Archiprzewodnik po Europie - Robert Konieczny, Tomasz Malkowski - ebook

Archiprzewodnik po Europie ebook

Robert Konieczny, Tomasz Malkowski

3,5

Opis

Wędrówka przez najbardziej odważne budynki europejskie ostatnich kilku dekad.

Hala targowa w Rotterdamie, nad którą okrakiem stanął blok mieszkalny. Duńskie Muzeum Morskie zbudowane pod ziemią niczym scenografia z filmu science fiction. Drewniana kapliczka w Alpach będąca duchową esencją architektury. Uczelnia w Katowicach, która jest hołdem dla śląskich familoków.

To tylko kilka europejskich obiektów, które architekt Robert Konieczny i krytyk architektury Tomasz Malkowski uznali za warte zobaczenia. Każdemu obiektowi towarzyszy żywa dyskusja autorów. Dwie, czasami skrajnie odmienne opinie pozostawiają czytelnikowi miejsce na wyrobienie własnego zdania.

Robert Konieczny – uznany architekt, założyciel pracowni KWK Promes w Katowicach. Autor wielu wybitnych budynków zdobywających najważniejsze nagrody na świecie, w tym domu Arki w Brennej (tytuł najlepszego domu na świecie w konkursie Wallpaper Design Awards w 2017 r.), Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie (najlepszy budynek na świecie na World Architecture Festival 2016, ex aequo I nagroda w konkursie European Prize for Urban Public Space w 2016 r.). Członek prestiżowej Francuskiej Akademii Architektury.

Tomasz Malkowski – krytyk architektury i publicysta, pracował dla „Gazety Wyborczej”, „Architektury-murator”, współtworzył magazyn „ARCH”. Autor wielu artykułów i scenariuszy związanych z architekturą i historią architektury.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 301

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Au­to­rzy: Ro­bert Ko­niecz­ny, To­masz Mal­kow­ski

Pro­jekt gra­ficz­ny oraz opra­co­wa­nie: Bar­tło­miej Wit­kow­ski

Opra­co­wa­nie re­dak­cyj­ne: Ur­szu­la Czer­wi­ńska

Tekst pro­mo­cyj­ny Audi: Mar­cin Klim­kow­ski

Ko­or­dy­na­cja: Ali­cja Wa­sil­kow­ska

Wy­da­nie I,

Biel­sko-Bia­ła, 2020

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25; 43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 3382828289,

www.pas­cal.pl, pas­cal@pas­cal.pl

Prze­wod­ni­ki dla firm i agen­cji re­kla­mo­wych

cre­ati­ve@pas­cal.pl; www.pas­cal­cre­ati­ve.pl

Dys­try­bu­cja Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

Au­to­rzy i wy­daw­cy tej pu­bli­ka­cji sta­ra­li się, by jej tekst był rze­tel­ny, nie mogą jed­nak wzi­ąć od­po­wie­dzial­no­ści za ja­kie­kol­wiek skut­ki wy­ni­ka­jące z wy­ko­rzy­sta­nia po­da­nych w niej in­for­ma­cji.

© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Pas­cal

ISBN 978-83-8103-728-0

Przy­go­to­wa­nie wer­sji eBo­ok: Ja­ro­sław Ja­bło­ński

Spis treści

Kar­ta ty­tu­ło­wa

Kar­ta re­dak­cyj­na

Wstęp

AT

Au­stria

CH

Szwaj­ca­ria

IT

Wło­chy

BE

Bel­gia

NL

Ho­lan­dia

LU

Luk­sem­burg

GB

Wiel­ka Bry­ta­nia

DK

Da­nia

NO

Nor­we­gia

SE

Szwe­cja

FR

Fran­cja

ES

Hisz­pa­nia

PT

Por­tu­ga­lia

DE

Niem­cy

CZ

Cze­chy

PL

Pol­ska

Wstęp

To­masz Mal­kow­ski: Przy­go­da z tą ksi­ążką za­częła się… Mogę spraw­dzić po zdjęciach w te­le­fo­nie, kie­dy do­kład­nie… 2 lu­te­go 2019 roku. Sie­dzie­li­śmy z Ali­cją Wa­sil­kow­ską, wy­daw­cą, i Bart­kiem Wit­kow­skim, gra­fi­kiem, w two­jej Arce w Bren­nej. Za­częli­śmy roz­ma­wiać o prze­wod­ni­ku i już przy wy­bo­rze pierw­szych bu­dyn­ków moc­no się po­kłó­ci­li­śmy. To mia­ła być ksi­ążka o naj­lep­szej wspó­łcze­snej ar­chi­tek­tu­rze w Pol­sce, a ty za­cząłeś tor­pe­do­wać ten po­my­sł.

Ro­bert Ko­niecz­ny: Nie wi­dzia­łem szans na za­pe­łnie­nie ca­łej ksi­ążki tyl­ko pol­ski­mi bu­dyn­ka­mi.

Ale prze­cież mamy w Pol­sce dużo do­brej ar­chi­tek­tu­ry, że nie wspom­nę o two­ich re­ali­za­cjach, któ­re zdo­by­wa­ją lau­ry na ca­łym świe­cie.

To nie jest tak, że w kra­ju nie mamy do­brej ar­chi­tek­tu­ry. Jest spo­ro po­rząd­nych bu­dyn­ków, ale usta­li­li­śmy prze­cież, że będzie­my szu­kać do prze­wod­ni­ka obiek­tów wy­zna­cza­jących nowe ście­żki roz­wo­ju w ar­chi­tek­tu­rze, często to­tal­nie pre­kur­sor­skich. I przy tak wy­so­ko po­sta­wio­nej po­przecz­ce wie­dzia­łem, że mu­si­my roz­sze­rzyć prze­wod­nik na całą Eu­ro­pę.

Pod­czas tego pierw­sze­go dnia pra­cy w two­im domu Ali­cja na­gle wy­krzyk­nęła: „Trze­ba was na­gry­wać, jak roz­ma­wia­cie o bu­dyn­kach. To jest żywe i in­te­re­su­jące!”. I tak przy­pad­kiem po­wsta­ła idea tej ksi­ążki, któ­ra jest w ca­ło­ści mó­wio­na. Mie­li­śmy na­pi­sać rze­tel­ne tek­sty o ka­żdym obiek­cie, a wy­szły nam z tego roz­mo­wy.

Ja w ogó­le je­stem ty­pem opo­wia­da­cza, do­brze się czu­ję pod­czas pro­wa­dze­nia wy­kła­dów, lecz go­rzej, kie­dy mam coś na­pi­sać. Wie­dzia­łem, że z two­im do­świad­cze­niem dzien­ni­kar­skim roz­mo­wy będą lep­sze. Ta for­mu­ła mi się od razu spodo­ba­ła, bo dzi­ęki niej czy­tel­nik może czuć się włączo­ny w dys­ku­sję. War­to­ścią do­da­ną tego prze­wod­ni­ka może być też to, że przy oka­zji pre­zen­ta­cji bu­dyn­ków po­ka­że­my, jak mo­żna roz­ma­wiać o ar­chi­tek­tu­rze.

A wia­do­mo, że wszy­scy Po­la­cy się zna­ją na ar­chi­tek­tu­rze, po­dob­nie jak na przy­kład na epi­de­mio­lo­gii czy pi­łce no­żnej.

Tak, ży­je­my w kra­ju eks­per­tów (śmiech). Ale mó­wi­ąc se­rio, wie­rzę w sens tej pu­bli­ka­cji, jej mi­sję – wiem, duże sło­wo – po­pu­la­ry­za­cji wspó­łcze­snej ar­chi­tek­tu­ry. Bra­ku­je mi ksi­ążek na ten te­mat, któ­re by­ły­by na­pi­sa­ne pro­stym i przy­stęp­nym języ­kiem, a do tego do­brze wy­da­nych i ze świet­ny­mi zdjęcia­mi.

Szu­ka­li­śmy do prze­wod­ni­ka jak naj­bar­dziej ró­żno­rod­nych obiek­tów – od ikon i zna­nych, na­gra­dza­nych bu­dyn­ków, po małe ka­pli­ce wiej­skie gdzieś na pro­win­cji czy obiek­ty prze­my­sło­we, mamy na­wet spa­lar­nię śmie­ci i na­staw­nię ko­le­jo­wą! Jed­nak przede wszyst­kim li­czy­ła się dla nas myśl sto­jąca za ar­chi­tek­tu­rą.

in­sta­gram.com/ro­ber­to­ko­niecz­ny

Ro­bert Ko­niecz­ny – uzna­ny ar­chi­tekt, za­ło­ży­ciel pra­cow­ni KWK Pro­mes w Ka­to­wi­cach. Au­tor wie­lu wy­bit­nych bu­dyn­ków zdo­by­wa­jących naj­wa­żniej­sze na­gro­dy na świe­cie, w tym domu Arki w Bren­nej (ty­tuł naj­lep­sze­go domu na świe­cie w kon­kur­sie Wal­l­pa­per De­sign Awards w 2017 r.), Cen­trum Dia­lo­gu Prze­ło­my w Szcze­ci­nie (naj­lep­szy bu­dy­nek na świe­cie na World Ar­chi­tec­tu­re Fe­sti­val 2016, ex aequo I na­gro­da w kon­kur­sie Eu­ro­pe­an Pri­ze for Urban Pu­blic Spa­ce w 2016 r.). Czło­nek pre­sti­żo­wej Fran­cu­skiej Aka­de­mii Ar­chi­tek­tu­ry.

Sam uwa­żam się za kon­cep­tu­ali­stę. I na­tu­ral­nie naj­bar­dziej in­te­re­su­ją mnie kon­cep­tu­al­ne pro­jek­ty, z moc­ną, wy­ra­zi­stą ideą. Cie­szę się, że uda­ło nam się stwo­rzyć taki zbiór bu­dyn­ków, któ­re wręcz prą do przo­du, nie­któ­re moc­no wy­prze­dza­ją swój czas lub tren­dy.

Pa­mi­ętasz, ile świet­nych obiek­tów nam wy­pa­dło? Choć do­brze wy­gląda­ły, były funk­cjo­nal­ne, to nie wi­dzie­li­śmy w nich szcze­gól­nie świe­żej my­śli.

Je­śli za bu­dyn­kiem nie stał ja­kiś wy­ra­zi­sty po­my­sł, to na­wet nie chcia­ło mi się o nim roz­ma­wiać. Bo co tu mó­wić – że jest ład­na ele­wa­cja i faj­ne pro­por­cje?

