postępu doczesnej detronizacji Chrystusa, wierzący zwracają się do Niego z błaganiem: „Zechciej nad nami królować już teraz. Przyjdź Panie Jezu, nie zwlekaj, bo oto podstępem i gwałtem pozbawiani jesteśmy tego, co w życiu społecznym ma w nas podtrzymać podobieństwo do Ciebie. Pod Twoim panowaniem będziemy bezpiecznie dojrzewać do życia z Ojcem w niebie i nie będziemy lękać się o los naszych umiłowanych. Nawet, gdy dopuścisz byśmy dźwigali krzyż prześladowań tak, jak Ty go dźwigałeś, to z Tobą będziemy mocniejsi i zwycięsko przetrzymamy zło”.

Tę myśl wyraziła też Sł.B. Rozalia Celakówna: „Ostoją się tylko te narody, które Chrystusa przyjmą za Króla w całym tego słowa znaczeniu” - czyli te, które będą Jemu posłuszne we wszystkich wymiarach życia. Czy zatem w tym wołaniu do Chrystusa, jako prawowitego Króla i Pana, nie pobrzmiewa echo słów św. Piotra Apostoła: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J6,68). To z takiego postrzegania rzeczywistości zrodziły się ruchy intronizacyjne w Polsce. Liczni uczestnicy tych ruchów zapewne bardzo wiele dodaliby do tego krótkiego przypomnienia.

Biskupi zaś w Komentarzu do Jubileuszowego Aktu stwierdzili: „Przyjęcie panowania Jezusa Chrystusa ma być z założenia aktem wiary narodu. Celem tego aktu nie jest zapewnienie doczesnej władzy czy dostatku, ale poddanie osobistego, rodzinnego i narodowego życia Chrystusowi i życie według praw Bożych. Akt ten powinien wpłynąć na rzeczywistość doczesną, ale nie może stanowić nadużycia Najświętszego Imienia Jezusa do osiągania celów doczesnych. Jest wyrazem posłuszeństwa Bogu, czyli odpowiedzią człowieczej miłości na Miłość Bożą, jest też aktem sprawiedliwości, czyli oddaniem Bogu tego, co Jemu należne”.

Przypisy

1 „Jan Łopuszański - O Polskę zgodną z wolą Bożą - Porozumienie Polskie, Allegro, Kamyk 2013, s.133”

2 Jędrzej Giertych – Jan Amos Komensky. U źródeł katastrofy dziejowej Polski, Londyn 1964, s. 183 - za: A. Waddington „Le Grand Electeur Frederic Guillame de Brandenburg” Paryż, 1905, tom I, str. 336. Cytat o wyrwaniu rogu z listu Des Noyersa z kwietnia 1656 roku, „Lettres pour servir a l’histoire de Pologne et de Suede de 1655-1659, wyd. Rykaczewski, Berlin 1859, str. 134.