Jak uwa­żasz, do kogo ad­re­so­wa­na jest ta ksi­ążka? Gdy przy­stępo­wa­li­śmy do pra­cy, my­śle­li­śmy o czy­tel­ni­kach, któ­rzy choć tro­chę in­te­re­su­ją się ar­chi­tek­tu­rą wspó­łcze­sną.

Te­raz, kie­dy mam przed ocza­mi ca­ło­ść i wi­dzę tek­sty na­szych roz­mów ze zdjęcia­mi, to przy­po­mi­na mi to in­struk­cję czy­ta­nia ar­chi­tek­tu­ry. Często wy­ja­śnia­my krok po kro­ku, jak dzia­ła ja­kiś bu­dy­nek, jak zo­stał wpi­sa­ny w lo­kal­ny kon­tekst. Ar­gu­men­tu­je­my ka­żdy wy­bór obiek­tu w spo­sób lo­gicz­ny. My­ślę więc, że ta ksi­ążka jest dla wszyst­kich, któ­rzy chcą głębiej spoj­rzeć na ar­chi­tek­tu­rę. War­to być świa­do­mym użyt­kow­ni­kiem ar­chi­tek­tu­ry, bo jest ona wa­żnym ele­men­tem na­szej co­dzien­no­ści. A do tej świa­do­mo­ści pro­wa­dzi tyl­ko dro­ga przez edu­ka­cję.

Wa­żną częścią ar­chi­tek­to­nicz­nej edu­ka­cji są pod­ró­że. Te­raz, gdy ko­ńczy­my pra­cę nad ksi­ążką, świat znów zo­stał wstrzy­ma­ny przez glo­bal­ną pan­de­mię. Szczęśli­wie jesz­cze la­tem zje­cha­łem kil­ka kra­jów i zo­ba­czy­łem bu­dyn­ki, o któ­rych od daw­na ma­rzy­łem. Brak mo­żli­wo­ści la­ta­nia spro­wo­ko­wał mnie do sa­mo­cho­do­wej wy­ciecz­ki po Eu­ro­pie, ale dzi­ęki temu w ko­ńcu do­ta­rłem do al­pej­skich do­lin i zo­ba­czy­łem dzie­ła Pe­te­ra Zum­tho­ra.

in­sta­gram.com/to­me­k_mal­kow­ski

To­masz Mal­kow­ski – kry­tyk ar­chi­tek­tu­ry i pu­bli­cy­sta, pra­co­wał dla „Ga­ze­ty Wy­bor­czej”, „Ar­chi­tek­tu­ry-mu­ra­tor”, wspó­łtwo­rzył ma­ga­zyn „ARCH”. Au­tor wie­lu ar­ty­ku­łów i sce­na­riu­szy zwi­ąza­nych z ar­chi­tek­tu­rą i hi­sto­rią ar­chi­tek­tu­ry.

Ja mam chy­ba zbo­cze­nie za­wo­do­we, bo na­wet jak jadę gdzieś z ro­dzi­ną na wa­ka­cje i wi­dzę ja­kiś do­bry, wspó­łcze­sny obiekt, to ostro ha­mu­ję, zje­żdżam z dro­gi i oglądam. Dla­te­go oby­śmy szyb­ko wró­ci­li do od­kry­wa­nia bu­dyn­ków na żywo. Ar­chi­tek­tu­ra po­zna­wa­na tyl­ko przez zdjęcia to er­zac, nie od­czu­wa się re­la­cji prze­strzen­nych, at­mos­fe­ry, za­pa­chu.

Mamy świa­do­mo­ść, że przy ogra­ni­czo­nej ilo­ści miej­sca nie da­li­śmy w prze­wod­ni­ku wszyst­kich wa­żnych bu­dyn­ków i ar­chi­tek­tów.

Na pew­no umknęło nam parę wy­bit­nych obiek­tów i na­zwisk. Ale nie cho­dzi o to, żeby wszyst­ko upchać w jed­nej pu­bli­ka­cji. Pod­jęli­śmy de­cy­zję, że z ra­cji pan­de­mii mu­si­my dać wi­ęcej du­żych zdjęć. Zgod­nie po­wie­dzie­li­śmy wy­daw­cy, że wo­li­my sze­rzej po­ka­zać mniej bu­dyn­ków, niż zro­bić li­ta­nię obiek­tów z po­je­dyn­czy­mi tyl­ko zdjęcia­mi.

Wa­żnym aspek­tem przy wy­bo­rze bu­dyn­ków było dla nas też to, jak one od­po­wia­da­ją na zmia­ny kli­ma­tycz­ne. My­ślę, że już mi­nęły cza­sy, kie­dy mo­żna było dy­wa­go­wać, czy ro­bić ar­chi­tek­tu­rę zrów­no­wa­żo­ną, czy „zwy­kłą”.

Nie mamy już in­nej opcji – ka­ta­stro­fa kli­ma­tycz­na będzie przy­spie­szać, więc ar­chi­tek­tu­ra musi być eko­lo­gicz­na. Choć jest to bar­dzo wa­żne, nie był to dla nas ni­g­dy je­dy­ny czyn­nik wy­bo­ru. Po pro­stu do­sze­dł ko­lej­ny pa­ra­metr, któ­ry my ar­chi­tek­ci mu­si­my spe­łnić przy pro­jek­to­wa­niu bu­dyn­ków. Po­sta­no­wi­li­śmy, że będzie­my bez­kom­pro­mi­so­wi przy pra­cy nad prze­wod­ni­kiem. Nie po­ka­że­my bu­dyn­ku tyl­ko dla­te­go, że jest eko i zdo­by­wa z tego po­wo­du uzna­nie i na­gro­dy, je­śli jest sła­by ar­chi­tek­to­nicz­nie.

I pod­czas tego pierw­sze­go dnia pra­cy w Arce wy­my­śli­li­śmy nie tyl­ko for­mu­łę roz­mów do ksi­ążki…. Uzna­li­śmy też, że są po­trzeb­ne in­for­ma­cje prak­tycz­ne. Przy­kła­do­wo do ta­kiej Arki Ko­niecz­ne­go le­piej nie pod­je­żdżać sa­mo­cho­dem, bo to cza­sem źle się ko­ńczy.

A tak! Ali­cja tego jesz­cze nie wie­dzia­ła i wy­lądo­wa­ła sa­mo­cho­dem w ro­wie. Mój sąsiad za po­mo­cą ci­ągni­ka mu­siał po­móc wy­do­stać jej auto z za­spy. Ta­kie in­for­ma­cje, jak naj­le­piej oglądać bu­dy­nek, w jaki spo­sób do nie­go do­je­chać, są bar­dzo przy­dat­ne. W ko­ńcu pra­co­wa­li­śmy prze­cież nad prze­wod­ni­kiem.

Są bu­dyn­ki, o któ­re się moc­no po­kłó­ci­li­śmy. Nie­rzad­ko mamy dwa od­mien­ne zda­nia. Chcia­łbym, żeby czy­tel­nik był trze­cią stro­ną, któ­ra sie­dzi z nami przy sto­le i do­rzu­ca wła­sną myśl.

To by­ło­by ide­al­ne, gdy­by na­sze roz­mo­wy spro­wo­ko­wa­ły in­nych do spoj­rze­nia na pre­zen­to­wa­ne tu bu­dyn­ki we wła­sny spo­sób. Pa­mi­ętam, jak mój pro­wa­dzący na stu­diach – prof. An­drzej Duda – ma­wiał, że ar­chi­tek­tu­ra to nie ma­te­ma­ty­ka. Więc na­praw­dę mo­żna bar­dzo ró­żnie od­bie­rać ten sam bu­dy­nek.

Tyle go­dzin roz­ma­wia­li­śmy, a nie za­py­ta­łem cie­bie wprost – co to jest do­bra ar­chi­tek­tu­ra?

My­ślę, że tyle, ile jest w tej ksi­ążce bu­dyn­ków, tyle i de­fi­ni­cji do­brej ar­chi­tek­tu­ry.

AT

Au­stria

Kun­sthaus Bre­genz

Bre­gen­cja

Pe­ter Zum­thor

2226

Lu­ste­nau

Baum­schla­ger Eber­le

CH

Szwaj­ca­ria

Bünd­ner Kun­st­mu­seum Chur

Chur

Es­tu­dio Ba­roz­zi Ve­iga

Das Gel­be Haus

Flims

Va­le­rio Ol­gia­ti

Cen­tral Si­gnal Box i Si­gnal Box Auf dem Wolf

Ba­zy­lea

He­rzog & de Meu­ron

Nowy bu­dy­nek Kun­st­mu­seum Ba­sel

Ba­zy­lea

Christ & Gan­ten­be­in

Ka­pli­ca św. Be­ne­dyk­ta

Su­mvitg

Pe­ter Zum­thor

La Con­giun­ta

Gior­ni­co

Pe­ter Mär­kli

Mu­zeum Susch

Susch

Vo­el­l­my Schmi­dlin Ar­chi­tek­tur

Ro­lex Le­ar­ning Cen­ter

Lo­zan­na

Ka­zuyo Se­ji­ma + Ryue Ni­shi­za­wa / SA­NAA

Szko­ła Leut­schen­bach

Zu­rych

Chri­stian Ke­rez

Ter­my w Vals

Vals

Pe­ter Zum­thor

Vil­la Vals

Vals

Se­ARCH, Chri­stian Mül­ler Ar­chi­tects

IT

Wło­chy

Mu­zeum MA­XXI

Rzym

Zaha Ha­did Ar­chi­tects

Bo­sco Ver­ti­ca­le

Me­dio­lan

Bo­eri Stu­dio

Fon­da­zio­ne Pra­da

Me­dio­lan

OMA

Uni­wer­sy­tet Lu­igi Boc­co­ni

Me­dio­lan

Gra­fton Ar­chi­tects

Kun­sthaus Bre­genz

AT, Bre­gen­cja, Karl-Ti­zian-Platz

1997

Pe­ter Zum­thor

TM W Mrocz­nym ry­ce­rzu w re­ży­se­rii Chri­sto­phe­ra No­la­na kry­jów­ka Bat­ma­na pre­zen­tu­je się jak zwy­kle im­po­nu­jąco, jed­nak wy­jąt­ko­wo nie jest to pie­cza­ra (Bat­ca­ve zo­sta­ła znisz­czo­na we wcze­śniej­szej części Bat­man – Po­czątek – przyp. red.), a wspó­łcze­sna ar­chi­tek­tu­ra – to ol­brzy­mia, po­zba­wio­na de­ta­li sala z be­to­no­wy­mi ścia­na­mi i podło­gą, nad któ­rą wisi szkla­ny su­fit rzęsi­ście oświe­tla­jący prze­strzeń. Zna­jąc upodo­ba­nie No­la­na do no­wo­cze­snej ar­chi­tek­tu­ry, in­spi­ra­cją mo­gło być Kun­sthaus w Bre­gen­cji, któ­re­go sale wy­sta­wo­we to wła­śnie tyl­ko be­ton i szkło.

RK Tyl­ko że sce­no­graf No­la­na spar­ta­czył spra­wę, bo su­fit w fil­mie jest pła­ski, a oświe­tle­nie ko­ja­rzy się ze szpi­tal­nym. A naj­wi­ęk­szą ma­gią Kun­sthaus jest de­li­kat­ne, roz­pro­szo­ne świa­tło. Pod jego wpły­wem be­to­no­we ścia­ny sta­ją się mi­ęk­kie, de­ma­te­ria­li­zu­ją się, a za­ra­zem ta­kie gór­ne, na­tu­ral­ne oświe­tle­nie two­rzy ide­al­ne wa­run­ki do pre­zen­ta­cji sztu­ki.

Dla mnie Kun­sthaus było za­wsze za­gad­ką. Jak to mo­żli­we, że sale mają pe­łne be­to­no­we ścia­ny, a w środ­ku przez su­fit wpa­da dzien­ne świa­tło? Z ko­lei od ze­wnątrz bu­dy­nek wy­gląda jak szkla­na kost­ka. Nie umia­łem po­go­dzić tych sprzecz­nych ob­ra­zów.

Bo to bar­dzo in­no­wa­cyj­ny pro­jekt, choć jak to bywa w bu­dyn­kach Zum­tho­ra, wy­gląda na wy­so­kiej kla­sy rze­mio­sło i nie eks­po­nu­je wprost swo­je­go za­awan­so­wa­nia tech­no­lo­gicz­ne­go. Szkla­ne pły­ty na ele­wa­cji są uło­żo­ne ni­czym tra­dy­cyj­ny gont, ka­żda ta­fla jest osob­no za­wie­szo­na. Ale to tyl­ko ze­wnętrz­na skó­ra, pod nią jest sta­lo­wa kon­struk­cja i do­pie­ro 90 cm w głębi znaj­du­je się wła­ści­wa fa­sa­da bu­dyn­ku częścio­wo szkla­na, a częścio­wo be­to­no­wa. Cza­sa­mi w ci­ągu dnia wi­dać pod tra­wio­nym szkłem ele­wa­cji za­ry­sy scho­dów i ku­ba­tur po­szcze­gól­nych kon­dy­gna­cji. Be­to­no­we ścia­ny sal wy­sta­wo­wych nie do­cho­dzą do stro­pu – nie są no­śne – mają tyl­ko bu­do­wać in­tro­wer­tycz­ny na­strój mu­zeum. Cały bu­dy­nek spo­czy­wa bo­wiem na trzech we­wnętrz­nych i ma­syw­nych żel­be­to­wych ścia­nach. Mu­zeum dzia­ła jak ła­pacz świa­tła. Szkla­ne fa­sa­dy prze­chwy­tu­ją pro­mie­nie sło­necz­ne, za­ła­mu­ją je, świa­tło pada przez war­stwę dru­giej, szkla­nej fa­sa­dy i pod stro­pem jest roz­pro­wa­dza­ne do sal wy­sta­wo­wych, wpa­da­jąc do nich przez mlecz­ne szkło su­fi­tów.

Cały bu­dy­nek to w za­sa­dzie stu­dium świa­tła i jego roz­pra­sza­nia. Szkla­ne ele­wa­cje, któ­re skła­da­ją się z 712 ta­fli, za­cho­wu­ją się prze­ró­żnie w ci­ągu dnia i zmie­nia­ją wraz z po­go­dą, np. pod wpły­wem desz­czu ciem­nie­ją, w pe­łnym sło­ńcu ro­bią się mlecz­ne. War­to zo­ba­czyć gmach nocą, bo wte­dy fa­sa­dy podświe­tla od środ­ka spe­cjal­na ilu­mi­na­cja i Kun­sthaus wy­gląda ni­czym de­li­kat­ny lam­pion. Od stro­ny Je­zio­ra Bo­de­ńskie­go mu­zeum przy­po­mi­na la­tar­nię mor­ską.

Dla mnie ten bu­dy­nek jest do­sko­na­ły pod ka­żdym względem. Na­wet naj­drob­niej­sze de­ta­le są do­piesz­czo­ne. Podło­gi z la­stry­ko w sa­lach wy­sta­wo­wych i głów­nych scho­dach nie sty­ka­ją się ze ścia­na­mi, jest tam wąska szcze­li­na. To na­da­je głębi zwy­kłe­mu po­łącze­niu dwóch płasz­czyzn. Albo piw­ni­ca, w któ­rej są m.in. ła­zien­ki i sala au­dy­to­ryj­na, ma fa­sa­dy z mlecz­ne­go szkła, przez któ­re wpa­da świa­tło dzien­ne, choć ka­żdy spo­dzie­wa­łby się tam ciem­ne­go wnętrza!

Zum­thor za­pro­jek­to­wał też ni­ski bu­dy­nek przed mu­zeum, któ­ry mie­ści ka­wiar­nię, sklep mu­ze­al­ny i ad­mi­ni­stra­cję. Ce­lo­wo roz­dzie­lił te funk­cje, dzi­ęki cze­mu głów­ny gmach nie mu­siał mieć tra­dy­cyj­nych okien – mógł nadać mu taką abs­trak­cyj­ną for­mę. Roz­bi­cie in­sty­tu­cji na dwa osob­ne bu­dyn­ki spo­wo­do­wa­ło rów­nież, że wy­two­rzył się mi­ędzy nimi za­cisz­ny plac, któ­ry le­piej wpi­sał mu­zeum w sta­rów­kę Bre­gen­cji pe­łną roz­drob­nio­nej za­bu­do­wy.

Mnie ten bu­dy­nek ocza­ro­wał pod ka­żdym względem. Na pierw­szy rzut oka to je­dy­nie szkla­ny sze­ścian i tyl­ko jed­ne skrom­ne drzwi we­jścio­we wy­ró­żnia­ją się w tej bry­le. Kun­sthaus nie krzy­czy, ale i tak in­try­gu­je, bo coś pod szkłem ma­ja­czy. To ar­chi­tek­tu­ra, któ­rą się od­kry­wa po­wo­li, wraz z ko­lej­ny­mi wi­zy­ta­mi, jak naj­lep­sze dzie­ło sztu­ki.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

W po­nie­dzia­łek mu­zeum jest nie­czyn­ne, za to w ka­żdy pierw­szy pi­ątek mie­si­ąca wstęp jest wol­ny. Dla dzie­ci i mło­dzie­ży do 19 lat wstęp jest bez­płat­ny. Bi­le­ty mo­żna ku­pić przez stro­nę in­ter­ne­to­wą: kun­sthaus-bre­genz.at.

W Bre­gen­cji war­to od­wie­dzić rów­nież Fe­st­spiel­haus Bre­genz (proj. Die­trich | Unter­tri­fal­ler Ar­chi­tek­ten), któ­re­go głów­ne au­dy­to­rium jest po­ło­żo­ne nad brze­giem Je­zio­ra Bo­de­ńskie­go, a sce­na znaj­du­je się na wo­dzie. Bu­dy­nek „za­grał” w jed­nym z fil­mów z se­rii o Ja­me­sie Bon­dzie – Qu­an­tum of So­la­ce (2008) w re­ży­se­rii Mar­ca For­ste­ra. Do Fe­st­spiel­haus mo­żna do­jść pie­szo z Kun­sthaus – to ok. 1 km tra­są bie­gnącą nad ma­low­ni­czym brze­giem je­zio­ra.

Mu­zeum

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Ko­niecz­no­ść ku­pie­nia bi­le­tu

2226

AT, Lu­ste­nau, Mil­len­nium Park 20

2013

Baum­schla­ger Eber­le

TM To może być dziw­ne, że za­chęca­my do obej­rze­nia na po­zór zwy­kłe­go biu­row­ca. Bu­dy­nek 2226 znaj­du­je się w par­ku prze­my­sło­wym na obrze­żach Lu­ste­nau. Do­mi­nu­ją tam hale i za­kła­dy. Wśród nich 2226 wy­ró­żnia się, ale to prze­cież tyl­ko bia­ły sze­ścian, ja­kich wie­le. Jed­nak obiekt jest re­wo­lu­cyj­ny i re­pre­zen­tu­je ca­łko­wi­cie no­wa­tor­skie po­de­jście do ar­chi­tek­tu­ry.

RK Mniej wa­żne, jak wy­gląda ten obiekt, klu­czo­we jest jego dzia­ła­nie. To prze­cież zgrab­na kost­ka, ale clou ukry­to w na­zwie pro­jek­tu. W środ­ku biu­row­ca pa­nu­je opty­mal­ny mi­kro­kli­mat z kom­for­to­wą dla lu­dzi tem­pe­ra­tu­rą w prze­dzia­le 22-26 stop­ni Cel­sju­sza, jed­nak w bu­dyn­ku… nie ma żad­ne­go ogrze­wa­nia ani kli­ma­ty­za­cji czy wen­ty­la­cji me­cha­nicz­nej.

By­li­śmy na­wet na wy­kła­dzie Diet­ma­ra Eber­le, za­ło­ży­cie­la pra­cow­ni Baum­schla­ger Eber­le, któ­ry wy­stąpił w Ka­to­wi­cach w ra­mach cy­klu „Mi­strzo­wie Ar­chi­tek­tu­ry”. Opo­wia­dał o za­ło­że­niu bu­dyn­ku 2226. Po­ka­zał tym pro­jek­tem zu­pe­łnie inną dro­gę osi­ągni­ęcia stan­dar­dów ni­sko­ener­ge­tycz­nych. Obec­nie dąży się do nich po­przez bu­do­wę co­raz bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych obiek­tów, na­sy­co­nych wie­lo­ma tech­no­lo­gia­mi. Eber­le ra­czej si­ęga do do­świad­czeń bu­dow­ni­czych z ca­łej hi­sto­rii ar­chi­tek­tu­ry.

2226 to tro­chę taka wspó­łcze­sna ka­mie­ni­ca, któ­ra czer­pie z naj­lep­szych ele­men­tów sta­rych bu­dyn­ków. Za­sto­so­wa­no tam wy­so­kie stro­py, przez co jest lep­sza cyr­ku­la­cja po­wie­trza w po­miesz­cze­niach. W du­żej mie­rze 2226 to bu­dy­nek pa­syw­ny, bo ma bar­dzo cie­płe mury o gru­bo­ści aż 76 cm. Skła­da­ją się one z dwóch warstw zbu­do­wa­nych z ce­gieł, ka­żda o sze­ro­ko­ści 38 cm. We­wnętrz­na jest no­śna, ze­wnętrz­na zbu­do­wa­na jest z ce­gieł izo­la­cyj­nych. Ma­syw­ne ścia­ny le­piej aku­mu­lu­ją cie­pło, dzi­ęki cze­mu w biu­row­cu utrzy­my­wa­na jest sta­ła tem­pe­ra­tu­ra. Fa­sa­dy otyn­ko­wa­no tra­dy­cyj­ny­mi tyn­ka­mi wa­pien­ny­mi, żeby ścia­ny prze­pusz­cza­ły parę wod­ną, czy­li „od­dy­cha­ły”.

Eber­le wy­ko­rzy­stu­je wie­le rze­czy w tym pro­jek­cie, o któ­rych wspó­łcze­śni ar­chi­tek­ci chy­ba za­po­mi­na­ją. Wen­ty­la­cja bu­dyn­ku od­by­wa się przez wąskie pa­ne­le umiesz­czo­ne przy ka­żdym oknie. Otwie­ra­ją się au­to­ma­tycz­nie wte­dy, kie­dy na przy­kład w po­miesz­cze­niach jest za wy­so­ki po­ziom dwu­tlen­ku węgla. Z ko­lei upal­nym la­tem są otwar­te przez noc, by wy­chło­dzić po­miesz­cze­nia i przy­go­to­wać je na ko­lej­ny dzień pra­cy. W biu­row­cu 2226 nie ma więc skom­pli­ko­wa­nych sys­te­mów, ale są czuj­ni­ki, któ­re ste­ru­ją tymi wy­wietrz­ni­ka­mi.

Ca­łko­wi­ta re­zy­gna­cja z tech­no­lo­gii nie jest mo­żli­wa. Ale mimo wszyst­ko, siła tego bu­dyn­ku tkwi w pro­sto­cie. Naj­lep­sze jest ogrze­wa­nie czy też jego brak – je­dy­nym źró­dłem cie­pła w 2226 są… lu­dzie oraz urządze­nia pra­cu­jące w bu­dyn­ku, jak kom­pu­te­ry, lam­py, a na­wet eks­pres do kawy. Eber­le nam przy­po­mniał pro­stą praw­dę, że czło­wiek to cho­dzący grzej­nik, ka­żdy z nas emi­tu­je śred­nio 80 wa­tów ener­gii ciepl­nej. Oczy­wi­ście wa­żne jest też tam usta­wie­nie bu­dyn­ku względem stron świa­ta i ła­pa­nie pro­mie­ni sło­necz­nych.

Ar­chi­tek­ci nie eks­pe­ry­men­to­wa­li na klien­tach, bo zbu­do­wa­li biu­ro­wiec 2226 głów­nie z my­ślą o sie­dzi­bie swo­jej pra­cow­ni, tyl­ko część pi­ęter pod­naj­mo­wa­na jest in­nym fir­mom. Obiekt dzia­ła nie­prze­rwa­nie od 2013 roku, przez te lata pro­jek­tan­ci mo­ni­to­ro­wa­li dzia­ła­nie bu­dyn­ku i oka­za­ło się, że ich za­ło­że­nia się spraw­dzi­ły. Fak­tycz­nie biu­ro­wiec utrzy­mu­je opty­mal­ną tem­pe­ra­tu­rę bez żad­nych ener­go­chłon­nych in­sta­la­cji. Biu­ro Baum­schla­ger Eber­le za­częło pro­jek­to­wać co­raz wi­ęk­sze kom­plek­sy bu­dyn­ków w opar­ciu o me­to­do­lo­gię 2226.

Jed­nym z naj­wi­ęk­szych wy­zwań, przed ja­kim sta­nęli­śmy jako cy­wi­li­za­cja, jest ka­ta­stro­fa kli­ma­tycz­na. A jak po­da­je Eu­ro­stat bu­dyn­ki od­po­wia­da­ją aż za po­ło­wę zu­ży­wa­nej ener­gii w UE, wli­cza­jąc w to nie tyl­ko ich eks­plo­ata­cję, ale cały cykl ży­cia. Na ar­chi­tek­tu­rze spo­czy­wa więc ol­brzy­mia od­po­wie­dzial­no­ść. Jed­nak jest na­dzie­ja na zmia­ny. Mo­żna się jej do­pa­trzeć w in­no­wa­cyj­nych bu­dyn­kach, ta­kich jak biu­ro­wiec 2226. Ale to tyl­ko jed­na z wie­lu mo­żli­wych dróg do za­sto­so­wa­nia. Na pew­no 2226 jest bar­dzo obie­cu­jącą al­ter­na­ty­wą dla zwy­kłe­go bu­dow­nic­twa.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

W bu­dyn­ku 2226 dzia­ła ka­wiar­nia i ga­le­ria sztu­ki. Mo­żna za­tem zo­ba­czyć par­ter biu­row­ca od środ­ka. W 2016 roku obiekt otrzy­mał na­gro­dę głów­ną w kon­kur­sie Brick Award, jako naj­lep­szy ce­gla­ny bu­dy­nek na świe­cie.

Kil­ka­na­ście ki­lo­me­trów na pó­łnoc od Lu­ste­nau znaj­du­je się Bre­gen­cja, gdzie war­to zo­ba­czyć Kun­sthaus pro­jek­tu Pe­te­ra Zum­tho­ra.

Biu­ro­wiec

Obiekt pry­wat­ny – mo­żna obej­rzeć tyl­ko z ze­wnątrz

Bünd­ner Kun­st­mu­seum Chur

CH, Chur, Bahn­ho­fstras­se 35

2016

Es­tu­dio Ba­roz­zi Ve­iga

TM Chur, za­le­d­wie 35-ty­si­ęcz­ne mia­sto będące sto­li­cą kan­to­nu Gry­zo­nia, to praw­dzi­we za­głębie do­brej ar­chi­tek­tu­ry.

RK Tam swo­ją pra­cow­nię pro­wa­dzi Pe­ter Zum­thor – i to już mówi wie­le. Dla mnie to je­den z naj­lep­szych ar­chi­tek­tów na świe­cie. W mie­ście jest kil­ka jego bu­dyn­ków. Oprócz tego są tam dzie­ła Ru­dol­fa Oli­ga­tie­go i jego syna Va­le­rio, rów­nież war­te zo­ba­cze­nia.

Wy­bra­li­śmy Bünd­ner Kun­st­mu­seum Chur, a w za­sa­dzie nowe skrzy­dło mu­zeum pro­jek­tu pra­cow­ni Ba­roz­zi Ve­iga. To be­to­no­wy sze­ścian, któ­ry sta­nął w środ­ku mia­sta przy jed­nej z głów­nych ulic. Mi­ni­ma­li­stycz­ny i oszczęd­ny, jak na szwaj­car­ską ar­chi­tek­tu­rę przy­sta­ło, choć to dzie­ło hisz­pa­ńskich ar­chi­tek­tów, któ­rzy naj­le­piej zna­ni są z pro­jek­tu iko­nicz­nej fil­har­mo­nii w Szcze­ci­nie.

Czy ten bu­dy­nek jest taki mi­ni­ma­li­stycz­ny? A or­na­ment na ele­wa­cji? Bar­dzo ce­nię duet Ba­roz­zi Ve­iga, ale w ka­żdym ich pro­jek­cie po­ja­wia się ja­kiś for­mal­ny za­bieg, z któ­rym cza­sem mam pro­blem.

Or­na­ment to wci­ąż zbrod­nia we wspó­łcze­snej ar­chi­tek­tu­rze? (Or­na­ment i zbrod­nia to ty­tuł opu­bli­ko­wa­ne­go w 1919 roku ese­ju au­striac­kie­go ar­chi­tek­ta Adol­fa Lo­osa – jego kry­ty­ka de­ko­ra­cji ów­cze­snej ar­chi­tek­tu­ry dała in­te­lek­tu­al­ne pod­wa­li­ny pod ro­dzący się mo­der­nizm – przyp. red.).

Nie­ko­niecz­nie, ale do­strze­gam co­raz częst­szą ten­den­cję po­wro­tu do or­na­men­tu, to tro­chę taki neo­po­st­mo­der­nizm. Jed­nak sza­nu­ję, że w tym bu­dyn­ku or­na­ment jest kon­se­kwent­ny, te ka­se­to­ny z be­to­nu po­kry­wa­ją wszyst­kie czte­ry ele­wa­cje, na­wet od­ci­śni­ęto go na sta­lo­wej bra­mie ga­ra­żo­wej z tyłu gma­chu. Wi­ęcej – or­na­ment przy­kry­wa na­wet okna wy­ższych pi­ęter, ka­se­ton sta­je się wte­dy ażu­ro­wy.

Dla mnie ten or­na­ment ma tu głębo­ki sens, bo bu­dy­nek sta­no­wi roz­bu­do­wę Vil­li Plan­ta, kla­sy­cy­stycz­nej re­zy­den­cji z dru­giej po­ło­wy XIX wie­ku, któ­ra od mi­ędzy­woj­nia dzia­ła jako pu­blicz­ny obiekt kul­tu­ry. Pa­ła­cyk jest pe­łen de­ko­ra­cji i or­na­men­tów, wzo­ro­wa­no go na słyn­nej Vil­li Pal­la­dia. Ba­roz­zi Ve­iga też na­wi­ązu­ją do pal­la­dia­ńskiej ar­chi­tek­tu­ry – stąd sy­me­trycz­no­ść fa­sad i ukła­du wnętrz. Or­na­ment oraz ten wszech­obec­ny geo­me­trycz­ny po­rządek po­wo­du­ją, że wspó­łcze­sne skrzy­dło wcho­dzi w dia­log z pa­ła­cem.

Moim zda­niem naj­wi­ęk­szą war­to­ścią tej roz­bu­do­wy jest jej struk­tu­ra. Do pa­ła­cu, któ­ry ma wszyst­kie ele­wa­cje sta­ran­nie do­pra­co­wa­ne, trud­no by­ło­by coś do­kle­ić. Ba­roz­zi Ve­iga zbu­do­wa­li więc od­dziel­ny bu­dy­nek, któ­ry łączy się z ist­nie­jącym pod zie­mią. Dzi­ęki od­se­pa­ro­wa­niu pa­łac oraz nowy bu­dy­nek są w pe­łni au­to­no­micz­ne, mają nie­zbęd­ny od­dech, a wo­kół no­we­go skrzy­dła po­wstał wręcz plac pu­blicz­ny. Do­ce­niam też, że choć do­bu­do­wa­ny sze­ścian ma spo­rą ku­ba­tu­rę, to jed­nak wi­ęk­szą jego część ukry­to pod pla­cem, w tym prze­stron­ne sale wy­sta­wo­we. Zmniej­szo­no więc ska­lę roz­bu­do­wy, nie do­mi­nu­je ona w prze­strze­ni. Je­śli już więc ten bu­dy­nek jest mi­ni­ma­li­stycz­ny, jak mó­wisz, to ra­czej w środ­ku. Wnętrza są skraj­nie pro­ste, w tym świet­nie do­pra­co­wa­ne klat­ki scho­do­we z su­ro­we­go be­to­nu czy sale wy­sta­wo­we typu whi­te box, któ­re są ide­al­ne do pre­zen­ta­cji sztu­ki. At­mos­fe­ra wnętrz jest nie­sa­mo­wi­ta.

Ba­roz­zi Ve­iga po­tra­fią z ma­łej licz­by skład­ni­ków two­rzyć prze­strzeń, któ­ra ocza­ro­wu­je, ale i wy­ci­sza. W Chur naj­bar­dziej za­pa­mi­ęta­łem scho­dy łączące nową i sta­rą część, któ­re oświe­tla z góry świe­tlik – jego ta­fla wto­pio­na jest w po­sadz­kę pla­cu. Scho­dy są jak be­to­no­wa rze­źba w ciem­nym wnętrzu. Ja­sno­ść bi­jąca z góry za­pra­sza, by we­jść wy­żej i od­kry­wać sta­łą ko­lek­cję umiesz­czo­ną w pa­ła­cu, w tym rze­źby słyn­ne­go Al­ber­to Gia­co­met­tie­go.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

Mu­zeum czyn­ne jest wtor­ku do nie­dzie­li w go­dzi­nach od 10.00 do 17.00, dłu­żej otwar­te jest w czwart­ki – do godz. 20.00. Wi­ęcej in­for­ma­cji o bie­żących wy­sta­wach jest na stro­nie: www.bu­end­ner-kun­st­mu­seum.ch.

Mu­zeum

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Ko­niecz­no­ść ku­pie­nia bi­le­tu

Das Gel­be Haus

CH, Flims, Via Nova 60

1999

Va­le­rio Ol­gia­ti

TM Ar­chi­tek­tu­ra Va­le­rio Ol­gia­tie­go jest pe­łna sprzecz­no­ści. I taki jest Das Gel­be Haus, czy­li Żó­łty Dom, w jego ro­dzin­nym mie­ście Flims. Dom jest kon­se­kwent­nie śnie­żno­bia­ły do tego stop­nia, że Ol­gia­ti po­ma­lo­wał na­wet na bia­ło łu­pek ko­per­to­we­go da­chu. Tych pa­ra­dok­sów jest tam dużo wi­ęcej, bo ta sie­dzi­ba nie­wiel­kie­go mu­zeum po­świ­ęco­ne­go ar­chi­tek­tu­rze al­pej­skiej nie jest ani nowa, ani sta­ra. Ol­gia­ti tak prze­bu­do­wał ist­nie­jący bu­dy­nek, że z ze­wnątrz wy­da­je się on na­wet star­szy niż był wcze­śniej.

RK Wry­ły mi się w pa­mi­ęć jego sło­wa: „Nie chcę, żeby lu­dzie już na pierw­szy rzut oka ro­zu­mie­li moje bu­dyn­ki. Mu­szą naj­pierw użyć in­te­lek­tu”. Jako kon­cep­tu­ali­ście jest to bli­skie mi po­de­jście. Jed­nak Ol­gia­ti często moc­no ka­mu­flu­je swo­je idee. Na­praw­dę trze­ba cza­su, żeby od­szy­fro­wać jego bu­dyn­ki. Żó­łty Dom wy­da­wał mi się na po­cząt­ku zgrab­ną, al­pej­ską ka­mie­nicz­ką. Ale jak po­zna­łem dru­gie dno pro­jek­tu, to opa­dła mi szczęka.

Trze­ba wspo­mnieć, że Va­le­rio jest sy­nem słyn­ne­go ar­chi­tek­ta Ru­dol­fa Ol­gia­tie­go, któ­ry był rów­nież za­pa­lo­nym zbie­ra­czem ele­men­tów ar­chi­tek­tu­ry szwaj­car­skiej, zbie­rał drzwi, okna, ró­żne de­ta­le z wy­bu­rza­nych bu­dyn­ków. Przed śmier­cią chciał prze­ka­zać swo­ją bo­ga­tą ko­lek­cję gmi­nie Flims. Po­sta­wił jed­nak dwa wa­run­ki. Pierw­szy, że zbiór po­wi­nien być wy­eks­po­no­wa­ny w Żó­łtym Domu, któ­ry stał od lat opusz­czo­ny w cen­trum miej­sco­wo­ści. Dru­gi, że ka­mie­ni­ca po­win­na być bia­ła od piw­ni­cy po dach. I jego syn pod­jął się za­da­nia prze­bu­do­wy obiek­tu. Naj­pierw ze­rwał żó­łty tynk, któ­ry sta­no­wił o to­żsa­mo­ści sta­re­go bu­dyn­ku.

Ol­gia­ti bez­par­do­no­wo po­trak­to­wał ma­te­rię XIX-wiecz­ne­go domu. Ca­łko­wi­cie go zde­kon­stru­ował. Za­be­to­no­wał we­jście na środ­ku fron­tu, prze­nió­sł je na bocz­ną ele­wa­cję, gdzie do­sta­wił żel­be­to­wy ga­nek. Wszyst­kie okna zy­ska­ły be­to­no­we fra­mu­gi i wi­ęk­szą głębo­ko­ść, bo wy­co­fał szkle­nie mak­sy­mal­nie do środ­ka. We wnętrzu do­ko­nał ist­nej re­wo­lu­cji – wsta­wił nową struk­tu­rę. Ko­lej­ne pi­ętra opie­ra­ją się na jed­nym drew­nia­nym słu­pie, któ­ry nie jest jed­nak usta­wio­ny w geo­me­trycz­nym środ­ku, ale zo­stał lek­ko prze­su­ni­ęty. Na ostat­nim pi­ętrze prze­strzeń wy­sta­wo­wa otwie­ra się aż po spód czte­ro­spa­do­we­go da­chu. I tu wi­dać, że oś słu­pa kon­struk­cyj­ne­go nie zbie­ga się ze środ­kiem da­chu, któ­re­go ob­ci­ąże­nie też prze­no­si. Dla­te­go Ol­gia­ti po­łączył dach i drew­nia­ną ko­lum­nę uko­śną bel­ką. To wy­gląda jak błąd w sztu­ce, ale to ce­lo­wy za­bieg ar­chi­tek­ta…

… żeby wy­trącić nas z rów­no­wa­gi. Ol­gia­ti lubi igrać z na­szy­mi przy­zwy­cza­je­nia­mi. Ele­wa­cje hi­sto­rycz­ne­go bu­dyn­ku po­zor­nie znisz­czył, ale prze­cież od­sło­nił hi­sto­rycz­ny ka­mień i na­wet mur sza­chul­co­wy na gór­nym pi­ętrze. Ma­lu­jąc fa­sa­dy na bia­ło, nadał im jesz­cze bar­dziej cha­rak­te­ru eks­po­na­tu, świad­ka prze­szło­ści. Ale ca­łkiem zmie­nił pro­por­cje bu­dyn­ku. Do­dał be­to­no­wą at­ty­kę, oczy­wi­ście bia­łą, tak że sto­jąc bli­sko mu­zeum, ta wy­su­ni­ęta ele­wa­cja skry­wa po­chy­ły dach i bu­dy­nek wy­da­je się kost­ką. W środ­ku drew­nia­ne podło­gi są tak uło­żo­ne, że ka­żda „ćwiart­ka” wo­kół drew­nia­ne­go fi­la­ru ma w inną stro­nę uło­żo­ne de­ski. Część drew­na po­cho­dzi z ro­ze­bra­nych wnętrz ka­mie­ni­cy.

Wiesz, my się tu za­chwy­ca­my tym bu­dyn­kiem, ale boję się, że ktoś spoj­rzy na zdjęcia i po­wie – co to za ob­dar­ty dom? Ol­gia­ti jest kul­to­wym ar­chi­tek­tem, ma swo­ich wier­nych fa­nów, ale głów­nie wśród in­nych ar­chi­tek­tów. Two­rzy ar­chi­tek­tu­rę bar­dzo ar­chi­tek­to­nicz­ną, struk­tu­ral­ną. Pod­kre­śla, że chce uni­kać ja­kich­kol­wiek sym­bo­li, na­wi­ązań hi­sto­rycz­nych – bu­dyn­ki mają być czy­stą, abs­trak­cyj­ną ar­chi­tek­tu­rą.

To uto­pia, bo im bar­dziej sta­rasz się uciec od sym­bo­li, tym moc­niej pro­wo­ku­jesz sym­bo­licz­ne in­ter­pre­ta­cje. To jak z Czar­nym kwa­dra­tem na bia­łym tle Ka­zi­mie­rza Ma­le­wi­cza, któ­ry aż bu­zu­je od tre­ści mimo ich po­zor­ne­go bra­ku. Tak samo jest z bu­dyn­ka­mi Ol­gia­tie­go. In­try­gu­ją wie­lo­znacz­no­ścią.

Dys­ku­to­wa­li­śmy, czy w ogó­le da­wać Ol­gia­tie­go do prze­wod­ni­ka. Albo któ­ry bu­dy­nek wy­brać, bo wszyst­kie są do­bre, ale ka­żdy jest inny.

Wie­rzę, że choć jego twór­czo­ść wy­da­je się her­me­tycz­na, to może po­rwać swo­im su­ro­wym pi­ęk­nem.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

Mu­zeum jest czyn­ne od wtor­ku do nie­dzie­li w go­dzi­nach od 14.00 do 18.00. Wstęp kosz­tu­je 8 CHF, ale w przy­pad­ku no­co­wa­nia we Flims i otrzy­ma­nia kar­ty go­ścia – bi­le­ty mo­żna za­ku­pić ze zni­żką 2 CHF.

Mu­zeum

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Ko­niecz­no­ść ku­pie­nia bi­le­tu

Cen­tral Si­gnal Box i Si­gnal Box Auf dem Wolf

CH, Ba­zy­lea, Wal­ke­weg 61

1995, 1999

He­rzog & de Meu­ron

TM Si­gnal Box, czy­li dwie na­staw­nie ko­le­jo­we w Ba­zy­lei, to były dla nas pew­nia­ki – mu­sia­ły się po­ja­wić w tym prze­wod­ni­ku!

RK Ktoś, kto będzie to czy­tał, za­pu­ka się w czo­ło – co my pro­po­nu­je­my lu­dziom, żeby ogląda­li ja­kieś bud­ki ko­le­jo­we?

Przy­zwy­cza­ili­śmy się do nie­zwy­kłych bu­dyn­ków mu­ze­ów czy świ­ątyń, ale do­sko­na­le za­pro­jek­to­wa­ne obiek­ty in­fra­struk­tu­ral­ne to już rzad­ko­ść. Co ta­kie­go cię po­ru­sza w tych dwóch na­staw­niach?

Są dla mnie kwin­te­sen­cją tego, z cze­go sły­nie szwaj­car­skie biu­ro He­rzog & de Meu­ron. Na­wet trud­no wy­ra­zić to sło­wa­mi, bo do­ty­ka ma­te­rial­no­ści i nie­ma­te­rial­no­ści. Oni po­tra­fią wzi­ąć ja­kiś zwy­kły ma­te­riał, któ­ry ka­żdy zna, bo jest pod­sta­wo­wym skład­ni­kiem ar­chi­tek­tu­ry, ale tak go wy­wró­cić na dru­gą stro­nę, że na­gle sta­je się czy­mś nie­zwy­kłym. To oni pierw­si zro­bi­li ar­che­ty­picz­ny do­mek, jak z dzie­ci­ęce­go ob­raz­ka, tyl­ko w ca­ło­ści od­la­ny z be­to­nu. Pew­nie gdy­by nie ich Ru­din Ho­use w Ley­men, nie by­ło­by mo­jej Arki. A tu z ko­lei wzi­ęli na warsz­tat mie­dź, zna­ną od se­tek lat w bu­dow­nic­twie, jed­nak za­miast da­chu obło­ży­li nią ele­wa­cje.

H&dM wy­my­śli­li do tego nowy spo­sób apli­ka­cji. Obie na­staw­nie wy­gląda­ją jak wiel­kie szpu­le mie­dzia­ne­go ka­bla, któ­re ktoś po­sta­wił obok to­rów ko­le­jo­wych. Bu­dyn­ki ob­wi­ni­ęto wstęga­mi mie­dzi o sze­ro­ko­ści 20 cm. A tam, gdzie są okna i po­trzeb­ny jest do­stęp świa­tła, wstęgi lek­ko się wy­wi­ja­ją i pod­no­szą, two­rząc ro­dzaj ża­lu­zji.

Ta efek­tow­na okła­dzi­na to nie jest sztu­ka dla sztu­ki, ale prze­my­śla­ny kon­cept. He­rzog & de Meu­ron mie­li za­pro­jek­to­wać wie­le na­staw­ni dla szwaj­car­skich ko­lei SBB. Szu­ka­li za­tem spo­so­bu, któ­ry po­zwo­li­łby zu­ni­fi­ko­wać obiek­ty, bo ka­żda wie­ża ma prze­cież tro­chę inny pro­gram, wiel­ko­ść, kszta­łt. Mie­dzia­na wstęga to uni­wer­sal­ny pa­tent, któ­ry przy­da­je bu­dyn­kom jed­no­li­te­go wy­glądu.

Jest jesz­cze coś w tym ma­te­ria­le – ru­da­wa po­wło­ka mie­dzi ko­ja­rzy mi się z rdza­wym py­łem, któ­ry za­wsze osia­da wszędzie wo­kół to­rów ko­le­jo­wych. Bia­łe albo be­to­no­we wie­że i tak by się szyb­ko zbru­dzi­ły. A ar­chi­tek­ci już na dzień do­bry pod­da­li bu­dyn­ki ta­kiej szla­chet­niej pa­ty­nie.

Dla mnie to więc wpi­sa­nie się w kon­tekst miej­sca, ale w nie­oczy­wi­sty spo­sób. Zna­le­zie­nie ta­kie­go po­my­słu, to jest coś, o czym ma­rzy ka­żdy ar­chi­tekt. Jed­ną de­cy­zją pro­jek­to­wą – opa­ko­wa­niem wież w mie­dzia­ną po­wło­kę – roz­wi­ąza­no wie­le pro­ble­mów stric­te funk­cjo­nal­nych, a do tego jesz­cze zy­ska­no głębię zna­czeń.

Si­gnal Box wy­gląda jak dzie­ło za­awan­so­wa­nej tech­no­lo­gii, ni­czym kom­pu­te­ry do kie­ro­wa­nia ru­chem ko­le­jo­wym, któ­re są w środ­ku. Ale z dru­giej stro­ny to była ręcz­na, wręcz rze­mie­śl­ni­cza ro­bo­ta. Ogląda­łem zdjęcia z bu­do­wy – pasy mie­dzi na­kła­da­li ro­bot­ni­cy, mo­cu­jąc je do pod­kon­struk­cji na­rzu­co­nej na żel­be­to­wą sko­ru­pę. Na­wet te sub­tel­ne wy­gi­ęcia pa­sów przy oknach to naj­zwy­klej­sza pra­ca ludz­kich rąk, a nie żad­ne la­se­ro­we wy­ci­nan­ki.

Dla mnie to jest po pro­stu ka­wał pi­ęk­nej ar­chi­tek­tu­ry. Jak ona się za­cho­wu­je w sło­ńcu albo desz­czu! Mie­dzia­na ele­wa­cja zmie­nia się prze­cież w ci­ągu dnia i pór roku. Wie­czo­rem prze­sta­je być mo­no­li­tem, bo na­gle świa­tło prze­zie­ra przez ża­lu­zje i zdra­dza ukry­te za nimi okna. Czy­sta po­ezja! Do tego jest to me­ga­funk­cjo­nal­ne – mie­dzia­na po­wło­ka two­rzy ro­dzaj siat­ki Fa­ra­daya, któ­ra chro­ni cały sprzęt kom­pu­te­ro­wy w na­staw­ni przed za­kłó­ce­nia­mi elek­tro­ma­gne­tycz­ny­mi.

Su­ro­we bry­ły wież ko­ja­rzą mi się ze sta­lo­wy­mi rze­źba­mi Ri­char­da Ser­ry. I my­ślę, że to nie przy­pa­dek, bo H&dM często od­wo­łu­ją się do sztu­ki wspó­łcze­snej, a do tego wie­lo­krot­nie wspó­łpra­co­wa­li z ar­ty­sta­mi, na­wet ta­ki­mi gi­gan­ta­mi jak Jo­seph Beuys.

Tak, obie wie­że Si­gnal Box to coś wi­ęcej niż in­fra­struk­tu­ra – to dzie­ła sztu­ki.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

Wie­ża Cen­tral Si­gnal Box jest do­sko­na­le wi­docz­na i ła­two do­stęp­na, bo znaj­du­je się w cen­trum Ba­zy­lei obok mo­stu bie­gnące­go nad to­ra­mi ko­le­jo­wy­mi, w po­bli­żu przy­stan­ku tram­wa­jo­we­go Mün­chen­ste­iner­stras­se. Mo­żna wręcz po­de­jść pod drzwi na­staw­ni. Dru­ga wie­ża – Si­gnal Box Auf dem Wolf – znaj­du­je się na za­mkni­ętym te­re­nie ko­le­jo­wym. Sto­jąc na mo­ście obok pierw­szej, mo­żna ją jed­nak wy­pa­trzeć w od­da­li. Trze­ba tyl­ko spo­glądać na wschód – będzie wi­docz­na na środ­ku bocz­ni­cy ko­le­jo­wej (stoi 800 m da­lej, więc przy­da się lor­net­ka).

Obiekt in­fra­struk­tu­ry trans­por­to­wej

Obiekt pry­wat­ny – mo­żna obej­rzeć tyl­ko z ze­wnątrz

Nowy bu­dy­nek Kun­st­mu­seum Ba­sel

CH, Ba­zy­lea

2016

Christ & Gan­ten­be­in

TM Ba­zy­lea sztu­ką stoi. Nie tyl­ko ze względu na or­ga­ni­zo­wa­ne tam mi­ędzy­na­ro­do­we tar­gi Art Ba­sel, któ­re są jed­ną z naj­wa­żniej­szych tego typu im­prez na świe­cie, ale ta­kże przez na­sy­ce­nie mia­sta w licz­ne mu­zea i ga­le­rie. Sama ar­chi­tek­tu­ra tych obiek­tów jest zwy­kle war­ta uwa­gi, pod Ba­zy­leą mo­żna zo­ba­czyć Fon­da­tion Bey­eler pro­jek­tu Ren­za Pia­no, to roz­le­gły pa­wi­lon wpi­sa­ny w park. Jest też awan­gar­do­wa i chro­po­wa­ta hala Lau­renz-Sti­ftung Schau­la­ger – dzie­ło He­rzog & de Me­ru­on. Ten słyn­ny duet w sa­mym mie­ście zbu­do­wał gi­gan­tycz­ną nową halę tar­go­wą, któ­ra rok­rocz­nie go­ści Art Ba­sel. Ale nas szcze­gól­nie za­in­te­re­so­wa­ła roz­bu­do­wa Kun­st­mu­seum.

RK I sam się so­bie dzi­wię. Bo ten bu­dy­nek ma ce­głę na ele­wa­cji, tra­dy­cyj­ny trój­po­dział fa­sa­dy na co­kół, pi­ętra i zwie­ńcze­nie w po­sta­ci fry­zu. Bry­ła jest pro­sta, a jej je­dy­ną ozdo­bą są drzwi czy okna, któ­re mają na­wet wy­wie­dzio­ne z tra­dy­cji okien­ni­ce.

Brzmi jak bar­dzo kon­ser­wa­tyw­na ar­chi­tek­tu­ra.

Tak, ale z dru­giej stro­ny pra­cow­nia Christ & Gan­ten­be­in, czy­li au­to­rzy no­wej części mu­zeum, prze­twa­rza­ją te pod­sta­wo­we ele­men­ty. Przy­kła­do­wo okien­ni­ce wy­ko­na­no z prze­my­sło­wej, ocyn­ko­wa­nej bla­chy. Sama ce­gła ma nie­spo­ty­ka­ne, wy­dłu­żo­ne pro­por­cje, do tego prze­dziw­ny ko­lor w ró­żnych od­cie­niach sza­ro­ści.

Po­dob­no to była żó­łta i czer­wo­na ce­gła, któ­rą eks­tra­ho­wa­no azo­tem. Dzi­ęki temu pro­ce­so­wi che­micz­ne­mu „zdjęto” ko­lor z ce­ra­mi­ki, dla­te­go fa­sa­dy Kun­st­mu­seum są mo­no­chro­ma­tycz­ne i wy­gląda­ją jak czar­no-bia­ła fo­to­gra­fia. Zwróć uwa­gę, że tego trój­po­dzia­łu ele­wa­cji nie za­zna­cza­ją żad­ne gzym­sy, ale wła­śnie gra­da­cja ko­lo­rów ce­gły.

Tam jest wie­le ta­kich nie­oczy­wi­stych roz­wi­ązań. Ale już mi­strzo­stwem jest ten wy­so­ki na 3 m fryz. Niby ce­gla­ny, ale jed­nak wy­świe­tla in­for­ma­cje o wy­sta­wach. Wiel­kie ty­tu­ły czy na­zwi­ska ar­ty­stów obie­ga­ją bu­dy­nek. Ale to nie jest ja­kiś ba­nal­ny i krzy­kli­wy ekran.

Kie­dy wi­dzia­łem w pe­łnym sło­ńcu te na­pi­sy, to na­praw­dę nie mia­łem po­jęcia, jak to zo­sta­ło zro­bio­ne. My­śla­łem, że ktoś na czas wy­sta­wy wy­ma­lo­wał ja­śniej­szą far­bą fugi mi­ędzy ce­gła­mi, któ­re ukła­da­ją się w na­pis. Ale wie­czo­rem zo­ba­czy­łem, że te kre­ski świe­cą! Więc to jed­nak kwe­stia ukry­te­go oświe­tle­nia.

Ta­jem­ni­ca tego fry­zu tkwi też w uło­że­niu ce­gieł. Ka­żdy ich pas ma tam znacz­nie wi­ęk­sze wgłębie­nia od spodu niż w po­zo­sta­łej części fa­sa­dy, co zwi­ęk­sza rzu­ca­ny cień. Ukry­to w tych fu­gach dio­dy LED, któ­re są nie­wi­docz­ne z po­zio­mu uli­cy. To one podświe­tla­ją se­kwen­cyj­nie wnęki. Wy­łączo­na lam­pa ozna­cza po­zo­sta­wio­ny na­tu­ral­nie cień, czy­li ciem­ny pik­sel, włączo­na ni­we­lu­je cień – mamy wte­dy ja­sny pik­sel. Dzi­ęki opro­gra­mo­wa­niu mo­żna two­rzyć na­pi­sy i wzo­ry. Sys­tem wspo­ma­ga­ją czuj­ni­ki ba­da­jące po­ziom na­tęże­nia świa­tła, któ­re do­stra­ja­ją ja­sno­ść diod LED do pa­nu­jących wa­run­ków.

Ta za­awan­so­wa­na tech­no­lo­gia zo­sta­ła ca­łko­wi­cie ukry­ta. Na fa­sa­dzie wi­dzisz tyl­ko po­etyc­ką grę świa­tła i cie­nia. I to mu­zeum zbu­do­wa­ne jest wła­śnie na ta­kiej za­sa­dzie. Np. po­łącze­nie bu­dyn­ku ze sta­rym gma­chem od­by­wa się przez dużą salę wy­sta­wo­wą. To nie jest ja­kiś ciem­ny i wąski tu­nel, tyl­ko pe­łno­praw­na prze­strzeń eks­po­zy­cyj­na. Prze­cho­dząc nią, na­gle znaj­du­jesz się w za­byt­ko­wym gma­chu. Zbu­do­wa­nie ta­kiej sali pod głów­ną uli­cą też pew­nie było du­żym wy­zwa­niem tech­nicz­nym, ale będąc tam, nic nie zdra­dza tego wy­si­łku.

To jest taka mądra ar­chi­tek­tu­ra, któ­rą bar­dzo ce­nię. Wi­dać w tym też szwaj­car­ską skrom­no­ść. Na­wet je­że­li są wy­so­kiej ja­ko­ści ma­te­ria­ły, to ze­sta­wia się je bez­ce­re­mo­nial­nie z czy­mś zwy­kłym. Głów­ne scho­dy w mu­zeum po­kry­wa sza­ry mar­mur Bar­di­glio, a do tego do­da­no ba­lu­stra­dy ze sta­li ocyn­ko­wa­nej na ścia­nie z sza­rym tyn­kiem. Taka sto­no­wa­na ar­chi­tek­tu­ra jest świet­nym tłem nie tyl­ko dla ży­cia miej­skie­go, ale i dla pre­zen­to­wa­nej we­wnątrz sztu­ki.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

Mu­zeum jest czyn­ne od wtor­ku do nie­dzie­li od 10.00 do 18.00, dłu­żej otwar­te jest w śro­dy (do 20.00). Wi­ęcej in­for­ma­cji znaj­du­je się na stro­nie: www.kun­st­mu­seum­ba­sel.ch.

Mu­zeum

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Ko­niecz­no­ść ku­pie­nia bi­le­tu

Ka­pli­ca św. Be­ne­dyk­ta

CH, Su­mvitg, Vitg 221

1989

Pe­ter Zum­thor

TM Nie­wiel­ka ka­pli­ca w ma­le­ńkiej al­pej­skiej wio­sce Su­mvitg w Gry­zo­nii to je­den z naj­star­szych obiek­tów, jaki wy­bra­li­śmy do prze­wod­ni­ka.

RK To tego typu ar­chi­tek­tu­ra, któ­ra jest po­nad­cza­so­wa. Uni­wer­sal­na for­ma, szla­chet­ne ma­te­ria­ły po­wo­du­ją, że ka­pli­ca i za 100 lat będzie do­sko­na­le się bro­nić. Pe­ter Zum­thor stwo­rzył dzie­ło w na­wi­ąza­niu do lo­kal­nej tra­dy­cji, ale za­sto­so­wał no­wo­cze­sne roz­wi­ąza­nia, przy­kła­do­wo pa­smo­we okna bie­gnące po ob­wo­dzie ka­pli­cy tuż po­ni­żej li­nii oka­pu da­chu czy be­to­no­we scho­dy. Ca­ło­ść jest jed­nak pe­łna har­mo­nii, któ­ra rzad­ko wy­stępu­je w dzie­łach wspó­łcze­snych ar­chi­tek­tów. Zum­thor jest nie­do­ści­gnio­nym mi­strzem, któ­re­go na­gro­dzo­no Pritz­ke­rem (Na­gro­da Pritz­ke­ra okre­śla­na jest jako ar­chi­tek­to­nicz­ny No­bel – przyp. red.).

A wszyst­ko za­częło się od la­wi­ny, któ­ra 10 lu­te­go 1984 roku znisz­czy­ła pier­wot­ną ka­pli­cę. Był to naj­star­szy ko­ściół w Szwaj­ca­rii da­to­wa­ny na IX wiek. Dziś jego ru­iny mo­żna zwie­dzać u pod­nó­ża wio­ski. Klasz­tor Di­sen­tis, do któ­re­go na­le­ża­ła ka­pli­ca, za­pro­sił Zum­tho­ra do zbu­do­wa­nia no­wej świ­ąty­ni. Ar­chi­tekt wy­brał na­wet miej­sce pod jej bu­do­wę – po­wy­żej wio­ski, obok lasu, któ­ry chro­ni osa­dę przed nisz­czący­mi la­wi­na­mi. Nowa bu­dow­la jest drew­nia­na jak wi­ęk­szo­ść za­bu­do­wy al­pej­skiej, ale ma uni­kal­ny kszta­łt.

I do tego nie­oczy­wi­sty. Z da­le­ka wy­gląda jak ro­tun­da, z bli­ska, gdy się wdra­pu­je ście­żką, na­gle za­czy­na się za­uwa­żać, że ka­pli­ca ma od we­jścia ostry „dziób”. Gdy już czło­wiek my­śli, że bu­dy­nek jest na pla­nie ry­biej łu­ski, po we­jściu do środ­ka od­kry­wa, że to obiekt na rzu­cie kro­pli wody.

Łu­ski po­ja­wia­ją się też na ele­wa­cjach jako drew­nia­ny gont. Gdy tam by­łem nie­daw­no, za­chwy­ci­łem się tym, jak pi­ęk­nie spa­ty­no­wa­ło drew­no. Ele­wa­cja po­łu­dnio­wa, wy­cho­dząca na wio­skę, sczer­nia­ła, z ko­lei pó­łnoc­na od stro­ny lasu jest sre­brzy­sto-sza­ra. W do­ty­ku fa­sa­dy są mi­ęk­kie jak za­msz. W ogó­le ka­żdy bu­dy­nek Zum­tho­ra, ten rów­nież, jest bar­dzo sen­su­al­ny. W środ­ku ka­pli­cy pach­nie drew­nem, a do jed­no­prze­strzen­ne­go wnętrza wpa­da z góry de­li­kat­ne świa­tło.

Zum­thor po­wta­rza, że ar­chi­tek­tu­ra to prze­strzeń i ma­te­riał. Nie cho­dzi w niej o for­mę, ale o ma­te­rial­no­ść. Na po­cząt­ku ka­rie­ry two­rzył me­ble, ma więc w ręku fach rze­mie­śl­ni­ka, dla­te­go jego bu­dyn­ki często są drew­nia­ne z do­sko­na­le do­pra­co­wa­nym de­ta­lem. Tu­taj za­pro­jek­to­wał ta­kże pro­ste me­ble – ław­ki, ołtarz. Kla­sę pro­jek­tan­ta mo­żna po­czuć, sia­da­jąc na tych ław­kach, przy ich mi­ni­ma­li­stycz­nym de­si­gnie one są na­praw­dę wy­god­ne.

Ka­pli­ca ma dach z wi­docz­ną od środ­ka kon­struk­cją z drew­nia­ny­mi że­bra­mi kro­kwi, przez swój kszta­łt przy­po­mi­na on ka­dłub stat­ku. Na­gle drew­nia­na ka­le­ni­ca sta­je się więc stęp­ką ło­dzi.

Świ­ąty­nia jako łódź to sym­bol często sto­so­wa­ny przez ar­chi­tek­tów wspó­łcze­snych. Cho­ćby zna­ny pol­ski po­wo­jen­ny ko­ściół w No­wej Hu­cie – Arka Pana – ma taką bry­łę (proj. Woj­ciech Pie­trzyk – przyp. red.), ale jed­nym z naj­słyn­niej­szych przy­kła­dów jest ka­pli­ca w Ron­champ pro­jek­tu Le Cor­bu­sie­ra. To oczy­wi­ście od­nie­sie­nie do sym­bo­li­ki ko­ścio­ła jako stat­ku pro­wa­dzące­go do zba­wie­nia. Ale u Zum­tho­ra po­do­ba mi się, że kszta­łt bry­ły nie jest do­słow­ny, od­kry­wa się go do­pie­ro przy bli­ższym kon­tak­cie z bu­dyn­kiem.

W ogó­le jak cała szwaj­car­ska ar­chi­tek­tu­ra, któ­rą ce­chu­je skrom­no­ść, ta­kże ka­pli­ca w Su­mvitg jest nie­zwy­kle sto­no­wa­na. Na­wet jej re­li­gij­ne prze­zna­cze­nie za­zna­czo­no je­dy­nie de­li­kat­nym, nie­wiel­kim krzy­żem na da­chu, a wol­no­sto­jąca drew­nia­na dzwon­ni­ca to w za­sa­dzie kon­struk­cja przy­po­mi­na­jąca dra­bi­nę. Może się ko­ja­rzyć z bi­blij­ną dra­bi­ną Ja­ku­bo­wą, po któ­rej z nie­ba scho­dzi­li anio­ło­wie.

Żad­ne­go blich­tru, tyl­ko pod­sta­wo­we ma­te­ria­ły, pro­ste for­my i kon­struk­cje, ale do­sko­na­le skom­po­no­wa­ne. To jest esen­cja ar­chi­tek­tu­ry.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

Do ka­pli­cy mo­żna do­je­chać sa­mo­cho­dem – od wio­ski Su­mvitg pro­wa­dzi wąska i stro­ma as­fal­to­wa dro­ga. Po mi­ni­ęciu ruin daw­nej świ­ąty­ni św. Be­ne­dyk­ta za­raz przed ko­lej­ny­mi za­bu­do­wa­nia­mi po le­wej stro­nie dro­gi znaj­du­je się nie­wiel­ki par­king dla od­wie­dza­jących ka­pli­cę. Ostat­nie kil­ka­dzie­si­ąt me­trów trze­ba już po­ko­nać pie­szo wąską, gór­ską ście­żką.

Ka­pli­ca

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Wstęp wol­ny

La Con­giun­ta

CH, Gior­ni­co, Via Sta­zio­ne Vec­chia 2

1992

Pe­ter Mär­kli

TM Nie ukry­wam, że mam pew­ne pre­fe­ren­cje es­te­tycz­ne, je­śli cho­dzi o ar­chi­tek­tu­rę. Jed­ną z nich jest bru­ta­lizm – pew­na su­ro­wo­ść, jak i głębo­ka szcze­ro­ść bu­dyn­ków w nie­ukry­wa­niu swo­jej kon­struk­cji, ale rów­nież nie­do­sko­na­ło­ści.

RK Bro­ni­łeś na­wet bar­dzo moc­no bru­ta­li­stycz­nej hali dwor­ca ko­le­jo­we­go w Ka­to­wi­cach przed wy­bu­rze­niem.

Tak, Ty zresz­tą też by­łeś za­an­ga­żo­wa­ny w obro­nę Bru­ta­la z Ka­to­wic. Bru­ta­lizm śle­dzę od lat. Dla­te­go chcę po­ka­zać szcze­gól­ne mu­zeum w Szwaj­ca­rii, któ­re po części wpi­su­je się w ten styl, choć jest już bar­dziej wspó­łcze­sne. Może na­wet lep­szym sło­wem niż mu­zeum, by­ło­by okre­śle­nie dom dla 30 rze­źb Han­sa Jo­se­ph­soh­na, szwaj­car­skie­go rze­źbia­rza two­rzące­go su­ro­we, ale bar­dzo sil­ne w wy­ra­zie dzie­ła. Spe­cjal­nie dla prac tego wy­bit­ne­go ar­ty­sty w ma­le­ńkim Gior­ni­co ar­chi­tekt Pe­ter Mär­kli zbu­do­wał nie­zwy­kłą prze­strzeń eks­po­zy­cyj­ną.

Przy­znam, że nie do ko­ńca czu­ję ten bu­dy­nek. Jest su­ro­wy, ale nie wiem, czy nie prze­kro­czo­no tu ja­kie­jś gra­ni­cy. Są bu­dyn­ki z su­ro­wych ma­te­ria­łów, któ­re są w ja­kiś spo­sób ma­gicz­ne, jak u Zum­tho­ra. A tu wi­dzę kli­mat bar­dziej jak z opusz­czo­ne­go bu­dyn­ku prze­my­sło­we­go.

La Con­giun­ta wzbu­dza kon­tro­wer­sje. Ten bu­dy­nek jest tak szorst­ki, że może wy­da­wać się nie­przy­jem­ny. Wła­śnie jak ja­kaś be­to­no­wa sta­cja tra­fo po­rzu­co­na w al­pej­skiej do­li­nie. Ale gdy tam się jest w środ­ku, to na­praw­dę dzia­ła ma­gia. Wcho­dzisz przez zwy­kłe drzwi ze sta­li ocyn­ko­wa­nej, za­miast scho­dów masz tyl­ko ja­kiś wy­sta­jący ze ścia­ny ka­wa­łek be­to­nu, bo próg jest na­praw­dę wy­so­ko. I znaj­du­jesz się w be­to­no­wej sali, za któ­rą wi­dać w am­fi­la­do­wym ci­ągu ko­lej­ne po­miesz­cze­nia. Wszyst­kie mają rów­nież ścia­ny z su­ro­we­go be­to­nu. Nie ma tam żad­nej lam­py, świa­tło wpa­da je­dy­nie przez da­cho­we świe­tli­ki, ale one nie mają szyb tyl­ko pó­łtran­spa­rent­ne ta­fle z two­rzy­wa, więc to są bar­dzo zmi­ęk­czo­ne pro­mie­nie sło­necz­ne. I na­gle wi­dzisz rze­źby Jo­se­ph­soh­na w kon­te­kście, któ­ry je do­pe­łnia. Mär­kli przy­ja­źnił się z ar­ty­stą, pew­nie dla­te­go tak świet­nie wy­czuł, jaka prze­strzeń jest po­trzeb­na dzie­łom rze­źbia­rza.

Dla mnie ten bu­dy­nek to jest ja­kiś hard­kor. On by nie miał ra­cji bytu, gdy­by tam mie­li miesz­kać lu­dzie. Ale fakt, że dla tych rze­źb to jest od­po­wied­nia prze­strzeń. Ta ar­chi­tek­tu­ra wy­gląda­jąca na pry­mi­tyw­ną pro­wa­dzi wręcz dia­log ze sztu­ką, a to nie zda­rza się często w mu­ze­ach. Na­praw­dę tam nie ma oświe­tle­nia?

Żad­nych in­sta­la­cji, na­wet ogrze­wa­nia. Dla mnie Mär­kli wra­ca w tym mu­zeum do pra­po­cząt­ków ar­chi­tek­tu­ry. Spójrz na otwo­ry drzwio­we – wszyst­kie mają wy­so­kie pro­gi, któ­re trze­ba z roz­my­słem prze­kra­czać prze­cho­dząc z sali do sali.

Gdy­by to był obiekt zbu­do­wa­ny za pu­blicz­ne pie­ni­ądze, praw­do­po­dob­nie by to nie prze­szło, bo mu­sia­łby być do­sto­so­wa­ny do osób z nie­pe­łno­spraw­no­ścią ru­cho­wą. Mu­sia­łby mieć świa­tło, ram­py, ogrze­wa­nie.

A tu mamy ła­ma­nie ta­kich za­sad, wszyst­ko po to, by bu­do­wać at­mos­fe­rę ni­czym ze wcze­snych świ­ątyń ro­ma­ńskich. Zresz­tą w świet­nym do­ku­men­cie Ar­chi­tek­tu­ra nie­sko­ńczo­no­ści Chri­sto­pha Schau­ba Mär­kli mówi, że od­kry­wa­nie ta­kich wcze­snych ko­ścio­łów po­cho­dzących z cza­sów, gdy nie było ar­chi­tek­tów, wy­zwo­li­ło go z aka­de­mic­kich ram. La Con­giun­ta to jak sam mówi „ra­dy­kal­na me­dy­ta­cja ar­chi­tek­to­nicz­na”, bo sku­pia się tu na pod­sta­wo­wych ele­men­tach: bry­łach, otwo­rach, pro­por­cjach po­miesz­czeń.

Za­sta­na­wiam się, jak w Szwaj­ca­rii – w kra­ju, w któ­rym jest tak wy­so­ka kul­tu­ra bu­do­wa­nia – uda­ło się osi­ągnąć taki pry­mi­ty­wizm? Mär­kli mu­siał się na­praw­dę po­sta­rać, żeby tak kon­se­kwent­nie ten bu­dy­nek „po­psuć” – woda leje się w nim po fa­sa­dach, ce­lo­wo two­rząc za­cie­ki, ro­śnie ja­kiś mech, rdze­wie­ją drzwi. Ale za­czy­nam ro­zu­mieć two­ją fa­scy­na­cję. Ten bu­dy­nek może nie­po­ko­ić, in­try­go­wać. Na pew­no Mär­kli robi to, co ce­nię w ar­chi­tek­tu­rze i sztu­ce naj­bar­dziej – re­du­ku­je zbęd­ną ilo­ść ele­men­tów.

Dla mnie Mär­kli upra­wia ar­chi­tek­tu­rę pry­mar­ną, dzi­ęki któ­rej mo­że­my po­wró­cić do jej ko­rze­ni i na nowo ją za­cząć od­czy­ty­wać. To bar­dzo odświe­ża­jące spoj­rze­nie.

In­for­ma­cje prak­tycz­ne:

La Con­giun­ta znaj­du­je się przy pó­łnoc­nym wje­ździe do miej­sco­wo­ści Gior­ni­co, po­ło­żo­na jest po­mi­ędzy rze­ką Ti­ci­no a to­ra­mi ko­le­jo­wy­mi. W mu­zeum znaj­du­ją się dzie­ła rze­źbia­rza Han­sa Jo­se­ph­soh­na z lat 1950-1991. La Con­giun­ta otwar­ta jest przez cały rok, trze­ba jed­nak pa­mi­ętać, że z ra­cji bra­ku sztucz­ne­go oświe­tle­nia mu­zeum po zmro­ku jest nie­czyn­ne. Je­śli w ci­ągu dnia za­sta­nie się za­mkni­ęte drzwi, po klu­cze na­le­ży się udać do Oste­rii znaj­du­jącej się w cen­trum miej­sco­wo­ści przy głów­nej uli­cy (tel.+ 41 91 864 22 15, Oste­ria jest czyn­na od 8.00 rano od po­nie­dzia­łku do so­bo­ty, w nie­dzie­lę od 9.00). Wi­ęcej in­for­ma­cji o ar­ty­ście i mu­zeum znaj­du­je się na stro­nie: www.kes­sel­haus-jo­se­ph­sohn.ch.

Mu­zeum

Obiekt otwar­ty dla zwie­dza­jących

Wstęp wol­ny

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej.